Tomasz Żelazowski: -Nasza boiskowa przygoda z Darkiem Brytanem przerodziła się w prawdziwą przyjaźń

-Tomaszu, na jednym z portali społecznościowych zabawiliśmy się wraz z czytelnikami w wytypowanie najlepszej jedenastki piłkarskiej KSZO ostatniego ćwierćwiecza w ustawieniu 1-4-4-2. Zgadnij, jacy napastnicy byli najczęściej do niej typowani?

-Fajnie, że takie zabawy są w warunkach społecznej izolacji organizowane, ale skoro pytasz mnie, to mogę się tylko domyślać… – odpowiada z uśmiechem Tomasz Żelazowski.

-No właśnie, kibice nie wyobrażają sobie tej jedenastki bez duetu napastników Tomasz Żelazowski – Dariusz Brytan. Otrzymaliście najwięcej zgłoszeń i co szczególnie ciekawe tylko obaj byliście typowani we wszystkich propozycjach. Wychodzi na to, że pamięć kibiców o waszych wyczynach wciąż jest żywa i wciąż wywołuje określone emocje?

-Wyjątkowo się z tego cieszę. Darek też się z tego ucieszy, bo zaraz do niego zadzwonię. Dziękuję za tę pamięć kibicom, bo wspólnie przeżyliśmy wiele, wiele radosnych chwil. Okazuje się, że nasza wspólna z Darkiem przygoda boiskowa przerodziła się w długotrwałą przyjaźń pozaboiskową. Z oczywistych powodów nie utrzymujemy tak częstych kontaktów, ale zawsze jeden o drugim pamięta. Dość wspomnieć, że jeszcze nie tak dawno byłem na weselu dzieci Darka. „Brytek” to, nie wiem, czy wszyscy kibice wiedzą dziś już prawdziwy dziadek, niezmiernie cieszący się ze swego życia i następców rodowych. Tak to już jest, że dziś znajdujemy się na zupełnie innym etapie życia. O futbolu nie da się jednak, ot tak, zapomnieć…

-Ja nie zapomnę nigdy, jak przy awansie do I ligi ty strzeliłeś 19, a „Brytek” 18 goli. Toż to było na waszym koncie prawie 75 procent  wszystkich bramek, jakie strzelił KSZO w tym historycznym sezonie… Mówiło się, że stanowicie niezwykłą siłę, gdyż byliście napastnikami o zupełnie innej charakterystyce, ale karmiących się zawsze tą niezwykłą współpracą na murawie…

-Wcześniej wbiliśmy też trochę goli w III lidze. Darku, tak naprawdę, to byliśmy prawdziwymi naturszczykami. Darek miał jeszcze za sobą okres bardzo dobrej gry w Stali Stalowa Wola, ale ja? Wszystko wówczas kręciło się niezwykle szybko. Dopiero co grałem w zespole z Opatowa, ledwo co przyszedłem do KSZO, a już musiałem w iście ekspresowym tempie grać na piłkarskich salonach.

-Często chyba takie wspomnienia odżywają?

-Zwłaszcza, że oglądam teraz zafundowane przez jedną ze stacji powtórkowe mecze z udziałem KSZO w Ekstraklasie. Bywa, że „na żywo” wymieniamy się z kolegami z tamtego zespołu SMS-ami, komentując żartobliwie niektóre zagrania. Tak sobie myślę, że szkoda, że w tym trzecim sezonie pobytu w Ekstraklasie odszedł z KSZO trener Krzysztof Tochel. Co prawda wówczas nie udało nam się awansować do tzw. grupy mistrzowskiej, czyli najlepszej „ósemki”, ale graliśmy naprawdę przyzwoity futbol. Po jego odejściu rozsypał się zespół, no i zaczęły kłopoty w ostrowieckiej piłce…

-Dziękuję za rozmowę.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *