W krótkich spodenkach na Łysicę

Jedni ich podziwiają, zazdroszczą odwagi i samozaparcia, inni zaś uważają, że niepotrzebnie szafują swoim zdrowiem, a nawet życiem.
Mowa o „śnieżnych” morsach, którzy w zimę spacerują w krótkich spodenkach. W mocno zredukowanym okryciu pokonują nie tylko krótkie trasy. Grupa śnieżnych morsów zdobyła w ostatnim czasie szczyt naszych Świętokrzyskich Gór – Łysicę.
Z wody w góry
-Morsuję już 9 lat, uprawiam też inne sporty; morsowanie to według mnie forma aktywności fizycznej – mówi Dominika Klus. Lubię sobie stawiać wyzwania sportowe i jednym z takich wyzwań było dla mnie wejście na Łysicę w krótkich spodenkach.


Jak podkreśla Dominika każdy organizm jest inny i nie ma jakiegoś szablonowego sposobu przygotowań.
-Ja postanowiłam się przygotować, spacerując, stopniowo pokonując dłuższe odległości, np. po mieście, w krótkich spodenkach, w tygodniach poprzedzających wydarzenie, a poza tym regularnie morsuję i mój organizm jest przyzwyczajony do ekspozycji na zimno – mówi Dominika. Bardzo ważny jest odpowiedni ubiór, podobnie jak w przypadku morsowania – ciepłe buty, skarpety, czapka, rękawice, szalik – to niezbędne elementy. Pamiętajmy, że dłonie, stopy, czy też głowa, nie posiadają niemal w ogóle izolacyjnej warstwy tkanki tłuszczowej.
Dominika przyznaje, że na pewno nie każdy może poddawać się takim aktywnościom, to kwestia indywidualna każdego organizmu.
-Trzeba obserwować i poznać dokładnie swój organizm, wiedzieć co jesteśmy w stanie zrobić, nie przeceniać swoich możliwości – dodaje. Jeśli się źle czujemy, natychmiast się ubrać, podobnie w przypadku morsowania, nie można robić czegoś co nam sprawia ból czy dyskomfort. Zalety to: przełamanie swoich barier, poprawa ukrwienia, dotlenienia, odporności , samopoczucia i wiele innych podobnie jak w przypadku morsowania.
Dominika podkreśla, że nasze góry są doskonałym miejscem na morsowanie „górskie”, gdyż nie ma tam bardzo wysokich szczytów, a tereny są zalesione.
Nie narażamy się na niebezpieczne pokonywanie długich tras w różnych, ekstremalnych warunkach, a rozsądek i własna intuicja to kwestie niezwykle ważne- mówi.
Zimą na motocyklu
Pomysł na oswojenie zimna Tomaszowi Dublasiewiczowi przyszedł latem.
-Pierwszym razem po wycieczce motocyklowej w Alpy, gdzie różnica temperatur w sierpniu jest ponad 30 stopni, tzn. w Mediolanie, skąd startowałem było 35, a na przełęczach powyżej 2500 m tylko kilka stopni – wspomina Tomasz. Chcąc zwiedzić te niesamowite miejsca, trzeba było sobie na motocyklu w tej temperaturze poradzić. Drugi raz nastąpił po nurkowaniu w jeziorze, gdzie występuje tzw. termoklina, to znaczy na głębokości około 7 -8 metrów następuje gwałtowny spadek temperatury o ponad 10 stopni, do około 5 stopni Celsjusza, bez względu na to, czy na powierzchni mamy 25 czy 35 stopni. To pokazało mi, że nawet w upalne lato trzeba być przygotowanym na czasowe przebywanie w zimnie, trzeba się z tym oswoić, aby nie było to nieprzyjemne i nie zaburzało czerpania przyjemności ze spędzanego w taki sposób czasu.


Jak przyznaje Tomasz, do długotrwałego przebywania w niskich temperaturach trzeba się przygotowywać stopniowo.
-Ja zacząłem od morsowania, standardowo po kilka minut w czapce i rękawiczkach zanurzałem się do klatki piersiowej – słyszę. Po jakimś czasie zacząłem zanurzać się po szyję wraz z rękami, od tego sezonu zanurzam się cały wraz z głową. W tym roku zacząłem również tzw. suche morsowanie, czyli bieganie w samych spodenkach, chodzenie po śniegu, czego zwieńczeniem było wejście na Łysicę. Spacer w obydwie strony zajął około 1,5 godziny. Był to stopniowy proces, trwający ponad dwa lata, przy ciągłej obserwacji swojego ciała, aby w żadnym momencie nie było to ryzykowne dla zdrowia.
Tego typu aktywność dla Tomasza to przede wszystkim świetny sposób na aktywne spędzenie wolnego czasu.
-Gwałtowne obniżenie temperatury ciała wyzwala taką ilość endorfin, że nawet po najbardziej przygnębiających sytuacjach czy stresowych dniach w pracy kilkuminutowe zanurzenie odwraca samopoczucie o 180 stopni w pozytywną stronę i człowiek od razu inaczej patrzy na otaczającą go rzeczywistość – mówi.
Jak się okazuje, morsowanie stało się ostatnio bardzo popularne. Skupia dużą grupę niesamowitych ludzi, jest to wiec sposób na bardziej aktywne życie towarzyskie.
-Aspekty medyczne celowo pomijam, nie jestem specjalistą w tym zakresie, jest wiele publikacji, które niepodważalnie ukazują wyłącznie korzystne aspekty morsowania – podkreśla Tomasz. Morsować może każdy od najmłodszych lat, zarówno moje dzieci, jak i dzieci znajomych próbowały, bądź systematycznie to robią, górnej granicy wieku również nie ma. Przeciwwskazaniami do morsowania są nadciśnienie i choroby serca. Warto się zatem przebadać przed rozpoczęciem tej przygody, aby być pewnym, że nie zrobimy sobie krzywdy. Jest to bowiem sport ekstremalny o pewnym ryzyku. Jednak przy zachowaniu ogólnych zasad w pełni bezpieczny i przynoszący ogromną frajdę.
Podpatrywanie najlepszych
Przygoda z zimnem Cezarego Brosia rozpoczęła się w 2017 r., gdy został namówiony przez swojego kolegę ze Staszowa, Mariusza Jaworskiego na morsowanie na Golejowie.
-Był słoneczny dzień,- 18, woda 2,5 stopnia i zostało, od tamtej pory morsuję regularnie, 2-3 razy w tygodniu – mówi Cezary Broś.
Pasje zawdzięcza też ludziom, których poznał w 2019 roku podczas bicia rekordu Ginesa w morsowaniu sztafetowym na Stadionie Narodowym w Warszawie przez Valeriana Romanowskiego i Piotra Marczewskiego.


-13 godzin, 5 osób po 12 minut i tak cały czas- wspomina Cezary. Rekord uznany. Później start w Arua Cap w Międzyrzeczu Podlaskim i 3 miejsce w dystansie 25 m dowolnym, temperatura wody-5 stopni, w marcu 2020 morsowanie z ekipą Valeriana w komorze termoklimatycznej w temperaturze -50 odczuwalna-73 stopnie i wreszcie udział w biciu przez Valeriana rekordu Ginesa jazdy na rowerze w 230 stopniach różnicy temperatury.
Zaczynał w -160, kończył w saunie +70. Dzięki takim ludziom, ale i wielu innym, z którymi spotykamy się często podczas wspólnych morsowań, akcji charytatywnych, imprez rozwija się moja pasja. Obcowanie i poznawanie zimna. Morsowanie, suche morsowanie, carthing (uziemienie -chodzenie po śniegu), czy pływanie, to wszystko doświadczanie zimna. Nie wartościowałbym tego, każda z tych metod jest ważna i mogą się uzupełniać. Każdy z nas może zdecydować co dla niego jest odpowiednie i jak chce to robić.
Jak podkreśla Cezary, proces naszej ewolucji pozbawił nas korzystania z zimna. Mamy ubrania, ciepłe domy, przemieszczamy się samochodami. A nasze organizmy są adaptacyjne.
-Korzystanie z zimna jest korzystne z uwagi na wiele dolegliwości, z których dzięki temu możemy się wyleczyć lub je złagodzić- podkreśla Cezary. Zimno pomaga w walce ze stresem, zmniejsza stany zapalne stawów, zwiększa odporność na infekcje, poprawia krążenie, wygląd skory. Ale są też przeciw wskazania, to choroby układu krążenia, padaczka, czy choroby psychiczne oraz nadciśnienie. Dobrze porozmawiać z lekarzem o naszym stanie zdrowia i czy widzi jakieś przeciwwskazania. Jeżeli nie, każdy może to robić. Ja sam, lubię ciepło, i gdyby nie obostrzenia obecne, to łączyłbym morsowanie i saunowanie. Dlaczego? Bo to trening dla naszych naczyń krwionośnych, wymuszając ich zamykanie i otwieranie nie czynimy nic innego jak trenujemy je. Dzięki temu zwiększamy tolerancje na zmienne warunki temperatury. Za taki trening możemy uznać także zimne prysznice po ciepłych kąpielach, moczenie dłoni w zimnej wodzie z lodem czy chodzenie boso po śniegu. Wszystko to mamy za darmo i tylko nasza ,,głowa” oszukuje nas ze nie możemy tego zrobić. Wystarczy się przełamać.
Oczywiście w przypadku morsowania, szortowania- suchego morsowania, czy chodzenia po śniegu zasięgajmy rady doświadczonych kolegów i koleżanek, co podkreśla Cezary.

– Morsowanie i szortowanie powinno odbywać się zawsze z kimś, najlepiej doświadczonym- słyszę. Są kluby morsów, godziny morsowania, forum. Tam zawsze można znaleźć kogoś, kto bezpiecznie wprowadzi w temat. Niebezpieczeństwo istnieje i jest całkiem realne, wychłodzenie organizmu bez kontroli poniżej 35 stopni to początek 1 stopnia hipotermii. Obcując z zimnem powoli nasze granice tolerancji zaczynają się przesuwać. Na początek zaleciłbym krótkie wejścia bez patrzenia na czas i bez bicia rekordów, do 3 minut, ale zanurzenia całego ciała, z dłońmi, można je przyłożyć do ciała, wchodzić w butach do chodzenia po rafie. Mamy doświadczać zimna. Do suchego morsowania także należy podejść z rozwagą. Brawura jest tu nie na miejscu, nawet jeżeli już ktoś morsuje. W tym przypadku wychłodzenie ciała odbywa się stopniowo, organizm nie reaguje szokiem, jak ma to miejsce w morsowaniu, lecz wychładza się powoli.
-Podczas pierwszego wejścia na Łysicę z okazji rocznicy powstania Morawieckiego Stowarzyszenia Morsów ,,Byle do Zimy” było wiele głosów typu ,,a co to za górka, wbiegam na nią bez odpoczynku itp. Ja i mój kolega Jacek Nowak z MIF Ostrowiec, przygotowania rozpoczęliśmy ponad miesiąc wcześniej. 3 razy w tygodniu kijki pod pachy, trekingi na nogi, i w las na Gutwinie, lub wokół zbiornika, zaczynaliśmy od 3km, kończyliśmy na 7 km w rożnych warunkach pogodowych. Do tego wyposażenie. Plecak, termos, buty trekingowe, raczki, rękawiczki, czapka, w plecaku odzież, którą można szybko założyć, baton proteinowy, czekolada. Dodatkowo u mnie apteczka, koc termo, ogrzewacze do rąk. Dlaczego? Bo nawet mała górka potrafi zaskoczyć zmienną pogodą. Przez tydzień poprzedzający była odwilż, w sobotę był mróz, a z soboty na niedziele spadł śnieg. Temperatura powietrza -10, odczuwalna na dole i na szczycie -15, dwa km trasy, wysokość 612 m, wejście w czasie 40 minut, zejście 28 minut. Wszystko odbyło się pod kontrolą, z zabezpieczeniem ratowników. Ale pogoda dala mocno w kość ludziom, którzy nie podeszli metodycznie do tematu. Warto ćwiczyć, poznawać swój organizm, ,,rozmawiać z nim”, on się odwdzięczy. Ja swój często zaskakuje. Nagle wychodzę na śnieg, ( mam te możliwość) czy też pomimo tego że jestem zmęczony po pracy, mówię mu – do lasu, lub do przerębla. Nie lubi tego i stara się negocjować, ale coraz słabiej. Dlatego polecam, przełamywanie barier, stawianie sobie wyższych poprzeczek. Wszystko jest w naszej głowie. A będziecie zdrowsi, będziecie mieli w sobie niższy poziom stresu. Będziecie szczęśliwi, że możecie. 

Print Friendly, PDF & Email

One thought on “W krótkich spodenkach na Łysicę

  • 26 lutego 2021 at 16:30
    Permalink

    Każdy ma swojego joba……i go hoduje…..
    Niemniej jednak podziwiam i życzę wszystkiego najlepszego, zdrowia przede wszystkim…

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *