Robert Makłowicz odważnie o Krzemionkach i regionie

– Krzemionki Opatowskie, to paleolityczne centrum świata. Gdyby temu miejscu zrobić dobry PR, to Japończycy ustawiliby się w kolejce przez parę lat, aby je oglądać – to tylko jeden z cytatów, Roberta Makłowicza, który on-line wziął udział w cyklu Miejskiego Centrum Kultury „Pasja do podróży, czy podróż do pasji?”.
Gość udowodnił, że jest nie tylko doskonałym znawcą kuchni, czy historii, ale także, co też wiedzieliśmy, świetnie opowiada. Robert Makłowicz pojawił się wirtualnie w Ostrowcu Świętokrzyskim rok po tym, jak zniknął z telewizyjnych programów i przesiadł się na serwis internetowy You-Tube, gdzie prezentuje zapisy filmowe ze swych najnowszych kulinarnych wypraw i dorobił się już ponad 311 tys. subskrybentów.
– Czuję się fenomenalnie, bowiem po raz pierwszy wszystko co robię, zależy od początku do końca ode mnie – mówi Robert Makłowicz. Nie było tak, że pracując w telewizjach podlegałem, jakiejś niezwykłej presji, ale zawsze istnieje emanacja oczekiwań redaktorskich i niebezpieczeństwo wtłoczenia w format.
Jak sam mówi, na taką a nie inną decyzję złożyło się parę czynników.

– Wyrzucono mnie z telewizji publicznej i włożono na półkę z programami nakręconymi, a niewyemitowanymi- przyznaje. Natomiast druga telewizja, która była kanałem tematycznym, przestała mieć dla mnie jakiekolwiek propozycje. Mogłem antyszambrować i pukać do drzwi innych stacji, ale w naszym kraju nie ma ich wcale zbyt wiele. Do tego na wszystko nałożyła się pandemia. Nie tylko ja, ale moi współpracownicy zostaliśmy z niczym. Dlatego też postawiliśmy na YouTube. Najpierw stąd, a później, kiedy dało się wyjechać, nadawaliśmy przez całe lato z Dalmacji, jak J-23. Udało się i nasza praca odniosła sukces.
Robert Makłowicz przyznaje, że paradoksalnie od dawna nie miał tyle roboty, co teraz. Dla niego to niezwykłe pozytywne i nakręcające.
– Po świętach jedziemy na Podlasie, a w drodze powrotnej zahaczymy o Kurpie, gdzie jest kilka arcyciekawych kulinarnie rzeczy, które nie są powszechnie znane- wylicza. Na początku maja płyniemy w rejs po dalmatyńskich wyspach, który będzie relacją YouTube’ ową. Już w połowie czerwca zamierzamy udać się do siebie do Dalmacji, skąd będziemy nadawać bałkańsko. Wyjdzie też drugie wydanie mojej książki o Dalmacji. Piszę też nowe rozdziały do niekulinarnej propozycji „Cafe Musem”. Toczą się rozmowy do zamieszczenia odcinków na platformach streamingowych, ale za wcześnie na szczegóły.
Gość przyznał też, że pandemia spowodowała, że chętniej decydujemy się poznawać kraj i swą najbliższą okolicę.
– Zawsze uważałem, że nie jest specjalną sztuką wsiąść w samolot, który wywiezie nas na drugi koniec świata, do miejsca, gdzie nigdy nie byliśmy i nic o nim nie wiemy- mówi. Poznawanie świata jest rzeczą chwalebną i cenną, ale nie zapominajmy, że świat jest wokół nas, zarówno 500 metrów, czy 30 km obok.
Robert Makłowicz stwierdził, że dla ludzi z Krakowa, czy Warszawy, ziemia świętokrzyska, to może być absolutna terra incognita. Jak powiedział, byli oni w Wietnamie po pięć razy, a dwadzieścia
razy na Majorce, a nie wiedzą, że są Krzemionki Opatowskie.
– Uważam, że świętokrzyskie jest jednym z najatrakcyjniejszych adresów kulturowo- turystycznych nie tylko w Polsce- zaakcentował. Natomiast ów potencjał jest kompletnie niewykorzystany. Jeśli teraz pomyślimy sobie o romańszczyźnie, to gdzie jest ona w piękniejszym wydaniu niż w Wąchocku. Opactwo tamtejsze jest prawdziwym majstersztykiem. Krzemionki Opatowskie, to z kolei paleolityczne centrum świata. Gdyby temu miejscu zrobić dobry PR, to Japończycy ustawiliby się w kolejce przez parę lat, aby je oglądać. Pamiętajmy jednak, że turystyka to nie tylko miejsce, które
mamy obejrzeć, ale do tego trzeba się przespać i dobrze zjeść.
Z zapisem spotkania z Robertem Makłowiczem, które poprowadził Paweł Kaptur, można zapoznać się na facebookowym profilu Miejskiego Centrum Kultury. 

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *