Łukasz Dybiec o ostrowieckim wkładzie w organizację pełnych sukcesów Młodzieżowych Mistrzostw Świata w Boksie

-Młodzieżowe Mistrzostwa Świata Kobiet i Mężczyzn, które odbywały się przez dwa tygodnie w Kielcach, to niebywały sukces i sportowy i organizacyjny…


-Może zacznę od spraw organizacyjnych – mówi wiceprezes Polskiego Związku Bokserskiego, prezes Świętokrzyskiego Okręgowego Związku Bokserskiego i wiceprezes KSZO ds. boksu w jednej osobie, Łukasz Dybiec. -Organizacja mistrzostw świata była gigantycznym przedsięwzięciem, w którym zaangażowanych było wiele ludzi, w tym dużo osób z naszego miasta, Ostrowca Świętokrzyskiego. Mam tu na myśli Karolinę Nowak, Małgorzatę Bucior, Łukasza Norowskiego, Piotra Wańdocha, Tomasz Leszczyńskiego, Igę Klepacz, Roberta Wilczaka, Damiana Faleckiego, Andrzeja Kołtona, Krzysztofa Krysę, Izabelę Leszczyńską, Kewina Wańdocha, Beatę Miśkiewicz, Alberta Orła, Jakuba Przysuchę. Cieszy również fakt, że ostrowieccy sędziowie – Maria Bartkowiak, Arkadiusz Binensztok i Przemysław Szwagierczak, jako delegat techniczny brali udział w tym niezwykłym, prestiżowym wydarzeniu sportowym dla naszego kraju. Dziękuję za pomoc rzeczową przy organizacji mistrzostw Grzegorzowi Skalskiemu, Dariuszowi Wierzbińskiemu, Piotrowi Biesiadzie, Danielowi Strojnemu oraz Warsztatom Terapii Zajęciowej Szansa pod kierownictwem Roberta Rogali za wykonane, piękne okolicznościowe gobeliny. Jako ostrowczanie mieliśmy więc spory wkład w organizację tych jakże prestiżowych zawodów, co jest tylko powodem do wielkiej satysfakcji, tym bardziej, że w ślad za dobrą organizacją szły także osiągnięcia sportowe.
-No właśnie, spodziewałeś się, że w mistrzostwach Polska wywalczy trzy srebrne i pięć brązowych medali?
-Przyznam się, że przed mistrzostwami taki wynik bralibyśmy, jako pięściarska centrala, w ciemno. Tymczasem, wraz z końcowym gongiem, pozostał lekki niedosyt, bo – jak się okazało – nasza zdobycz medalowa mogłaby być jeszcze bardziej okazała. Mam tu na myśli zwłaszcza walki ćwierćfinałowe, które nasi reprezentanci po niezwykle zaciętych walkach przegrywali minimalnie na punkty, czy to 2:3, czy to 1:4. Mistrzostwa to także wielki sukces szkoleniowy trenerów kadry juniorskiej – Tomasza Dylaka i Dariusza Kochanowskiego.
-No dobrze, ale zabrakło tylko jednego: Mazurka Dąbrowskiego i tytułu mistrzowskiego…
-Zgadza się. Nasze dwie dziewczyny w finale, Natalia Kuczewska i Barbara Marcinkowska, trafiły jednak, jak się wydaje, na pozostające na dziś poza ich zasięgiem Hinduski. Z kolei Jakub Straszewski, co mało kto wie, w finale walczył ze starszym o półtora roku i bardziej doświadczonym Kubańczykiem. Szkoda, że Jakub po wygranej I rundzie, w II rundzie zredukował pojedynek do walki w półdystansie, bo gdyby miał w głowie wytyczne trenerów, to kto wie, czy nie zostałby mistrzem świata. Na wielkie sukcesy ma jednak czas. Dla mnie niezwykle budujące jest natomiast to, że sukces młodego pięściarza zjednoczył wielkich polskich pięściarzy z różnych epok. Mam tu na myśli chociażby mistrza olimpijskiego Mariana Kasprzyka i mistrza świata Dariusza  Michalczewskiego, którzy w Kielcach osobiście zagrzewali Kubę do walki. To naprawdę piękny przykład, jak można łączyć sportowe pokolenia. Cieszę się, że i w naszym, ostrowieckim klubie udało nam się połączyć pokolenia, a byli pięściarze – mimo swego wieku – nadal biorą czynny udział w życiu sekcji.
-Jesteś z natury niezwykle skromny, ale musiałeś być zapewne dumny, że jako były pięściarz KSZO, a obecny działacz naszego klubu w roli wiceprezesa Polskiego Związku Bokserskiego ds. marketingu wręczałeś nagrody najlepszym pięściarkom i pięściarzom na świecie…
-Byłem dumny bardziej z zespołowej pracy, jaką wykonaliśmy w związku, aniżeli osobistych zaszczytów. Budowa młodzieżowej reprezentacji Polski nie jest bowiem przypadkowa, a efektem przyjętego przez pięściarską centralę szczegółowego, wieloletniego programu. Nasze dziewczęta nie tak dawno w Budvie wywalczyły przecież sześć medali mistrzostw Europy. Potwierdziły swoją klasę na mistrzostwach świata w Kielcach. Ten sukces jest również odpowiedzią na czasami źle ocenianą pracą z dziewczętami i kobietami w wielu naszych klubach. Tak sobie myślę, że dobrze się stało, iż w KSZO w pracę z pięściarkami wkładamy tak dużo serca. Z tej pracy, tak jak reprezentacja Polski, też mieliśmy już wiele medali mistrzostw Polski.
-Wszyscy mówią, że skoro w Kielcach zdobyliśmy tyle medali, to trzeba powtórzyć ten sukces na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu w 2024 roku. Co ty na to?
-Z pewnością Polski Związek Bokserski też życzyłby sobie, abyśmy za trzy lata w Paryżu byli silni sportowo i po ostatnim, brązowym medalu Wojciecha Bartnika w 1992 roku w Barcelonie znów stanęli na podium. Nie da się jednak tak ad hoc przełożyć sukcesów z Kielc na sukcesy na igrzyskach. Do olimpijskiego sukcesu wiedzie bowiem wyboista droga. Przede wszystkim tę chęć do pracy muszą w sobie kultywować sami zawodnicy i ich trenerzy klubowi. My, jako Polski Związek Bokserski, na czele z prezesem Grzegorzem Nowaczkiem, wiemy że musimy krok po kroku z całą stanowczością realizować stawiane sobie zadania i skrupulatnie realizować nakreślony program. Chcemy tę uzdolnioną sportowo młodzież objąć troskliwą opieką, zapewniając jej jak najlepsze warunki nie tylko do treningów, ale i nauki i najzwyklejszej, codziennej egzystencji. Ci zawodnicy już dziś są objęci systemem stypendialnym. Wierzymy, że wspólnie nam się uda i za te trzy lata będziemy cieszyć się z olimpijskich medali.
-Przyglądaliśmy się walkom na mistrzostwach świata. Jaki jest twoim zdaniem ten dzisiejszy boks olimpijski?
-Najkrócej mówiąc: hybrydowy – taki, który na przykład prezentowały Hinduski z wywalczonymi w Kielcach siedmioma, złotymi medalami. Dziś można być pięściarzem lepiej wyszkolonym technicznie od rywala, a regularnie przegrywać walki. By liczyć na złote medale do wspomnianej techniki zawodnicy muszą dołożyć element nienagannego przygotowania fizycznego i motorycznego oraz swoistej siły mentalnej, pozwalającej za wszelką cenę przeć ku zwycięstwu. Byłem pod wrażeniem walk Hindusek, które mimo iż po dwu rundach wysoko prowadziły na punkty, to w trzecich starciach walczyły tak, jakby dopiero co rozpoczynała się walka.
-No właśnie, na kieleckim ringu sukcesy święcili pięściarze z Uzbekistanu, Kazachstanu, Indii…
-Tak, zmienia się geografia boksu, ale to efekt przyjęcia przez wspomniane przez ciebie kraje i tamtejsze federacje specjalnych programów szkolenia. Szkoda, że w Kielcach nie mogli wystąpić pięściarze z USA i Chin, bo zapewne rozkład zdobyczy medalowych byłby też inny. Osobiście cieszę się, że i nasza federacja pokusiła się o stworzenie programu, który już zapewnił Polsce przynależność do młodzieżowej elity światowej. W klasyfikacji medalowej wywalczyliśmy co prawda 9 miejsce, ale gdybyśmy tylko zdobyli jeden złoty medal, bylibyśmy na 4 pozycji. 

-Mistrzostwa i po mistrzostwach, a co na krajowym, pięściarskim podwórku?
-Zawodnicy szykują się do mistrzostw Polski różnych kategorii wiekowych. Polski Związek Bokserski zaś nieustannie myśli o tym, by reaktywować rozgrywki ligowe. Chcemy, aby ich ranga była wysoka, a rozgrywki miały zapewnionego stabilnego sponsora. Sądzę, że taka reaktywacja jeszcze bardziej przysłużyłaby się rozwojowi polskiego pięściarstwa olimpijskiego.
-Dziękuję za rozmowę.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *