Wykopują historię spod ziemi

Na Świętokrzyską Grupę Eksploracyjną trafiłam zupełnie przypadkiem. A to za sprawą tajemniczej odznaki związanej z naszym regionem, którą podczas prac poszukiwawczych na terenie Wielkiej Brytanii odnalazł jeden z jej członków, Daniel Podsiadło.
Zaciekawiło mnie czym zajmuje się Grupa i jaką przyjemność można czerpać z grzebania w ziemi?
Spotkałam się więc z jej członkami, prezesem Świętokrzyskiej Grupy Eksploracyjnej z siedzibą w naszym mieście, Sebastianem Grabowcem oraz Dominikiem Kasprzykiem, którzy zafascynowali mnie opowieściami o swojej pasji.
Pasja ukryta w marzeniach
Świętokrzyska Grupa Eksploracyjna powstała w 2016 r. i skupia młodych pasjonatów historii z Ostrowca Świętokrzyskiego, okolic Łagowa, Nowej Słupi i Opatowa. I jest odpowiedzią na chęć realizacji marzeń związanych z nadawaniem znanym faktom historycznym nowego kształtu dzięki zachowanym w ziemi przedmiotom. Grupa posiada też swoje logo – jest to Czarownica spod Łysej Góry, która zamiast miotły ma wykrywacz metali – główne narzędzie pracy świętokrzyskich poszukiwaczy. Trzon grupy stanowią: Sebastian Grabowiec, Bartosz Kuszewski, Damian i Oskar Masternak, Daniel Dziarmaga, Paweł Głowacki, Daniel Kozieł. Maciej Rdzanek i Dominik Kasprzyk.


-Czyjej wyobraźni nie pobudzała lektura „Pana Samochodzika”, czy też przygód Indiany Jones? W każdym z nas gdzieś drzemie chęć dosłownego dotknięcia historii –mówi Sebastian Grabowiec. –Stąd też zawiązała się nasza Grupa pasjonatów. Współpracujemy z podobnymi grupami w kraju i Europie. Bierzemy udział w wyprawach, podczas których we wcześniej ustalonych miejscach, przy użyciu profesjonalnego sprzętu prowadzimy poszukiwania w ziemi przedmiotów pochodzących z minionych epok. Każdej wyprawie towarzyszą długie przygotowania, związane z ustaleniem faktów historycznych oraz uzyskaniem szeregu dokumentów.

-To nie rodzi się tak samo z siebie. Przede wszystkim potrzebna jest wiedza historyczna, dotycząca regionu i wydarzeń, które tam miały miejsce. Zbieramy więc informacje na ten temat z dostępnej literatury, map, a także rozmawiamy z mieszkańcami. Kiedy już posiadamy wystarczającą wiedzę, zajmujemy się kwestią formalno –prawną. Występujemy do właściciela danego terenu w celu uzyskania zgody na podjęcie prac oraz do konserwatora zabytków na danym terenie poszukiwawczym, pod którego pieczą prowadzimy poszukiwania. Każdy znaleziony przez nas przedmiot, mający wartość historyczną, jest opisywany i przekazywany konserwatorowi zabytków, który decyduje o umieszczeniu go w muzeum – wyjaśnia Dominik Kasprzyk.
Sama chęć poszukiwań i wiedza to jednak za mało. Trzeba też mieć odpowiedni sprzęt i predyspozycje. Służą temu – wykrywacze metali, łopata, duży zasób siły, a także determinacja i duża doza cierpliwości oraz odpowiednie ubranie i obuwie. Członkowie Grupy przyznają, że nie jest to tanie hobby. Dobry sprzęt to wydatek rzędu kilku, a nawet kilkunastu tysięcy złotych. Do tego dochodzą także koszty uzyskania pozwoleń na prowadzenie poszukiwań. Jednak kiedy wszystko jest gotowe i ruszają w drogę, zapominają o kosztach. Pozostaje tylko adrenalina i oczekiwanie mega emocji po sygnale dźwiękowym, które wysyłają wykrywacze metali.
Grunwald, Góra Witosławska i nie tylko
Świętokrzyska Grupa, choć działa niedługo, ma już sukcesy na swoim koncie. Jako jedna z nielicznych została zaproszona do udziału w pracach poszukiwawczych w miejsce bitwy pod Grunwaldem, gdzie znalazła się w grupie poszukiwaczy składu 30 –40 osób z całej Europy. W ubiegłym roku zaproszeni przez Stowarzyszenie Eksploracyjno -Historyczne „Galicja” brali też udział w poszukiwaniach w Bieszczadach na polach I wojny światowej w tzw. „Operacji Manyłowa”.
-Na tych wyprawach udało nam się znaleźć groty strzał używanych w bitwie pod Grunwaldem, monety krzyżackie, jagiellońskie srebrniki, elementy uzbrojenia, części rękawic. To niesamowite uczucie trzymać w ręku przedmioty należące do uczestników bitwy z 1410 roku. Dzięki znaleziskom można odtworzyć prawdziwy przebieg tych wydarzeń. Wiemy, że bitwę pod Grunwaldem opisywał Jan Długosz, który nie żył w tamtych czasach, więc tak naprawdę znał tę historię z podań ustnych. Film „Krzyżacy” był też oparty jedynie na wyobrażeniu autora. Natomiast dziś już wiemy, że była to bitwa podjazdowa, a dzięki odnalezionym przedmiotom możemy określić, w którym miejscu znajdował się obóz polski i możemy zweryfi kować pewne fakty – przyznaje S. Grabowiec.


Duże emocje towarzyszą też Świętokrzyskim Eksploratorom podczas poszukiwań w naszym regionie. W 2018 r. prace takie podjęli na owianej wieloma legendami Górze Witosławskiej w gminie Waśniów, znanej lokalnej społeczności z obchodzonych tam co roku „Zielonych Świątek” .
-Poszukiwania na Górze Witosławskiej przyniosły zaskakujący efekt. Znaleźliśmy tam strzemiona do jazdy konnej z okresu najazdów tatarskich, topór bojowy z przełomu X i XI wieku, a także fi bulę – zapinkę do płaszcza z brązu z wpływów rzymskich. To niesamowite, że te przedmioty chowała ziemia przez wieki i nikt tego nie dotykał przez 700 lat –dodaje S. Grabowiec.
Nie trudno wyobrazić sobie emocje, kiedy można dotykać przedmiotów sprzed wieków, które nie znały światła dziennego przez setki lat. Dzięki pracom poszukiwawczym wielu miejscom, poprzez znalezione przedmioty, nadawany jest nowy rys historyczny. Jednak mój entuzjazm ostudzają szybko rozmówcy, gdyż nie zawsze każda wyprawa kończy się sukcesem i potrzebny jest też zdrowy rozsądek.

-Wielu miejscom towarzyszy szereg legend, które żyją w pamięci mieszkańców, jednak w połączeniu z faktami historycznymi, mapami i innymi źródłami musimy racjonalnie ocenić sytuację i odpowiedzieć sobie na pytanie czy to jest właściwe miejsce do podjęcia poszukiwań i czego szukamy? Przygotowania do prac w postaci uzyskania właściwych pozwoleń są czasochłonne, uzyskane dokumenty ważne są przez rok, a jeśli teren jest na przykład polem uprawnym, to ten czas jest dodatkowo ograniczony poprzez prace rolnicze.
Stąd też dane miejsce weryfikujemy pod każdym względem. Wiele historii gdzieś zapamiętanych jest mitem. Zdarza się również i tak, że podczas poszukiwań, zanim natkniemy się na przedmiot przedstawiający wartość historyczną, musimy przebrnąć przez masę śmieci w postaci puszek czy też innych metalowych odpadów pozostawionych w ziemi przez naszą cywilizację. Nie zawsze więc każda wyprawa kończy się euforią –dodaje D. Kasprzyk.
Odznaka Brygady Świętokrzyskiej


Na ten przedmiot, jak wspomniałam wyżej, trafił jeden z poszukiwaczy grupy, D. Podsiadło. To znalezisko, odkryte za granicami kraju, w Wielkiej Brytanii, na wyspie Jersey. Było ono dużym zaskoczeniem dla członka Grupy, gdyż zamiast spodziewanych pensów, wykopał spod ziemi odznakę związaną z regionem świętokrzyskim. -Odznaki tego typu były wydawane pod koniec II wojny światowej. Ta odznaka jest zachowana w dobrym stanie, posiada numer 3687. Jest to jedno z najciekawszych odkryć członka naszej grupy na zagranicznej wyprawie. Jeśli ktoś jest w stanie zidentyfikować po nadanym numerze właściciela tej odznaki, czy też być może kogoś z jego rodziny, prosimy o kontakt. Chętnie poznamy jej powojenne losy – mówią członkowie Grupy.
Być może nasi niezawodni Czytelnicy pomogą w tej identyfi kacji i odznaka trafi do właściciela lub jego rodziny. Jak mówią moi rozmówcy, historia nie jest czarno –biała. Nie oceniają faktów, a jedynie poprzez znalezione przedmioty odkrywają ich inne barwy. Każde znalezisko, mające wartość historyczną, sprawia im wiele satysfakcji i wywołuje dreszczyk emocji. Tym bardziej, gdy przedmioty te wzbogacają gabloty muzealne i odkrywają kolejne karty naszej historii.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *