Gorączka sylwestrowej nocy

Tej imprezy z pewnością długo nie zapomną niektórzy goście hotelowi, personel oraz właściciele obiektu.
Sceny, które rozegrały się pamiętnej nocy, przypominają raczej czarną komedię, choć do dziś nikomu nie jest do śmiechu. A jak relacjonują zdarzenie uczestnicy, momentami było dramatycznie. I całe szczęście, że nic nikomu się nie stało i obyło się jedynie na strachu i zadraśnięciach.
Świąteczny odpoczynek w zaciszu
W dniu 24 grudnia, w jednym z ostrowieckich obiektów restauracyjno – hotelowych, zameldowała się czteroosobowa rodzina. Małżeństwo wraz z dwójką dzieci w wieku 9 i 5 lat.
-Ostrowiec jest moim rodzinnym miastem. Tu się urodziłam i spędziłam lata dzieciństwa. Od 20 lat mieszkam za granicą. Tam też poznałam swojego męża i założyliśmy rodzinę. Jednak z sentymentem powracam do Polski, do rodzinnego miasta. Przyjeżdżamy tu dwa, trzy razy w roku. Święta są jedną z okazji, aby odwiedzić moje miasto. Dla mojej rodziny to też czas odpoczynku od codziennego zgiełku i zawrotnego tempa życia, które prowadzimy. Od trzech lat rezerwujemy pokój w jednym z ostrowieckich hoteli. Podoba nam się jego położenie i klimat. Tak też było i w tym roku –relacjonuje zdarzenie pani Julia.
Małżeństwo wraz z dziećmi zarezerwowało czteroosobowy pokój w oddzielnym kompleksie hotelowym, na uboczu, oddalonym od głównego obiektu o kilkaset metrów. Jak mówili, szukali ciszy i spokoju. Ich zdaniem, wszystko zmieniło się w ostatnią noc grudnia 2018 r.


-Ok. godz. 2, do sąsiedniego, jednoosobowego pokoju zostały zameldowane cztery młode osoby: dwie dziewczyny i dwóch chłopaków. Byli to ludzie w wieku 20 –25 lat. Zza ściany dochodził głośny śmiech i rozmowy, w tym przekleństwa. Z każdą minutą było coraz głośniej. Moja rodzina obudziła się na dobre. Ostrzegliśmy sąsiadów, że ich głośne zachowanie nam przeszkadza, uderzając pięścią w ścianę. Uspokoiłam męża, że młodzi ludzie pewnie zaraz pójdą spać. Na chwilę za ścianą zrobiło się cicho. Jednak po 5 –8 minutach z powrotem nasilały się głośne rozmowy. Poszłam więc, zapukałam do sąsiedniego pokoju. Po chwili otworzono mi drzwi. W pokoju przebywały cztery, młode osoby. Całe pomieszczenie było zadymione i czuć było alkohol. Tak naprawdę nie wiem, ile osób było w środku. Cztery widziałam na pewno. Zwróciłam uwagę, że jest za głośno i nie możemy spać. Jeden z chłopaków odpowiedział mi, że oni rozwiązują swoje problemy. Powiedziałam, aby robili to ciszej, gdyż chcemy spać. Słysząc, że mąż jest obcokrajowcem, dodał jeszcze: „tu hause”. Wróciłam do naszego pokoju. W międzyczasie zaczęłam dzwonić na recepcję. Niestety, wykonałam ok. 6 połączeń i nikt nie odebrał telefonu. Po chwili z powrotem za ścianą zrobiło się głośno. Do tego, któreś z młodych ludzi dodatkowo włączyło w telefonie muzykę. Mąż nie wytrzymał. Tak jak spał, wyskoczył z łóżka i podbiegł do drzwi sąsiedniego pokoju. Uderzył w nie pięścią i przebił je na wylot. Wpadł do pokoju i złapał jednego z chłopaków, wyrzucając go na zewnątrz, w pobliskie krzaki. Drugi z chłopaków w tym czasie złapał za telefon komórkowy, chcąc gdzieś zadzwonić, mąż wyrwał mu go i roztrzaskał. Chłopaka złapał także i rzucił w krzaki. W tym czasie udało mi się dodzwonić na recepcję. Było około piątej nad ranem. A dzwoniłam już od godz. 3 w nocy. Obydwaj chłopcy byli pod wpływem alkoholu. Dziewczyny rzuciły się na męża i zaczęły go drapać. Jeden z chłopaków wyszedł z krzaków i zaczęła się szarpanina, która przerodziła się w regularną bójkę. W pewnym momencie pojawił się trzeci chłopak, który podbiegł do naszych drzwi. Zdjął ich z zawiasów i szedł z nimi w kierunku męża, który leżał na ziemi. Na szczęście nie dał rady ich rzucić, gdyż był pijany. Poszedł więc do pokoju, oderwał nogę od krzesła i zaczął męża okładać, gdzie popadło. Potem przybiegli pracownicy hotelu. Została wezwana policja, która przyjechała po 10 –15 minutach oraz karetka pogotowia.
Jak mówią małżonkowie, nie kryją rozczarowania. Ich zdaniem przyczyną eskalacji konfliktu był brak reakcji pracowników obiektu.
-Jak to możliwe, że obsługa hotelu nie reaguje na telefon w nocy, gdy dzieje się coś niedobrego? –pyta pani Julia. –Jak to jest możliwe, że cztery osoby przebywają w tak małym pomieszczeniu. A do tego łamią zakaz palenia w pokojach? Policja przybyła, lecz tylko wylegitymowała wszystkich i odjechała. Gdyby coś takiego miało miejsce w naszym kraju, młodzi ludzie byliby natychmiast zatrzymani na 48 godzin.
Strach i niedowierzanie
Po relacji zdarzenia małżeństwa, spotkałam się z młody mi ludźmi. Uczestnikami imprezy, a potem wspomnianej bójki. Ich wersja wydarzeń jest zupełnie inna.
-Braliśmy udział w zorganizowanej imprezie w głównym obiekcie. Tam też większość z nas miała zarezerwowane pokoje. Bawiliśmy się dosyć długo. Jak to na takich imprezach bywa, piliśmy alkohol. Jesteśmy dorosłymi ludźmi. Pomiędzy czwartą, a piątą rano zaczęliśmy rozchodzić się do pokoi –mówią młodzi ludzie.
Jedna z par miała rezerwację w dwuosobowym, małym pokoju, sąsiadującym z małżeństwem.
-Udaliśmy się tam pomiędzy czwartą, a piątą nad ranem –mówi młody człowiek. –Po przyjściu do pokoju położyłem się do łóżka. Moja dziewczyna w tym czasie brała prysznic. Obok położyłem telefon komórkowy i nastawiłem muzykę. Przysypiałem, gdy nagle zobaczyłem w drzwiach przebijające się buty, zaraz potem wraz z tymi drzwiami do środka wpadł mężczyzna. Mówił coś w obcym języku. W pierwszej chwili myślałem, że to mi się śni. Jednak szybko zorientowałem się, że to dzieje się naprawdę. Chwyciłem za telefon. Mężczyzna mi go wyrwał i rzucił na ulicę. Poderwałem się. Nie wiedziałem o co chodzi. Wybiegłem szukać telefonu. Byłem w samej bieliźnie. Mężczyzna został w pokoju i zaczął go demolować. Chciałem wrócić po swoją dziewczynę, lecz nie chciał mnie wpuścić do środka. Zaczęliśmy się szarpać. W tym czasie z łazienki wychodziła dziewczyna i drzwiami uderzył ją w twarz. Zaczęliśmy wzywać pomocy. Dziewczyna zadzwoniła do koleżanki, która była w głównym budynku. Po chwili zjawiła się ona ze swoim chłopakiem. Mężczyzna dobiegł do krzesła, wyrwał nogę i ostrą częścią próbował przebić mi brzuch. Udało mi się odskoczyć. Zachowywał się irracjonalnie, jakby był pod wpływem alkoholu albo jakiś środków odurzających.


-Kiedy przybiegłem, zobaczyłem co się dzieje, chciałem ratować kolegę, jednak powstrzymała mnie dziewczyna. Zobaczyła, że zachowanie mężczyzny jest niezrównoważone. Stąd też nie dochodziłem do niego. Wiedziałem już, że na miejsce jedzie policja –mówi świadek zdarzenia.
W tym czasie obsługa hotelowa już wiedziała, że w bocznym obiekcie doszło do bójki. Aby zapobiec jej szerszemu zasięgowi, zamknięto wszystkie wyjścia z głównego obiektu i wezwano policję. Jednemu z chłopców udało się jednak wyjść i przybiec na miejsce bójki.
-Kiedy zobaczyłem biegającego jak w amoku mężczyznę i zdemolowane drzwi, zwyczajnie bałem się podejść. Mężczyzna był dobrze zbudowany, działał bardzo nerwowo. Wycofałem się. Razem z pracownikami hotelu, którzy także przybyli na miejsce, czekaliśmy na policję –mówi kolejny świadek zdarzenia.
Para młodych ludzi z sąsiedniego pokoju małżeństwa zaprzecza, iż zakłócała ciszę nocną.
-Po powrocie do pokoju, między czwartą, a piątą nad ranem nie prowadziliśmy żadnych rozmów. Nikt nas nie uciszał uderzeniami w ścianę, ani też nikt z nami nie rozmawiał. Żonę mężczyzny zobaczyliśmy dopiero wtedy, gdy przyjechała policja. Wcześniej nie wychodziła z pokoju. Nikt też nie palił papierosów w pokoju. Moja dziewczyna jest wrogiem nikotyny. Mężczyzna po zdemolowaniu naszego pokoju zdjął drzwi także z pokoju, w którym mieszkał ze swoją rodziną. Jedyną rzeczą był telefon z muzyką, ale nie była ono głośna. Trudno jest wydobyć głośność z aparatu telefonicznego, tak aby zakłócała ciszę nocną. Byliśmy zszokowani całą sytuacją. Nie mogliśmy uwierzyć, że to dzieje się naprawdę – mówi młody człowiek. Przybyli na miejsce policjanci wylegitymowali nas, pytali o zdarzenie. Małżeństwo rozmawiało ze sobą w obcym języku, na co zwrócili uwagę także funkcjonariusze, prosząc kobietę, aby porozumiewała się w języku polskim. Kobieta wyglądała na niezadowoloną. Zadzwoniła na policję, wzywając drugi patrol. Po czym wraz z mężem wsiedli w samochód i odjechali, jeszcze przed odjazdem policji. Funkcjonariusze wylegitymowali nas i pouczyli, że możemy złożyć zawiadomienie.
-Najpierw chcieliśmy to zrobić. Jednak zrezygnowaliśmy z tego, gdyż obecnie nie przebywamy w Ostrowcu. Jeden z kolegów lada dzień wyjeżdża do Belgii, ja do Warszawy, więc nikogo nie będzie na miejscu w trakcie ewentualnego postępowania –mówi kolejny uczestnik zdarzenia.
Młodzi ludzie posiadają dokumentację fotograficzną. Na zdjęciach wyraźnie widać obrażenia po lewej stronie twarzy dziewczyny, która została uderzona drzwiami. Na kolejnych zdjęciach – obrażenia na plecach chłopaka, zadane najprawdopodobniej drewnianym przedmiotem. Młodzież posiada także zdjęcia z imprezy, na której bawili się w obiekcie hotelowym, z oznaczą datą i godziną, a ta nie jest spójna z relacją małżeństwa.


Szkody pokryją właściciele
Jak mówią właściciele obiektu, nigdy wcześniej nie było tu takiego incydentu i mają nadzieję, że więcej się nie zdarzy. Posiadają także dokumentację fotograficzną strat. Na zdjęciach widnieje dziura w ścianie od uderzenia pięścią, zdemolowane drzwi i krzesło, jeden z pokoi wygląda zupełnie jak po przejściu huraganu.
-Prowadzimy wewnętrzne postępowanie wyjaśniające, dotyczące nie odbierania telefonu przez pracowników hotelu na recepcji. Koszty powstałych szkód pokryjemy z własnego budżetu. Nie chcemy nimi obciążać gości. Zaproponowaliśmy małżeństwu luksusowy apartament, jednak odmówili. Postanowili pozostać w dotychczasowym pokoju, gdzie zostały naprawione drzwi. Rodzina nie zgłaszała do nas żadnych uwag ani pretensji. Jest nam przykro z powodu zaistniałego incydentu i mamy nadzieję, że podobne więcej się nie wydarzą. Zależy nam na tym, aby wszyscy goście czuli się u nas dobrze –mówi właścicielka obiektu.
W miniony piątek małżonkowie opuścili hotel. Kobieta tego samego ranka po zdarzeniu złożyła zawiadomienie na policji. Jak potwierdza oficer prasowy KPP w Ostrowcu Św., Sylwester Kaniewski, funkcjonariusze zostali wezwani na interwencje do awantury w jednym z ostrowieckich hoteli.
-Policjanci na miejscu pouczyli uczestników o możliwości złożenia zawiadomienia. Jedna z kobiet, będąca gościem, złożyła zawiadomienie o zakłóceniu ciszy nocnej. Prowadzone jest postępowanie czy doszło do takiego wykroczenia. Jeśli w jego wyniku okaże się, że tak, zostanie złożony wniosek do sądu, który dalej zajmie się sprawą. Jest to wykroczenie zagrożone karą grzywny, aresztu lub ograniczenia wolności – potwierdza oficer prasowy KPP w Ostrowcu Świętokrzyskim, S. Kaniewski.
Pogotowie, które przyjechało na miejsce zdarzenia, odjechało puste. Nikt z uczestników nie wymagał udzielenia pomocy ani też hospitalizacji. Trudno przy tak sprzecznych wersjach wydarzeń o obiektywizm. Z pewnością sprawę zakłócenia ciszy nocnej wyjaśni policja. Nie wiadomo, jak przebiegała dokładnie awantura. Ważne jest, że na szczęście wszystko skończyło się dobrze i poza materialnymi startami, nikt z uczestników nie odniósł większych obrażeń.

 

 

Print Friendly, PDF & Email

2 thoughts on “Gorączka sylwestrowej nocy

  • 10 stycznia 2019 at 09:36
    Permalink

    dziwi tylko brak stanowczej reakcji właściciela hotelu na zdewastowanie jego pomieszczenia…

    Reply
  • 11 stycznia 2019 at 22:57
    Permalink

    Przecież sami przyznali się ze zaczęli do malotow fikac. Jak im nie pasowało to trzeba było na policję dzwonić a nie samemu sprawiedliwośc wymierzać . Młodzi też nie lepsi ale gdzie byli pracownicy obiektu? Po drugie też trochę wyrozumiałości przecież to był Sylwester i raz w roku można przymrozyc oczy lub żądać od właściciela aby zainterweniował czy oddał hajs za nocleg w niekomfortowych warunkach

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *