Życie w „Wietrznym mieście” Chicago

O wyjeździe do USA myślałam od kilku lat. Mam w Chicago rodzinę, więc było mi łatwiej podjąć decyzję. Wiza w moim przypadku to formalność. Im więcej trzyma cię w Polsce, tym lepiej.

Do USA po lepsze jutro

Chicago, największe skupisko Polonii w świecie, przyciągało Polaków przez lata. Marzenie o lepszym i spokojniejszym jutrze, dobrobycie spełniło wielu ludzi. Do Chicago wyjeżdżały całe wsie. Gdy wyjechał ojciec, za nim jechała matka, potem ściągali dzieci, rodziców, rodzeństwo. W Chicago rodziły się im wnuki. Dla nich Polska stała się krajem na wakacje. Niegdyś mocno religijni Polacy osiedlali się wokół kościołów: św. Jacka i św. Trójcy. Dzisiaj Polaków w tym miejscu jest niewielu. Zostali starsi, którzy jak stare drzewo nie chcą być przesadzani. Pozostali wyprowadzili się poza miasto. Mieszkają w różnych miastach i miasteczkach pod Chicago. Pracują ciężko. Często pokonując do pracy setki kilometrów tygodniowo.  Na co dzień są mało widoczni. Na ogół znają doskonale język. Wtopili się w miasto, w jego obyczaje, kulturę. Po latach nie wyobrażają sobie zaczynać od zera w Polsce. Choć przyznają, że w czasach krachu, 10 lat temu, wiele osób wróciło do Polski.

Kamil kocha muzykę. Z niej żyje. Jako dj koncertuje w wielu miejscach. Dom, który niegdyś kupił we wspomnianym kryzysie sprzedał za połowę. Teraz mieszka w centrum Chicago w Downtown. Mieszkanie jest małe, ale przytulne z wyciszonymi ścianami, po to, aby mógł tworzyć muzykę. Podróżuje. Należy do międzynarodowego programu, który pozwala mu na poznawanie nowych osób. Tak poznał Natthalie i Andrea z Kolumbii, które odwiedziły go tuż przed Bożym Narodzeniem. Nauczył się salsy i podszlifował hiszpański.

 Z Kamilem koncertuje Łukasz – wirtuoz saksofonu. Na co dzień rehabilitantem. Jego ,już 15-letnią tęsknotę za rodziną w Polsce , zagłusza satysfakcja zawodowa oraz żona i syn.

 W Chicago 17 lat temu osiadł także Andrzej Borowski, założyciel zespołu disco polo Milano. Jak mówi, śledzi nowinki gatunku muzycznego, który uprawia do dzisiaj. Wie, że disco polo w Polsce przeżywa prawdziwy renesans. Jednak, jak mówi, nie zdecydowałby się na powrót. 17 lat to szmat czasu. W USA jest z żoną i czwórką dzieci. Pracuje. Odnosi także sukcesy jako fotograf.

Marzena do Stanów przyjechała z rodzicami, gdy miała 8 lat. Po latach, wspomina, miała okropną polską dykcję, ale mąż Darek uczył ją, jak mówić poprawnie po polsku. Dzisiaj trudno uwierzyć, że Marzena w Stanach jest od dziecka. Iwona do Chicago wyjechała w 1993 r. Tutaj urodzili się jej dwaj synowie. Nie wyobraża sobie powrotu do Polski. Jak mówi, u niej z rodzinnej wsi do Ameryki wyjechali prawie wszyscy. Czuje się tu dobrze. Ma rodzinę, przyjaciół, pracę. W Polsce była 2 lata temu na wakacjach. Jurek do Stanów wyjechał na chwilę. W Chicago jest już ponad 10 lat. Pracuje. Mimo 55 lat ma wspaniałą kondycję. Biega maratony.

Polskie jest smaczne

W Polsce najchętniej świętujemy imieniny. W USA to urodziny są wyjątkowo celebrowane. W domu można zrobić tematyczne imprezy nie tylko dla dziecka, ale także zakupić wszelkie gadżety do świętowania . Tort, oczywiście, z polskiej cukierni. Catering czy produkty na potrawy także z polskich sklepów, bo lepsze, smaczniejsze. Polskie jedzenie doceniają także Amerykanie. Zdarza się, że są stałymi bywalcami polskich sklepów. To tam można kupić gotowy rosół czy schabowego. A przed świętami Bożego Narodzenia bigos lub pierogi.

Prawdziwą chicagowską perełką jest restauracja Old Warsaw Buffet – Stara Warszawa, w której spotyka się Polonia. W całym Chicago nie zjecie lepszych pączków niż tam. Ciepłe, z różą, rozpływają się w ustach. W piątek, kiedy są dancingi, Stara Warszawa przeżywa prawdziwe oblężenie. Podobnie jest w niedzielę. W lokalu jedzenie jest serwowane w postaci buffetu. Za 33 dolary można najeść się do syta.

Windą do nieba

Chicago jest trzecim co do wielkości miastem w USA. Jednocześnie drugim miastem w USA pod względem liczby drapaczy chmur. Obecnie znajduje się tu ponad 200 tego typu budynków. Trudno znaleźć zieloną przestrzeń. W trakcie budowy są kolejne wieżowce. Najwyższy to Willis Tower liczący 442,3 m wysokości. Budynek ma 108 kondygnacji. Turyści mogą windą dostać się na 103. piętro. Ze szklanych balkonów podziwiają piękną panoramę miasta. Wrażenie jest niesamowite zarówno w dzień, jak i w nocy. Drugim co do wysokości wieżowcem w Chicago jest drapacz prezydenta USA, Donalda Trumpa. Szklany, przepasany złotymi pasami. Z daleka widać napis: Trump. Prezydent Stanów Zjednoczonych bywa czasami w jednym z apartamentów wieżowca. Trump International Hotel & Tower liczy aż 423 m wysokości i 98 kondygnacji. Między szklanymi, wielopiętrowymi budynkami widać stosunkowo niskie, stare budownictwo. Jak dla mnie, piękne! Choć przytłoczone przez nowoczesne szkło.

Chicago turystycznie jest oblegane o każdej porze roku. Turystów przyciągają nie tylko okazałe budowle, ale również szereg zabytków. Olbrzymie jezioro Michigan liczące blisko 500 km długości i 190 km szerokości jest kolejną atrakcją. Muzeum Historii Naturalnej w Chicago to jedno z największych w USA. We wnętrzach muzeum, które przypomina labirynt, są zbiory antropologiczne pochodzące z Egiptu, wysp Pacyfiku, Tybetu. W gablotach są wypchane zwierzęta, a w głównym holu stoi kompletny szkielet tyranozaura.

Spotkajmy się pod fasolką

Mimo, że nad Chicago królują drapacze chmur, dumą miasta jest Milenijny Park (Millenium Park) zajmuje aż 99 tys. m kw. powierzchni. W parku jest wiele obiektów sztuki użytkowej. Jednak najpopularniejsza jest „fasolka” – The Bean, nazywana tak z uwagi na kształt. Naprawdę jej nazywa  to Wrota Niebios – Cloud Gate. Fasolka jest popularnym punktem spotkań i ulubionym miejscem fotografowania się. Obok fasolki znajduje się oblegane lodowisko. Chcący z niego skorzystać muszą czekać na wyposażenie łyżew w zakręcanej kolejce.

Amerykanie kochają światełka

Już na miesiąc przed Bożym Narodzeniem niektóre budowle są kolorowo podświetlane. Atmosferę świąt czuć wszędzie. Zdarza się, że ulicami przemierzają świąteczne parady. Drzewa i krzewy lśnią białymi lampkami. W chicagowskim ZOO, kiedy to zwierząta nie wychodzą na wybieg, ustawiane są podświetlane konstrukcję. Lincoln Park ZOO mieni się wtedy wszystkimi barwami tęczy. Część konstrukcji błyska w takt muzyki. Wspaniałe widowisko. Ściąga prawdziwe tłumy. Oko cieszą także lodowe figury.

Niektóre domy uginają się wręcz od świetlnych ozdób. A w ogrodach trudno znaleźć puste miejsce. Już pod koniec listopada domy zyskują odświętny wygląd. W ich wnętrzach ustawiane są żywe choinki. Wspaniałą tradycją, myślę, że dobrą do naśladowania jest zakup choinki rosnącej. Po choinkę wybierają się całe rodziny. A odbywa się to tak :wyposażeni w piłę siadamy na wóz doczepiony do traktora. Kierowca zabiera nas na oddaloną kilkaset plantację choinek. Wybór jest olbrzymi. Poszukiwanie tej wymarzonej trwa godzinę. Z ciętą choinką siadamy na wóz. Następnie choinki są owijane w siatkę, a na nas po przygodzie z zakupem , czeka pyszna gorąca czekolada.  A choinki, które nie znajdą swoich nabywców rosną dalej.

Skrzyżowania bez świateł

 Ulice w USA posiadają cztery, a nawet pięć pasów. Gdy takie ulice krzyżują się zawsze jest sygnalizacja świetlna. Na próżno szukać rond czy świateł na mniejszych skrzyżowaniach. Można przejechać przez całe osiedla i jedynym znakiem, jaki kierowca spotka na drodze będzie znak „Stop”. Pierwszeństwo ma ten kierowca, który podjeżdża do skrzyżowania pierwszy. Nie ma prześcigania się. Trąbienia czy pokazywanie dziwnych gestów. Nie spotkamy pieszych spacerujących wzdłuż ulic. Wszyscy jeżdżą samochodami. Choć kursują także autobusy i oczywiście kolej. Gołym okiem widać, że nawierzchnie ulic są stare. Są jednak bez dziur i ubytków. Najwidoczniej zrobiono je z lepszego materiału. Chodniki ułożone są z betonowych płyt. Ich stan jest bardzo dobry.

Jednakowe domy

Gdy wychodzisz z domu w osiedlu domków jednorodzinnych dobrze zapamiętaj adres. Powrót może stać się trudny. Uliczki, domy, ich podjazdy niewiele się różnią od siebie. Są niemal jednakowe. Większość obłożona białymi panelami, z garażami i poddaszem. Trawa wszędzie równo przystrzyżona. Wokół domu jedno, dwa drzewa, bądź nieliczne krzewy. Jest ładnie, schludnie, ale jednocześnie trochę nudno. Żyjącym w okolicach Chicago Polakom brakuje kolorowych domów, różnorodnych ogrodzeń i towarzyszącej bujnej roślinności. Nieco odmienne budownictwo, bardziej różnorodne jest w okolicach domów za kilka milionów dolarów. Wśród nich jest, znany każdemu, dom z kultowego filmu pt. „Kevin sam w domu”. Znajduje się on na przedmieściach Chicago, w niewielkiej miejscowości Winnetka.

Elegancki dom, który możemy podziwiać w filmie, został zbudowany z cegły. Ma ponad 400 m kw. powierzchni. Mieści się w nim 9 pokoi, 4 łazienki, poddasze, piwnica.

Niestety, nie udało nam się zbyt długo podziwiać ten dom. Pojawił się właściciel. Musieliśmy odjechać, aby umożliwić mu wjazd. Niemniej jednak fajne uczucie, być tam i mieć dom Kevina na wyciągnięcie ręki. Szkoda, że jego wnętrze nie jest udostępnione dla zwiedzających.

Języki z całego świata

Chicago to skupisko ludności z całego świata. Na ulicy słychać: amerykański, hiszpański, francuski, chiński, niemiecki, rosyjski itd. Mijają nas Afrykańczycy, Latynosi, Azjaci. Ludzie nie przywiązują wagi do koloru skóry, języka, religii, a przede wszystkim do wyglądu. Zdarza się, że w środku zimy wyskoczą do galerii w plastikowych klapkach, czy w czymś, co przypomina piżamę. Wiele osób jest otyłych. Jednak nikt z tego nie robi problemu. Kobiety ważą po ponad 150 kilogramów. Mimo to mają na sobie dopasowane bluzki, getry lub dżinsy. Amerykanie lubią Fast-foody. Jedzą szybko i byle co. „Śmieciowym” jedzeniem napychają nawet maleńkie dzieci. Polonia bardziej dba o to, co je. Często Polacy kupują tzw. bio-żywność. Mimo to owoce, warzywa nie mają takiego zapachu jak u nas. Na walory smakowe polskich warzyw czy owoców nie mamy co narzekać.

Zakupy, zakupy, zakupy

W Chicago znajdują się tzw. miasteczka outletowe. Sklepy z odzieżą, artykułami spożywczymi, kosmetykami znajdują się w dużych skupiskach. Tworzą handlowe kompleksy. Zakupy w jednym z takich molochów mogą trwać nawet trzy dni. Wewnątrz są sztuczne lodowiska, restauracje, sale zabaw i gier, a nawet baseny. Ceny towarów, jak na zarobki amerykańskie niskie. Za 5 dolarów można kupić koszulki. Za 10 dolarów bluzy. Dżinsy za 15 dolarów. Na ogół znanych odzieżowych firm. To samo z kosmetykami czy perfumami. Tutaj przebitka jest jeszcze większa. Markowe perfumy można nabyć za 30 dolarów. Jest tanio, ale są to na ogół stare kolekcje. Niestety, trudno znaleźć towar amerykańskiej produkcji. Wszystko jest opatrzone metką z napisem: „made in China”. Towary z Chin zalały zupełnie USA. Stąd niektóre sklepy, jak Ross czy Tjmaxx przypominają polskie ciucholandy. Owszem, można udać się na zakupy na znaną Michigan Avenue w centrum Chicago. Z tym, że tam ceny sięgają nawet tysięcy dolarów.

Po powrocie wszyscy mnie pytali, jak jest w USA i czy zostałabym tam? Jest inaczej. Czy  lepiej niż u nas? Nie wiem. Pod kątem zarobkowym na pewno. Olbrzymie miasto, daje duże możliwości. Jedno wiem, na pewno tam jeszcze polecę. USA to nie tylko Chicago.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *