Nie chcemy w bloku bezdomnych

-Bezdomni i narkomani upodobali sobie nasz wieżowiec i zamienili go w noclegownię – skarżą się mieszkańcy bloku przy ul. Polnej.
Gdyby nie zanieczyszczali klatki, nie „rozsiewali” odrażającego odoru, nie załatwiali się na wycieraczkach, nie palili papierosów i nie włamywali się do piwnic – nie próbowalibyśmy się ich pozbyć za wszelką cenę. Boimy się zarówno skażenia sanitarnego, jak i zaprószenia ognia. Usuwamy zanieczyszczenia, przysypujemy miejsce pod grzejnikami odkażającym proszkiem, ale następnego dnia znów jest to samo.
Interwencje nie odnoszą żadnego skutku. Wielokrotnie byli w spółdzielni mieszkaniowej, w gminie, wzywali strażników miejskich i funkcjonariuszy policji. Kilka wezwań mieszkańców skończyło się przyjazdem patroli. Kiedy funkcjonariusze wsiadali do windy jadącej w górę, uciekinierzy zjeżdżali drugą w dół. I tak ciągnie się ta zabawa w kotka i myszkę. Czy naprawdę jest to problem nie do rozwiązania? Niestety, okazało się, że zgłoszona sprawa jest znacznie trudniejsza, niż by się wydawało. Bezdomni, bytujący w klatkach schodowych wbrew woli właściciela budynku i mieszkańców, nie popełniają czynu zabronionego prawem. Nie można wobec nich stosować kary, można jedynie wyprowadzić z budynku, do którego i tak wracają. Odmawiają przyjęcia jakiegokolwiek wsparcia i nie można ich do tego zmusić, nie są bowiem ubezwłasnowolnieni.
Brakuje uregulowań prawnych
Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej stosuje wobec bezdomnych różnorodne działania ratownicze. Jeżeli ich stan zdrowia wymaga interwencji, są dowożeni do łaźni, dostają czyste ubrania, a następnie trafi ają do szpitala.
-Na każdą formę pomocy muszą jednak wyrazić zgodę – wyjaśnia zastępca dyrektora MOPS, Joanna Gałczyńska. Najczęściej nie chcą pozostawać w szpitalu i na własne żądanie, szybko stamtąd wychodzą. Odrzucają również propozycję umieszczenia w noclegowni. Tam musieliby się stosować do obowiązującego regulaminu (zachowania trzeźwości). Osoby te odmawiają również przyjęcia przyznanego zasiłku. W tej sytuacji musimy pogodzić się z ich wolą i stylem bycia, choć tak bardzo odbiegających od naszych standardów. Pozostaje jedynie solidarnie współczuć interweniującym mieszkańcom, którzy mają przecież moralne prawo do życia w spokoju i bezpieczeństwie.
O nieskuteczności interwencji, podejmowanych przez strażników miejskich wobec poczynań bezdomnych, mówi również komendant SM, Andrzej Kaniewski.
–W ustawie o wychowaniu w trzeźwości nie ma żadnych zapisów odnośnie bezdomnych – podkreśla. Zachowywanie się w sposób nieobyczajny nie jest podstawą do ich zatrzymania. Postawą do tego byłoby popełnienie przez nich czynu zabronionego prawem. Możemy ich jedynie wyprowadzić z bloku, co też robimy przy każdej interwencji. Niestety, znów wracają do tego miejsca.
Problem, z którym bezskutecznie zmagają się mieszkańcy wieżowca przy ul. Polnej, dobrze znany jest też władzom Ostrowieckiej Spółdzielni Mieszkaniowej.
-Występuje on nie tylko w tym wieżowcu – informuje prezes Marek Zaremba. Nie jesteśmy w stanie pilnować każdego budynku w naszych zasobach. Zamykanie na klucz drzwi wejściowych nie wchodzi w rachubę. Nie pozwalają na to przepisy przeciwpożarowe. Udaremniają im wejście do budynków domofony, które funkcjonują już w 20 blokach. Wydatki związane z ich instalacją pokrywają jednak sami mieszkańcy. Należność za tę usługę jest rozkładana na dogodne raty. Spółdzielnia, po zakończonym okresie gwarancji, przejmuje eksploatację domofonów za symboliczną odpłatą. Możemy skontaktować zainteresowanych z fi rmą instalatorską, udostępniamy też salę na takie spotykanie. Jeśli zaś chodzi o niszczenie mienia spółdzielni i mieszkańców, jest to występek, za który można ukarać winnych. Prezes OSM wystąpi w tej sprawie z pismem do Komendy Powiatowej Policji w Ostrowcu Świętokrzyskim.
Niewiele może też pomóc w rozwiązaniu zasygnalizowanego problemu Gminna Komisja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.
–Nie mamy narzędzi, które mogłyby nam w tym pomóc – wyjaśnia przewodnicząca komisji, Małgorzata Kraus. Od stycznia br. obowiązują co prawda zmiany w ustawie, umożliwiające każdemu, kto skończył 18 lat, zgłoszenie do leczenia uzależnionego od substancji psychoaktywnych (dotąd było tylko od alkoholu). Tylko aby nawiązać z nim kontakt i wszcząć postępowanie, potrzebny jest jego adres. Niestety, bezdomni nie są nigdzie zameldowani. Istnieje co prawda możliwość przewiezienia do szpitala na leczenie odwykowe, ale po interwencji policji i pogotowia ratunkowego, gdy lekarz stwierdzi, iż uzależniony bezdomny zagraża swemu bezpieczeństwu i otoczenia, w którym przebywa. Nawet gdy trafi on już do szpitala, to może go opuścić na własne żądanie. Chyba, że jest nakaz sądowy do leczenia stacjonarnego w placówce zamkniętej, uniemożliwiający wyjście na żądanie.
Nie działa polityka wobec bezdomnych
Jak wynika z wypowiedzi naszych rozmówców, nie ma skutecznego sposobu na rozwiązanie zasygnalizowanego problemu. Niestety, nie działa polityka wobec bezdomnych. Podstawą pomocy bezdomnym są noclegownie i schroniska, które stanowią rozstrzygnięcie doraźne, w dodatku nie akceptowane przez większość żyjących na ulicach. Pierwszym krokiem w programie pomagającym bezdomnym na Zachodzie jest zapewnienie im mieszkania, czyli bazy niezbędnej do dalszej pomocy. Kiedy bezdomny zgodzi się na przeprowadzkę, zostaje otoczony pomocą zespołu specjalistów. Mieszkania do tego programu pozyskuje się od prywatnych właścicieli, w zamian za gwarancję stabilnego najmu. Po zakończeniu programu wynajmujący może pozostać w lokalu, ale musi już sam za nie płacić. Efekty programu są znaczące. Około 70 -80 proc. objętych nim osób wychodzi z bezdomności. U nas samorządy, odpowiedzialne za rozwiązywanie problemu bezdomności, z tym sobie nie radzą. Dla tej grupy odrzuconych przez społeczeństwo brakuje nie tylko mieszkań, ale też skutecznej oferty dla osób z zaburzeniami psychicznymi i uzależnionych, a to oni stanowią większość wśród długotrwale bezdomnych, pozostawionych na ulicach ze swoimi fobiami, zaburzeniami, często żyjących w warunkach urągających człowieczeństwu.
Pewną nadzieję daje tej grupie ludzi, opracowywana w stolicy na lata 2020 -2030, strategia mieszkaniowa. W debacie nad nią omawiany jest m.in. program „Najpierw mieszkanie” dla bezdomnych oraz podejmowane deklaracje, że w ciągu 10 lat przynajmniej pilotażowo zostanie on zrealizowany. To dobr y prognostyk dla bezdomnych, których liczba w naszym kraju dochodzi już do pół miliona.

Print Friendly, PDF & Email

2 thoughts on “Nie chcemy w bloku bezdomnych

  • 11 lutego 2018 at 08:37
    Permalink

    Jak by wam się noga w życiu potkneła i zostalibyście bez domu, rodziny, pieniędzy to też chcielibyście spędzić noc w ciepłym i suchym budynku a wy ich traktujecie jak psy. Część z nich ma o wiele lepsze wykształcenie niż wy a do tego sa bardziej inteligentnymi ludzmi . A wy zamiast z nimi porozmawiać i im pomoc to odrazu do władz i do gazety takie właśnie jest nasze głupie i zacofanie społeczenstwo.

    Reply
    • 26 lutego 2018 at 08:17
      Permalink

      “Gdyby nie zanieczyszczali klatki, nie „rozsiewali” odrażającego odoru, nie załatwiali się na wycieraczkach, nie palili papierosów i nie włamywali się do piwnic – nie próbowalibyśmy się ich pozbyć za wszelką cenę” – wpuść takiego inteligenta na wycieraczkę. Są jakieś normy współżycia kolego, zwłaszcza że jest się tam gościem…

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *