Paweł Kaczmarczyk, właściciel Restauracji “Primo”: -Bądźmy solidarni i wspierajmy lokalnych przedsiębiorców

Paweł Kaczmarczyk, właściciel Restauracji „Primo”, mimo niezwykle trudnej sytuacji, jaką wywołał wirus z Wuhan, nie załamuje rąk i realizuje pomysły na utrzymanie miejsc pracy.
Otwarcie mówi, w jakiej sytuacji znalazła się ostrowiecka gastronomia. Możliwe, że aż 20 proc. firm z tej branży już nigdy nie wznowi działalności…
-Praktycznie z dnia na dzień, rządową decyzją o izolacji społecznej, branża gastronomiczna została postawiona w niezwyklej trudnej sytuacji finansowej, bez możliwości prowadzenia działalności i tym samym zarobkowania. Jak taki restaurator, jak pan, daje sobie obecnie w ogóle radę z takimi przeciwnościami?
-Muszę przyznać, że jest wyjątkowo i niezwykle ciężko – mówi Paweł Kaczmarczyk, właściciel popularnej Restauracji Primo na osiedlu Ogrody. – Sporo mówi się o działaniach osłonowych w postaci tarczy antykryzysowej, ale na razie nie mogłem skorzystać z żadnych rozwiązań, proponowanych przez Rząd. Czekam więc na kolejne propozycje. Korzystam za to z rozwiązań zaproponowanych przez prezydenta Ostrowca, Jarosława Górczyńskiego, związanych ze zmniejszeniem wysokości opłat czynszowych za wynajem lokalu i stawek za dostawę wody. Na razie pracownicy pracują według zupełnie nowego grafika. Część z nich została, po prostu, zwolniona z obowiązku świadczenia pracy. Co prawda udało mi się utrzymać dostawy posiłków do domu lub zakładów pracy, ale obroty restauracji, przy zaniku funkcjonowania restauracji i wpływów z występów artystycznych, spadły aż o 80 proc. Nie chcę się żalić, ale i nie powiem, że nie jest to wyjątkowo dotkliwe dla prowadzonej przeze mnie działalności.
-Pomysłem na radzenie sobie w sytuacji powszechnej akcji Zostań w domu” jest uruchomienie przez pana delikatesowej sprzedaży online?
-Przede wszystkim celem rozwoju prowadzonej przeze mnie działalności jest w obecnych realiach bardziej utrzymanie miejsc pracy, aniżeli zanotowanie określonego zysku. Wyjście z ofertą zakupów z dostawą do domu faktycznie jest działaniem iście ratunkowym, ale z każdym dniem cieszącym się coraz większym zainteresowaniem. Mam nadzieję, że maksymalne uproszczenie zasad sprzedaży internetowej, nad czym obecnie pracuję, zwiększy jeszcze bardziej zainteresowanie tą formą zakupów. Kto wie, czy przy takiej działalności nie pozostanę również po zakończeniu pandemii koronawirusa.
– Czy przestawienie się na dodatkową formę działalności nie wiąże się przypadkiem z ponoszeniem dodatkowych kosztów?
-Można u nas jednocześnie zamówić dostawę obiadu i zakupów. Sprzedaż produktów online przez naszą restaurację jest możliwa dzięki temu, że – po pierwsze – możemy nabywać towary do naszych internetowych delikatesów po cenach hurtowych, a po drugie – mamy do tego rozbudowaną infrastrukturę, transport i możliwości zachowania całego łańcucha chłodniczego oferowanych produktów. W naszych internetowych delikatesach mamy już 500 najbardziej potrzebnych w życiu codziennym produktów. Oferujemy nawet dostawy świeżego pieczywa i wyrobów cukierniczych. Cieszę się, że jest to możliwe dzięki współpracy z piekarnią i cukiernią „Skalski”, bo przecież w tak trudnych czasach współpraca firm lokalnych jest nie tyle pożądana, co wręcz konieczna. W naszych delikatesach można także zamówić dostawę świeżych warzyw, również zapewnioną w porozumieniu z lokalnymi dostawcami.
-Nie wszyscy restauratorzy ostrowieccy mają jednak możliwości realizacji takich pomysłów?
-To prawda. W tak trudnej i skomplikowanej sytuacji ci, którzy przed wybuchem pandemii koronawirusa nie prowadzili sprzedaży posiłków z dostawą, nie uruchomią już takiej działalności, bo to nie jest takie proste i łatwe. Musieliby dysponować odłożoną gotówką chociażby na zakup lub wynajem transportu, a także ponieść szereg innych finansowych nakładów.
-Jak, pana zdaniem, ten przeklęty koronawirus zmieni więc ostrowiecki rynek usług gastronomicznych?
-Przewiduję, że około 15 -20 proc. restauratorów, właścicieli barów i pubów w naszym mieście, po ustaniu pandemii po prostu nie wznowi już dotychczasowej działalności i przez najbliższe lata będziemy musieli solidnie pracować nad odbudową całej sieci gastronomicznej. Wszelkie symulacje zakładają, że sześciomiesięczny przestój w branży trzeba odpracowywać przez co najmniej kolejne dwanaście miesięcy. Dla wielu restauracji i hoteli, nie tylko w Ostrowcu Świętokrzyskim, będzie to nie do udźwignięcia, tym bardziej, że muszą płacić podatki i spłacać raty kredytowe. Już początek wprowadzonych przez rząd obostrzeń stał się dla wielu restauracji przysłowiowym gwoździem do trumny, bo przecież wielu ekonomistów sygnalizowało i to jeszcze przed wybuchem pandemii koronawirusa, że zaczęły i to mocno zaznaczać się wyraźne symptomy popadania w kryzys całego sektora usług gastronomicznych. 
-Nie tak dawno publikowaliśmy tekst o tym, że firmy z branży gastronomicznej jednoczą się i chcą mówić w tej trudnej sytuacji, w jakiej się znalazły, jednym zdaniem, jednocześnie wspierać się i promować działania na rzecz obrony interesów. Czy to przynosi jakieś efekty?
-Muszę podkreślić, że powołane stowarzyszenia godnie reprezentują interesy naszej branży. W dotarciu do rządu z informacją o ponoszonych stratach i załamaniu się branży pomagają nam cechy i izby gospodarcze. Sam jestem członkiem wielu powstałych grup wsparcia na jednym z portali społecznościowych, które wymieniają się doświadczeniami. Z jednej strony – zdaję sobie sprawę, że trudno rządowi realizować postulaty jednej grupy przedsiębiorców. Z drugiej strony- Rząd musi pamiętać o tym, że gastronomia i hotelarstwo, połączone z turystyką, wypracowują sporą część produktu krajowego brutto i nie sposób nie pomagać takim firmom, zwłaszcza że często są rodzinnym biznesem. Osobiście mam nadzieję, że po ostatecznych decyzjach parlamentarnych nareszcie moja restauracja będzie mogła skorzystać z pomocy i tarczy antykryzysowej.
-Ma pan duszę społecznika i od początku swej działalności w naszym mieście wspierał różne społeczne inicjatywy, pracując chociażby na rzecz rozwoju sportu. W tych trudnych czasach też, z tego, co wiem, stara się pan pomagać innym, jak może…
-Biorąc na wzór szlachetne działania branży gastronomicznej z całej Polski przyłączyliśmy się, jako Primo, do akcji #GastroPomaga. Nastał trudny czas dla wszystkich, jednak my nie chcemy pozostać obojętni i pragniemy zrobić coś dobrego w miarę naszych możliwości. Lekarze, pielęgniarki i ratownicy medyczni pracują ponad swoje siły i nie mają czasu na przygotowanie jedzenia. Są dziś naszymi bohaterami i musimy ich wspierać. Jeśli każdy z nas uczyni teraz coś dobrego, choćby najmniejsze, to ono do nas wróci. Pieczemy więc pizzę i gotujemy ciepłe posiłki dla medyków, bo tylko w ten sposób możemy ich wesprzeć i im podziękować. Do każdego posiłku, który sponsorują nasi partnerzy, dokładamy drugi od naszej restauracji. Przekazane środki w całości przekazujemy na produkcję. Wszystkie pizze i dania dostarczymy bezpiecznie na miejsce po wcześniejszym kontakcie ze szpitalem i pogotowiem. Posiłek charytatywny ostrowczanie mogą zamówić także na naszej stronie internetowej. Zapraszam firmy i osoby prywatne do wsparcia inicjatywy i realnej pomocy dla personelu ostrowieckiego szpitala i pogotowia.
-Słowem, warto być solidarnym i po prostu, wspierać się w tych czasach?
-Oczywiście, dlatego apeluję do ostrowczan, by częściej robili zakupy w małych sklepach, niż w sieciowych marketach. W ten sposób będą wspierać rodzimych przedsiębiorców, bo to właśnie oni po pandemii będą inwestować swoje pieniądze w gospodarczy rozwój miasta i regionu.
-Dziękuję za rozmowę.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *