Zapomnieć o koszmarze…

Zadzwoniła do mnie wiosną tego roku, a było to tuż po emisji bulwersującego filmu Tomasza Sekielskiego „Tylko o tym nie mów nikomu”.
Dzwoniła z Anglii. To co mówiła i o czym mi opowiadała, bardzo mną poruszyło. Było bardzo osobiste i nacechowane ogromnym ładunkiem emocji. Umówiłyśmy się na rozmowę w Polsce we wrześniu, kiedy to planowała przyjazd do rodziny. Szczerze mówiąc zapomniałam o tej rozmowie i jakież było moje zdziwienie, gdy we wrześniu ponownie zadzwoniła. Tym razem z Polski. Na spotkanie w redakcji Ewa, tak ją nazwijmy, przyszła z mężem. Dla całej naszej trójki nie była to łatwa rozmowa. To, co przeżyła, będąc kilkuletnią dziewczynką ponad trzydzieści lat temu, boli tak jak gdyby wydarzyło się wczoraj. Horror sprzed pond 30 laty trwa z przerwami do dziś. Zatruwa jej umysł i serce, budzi ciągłe emocje… Chce z tym skończyć, ale nie może.
Nie wiem dlaczego
Mówi: „Tego budynku już dziś nie ma. Mój ojciec zmarł. Moja mama się tam przeniosła. On był naszym sąsiadem z naprzeciwka. Przyjaźniłam się z jego siostrą, chociaż między nami było kilka ładnych lat różnicy. W bloku dzieciaków było dużo, wszyscy bardzo się lubiliśmy, razem chodziliśmy do szkoły. Ot, taka jedna wielka rodzina, bo i między dorosłymi były silne, bardzo dobre więzi sąsiedzkie. Naprawdę tak było. On z nami nie przebywał. Był najstarszy. Ja miałam kilka lat, chodziłam do przedszkola. On był uczniem szkoły średniej. Ja do przedszkola. Dla mnie jawił się jako dorosły. Pierwszy raz, gdy to się stało, nie wiem, nie pamiętam, po co do nas przyszedł. Byłam sama w domu. Mama pracowała. Przyszła jego siostra, bawiłyśmy się lalką. Nie wiem skąd on się wziął. Mieliśmy pokój z kuchnią. On się znalazł w tym pokoju. Zamknął drzwi, siostrze nie pozwolił wejść. Wtedy zaczął się do mnie dobierać. Ja nie wiedziałam o co chodzi. Jego siostra wyszła, zostawiła nas samych. Nikomu nie powiedziałam o tym, co mi zrobił. Bałam się, myślałam, że to ja coś robię źle. Tak się zastanawiam, czy ja wiedziałam, czy zdawałam sobie sprawę z tego, co się ze mną dzieje, co robię…
Pamiętam, że jego mama robiła bardzo dobre naleśniki i zawsze mi je przynosiła.
Siostra jego, Dorota, powiedziała do mnie: wiesz, naleśniki mamy na ciebie, czekają u nas w domu. Dziś zadaję sobie pytanie dlaczego, skoro on zaczął mi już coś robić, ja tam szłam? Poszłam po te naleśniki. Dorota gdzieś wyszła. Jego mama smażyła te naleśniki, a on mnie złapał na siłę. Nie wiem dlaczego jego mama tego nie widziała. Mieli tak jak my pokój z kuchnią. On mnie zabrał do tego pokoju. Nie wiem dlaczego nie krzyczałam. Bałam się? Wstydziłam się? Jego mama siedziała za ścianą. Później gdzieś wyszła. Zdarzyło się to kilka… kilkanaście razy. To nie było tylko dotykanie, to było gwałcenie. Kiedyś wróciła do domu jego siostra. Otworzyła drzwi zamknięte na klucz. Zaczęliśmy się pośpiesznie ubierać. Ale widziała, że nie jesteśmy niekompletnie ubrani. Dlaczego nie zareagowała? Była o wiele starsza ode mnie. Dziś myślę, że może i ona była przez brata molestowana. Nie wiem. Może się bała. Może, po prostu, nie wiedziała co zrobić. Po wielu latach, gdy rozmawiałam z moją przyjaciółką, ona powiedziała: Ewa, może on nie tylko ciebie wykorzystywał. Dlaczego ty do dziś cierpisz, a on ma się dobrze. Ma rodzinę, żonę, dzieci… Żyje tak jak gdyby nic się złego w jego życiu nie wydarzyło. Może są jeszcze inne osoby, które molestował. I wówczas właśnie przypomniała mi się ta jego siostra, która weszła i widziała, co on ze mną robi, że dzieje się coś złego. Dwa, trzy lata temu podczas mojego pobytu w Polsce zadzwoniłam do Doroty i zapytałam ją wprost: Dorota, czy ty kiedykolwiek byłaś wykorzystywana seksualnie? Nim skończyłam pytanie, ona od razu stanowczo odpowiedziała, że nie. Zastanowiło mnie to. Nie była zaskoczona, nie pytała o nic. Szybko skończyła rozmowę.
Myśl, że on może krzywdzić i dziś, nie daje mi spokoju. Także to, że jego żona ma jakieś problemy. Podczas któregoś pobytu w Polsce chciałam do niego zadzwonić, ale zdobyłam tylko numer telefonu jego żony. Zadzwoniłam, przedstawiłam się, powiedziała, że jestem koleżanką z bloku, w którym kiedyś mieszkał. Żona powiedziała, że będzie za pół godziny. Zadzwoniłam. Odebrał telefon. Rzucił: czego chcesz? Ja zapytałam: czy pamięta to, co mi kiedyś robił. Najpierw w miarę spokojnie ze mną rozmawiał, a później zwyzywał od nienormalnych. Jeszcze raz dzwoniłam do jego żony i prosiłam ją o spotkanie. Odmówiła. Chciała rozmawiać ze mną tylko przez telefon. Nie potrafiłam przez telefon opowiedzieć jej, jak bardzo krzywdził mnie jej mąż. Wtedy słuchawkę wzięła ode mnie moja przyjaciółka, która wszystko jej opowiedziała. Nie uwierzyła, twierdziła że ma dobrego męża i ojca dzieci. Prosiłam, by się jednak ze mną spotkała. Mimo stanowczej odmowy w Ostrowcu na dworcu na nią czekałam. Nie przyszła. Mówiąc o tym publicznie chcę ostrzec jego ewentualne ofiary, zachęcić, by o tym powiedziały, zawiadomiły organy ścigania. Chcę, by odpowiedział za to co mi robił i by już nikogo innego nigdy nie skrzywdził. Ja jestem gotowa zeznawać.
Dopada znienacka
Do dziś zdaję sobie pytanie, dlaczego ja wcześniej nic z tym nie zrobiłam? Nie szukałam pomocy, z nikim nie rozmawiałam. Nie potrafię znaleźć odpowiedzi. Czy cały czas żyłam tym dramatem? Nie. Na lata zapomniałam o tym, co mnie spotkało, tak gdzieś do 25 -30 roku życia. Też się zastanawiam dlaczego mnie to teraz tak nachodzi. Dlaczego po tylu latach człowiek o tym myśli i nie może zaznać spokoju. Cierpię ja i cierpią moi najbliżsi. Może dlatego, że mam nastoletniego syna. On też dorasta w trudnej sytuacji. Na nic mu nie pozwalam, obsesyjnie go kontroluję, bojąc się bardzo o niego. Cierpi mąż.
Jak już wspominałam na początku tej smutnej opowieści, z Ewą do redakcji przyszedł jej mąż. Na mnie zrobił wrażenie wspaniałego człowieka. Był obecny podczas całej rozmowy. Widać było jak mocno to przeżywa. Nie odzywał się. Ewa o wszystkim powiedziała mu jeszcze przed ślubem. To on namówił ją, by przed laty zadzwoniła na policję. Zbyli ich. Powiedzieli, że ta zbrodnia już się przedawniła. Ma nadzieję, że rozliczenie sprawcy pozwoziłoby im żyć normalniej. Zapomnieć o koszmarze, który przeżywają od lat.
-Ta zbrodnia nie może nie zostać ukarana. Choćby w formie ukorzenia się sprawcy. Nigdy nie powinna ulegać przedawnieniu – uważa.
-Powiedziałam o tym mamie, kontynuuje tą swoistą spowiedź Ewa, gdy miałam piętnaście, szesnaście lat. Zaczęła płakać i zapytała, no i co ja mam teraz z tym zrobić? I nie zrobiła nic. Nawet ją rozumiem, żyliśmy wszyscy w tym bloku w przyjaźni. Dzieci i ich rodzice. Jak w dużej rodzinie. Dotąd sąsiedzi z tamtych lat to ciocie i wujkowie.
Najważniejsze zdjąć z siebie poczucie winy
Na Onecie natknęłam się na artykuł na temat molestowania seksualnego dzieci autorstwa Zuzanny Opolskiej, która rozmawiała z psychiatrą dr Mają Herman i ekspertką seksuologiem Moniką Staaruch. Na pytanie dziennikarza o to, czy lepiej nawet po wielu latach mówić głośno o fakcie molestowania, czy może raczej nie. Prosić o pomoc. A może lepiej upchać traumę w walizce i schować do przysłowiowej szafy, by zapomnieć o koszmarze z dzieciństwa.
Pani psychiatra mówi stanowczo: Szafy mają do siebie to, że jak są za bardzo wypchane, to w końcu trupy i tak z nich wypadają. Należy mówić. Bronić się. Jeśli nam się przydarzyło tak traumatyczne przeżycie, to warto je przepracować. Bo to przepracowanie pomoże zdjąć z siebie poczucie winy. Należy pamiętać, że przestępca to ten, który popełnia czyn zabroniony, a ofiara to ofiara. Wiem – brzmi strasznie oczywiście, ale właśnie ten element u osób po traumach jest najbardziej niejasny i zaburzony. Pani seksuolog jest też za tym, by mówić. Ważna jest także każda inicjatywa, kampania społeczna, każde udostępnianie na mediach społecznościowych, które jasno i wyraźnie będzie odgraniczać ofiarę od sprawcy i uczyć społeczeństwo, że ofi erze należy się wsparcie, a sprawcy kara i tyle. Nie ma drugiej, czy trzeciej strony medalu. Nie ma cichego przyzwolenia na przemoc i agresję. Bez względu na to, czy dzieje się w czterech ścianach, czy na ulicy. Czas skończyć z ofiarnym milczeniem i lękiem. Przemoc, również ta psychiczna czy ekonomiczna, sprawia, że ofiara ma drastycznie obniżone poczucie własnej wartości i przestajesz widzieć, że to, co ktoś je robi, jest złem. Konsekwencje na całe życie są straszne. Kobiety, które doświadczyły przemocy seksualnej, czasami zmagają się z zaburzeniami odżywiania takimi jak anoreksja, czy bulimia. U tych osób pojawia się również stygmatyzacja – takie poczucie bycia innym, naznaczonym bardzo negatywnym piętnem. Trudno jest z takiego poczucia się uwolnić i bardzo trudno jest z tym żyć i tworzyć udane relacje z innymi. Szczerość do bólu jest bardzo istotna. Problem z zaufaniem u ofiar molestowania seksualnego jest bardzo częsty, ale tylko wyjaśniając swojemu partnerowi, czy partnerce traumę pozwolimy tej drugiej stronie łatwiej zrozumieć problemy z ekspresją naszych emocji, uczuć. Jeśli jesteśmy blisko z sobą, z drugim człowiekiem, to powinniśmy sobie ufać. Albo budujemy związek, albo układ.
Ewa opowiadając mi tę historię obsesyjnie pragnie, by sprawca nie pozostawał anonimowy i żył jakby nic się w jego życiu nie stało. Ewa jeszcze bardziej boi się tego, że być może i dziś bezkarnie krzywdzi inne kobiety. Dzieci. Jest gotowa świadczyć i głośno mówić o tym, co ją wiele lat temu spotkało.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *