Życie maratończyka

Andrzej Matysiak, znany ostrowiecki piłkarz, ma dwóch synów Marka i Marcina. Starszy Marek od najmłodszych lat przejawiał smykałkę do piłki nożnej. Młodszy Marcin wolał jeździć rowerem. Najpierw po drodze, a później w górach. A gdy przeniósł się do Warszawy złapał bakcyla biegów długodystansowych. Biega i jeździ coraz dalej.

+Coś tam w życiu zrobiłem, coś mi się udało, coś nie – ale jestem szczęśliwy!!! Robię dużo różnych rzeczy, ale nie rozdrabniam się zbytnio. Najważniejsze, aby w tym wszystkim mieć „łeb na karku” i trochę zdrowego rozsądku. Często moje działanie musi być delikatnie zaakcentowane. To właśnie taki „akcent”, bodziec, punkt kulminacyjny powoduje, że nie patrzę w przeszłość, robię RESET i ładuje akumulatory.
-Coś tam w życiu zrobiłem, coś mi się udało, coś nie – ale jestem szczęśliwy!!! Robię dużo różnych rzeczy, ale nie rozdrabniam się zbytnio. Najważniejsze, aby w tym wszystkim mieć „łeb na karku” i trochę zdrowego rozsądku. Często moje działanie musi być delikatnie zaakcentowane. To właśnie taki „akcent”, bodziec, punkt kulminacyjny powoduje, że nie patrzę w przeszłość, robię RESET i ładuje akumulatory.

Nie chciał być hutnikiem

Zaczynał od jazdy na rowerze górskim i udziałach w krótszych biegach oraz półmaratonach. Dziś biega w najbardziej prestiżowych maratonach na świecie, pokonując nierzadko kilkadziesiąt kilometrów. Nową pasją Marcina jest triathlon. Niedawno ukończył zawody triathlonowe na królewskim dystansie IronMan. Zaczyna pływaniem na dystansie prawie 4 kilometrów, później jedzie 180 kilometrów na rowerze i kończy triathlon biegiem  42 kilometrowym (klasycznym maratonem). Zajmuje mu to niewiele ponad 12 godzin.

-To był mój najtrudniejszy bieg z płaskich maratonów – mówi o maratonie w Nowym Yorku Marcin. -Wiatr, zimno, duże zmęczenie, ale za to setki okrzyków „good job” powodowały,  że nie było mowy o braku motywacji.

Marcin ukończył technikum w Ostrowcu Świętokrzyskim. Podobnie jak ojciec, brat i dziadek oraz wielu kolegów ze szkoły, rozpoczął pracę w ostrowieckiej hucie. Był zdolnym informatykiem. Przez kilka lat pracował na wydziale stalowni elektrycznej ostrowieckiej huty. Nie chciał jednak ograniczać swojego życia do ciężkiego, hutniczego oddziału i zawodowej monotonii. Po kilku latach pracy i zdobyciu doświadczenia zaczął aplikować  o pracę w Warszawie. Dostał pracę w banku, początkowo jako informatyk, następnie awansował na kierownika zespołu a obecnie, także pracując w instytucji finansowej, zajmuje wysokie stanowisko menadżerskie.

-Z jego kariery cieszyliśmy się wszyscy, bo przed synem otwierała się nowa droga – mówi  Andrzej Matysiak. Ale okazało się, że Marcin potrzebuje nowych wyzwań. Nie należy do ludzi, którzy po pracy zrobią zakupy, przyjdą do domu, siądą w fotelu i będą oglądać telewizję. Jego życiową pasją jest sport.

Zaczynał od biegania po lesie

Marcin 3Marcin zaczął biegać już w Ostrowcu Świętokrzyskim, często zapuszczając się w okoliczne lasy. Na pierwsze starty w zorganizowanych zawodach przyszedł czas dopiero w Warszawie. Kilkanaście lat temu bieganie nie było aż tak popularne jak teraz.

-Marcin kocha to swoje bieganie i wykorzystuje na nie każdą wolną chwilę- mówi mama Marcina. -Gdy pewnego dnia byłam u niego w Warszawie syn wrócił z pracy około godziny 18.00. Zjedliśmy kolację, chwilę porozmawialiśmy i pobawiliśmy się z dziećmi. Gdy wszyscy szykowali się do spania, on założył dresy i poszedł biegać.

W rodzinnym domu przy Okrzei jest kilka albumów ze zdjęciami i informacjami o udziale w różnych biegach: półmaratonach, maratonach. Obok nazw miejscowości w których biegał i zdjęć są też czasy jakie uzyskał. Zaczynał od mniejszych prowincjonalnych zawodów, później wyjeżdżał coraz dalej. Dziś może pochwalić się udziałem w wielu znanych maratonach i triathlonach rozgrywanych na świecie. Jest posiadaczem cenionej w środowisku Korony Maratonów Polskich: –Dębno – Wrocław- Kraków –Warszawa- Poznań.

Oglądamy wspólnie z rodzicami zdjęcia w albumach ze słynnych biegów w Nowym Yorku, a także w Budapeszcie, Lizbonie, Wiedniu, Sztokholmie, Gorlitz, Barcelonie, Atenach, Rzymie, Berlinie, Amsterdamie, Tokio.

Nocne biegi w górach

-Syn pokonuje także dłuższe dystanse: ultra maratony górskie- mówi tata Marcina. W Krynicy przebiegł 100 kilometrów. Ostatni to Chudy Wawrzyniec.  Tuż po starcie rozpętała się burza. Biły pioruny, zaczął padać ulewny deszcz. Ścieżkami płynęły rwące potoki.

O jego planach, przygotowaniach i wynikach rodzina dowiaduje się z prowadzonego przez siebie bloga. Tam możemy śledzić jego pasję sportową. Trzeba przyznać, że strona Ultrawyrypa.pl jest nietypowa i ciekawa. Marcin w nietuzinkowy sposób przedstawia swoją pasję, jaką jest bieganie. To stamtąd dowiadujemy się, że przebieg ponad 3100 kilometrów startując w zawodach, kilkakrotnie więcej – trenując. Ulubionym dystansem biegowym jest Ultra oraz żartobliwie „do najbliższego sklepu po piwo”.

Największymi kibicami Marcina są z pewnością rodzice oraz żona Sylwia z synkami. Tata Andrzej mając za sobą karierę sportową, wie ile wyrzeczeń życiowych ona kosztuje. Z jednej strony nie ukrywa dumy z syna. Z drugiej, jak przyznaje obawia się o jego stan zdrowia. Zastanawia się czy Marcin nie przesadza.

-Byłem z synem w Jeleniej Górze, gdzie biegał po górach ponad 100 kilometrów – mówi A. Matysiak. Przeżywałem ten bieg, bo wtedy grzmiało mocno. Syn wybiegł o godz. 2.00 w nocy, a przybiegł po godz. 20. Czas oczekiwania, zanim cały i zdrowy pojawi się po tak morderczym biegu na mecie, dłużył nam się wszystkim niemiłosiernie.

Sam sobie sterem

Marcin 1Marcin po wyjeździe z Ostrowca założył w Warszawie rodzinę. Oboje z żoną wykonują odpowiedzialną  pracę. Wychowują dwóch synów. Żona często towarzyszy Marcinowi w wyjazdach na imprezy.

Trzeba podkreślić, że Marcin sam planuje sobie biegowy grafik, wybiera maratony. Na krajowe imprezy biegowe i triathlonowe jeździ swoim samochodem. Na słynne światowe maratony  lata samolotami. Potrafił doskonale poukładać sobie życie zawodowe, rodzinne i osobiste. Jest w stanie wszystkie te rzeczy ogarnąć, co jest równie wielkim osiągnięciem jak wyniki sportowe.

Joanna Boleń Krzysztof Florys

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *