Życie na walizkach

W grudniu na osiedlowych uliczkach zobaczyć można było busy, które podwoziły pod klatki blokowe pracujące za granicą ostrowczanki.
Opiekunki osób starszych wracały na okres świąteczny z Niemiec i Anglii.
Pomagały koleżanki
Pani Maria z wykształcenia jest technikiem mechanikiem. Po maturze pracowała, ale później przyszła transformacja i mimo szczerych chęci nie mogła znaleźć na terenie miasta stałego zatrudnienia. Bezrobocie niebotycznie poszybowało w latach 90. w górę i kto zaradniejszy szukał chleba za granicą. Zaczęły się wyjazdy do Anglii, Irlandii i Niemiec. W Ostrowcu nawet za pracą w ramach robót interwencyjnych, czyli za niewiele ponad tysiąc zł miesięcznie, trzeba było wstawać w nocy i czekać w kolejce przed urzędem pracy, by znaleźć się w pierwszej grupie kandydatek.
-Była rodzina, dorastające dzieci, potrzeby. Jedna z koleżanek sprowadziła mnie do Niemiec i znalazła pracę. Krótko byłam u starszej pani w znanym niemieckich górskim kurorcie Garmisch-Partenkirchen, a później pracowałam w rodzinie na południu Niemiec przez 3,5 roku, oczywiście na czarno. Na początku byłam taką damą do towarzystwa. Nie znałam języka, ale babcia, którą się opiekowałam, miała polskie korzenie i chciała się uczyć języka polskiego.
Później podopieczna pani Marii zachorowała, przez trzy miesiące nie wstawała z łóżka.
-Jakoś sobie radziłam, głównie dlatego, że w Niemczech rozbudowana jest opieka socjalna – mówi. Pięć razy dziennie przychodziły do mojej podopiecznej pielęgniarki, młode i bardzo sympatyczne dziewczyny. Przy nich wszystkiego się nauczyłam. Pomagałam im przy przewijaniu, nawet przy karmieniu sondą. Przeszłam przyśpieszony kurs pielęgniarstwa i także nauki języka niemieckiego. Było to cenne doświadczenie. Stała się dobrze przygotowaną do pracy opiekunką i mogła ubiegać się później o legalną pracę poprzez agencję.
-Rodzina babci opłaciła mieszkanie, w którym mieszkałyśmy do końca roku i zaproponowała mi, abym w nim pozostała do momentu wygaśnięcia umowy – wspomina. Szybko jednak spakowałam się i wróciłam do rodziny do Ostrowca. Po kilku tygodniach zadzwonił do mnie ktoś z tych państwa z prośbą, abym przyjechała i zaopiekowała się inną chorą w ich rodzinie. I tak pojechałam do Badenii-Wirtembergii na kolejne 3 lata. Oczywiście z przerwani na urlopy i wyjazdy świąteczne.
Opiekunki na wagę złota
Niemieckie społeczeństwo szybciej niż nasze zaczęło się starzeć. Opiekunki osób starszych i niepełnosprawnych są w kraju naszych zachodnich sąsiadów najbardziej poszukiwaną grupą zawodową wśród emigrantek z krajów Wschodniej Europy. Większość rodzin niemieckich, zwłaszcza na południu kraju stać na zatrudnienie osoby do opieki nad seniorami. Do pracy rekrutują zarówno niemieckie, jak i polskie agencje, przy czym te pierwsze oferują znacznie korzystniejsze umowy placowe.
Warunkiem zatrudnienia jest jednak umiejętność komunikowania się z podopieczną czy podopiecznym z jej rodziną, pielęgniarkami, pracownicami opieki, zrobienie codziennych zakupów w sklepie itp. W Niemczech obok Polek pracują też Litwinki, Ukrainki, Rosjanki i Rumunki.
-Jeśli do mojej babci przyjeżdżała rodzina, wówczas przygotowywałam obiad. Sugerowałam im, aby ten czas wykorzystali do rozmowy z babcią, ja wykonywałam w tym czasie wszystkie niezbędne domowe prace – mówi pani Maria. W większości domów stosunki z rodziną układały się bardzo dobrze. Raz proponowano mi nawet, abym została w tym kraju. Często rodzina finansowała mi wycieczki czy urlopy w atrakcyjnych miejscowościach. Ponieważ moją niespełnioną pasją jest turystyka, więc korzystałam z tych ofert. Poznałam Niemcy, kulturę tego narodu.
Braki w budżecie
-Do tej pracy jedzie się po pieniądze – mówi jedna z opiekunek. Po długim, chyba 2 -letnim pobycie, przyrzekłam sobie, że już nie wrócę do Niemiec. Posiedzę spokojnie z rodziną. Z pieniędzy, które przywiozłam, załatwiliśmy najważniejsze inwestycje, a resztę wpłaciłam na konto. Ale pieniądze chyba po roku skończyły się. Córki dorosły, stały się samodzielnie, więc nie było wyjścia. Zadzwoniłam do agencji, a po dwóch tygodniach od telefonu, siedziałam już w autokarze jadącym do Niemiec. Mamy ten komfort, że w przypadku, gdyby w domu pojawiły się jakieś kłopoty czy problemy, można przerwać umowę i wrócić po kilku tygodniach czy miesiącach. Z reguły zawsze mamy zmienniczkę, która w czasie pobytu w domu, opiekuje się w podopieczną.
Inna z opiekunek podkreśla, że jest to niełatwa praca, zagrażająca stabilizacji rodziny. Wyjazdy często kończą się dramatami, rozwodami, poważnymi kłopotami z dziećmi.
-Niejedna z nas zapłaciła za pracę za granicą wysoka cenę – słyszymy. Znam dziewczyny, które są już po rozwodzie. Jedne zostały na stałe w Niemczech, inne wracają do kraju.
Pani Maria nie ukrywa, że jest to ciężki kawałek chleba.
-Na początku tęskniłam za rodziną -mówi. Cały czas myślałam, co oni tam teraz w robią. Dzwoniłam do córki kilka razy dziennie. Pytałam o szkołę, czy odrobiła lekcje, czy wszystko w domu jest w porządku? Niech będą dziury w naszych ulicach, ale to są nasze ulice i miejsca znane od dziecka.
-W tej pracy trafia się do różnych rodzin i na różnych podopiecznych – mówi. Na osoby aktywne i takie, które wymagają opieki i pielęgnacji. Z reguły nie jest to praca ciężka fizycznie, ale wykańczająca psychicznie. Ten sam dom, często na uboczu, ta sama osoba, kolejny dzień podobny do poprzedniego, samotność. Z uwagi na słabą znajomość języka mamy ograniczone kontakty z innymi ludźmi. Każdą z nas dopada w pewnym momencie kryzys psychiczny. Poza tym za każdym razem jedziemy w nowe miejsce.
Dorobić do emerytury
Do pracy w charakterze opiekunek zgłaszają się różne kandydatki: młode dwudziestokilkuletnie dziewczyny, panie w średnim wieku, a nawet po 70. Ofert do pracy jest bardzo dużo, a rekrutacją zajmuje się wiele firm krajowych. Najbliższa ma swoją siedzibę w naszym mieście. Przed wyjazdem kandydatki uzgadniają warunki pracy i podpisują umowy. Firmy gwarantują ubezpieczenie, zapewniają dojazdy do pracy i powroty do domu. A nawet przed wyjazdem kurs języka.
-Każda z nas jest w stałym kontakcie z przedstawicielką firmy w Niemczech. Możemy dzwonić pod jej numer przez 24–godziny, radzić się w trudnych sytuacjach, czy prosić o pomoc – mówi nasza czytelniczka, która od wielu lat wyjeżdża za granicę do opieki nad osobami starszymi.
Pani Maria spędziła tegoroczne święta w domu z córką i najbliższymi. Do Niemiec wyjechała 27 grudnia i będzie tam do końca marca.
-W tym roku będzie to dopiero mój drugi wyjazd. Musiałam zadbać o zdrowie, za sobą mam operację i okres rekonwalescencji. Muszę jeszcze popracować kilka lat do emerytury.
J. Boleń, K. Florys

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *