Morelowo -brzoskwiniowy raj. Owoc benedyktyńskiej pracy Leszka i Zofii

Zofia i Leszek Miżyńscy to niezwykli ludzie. Mogą być symbolem rodziny, która zasmakowała w życiu wszystkiego i nigdy się nie poddała.
Są z sobą już ponad czterdzieści lat, tworząc wspaniale uzupełniającą i wspierającą się wspólnotę. Mają zupełnie odmienne temperamenty. On spokojny, rozważny, ona żywiołowa praca, do przodu, zachłanna na życie i świat, który ich nieraz mocno doświadczał. Przeszli razem przez lata tłuste i bardzo chude. Śmiertelną chorobę. Ze zmagań ze światem w ychodzili dzięki hartowi ducha i ciężkiej pracy, której nigdy się nie bali, znajdując sposób, by zwycięsko wyjść z każdej życiowej opresji. Najpierw były państwowe posady, później własny biznes, ciężka choroba, drobniejszy biznes, praca za granicą, powódź, która zabrała wszystko, by wreszcie osiąść w przepięknym miejscu, skąd roztacza się piękny widok zarówno na Góry Świętokrzyskie, jak i na Kunów.
Nie są ludźmi pierwszej młodości, a nadal ciężko pracują. Dają radę, bo robią to z pasją. Kochają przyrodę i bliski z nią kontakt. Po powodzi, która zniszczyła im dobytek, postanowili przenieść się daleko od rzeki. Kupili gospodarstwo w Bukowiu, otwierając tym samym nowy rozdział w swoim życiu. On inżynier stał się kopalnią wiedzy sadowniczej, ogrodniczej i rolnej. Ona dba o całość gospodarstwa. Pomaga im syn Remigiusz.


-Jak zwykle najpierw była myśl -mówi Małgorzata Charysz – Miżyńska, jedna z dwu córek, dziś mieszkająca w Londynie. – Niewinna myśl, która zamieniła się w marzenie. Dziś to marzenie jest rzeczywistością. Trzy hektary raju, położonego wśród malowniczych krajobrazów wsi Bukowie. Rodzice od rana do wieczora uwijają się między drzewami, wśród warzyw lub pracują w winnicy. Czas odmierzają im wschody i zachody słońca, opady deszczu, latem dojrzewające owoce, które trzeba korzystnie sprzedać, by wyjść na swoje… Na ten moment wszyscy czekają cały rok. Pierwsze morele i brzoskwinie rumienią już się w promieniach poranka. Trudno uwierzyć, że jeszcze przecież tak niedawno wszyscy kiwali głowami, gdy pierwsze brzoskwiniowe sadzonki pojawiły się na naszej ziemi. To nie ten klimat, to nie to miejsce, jak dużo tu pracy – mówili znajomi. A jednak udało się.
Sad na Bukowiu, jest w naszym regionie jednym z niewielu tego rodzaju. Charakteryzuje się dużą różnorodnością gatunków i unikalnym położeniem. Południowe stoki i ocieplenie klimatu sprawiły, że drzewa owocowe i winorośl czują się tu wyśmienicie. Państwo Miżyńscy mogą pochwalić się certyfikatem potwierdzającym, że ich dojrzałe owoce nie zawierają żadnych środków chemicznych. Cieszą się, że mogą ludziom sprzedać produkt najwyższej jakości. Prosto z drzewa. Starają się także, by otoczenie sadu było pełne ziół i kwiatów, a ich las jest całkowicie oddali naturze. Większość prac wykonywanych jest tu ręcznie, a ich najbardziej zaawansowana maszyneria to traktor.


-Owoce z Bukowia najlepiej smakują prosto z sadu. Po zerwaniu można je przechowywać w chłodnym miejscu kilka dni. Ale, by dłużej cieszyć się smakiem lata, najlepiej zamienić je w słodkie przetwory! -mówią właściciele sadu. -Naszym marzeniem jest, by ludzie do nas przyjeżdżali, poczuli magię naszego sadu, ogrodu, winnicy, zielnika. Rozkoszowali się widokiem, odetchnęli świeżym powietrzem. Popatrzyli jak zbierane są owoce. Naszą dewizą jest to, że z drzewa zrywamy owoce dojrzałe. Nie przechowujemy ich. Sprzedajemy owoc, który dopieściło słońce. Wiosną pół owoców z drzewa obrywamy, by pozostałe mogły wyrosnąć na pełnowartościowy piękny, śmiejący się do człowieka owoc. To wszystko robimy ręcznie.
Wizyta na Bukowiu to nie tylko wyprawa po owoce. Okolice wsi są wspaniałym miejscem na rowerowe wycieczki i spacery. A roześmiane, dziecięce buzie wymazane brzoskwiniowym sokiem, to najradośniejszy widok na świecie!
Gosia Charysz -Miżyńska, choć jest daleko od rodziców, bardzo im kibicuje. Widzi głęboki sens tego, co robią. Ich starania, by dać ludziom owoc najwyższej jakości, prosto z sadu, bez zbędnej chemii i konserwantów. Wierzy, że wcześniej, czy później ludzkość wróci do natury.
Mówi: -W Chinach i w Japonii brzoskwinia jest utożsamiana z długowiecznością i z długim życiem. W starożytnej Grecji brzoskwinie były symbolem szczęśliwego małżeństwa. Morela natomiast, w wielu kulturach symbolizowała świeżość, piękno kobiety i miłość. Owoce często pojawiają się w biblijnych tekstach, w poezji i w sztuce. Od wieków były symbolem zdrowia i bogactwa, a także beztroskiego życia. Dziś nie musimy już śnić o tych soczystych owocach. Kontenery wypełnione tymi darami natury, przybywają do naszych brzegów każdego dnia, a półki supermarketów wypełnione są nimi po brzegi. Pora roku nie ma już znaczenia, a truskawki można kupić nawet w zimie. W tym niesamowitym dobrobycie naszych czasów coś jednak zostało stracone. Cykliczność i magia natury. Czy jeszcze zobaczymy bose dzieciaki z buziami wymazanymi pierwszymi truskawkami? Czy ktoś jeszcze pamięta, jaka ekscytacja i niecierpliwość towarzyszyła oczekiwaniu na pierwsze czereśnię? Leśne poziomki, jagody i orzechy, po które wybierały się cale rodziny? Ci, którzy mają takie wspomnienia, wiedzą, że czas i miejsce były kluczowe. Wiedzieli, że jeśli przegapią ten moment obfitości, następny zdarzy się dopiero za rok… Wierzę, że przed nami jest kolejny przełom. Powrót do natury. Życie jest nieustającym cyklem, wiec po okresie plastiku i owoców zakonserwowanych arsenałem chemii, stajemy się coraz bardziej gotowi, by powrócić do korzeni. Warto na nowo odkryć smaki i zapachy polskiego lata.
Warto pojechać na wieś i pokazać dzieciom skąd pochodzi żywność. Zachęcam wszystkich, aby wybrali się w podroż ku lepszej przyszłości. A wszystko, to można dotknąć, zobaczyć w morelowo – brzoskwiniowo, orzechowo -śliwkowym sadzie moich rodziców, którzy z otwartymi ramiami czekają na gości. Wystarczy zadzwonić i z nimi się umówić.


Leszek Miżyński, wielki miłośnik i ogrodniczy pasjonat rozpływa się nad zdrowotnymi właściwościami tych przepięknych aromatycznych, smakowitych owoców. Mówi: -Morele bogate są w potas, który reguluje ciśnienie krwi i pracę nerek, a także w żelazo, wapń, fosfor, witaminy PP, B i C oraz błonnik. Ich jedzenie poprawia trawienie i zapobiega anemii. Uwaga! Wpływają dobroczynnie na damską urodę. Wystarczy zjeść 3 morele dziennie, aby dostarczy organizmowi odpowiedniej ilości beta-karotenu. Dzięki niemu nasza cera promienieje i długo zachowuje młodzieńczy wygląd. Jedzenie moreli poprawia trawienie i zapobiega anemii. Morele, zwłaszcza te suszone, mają działanie zasadotwórcze. Powinny je jeść osoby cierpiące na nadkwasotę oraz te, jedzące codziennie mięso. Morele dobre są jako przekąska dla sportowców. Zjedzenie kilku moreli po treningu przywróci równowagę zasadotwórczą w organizmie. Brzoskwinie z kolei są dobre na wszystko. Chronią przed anemią, pobudzając produkcję czerwonych krwinek. Są więc polecane kobietom w ciąży oraz wegetarianom. Jadane regularnie oczyszczają organizm z toksyn i szkodliwych produktów przemiany materii, co jest ważne dla chorych na reumatyzm i nerki. Nie zawierają tłuszczu i sodu, więc warto je polecić osobom z nadciśnieniem i wysokim poziomem cholesterolu. Brzoskwinie mają właściwości tonizujące i odświeżające, dzięki czemu zmęczona skóra staje się jędrna i rześka. Te owoce zawierają ponadto cenny beta-karoten.
Witaminy z grupy B, których też sporo jest w brzoskwiniach, działają kojąco i relaksująco, także po ciężkim dniu brzoskwinia jest jak najbardziej wskazana.
Musicie Państwo koniecznie odwiedzić sad w Bukowiu. Pojechać po to co nasza świętokrzyska ziemia rodzi, jeść polskie, nieskażone, zdrowe produkty prosto od rolnika dla swojego zdrowia i by popierać rodzime, tradycyjną metoda prowadzane uprawy. Za tydzień przepisy pani Zofii na smakowite produkty z owoców prosto z sadu.

D. Rucińska i W. Rogala

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *