Muzyczny “Sukces Band” pokoleń. Bo w duszy im gra…

Grać może się nauczyć każdy. Naprawdę każdy.
W dzisiejszych  czasach nawet śpiewać można się nauczyć – oczywiście pod okiem najlepszego trenera wokalnego. Jest jednak coś, czego nauczyć się nie da. Mam tu na myśli artystyczną, muzyczną duszę, z którą trzeba się urodzić.
Artystyczna dusza kocha  muzykę, żyje nią i jeśli tylko ma okazję zagrać czy zaśpiewać, to oddaje w tym całą siebie, swoje emocje, swoją energię. I nieważne, jak jest zmęczona, zawsze daje 100% siebie. To tak, jakby ktoś wcisnął przycisk i przełączył ją na inny kanał. Nie ma wtedy rzeczy niemożliwych. Jeśli taka dusza otrzyma w prezencie talent, to pozostaje tylko nie zmarnować go i wykorzystać do maksimum.
Marta śpiewa odkąd pamięta. Mówi żartem, że chyba wcześniej zaczęła śpiewać niż mówić. Wspomina zabawy choinkowe, gdzie, aby dostać prezent od Mikołaja, należało powiedzieć wierszyk lub zaśpiewać piosenkę. Zawsze wybierała to drugie. I nie były to piosenki o misiach. Mała czterolatka śpiewała piosenki Anny Jantar czy Maryli Rodowicz. Gdy w radio śpiewał Zbigniew Wodecki, potrafiła powiedzieć: to ten pan od Pszczółki Mai. Chodząc do szkoły, a potem do liceum, brała udział w różnych konkursach piosenki, zajmując pierwsze miejsca. Ukończyła Publiczną Szkołę Muzyczną w Ostrowcu Świętokrzyskim w klasie fortepianu. Wspomina, że nie była pilnym uczniem, jeśli chodzi o instrument. Barbara Rutkowska – jej nauczyciel gry na pianinie, miała z nią niemałe problemy.
-Zamiast ćwiczyć etiudy czy Bacha, grałam i śpiewałam piosenki, które lubiłam – mówi Marta. Dziś tego żałuję, bo moje umiejętności byłyby większe.
Marta w wieku 14 lat zaczęła śpiewać w zespole Medium razem z tatą Andrzejem, który do dziś śpiewa i gra. To on nauczył ją pierwszych kroków w branży muzycznej. Przyznać trzeba, że był dobrym – jeśli nie najlepszym – nauczycielem. Nie miał w zwyczaju chwalić, wolał powiedzieć, że zawsze można lepiej i że nigdy nie należy myśleć, że jest się najlepszym. Chociaż nazywany był „drugim Niemenem”, nigdy sam tak o sobie nie mówił. Szacunek do innych wokalistów i muzyków ma do dziś – bez względu na to, jak śpiewają i w jaki sposób grają.
Rafał żartuje, że w Marcie zakochał się, gdy ona nie miała jeszcze pojęcia o jego istnieniu. Chodził do tej samej szkoły muzycznej co ona. Ale tak naprawdę ich drogi połączyły się jakieś dziesięć lat później, gdy zaczęli razem grać w zespole Sukces – czyli ok. 1995 r. Rafał jest gitarzystą, choć szkołę muzyczną ukończył w klasie akordeonu. Na gitarze nauczył się grać sam.
-Pewnego dnia, po obejrzeniu  festiwalu w Opolu, postanowiłem, że będę grał na gitarze – mówi Rafał.
Trzeba przyznać, że jest bardzo dobrym gitarzystą. Po zmianie składu osobowego, w zespole zostało ich troje. Wtedy też w nazwie zespołu pojawiło się słowo Band. Razem z saksofonistą Łukaszem – bratem ciotecznym Marty – stanowili zgraną drużynę, zyskującą z dnia na dzień na popularności. Szybko stali się jednym z najlepszych zespołów w regionie.
-W 2001 r. Łukasz wylosował tzw. zieloną kartę i wyjechał do Chicago – mówi Marta. Niełatwo było znaleźć kogoś, kto mógłby go zastąpić. Łukasz jest artystyczną duszą z niebywałym talentem. Jego wyjazd do dziś pozostawił w zespole emocjonalną bliznę. Pewnych ludzi, po prostu, nie da się zastąpić i Łukasz do takich ludzi należy.
Po jego wyjeździe w zespole pojawił się Krzysiek. Grali razem do lutego tego roku. Krzysiek zdecydował się na uprawianie nieco innego rodzaju muzyki, więc uszanowali jego decyzję. I choć nie planowali tego jeszcze w tym momencie – nadszedł czas, aby w zespole Sukces Band pojawiła się „świeża krew”.
18-letni Kuba i 17-letnia Ola, to dzieci Marty i Rafała. Jest jeszcze 16-letni Janek, najmłodszy brat Marty. Cała trójka ukończyła PSM w Ostrowcu Świętokrzyskim w klasach: skrzypiec, fortepianu i saksofonu. Janek to pianista, który sam nauczył się grać na trąbce. Świetnie mu idzie w duecie z saksofonem. Ola żartuje, że chyba przeprosi swoje skrzypce, które od ukończenia szkoły muzycznej leżą w futerale. Na razie jej pasją jest śpiewanie. W tej kwestii mama jest dla niej wzorem do naśladowania. Jak mówi Ola, mama bardzo rzadko ją chwali.
-Mama wymaga i wysoko stawia poprzeczkę dla mnie i chłopaków – mówi Ola.
Kuba bardzo przypomina Łukasza. Jest ambitny i bardzo zdolny. Janek oprócz grania na trąbce ma zadatki na świetnego wokalistę, ale to na razie plany. Cała trójka jest pełna młodzieńczej pasji. Rozpiera ich energia i chęć do muzykowania. Mają olbrzymi potencjał i są w dobrych rękach. To artystyczne dusze, którym dano talent i które w tym zespole na pewno rozwiną skrzydła, aby kiedyś stworzyć własną drużynę. Rafał pochwalił się, że Igor – ich najmłodszy syn chce grać na gitarze jak tata. Od września, jeśli zda egzamin, będzie uczniem PSM w Ostrowcu Świętokrzyskim.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *