Klub Fabryczny – miejsce, które skupiało wszystkich

Stanisław Fiolik jest znany jako pracownik ostrowieckiej huty, wieloletni dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, od ponad 30 lat prezes Polskiego Czerwonego Krzyża w Ostrowcu Świętokrzyskim, zasłużony krwiodawca. Co ciekawe S. Fiolik śpiewał, był aktorem, grał na mandolinie w Klubie Fabrycznym w Ćmielowie.


Po latach, jak mówi o sobie, odbywa sentymentalną podróż do czasu, kiedy to w Ćmielowie działał prężnie Klub Fabryczny Związku Zawodowego Chemików przy Zakładach Porcelany w Ćmielowie. Swoimi wspomnieniamioraz zdjęciami z tamtego okresu chętnie dzieli się z czytelnikami swojego profilu Facebookowego.
– Zmobilizowali mnie do tego ludzie z Facebooka, gdzie wiele osób chwali się swoimi osiągnięciami czy historią – mówi Stanisław Fiolik. Stąd pomysł podzielenia się działalnością Klubu Fabrycznego. Wiele osób, które pamiętają tamte lata, odpowiada na moje posty czy kontaktuje się ze mną telefonicznie lub mailowo. Marzeniem moim jest spotkanie po latach klubowiczów, a szczególnie myślałem o ludziach zrzeszonych w Zespole Pieśni i Tańca Ćmielowiacy. Pierwszy krok do spotkania po latach zrobiłem. Rzuciłem na Facebooka pierwszą stronę tytułową z płyty winylowej Ćmielowiacy, którą nagrywaliśmy jako zespół, z prośbą o kontakt tych, którzy jeszcze żyją. Płyta została wydana z funduszu związków zawodowych zakładów porcelany w chorzowskim profesjonalnym studio nagrań.


Początek Klubu Fabrycznego w Ćmielowie to lata zaraz po okupacji – 1945 r. W Ćmielowie zaczęła kwitnąć działalność kulturalna. Został zatrudniony kierownik Klubu Fabrycznego Związku Zawodowego Chemików przy Zakładach Porcelany w Ćmielowie Antoni Ostatkiewicz. Działało duże zespołów, zarówno dziecięcych, jak i dorosłych do momentu odejścia kierownika z klubu na początku lat 50.
-W związku z tym, że zmieniali się jak rękawiczki w tym czasie kierownicy klubu, jego działalność kulturalna całkowicie upadła – wspomina S. Fiolik. W zasadzie do 1957 r. klub przestał funkcjonować. I dopiero w 1957r., kiedy na kierownika klubu powołana została Zdzisława Fiolik – moja mama, która pracowała w księgowości w zakładach porcelany, klub wznowił swoją działalność. Miałem wtedy 6 lat i uczęszczałem do przedszkolana terenie zakładu. Klub działał od godz. 15 do czasu kiedy ostatni bridżyści czy szachiści go opuszczali. Jak były jakieś imprezy, to nawet sięgały godzin porannych.
Klub znajdował się w budynku przy ulicy Sandomierskiej w rynku. W tej chwili jest tam przystanek autobusowy z dużą zatoką. Na klub została zaadaptowana przedwojenna ochronka. Popularnie nazywany był świetlicą.
-Wszyscy mówili: „idę do świetlicy”. Warunki jak na klub w takim miasteczku były bardzo dobre – słyszę. Była tam sala teatralna z dużą sceną.
Duża sala świetlicowa, gdzie był klub szachowy, brydżystów, pomieszczenie Kółka Fotograficznego, które prowadził ojciec S. Fiolika, pracownik utrzymania ruchu w Zakładach Porcelany, przewodniczący Związków Zawodowych Świtu. I jeszcze dwie salki. Jedna na stroje Zespołu Pieśni i Tańca Ćmielowiacy oraz pomieszczenie, w którym odbywały się próby wstępne zespołu teatralnego. Było jeszcze pomieszczenie kierownika.


-Mama zaczęła z marszu odtwarzać to, co stworzył kierownik Ostatkiewicz i dokładała własne pomysły – mówi S. Fiolik. Powstały zespoły taneczne, dziecięcy, na bazie którego powstał Zespół Pieśni i Tańca Ćmielowiacy -chluba Ćmielowa w tamtych czasach. Zespół teatralny, który początkowo zaczynał od sztuk regionalno –obrzędowych, prostych, jednoaktówek, a skończywszy na Aleksandra Fredry „Nikt mnie nie zna”. Działał również zespół instrumentalny. Sam należałem do zespołu mandolinistów, który prowadził – Henryk Szłapiński z Ostrowca Świętokrzyskiego. Tadeusz Krzak prowadził zespół estradowy, wokalny Karolinki (występowała w nim m.in. siostra S. Fiolika – Hanna Fiolik) bazujący na piosenkach słynnych w tamtym czasie Filipinek. Poza tym na bazie świetlicy funkcjonowało Towarzystwo Wiedzy Powszechnej, które organizowało spotkania ze znanymi ludźmi.
Jednak główna działalność klubu skupiała się na funkcjonowaniu teatru dorosłych, równolegle dziecięcego. Razem z aktorem rosły także bardziej dojrzałe sztuki „Dramat Joli”, „Czekaj ja wrócę”, „Polskie kredowe koło” czy „Przyjdą dziś o szóstej”.
S. Fiolik oprócz Zespołu Mandolinistów oraz Zespołu Pieśni i Tańca występował także na deskach teatru.
-Poza drugorzędnymi, marginalnymi rolami, grałem główną rolę w „Balladzie o zaginionym żołnierzu” – mówi S. Fiolik. Z tą sztuką występowaliśmy na Festiwalu Teatrów Amatorskich w Ostrowcu Świętokrzyskim, zdobywając wyróżnienie.
W Ćmielowie mój rozmówca wychowywał się i mieszkał do 1975 r.
-Każda wolna chwila związana była z Klubem Fabrycznym, tam nauczyłem się grać w szachy i w brydża – słyszę. Tam występowałem na deskach teatru w Zespole Pieśni i Tańca. Wtedy kiedy Ćmielowiacy nagrywali płytę w Chorzowie. Na pewno było mi też dużo łatwiej dzięki rodzicom. Poza tym jako chłopak to zawsze byłem pod kontrolą (śmiech). To było jedyne miejsce, gdzie można było w ciekawy sposób spędzić czas. No, może poza jednym mankamentem jak na tamte czasy, było siwo w klubie. Nikt wtedy nie gonił palaczy, mimo, że moja mama nie paliła i nie znosiła palących.


Klub nie zrzeszał jedynie pracowników zakładów i ich najbliższych. Był otwarty dla każdego. Zarówno dla mieszkańców miasta, gminy i osób spoza. Zespół Pieśni i Tańca prowadził słynny w Ostrowcu Świętokrzyskim tancerz Roman Podeszwa.

– Nawiasem mówiąc zawsze się chwalił, że w zespole ostrowieckim tańczył z Mirą Kubasińską w jednej parze – wraca pamięcią S. Fiolik. Z Ostrowca był także Jan Wieczorek, który występował w kapeli Pieśni i Tańca. Większość to byli jednak pracownicy zakładów. Nie było podziałów, wstęp miał każdy i to było najfajniejsze, że całe życie kulturalne w Ćmielowie toczyło się wokół klubu, gównie wokół świetlicy. Przy tym moja mama wyciągała także urwisów, z którymi wydawałoby się nie dało się nic zrobić, do zespołu pieśni i tańca czy do sztuk teatralnych, przekonując ich, że sobie doskonale poradzą. To byli ludzie, którzy nie mieli zielonego pojęcia o tańcu, śpiewie czy aktorstwie.
Na tamte czasy wszystko w Ćmielowie działo się wokół zakładu porcelany. Poza klubem fabrycznym, biblioteką miejską i biblioteką zakładową nie było nic więcej z działalności kulturalnej. Mimo to Ćmielów tętnił życiem. W zakładzie, a w zasadzie dwóch zakładach pracowało do tysiąca osób. Była szkoła średnia, z której wielu uczniów uczestniczyło w zajęciach klubu.
-Ludzie wtedy zupełnie inaczej funkcjonowali. Było bardzo dużo imprez rodzinnych, nie tylko w samej świetlicy, ale także na stadionie leśnym – podkreśla S. Fiolik. W tamtych czasach ludzie byli dużo bardziej serdeczni w stosunku do siebie. Dzisiaj mamy zamknięcie jednego na drugiego i tylko telefon, laptop. 
Zdzisława Fiolik Klub Fabryczny w Ćmielowie prowadziła do emerytury, ponad 30 lat , do roku 1983 r.
-Moje zaangażowanie w działalność klubu pozwoliła objąć mi w 1974 r. stanowisko kierownika artystycznego w Powiatowym Domu Kultury w Opatowie – wspomina S. Fiolik. Oczywiście wiązało się to z moją działalnością społeczną. Często zazębiały się nasze działania, bo wtedy Ćmielów należał do powiatu opatowskiego. Powiatowy Dom Kultury pełnił merytoryczny nadzór nad jednostkami w powiecie. Znałem się z dyrektor domu kultury Zofią Czub, zresztą mama też się nią znała. I stąd wyszła z ich strony propozycja zatrudnienia mnie na stanowisku kierownika artystycznego.
Jak mówi S. Fiolik, teatr działający w klubie, nie zamykał się jedynie do sztuk stricte teatralnych.
-Mieliśmy piękny występ kabaretowy. Szkoda tylko, że nie jest to realne, aby ten występ odzyskać – mówi S. Fiolik. Kabaret przygotowany został przez Zespół Pieśni i Tańca Ćmielowiacy. Oczywiście nie jako ludowy zespół, tylko jako wikliniarze do słów Marii Wójcikowskiej, lokalnej poetki, długoletniego kierownik kina w Ćmielowie. Kabaret ten prezentowaliśmy na turnieju Staszów- Opatów. W tym turnieju reprezentowaliśmy Opatów zanim objąłem funkcję kierownika w Domu Kultury w Opatowie.
Z domem kultury w Opatowie S. Fiolik był związany rok, po czym, wyjechał do Warszawy, gdzie pracował w hucie. Po opuszczeniu Ćmielowa zaangażował się także mocno w harcerstwo.
-Czas spędzony w Klubie Fabrycznym w Ćmielowie przerodził się w drugą pasję –harcerstwo, które mnie pochłonęło, podobnie jak Polski Czerwony Krzyż – mówi S. Fiolik. To rodzice zaszczepili we mnie działalność społeczną. Trzeba przyznać, że mama gdyby nie miała żyłki społecznikowskiej, to by się tam nie nadawała, bo przecież rano trzeba było upichcić coś dla rodziny. Potem biegła do zakładu. Wracała, przygotowywała obiad, zrobiła coś w domu i wymarsz do klubu do późnych godzin nocnych. Bardzo często miała zajęte weekendy, bo wszelkie festiwale czy przeglądy odbywały się w dni wolne od pracy. Podobnie jak wyjazdy na dożynki centralne m.in. do Płocka, wojewódzkie, nie wspominając o powiatowych. Poświęcała naprawdę dużo swojego czasu wolnego na pracę w klubie, przygotowywanie tylu sztuk, scenografii oraz na reżyserię. Skończyła studium kulturalno- oświatowe oraz teatralne z grupą reżyserską.
Jak mówi S. Fiolik, przypominając działalność Klubu Fabrycznego w Ćmielowie oraz Zespołu Pieśni i Tańca Ćmielowiacy, należy wyróżnić Jacka Pięcińskiego.
-Jacek Pięciński najdłużej tańczył i śpiewał w zespole, pamiętne są głównie jego słynne solówki w tańcu – mówi S. Fiolik. Kolejna osoba to Danusia Rutkowska – solistka zespołu, nawiasem mówiąc moja partnerka w tańcu, Ania i Marysia Skalniak, Zbyszek Mikulski, Jacek Dryja , Waldek Kądziela czy Wojtek Moroń. Jeśli chodzi o teatr, to najczęściej pojawiający się na zdjęciach czy w mojej pamięci to Marian Przytuła. W sztukach bardzo często pojawiał się także Janusz Rutkowski. Melania Kustrzepa z prawdziwego zdarzenia „aktorzyca” (śmiech), pisząca do „Walczymy o stal”. Wśród znanych wówczas nazwisk byli także: Wacław Kijewski, Andrzej Otoliński, Alicja Kulczuga, Bogdan Sałapa, Zdzisława Pietrzycka. 

Print Friendly, PDF & Email

One thought on “Klub Fabryczny – miejsce, które skupiało wszystkich

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *