Rektor dr Paweł Gotowiecki w Dniu Nauki Polskiej: „Jako mały ośrodek akademicki nie mamy się czego wstydzić…”

-19 lutego obchodziliśmy jako Dzień Nauki Polskiej. Minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin życzył jej większych nakładów i lepszego zrozumienia w społeczeństwie, a jak pan ocenia jej kondycję?

-Będę się cieszył w sytuacji, kiedy Polska otrzyma Nobla w innej dziedzinie, niż literatura, czy też działania na rzecz pokoju – mówi rektor Wyższej Szkoły Biznesu i Przedsiębiorczości w Ostrowcu Świętokrzyskim, dr Paweł Gotowiecki. –Jeśli tak się stanie, to z czystym sumieniem będę mógł powiedzieć, że polska nauka jest w dobrej kondycji. Tymczasem, całkiem serio i realnie mówiąc o sytuacji polskiej nauki, myślę że np. rzetelnie oceniający poziom uczelni Ranking Szanghajski jest dobrym wyznacznikiem tego, gdzie polska nauka się wciąż obecnie znajduje. Uniwersytet Jagielloński plasuje się w czwartej, a Uniwersytet Warszawski w piątej setce uczelni na świecie. Owszem, można się cieszyć, że te dwie nasze zacne uczelnie znajdują się w tym rankingu wyżej, niż uczelnie w Rumunii, Bułgarii, Słowacji, ale np. na 63 miejscu znajduje się fiński Uniwersytet w Helsinkach, a na równi z UJ klasyfikowany jest np. estoński Uniwersytet w Tartu, z którym zresztą WSBiP utrzymuje współpracę, a nasi pracownicy jeżdżą tam na konferencje czy wykłady gościnne w ramach programu Erasmus +. Tymczasem jaki jest PKB Estonii, a jakie Polski? Nasza nauka może nie jest aż tak bardzo z tyłu, ale ma jeszcze wiele do odrobienia do czołówki

-Jakie są, pana zdaniem, przyczyny takiej, a nie innej sytuacji, w jakiej znajduje się nasza rodzima nauka?

-Proszę zwrócić uwagę na fakt, że endowment, czyli majątek takiej uczelni jak Harvard, jest kilkakrotnie większy niż roczny budżet całej polskiej nauki. Dzieli nas przepaść finansowa między polskimi, a zagranicznymi uniwersytetami. Jeśli tej przepaści nie zaczniemy zasypywać, to dystans, jaki dzieli nasze uczelnie od czołówki światowej będzie się tylko pogłębiał. Tymczasem często sami nie wykorzystujemy różnego rodzaju możliwości. Spotkałem się gdzieś z danymi statystycznymi, mówiącymi że np. z European Research Council, instytucji zajmującej się finansowaniem badań naukowych na naszym kontynencie, w okresie kilkunastu lat otrzymaliśmy niższe środki, niż np. Węgry.

In minus polskiej nauki, to wciąż zbyt słabe umiędzynarodowienie uczelni. Jaki procent naukowców, z doktoratami i habilitacjami, zna na tyle obcy język, by się nim już nawet nie biegle posługiwać, albo w tym języku publikować, ale żeby chociażby ze zrozumieniem przeczytać istotny dla danego obszaru badań artykuł naukowy? Przecież dziś poważny dyskurs naukowy w medycynie, naukach ścisłych czy przyrodniczych prowadzony jest przede wszystkim w języku angielskim. 

Negatywny wpływ na polską naukę ma też swoisty kult publikacji. Nie ważna jest jakość, a ilość. Tymczasem nie będzie żadnym odkryciem jeżeli powiem, że cztery na pięć artykułów naukowych nie ma większej wartości, bo najczęściej są kompilacją wcześniej opublikowanych. Zamiast śrubować rekordy w liczbie publikacji, należy walczyć o ich cytowalność, bo to jest właściwy wyznacznik jakości.

-Z tego, co pan mówi można odnieść wrażenie, że nie mamy zdolnych naukowców?

-Ależ przeciwnie, mamy. Tyle, że  dorobek naukowy wielu uzdolnionych polskich naukowców nie wzbogaca już polskiej nauki, a zagraniczne ośrodki naukowe. Dlatego podoba mi się program Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej „Polskie powroty”, w ramach którego 22 wybitnych polskich naukowców powróciło do kraju, by prowadzić swoje badania na terenie Polski.

-Jeszcze rok temu mówiło się, że „Konstytucja 2.0” dla polskiej nauki dość szybko uzdrowi sytuację. Czy tak się stało?

-Ministerstwo dobrze diagnozuje stan polskiej nauki, stąd sensowne pomysły jej formalnego zróżnicowania, a w określonych sytuacjach konsolidacji. Nie da się bowiem porównać w żaden sposób Uniwersytetu Jagiellońskiego z małymi dawnymi PWSZ-ami, czy też uczelniami niepublicznymi. Jednak wciąż mamy do czynienia z pewnymi prawnymi mankamentami. Ograniczono liczbę dyscyplin naukowych ze 102 do 47. To akurat moim zdaniem dobre rozwiązanie, pozwalające naukowcom interdyscyplinarnym uniknąć „rozproszenia” dorobku naukowego. Ale z drugiej strony, zamiast przypisać publikacje poszczególnych naukowców do dyscyplin i w ten sposób budować poziom jednostki naukowej, przypisuje się do dyscyplin samych naukowców. W ten sposób, będąc historykiem, z zacięciem politologicznym i zainteresowaniami związanymi z historią ustroju i prawa, mam o jedno zainteresowanie naukowe za dużo. Istnieje więc ryzyko, że  część naukowych publikacji zostanie wyautowanych, albo sztucznie przypisanych do danej dyscypliny. To nie wpływa na jakość pracy naukowej. Polską naukę zżera też niepotrzebna „punktoza”…

-O, a co to za zjawisko?

-Można je określić jako patologię w systemie ewaluacji nauki, w której naukowiec dostosowuje swoje badania nie pod kątem jakości naukowej, ale osiągnięcia odpowiedniego parametru. Niestety, nie wszystkie badania dają się  sparametryzować w jednakowy sposób, choćby według wskaźnika Hirscha, który ma świetne zastosowanie do nauk przyrodniczych i nauk ścisłych, ale już średnie do bardziej rozproszonych nauk humanistycznych.

-No dobrze, ale czy młodzi ludzi garną się do tego, żeby być naukowcami?

-Sama chęć robienia doktoratu jest jak najbardziej pozytywna. Problem pojawia się wtedy, gdy osoby podejmujące studia doktoranckie są intelektualnie do nich nieprzygotowane, a ich motywacją jest albo wsparcie materialne poprzez różnego rodzaju stypendia albo prestiż środowiskowy. To znacznie obniża poziom polskich doktoratów, które nie są niestety równe doktoratom, uzyskiwanym zwłaszcza w krajach, gdzie nie ma habilitacji. Ich tematyka jest, powiedziałbym, skrojona pod potrzeby i możliwości doktoranta. Efektem tego wszystkiego jest, że taki doktor, nie posiadający istotnego dorobku badawczego,  nie znający języków, publikujący byle co i byle gdzie, a często też mierny dydaktycznie, stanowi obciążenie dla systemu nauki. Ale z drugiej strony znam naprawdę pozytywne przykłady świetnie zapowiadających się młodych naukowców. Np. w redakcji naszego uczelnianego czasopisma „Ante Portas – Studia nad Bezpieczeństwem” mamy młodą Polkę, która właśnie broni doktorat z nauk społecznych na prestiżowym King’s College London. Zresztą akurat w kwestii doktoratów ministerstwo wykonało dużo pozytywnej pracy, tworząc tzw. szkoły doktorskie.

– Do niedawna rozwijała się tzw. turystyka naukowa.

– Która na szczęście uległa znacznemu ograniczeniu. Moje zdanie w tej kwestii jest jednoznacznie negatywne.

-No dobrze, a jak w świetle tych opinii wypada nasza ostrowiecka Wyższa Szkoła Biznesu i Przedsiębiorczości?

-Jako mały ośrodek akademicki, położony w mieście powiatowym i biorąc pod uwagę fakt, że nasze finansowanie zewnętrzne badań naukowych jest minimalne, naprawdę nie mamy się czego wstydzić. Mamy kilka interesujących obszarów badawczych, gdzie jesteśmy zauważalni. Np. nasza konferencja na temat obrony terytorialnej w 2016 roku – pierwsza w Polsce – była skomentowana nawet przez ekspercie media w Pakistanie. Mam nadzieję, że szerokim echem odbije się także zaplanowana w tym roku przez naszą uczelnię interdyscyplinarna konferencja z zakresu ratownictwa medycznego, czy w przyszłoroczna konferencja na temat wojen ekonomicznych. Cieszymy się także z tego, że w grudniu 2019 r. etatowy pracownik naszej uczelni, prof. Wiktor Adamus, został nagrodzony przez ministra nauki i szkolnictwa wyższego za wybitne osiągnięcia naukowe. Podpisaliśmy ostatnio również dwie umowy bilateralne z uczelniami z Uzbekistanu i Kirgistanu, których owocem ma być stworzenie konsorcjum naukowego, pracującego nad problemami Azji Środkowej. Jesteśmy na etapie realizowania kilku projektów Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, w typ projektu  o wartości 1 mln zł na stworzenie sześciu wysoko specjalistycznych kursów e-learningowych m.in. z takich zagadnień jak wywiad i kontrwywiad gospodarczy, czy cyberbezpieczeństwo.  Ale i tak naszą pozycję wolę sytuować w kategorii wyzwań na przyszłość, niż tego co się udało.

-Dziękuję za rozmowę.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *