Dr Paweł Gotowiecki: -„Każde wybory Prezydenta RP niosły ładunek emocji politycznych i kontrowersji. Kończyły się morderstwem, protestami i bojkotami…”

-Panie doktorze, czy tegoroczne wybory Prezydenta Rzeczpospolitej są wyjątkowe, szczególne, czy raczej oprócz temperatury politycznej nie zasługują na analizę właśnie pod tym kątem?

-Tak pan, jak i ja w dniu naszej rozmowy nie wiemy ostatecznie, jakie te wybory będą – mówi dr Paweł Gotowiecki, rektor Wyższej Szkoły Biznesu i Przedsiębiorczości. -Na dziś głosujemy w sposób tradycyjny. Przyjęcie głosowania korespondencyjnego, które kryje się w pańskim pytaniu, jest na razie w fazie projektu. Jeśli faktycznie dojdzie do głosowania korespondencyjnego, te wybory będą na pewno wyjątkowymi – pierwszymi tego typu i w takiej skali  przeprowadzonymi w Polsce.

-A propos wyborów korespondencyjnych, czy kiedykolwiek taki tryb wyborów był w Polsce zrealizowany?

– Głosowanie korespondencyjne nie jest zupełnym novum, ale w Polsce nie ma głębszych tradycji. Stosowano je na emigracji, gdzie wybierano quasi-parlamentarne organy przedstawicielskie. Np. w 1954 roku postanowiono przeprowadzić w sposób częściowo korespondencyjny wybory do tzw. Rady Rzeczypospolitej – pierwsze wybory na obczyźnie. Miało to jakieś uzasadnienie, ponieważ sama idea państwa na uchodźstwie opierała się na dobrowolności, trudno było więc mówić o zorganizowanym aparacie wyborczym. Ale akurat tamte wybory trudno stawiać za wzór – przeprowadzono je w fazie największego rozłamu emigracji, w związku z czym zostały powszechnie zbojkotowane. Głosowało jedynie niecałe pięć tysięcy osób, co stanowiło zaledwie około 4% procent rodaków, przebywających wówczas na emigracji, którzy nie zrzekli się obywatelstwa polskiego i byli tym samym uprawnieni do głosowania.

-Tak się składa, że w przeszłości głowę państwa w Polsce też wybierano w gorącej atmosferze. Czy podobny, co obecnie był poziom ich temperatury politycznej?

-Używając tej terminologii, to wręcz wrzało. Jeśli przypomnimy sobie pierwsze wybory prezydenckie w grudniu 1922 roku i wybór na głowę państwa Gabriela Narutowicza, to rysuje się obraz niezwykle ostrego konfliktu politycznego i ogromnych emocji. Wówczas prezydenta nie wybierano w wyborach powszechnych. Wybierał go parlament. Prawica narodowa oskarżała Narutowicza, że jest kandydatem mniejszości narodowych, co było poniekąd zgodne z prawdą. Narutowicza wystawiło PSL „Wyzwolenie”, ale o tym, że prezydentem został on, nie zaś kandydat narodowej demokracji Maurycy hrabia Zamoyski, zdecydowały głosy między innymi posłów reprezentujących mniejszości narodowe. Konflikt, jak wiemy, zakończył się tragicznie, morderstwem Gabriela Narutowicza, dokonanym przez Eligiusza Niewiadomskiego.

-W okresie międzywojennym mieliśmy trzech prezydentów, ale w sumie przeprowadzono aż pięć wyborów…

-Zgadza się. Po zamordowaniu Gabriela Narutowicza trzeba było wybrać jego następcę. Jeszcze tego samego roku, ba, tego samego miesiąca, już bez większych kontrowersji, Zgromadzenie Narodowe, złożone z posłów i senatorów, wybrało Stanisława Wojciechowskiego, popieranego przez centrum i lewicę. Kadencja Wojciechowskiego uległa skróceniu, po tym gdy prezydent złożył rezygnację z urzędu  w wyniku przewrotu majowego w 1926 roku. I znów mieliśmy emocje i konflikt polityczny. W trzecich wyborach na prezydenta wybrano Józefa Piłsudskiego, który jednak nie przyjął stanowiska, dlatego musiały się odbyć ponowne, czwarte już w ciągu czterech lat wybory prezydenta, którym tym razem został Ignacy Mościcki. Piąte z kolei wybory prezydenckie w 1933 roku były znakiem czasu i symbolem rozkwitającego autorytaryzmu. Ignacy Mościcki został ponownie wybrany na prezydenta przez zdominowany przez sanację parlament, przy braku kontrkandydata.

-Podczas wojny prezydentów wybierano, ale już na uchodźstwie. Czy było w nich coś wyjątkowego?

– W zasadzie nie wybierano, a wyznaczano. Musimy pamiętać, że legalistyczna część emigracji, uznająca państwowość polską, chcąc nie chcąc uznawała niedemokratyczną, lecz przydatną w okresie wojny konstytucję kwietniową z 1935 roku. Konstytucja ta dawała duże prerogatywy głowie państwa, a wśród  nich wydłużenie kadencji na wypadek wojny do upływu trzech miesięcy od zawarcia pokoju oraz możliwość wyznaczania następcy. Pozwoliło to zachować ciągłość państwową na obcej ziemi, we Francji a następnie Wielkiej Brytanii. Zdaniem części emigracji, która nie uznała decyzji konferencji w Jałcie, misja władz Polski nie skończyła się pomimo cofnięcia uznania tym władzom przez mocarstwa zachodnie w lipcu 1945 roku.  Przyjęto zatem formułę, że prezydenci rezygnowali po siedmioletniej kadencji, wyznaczając wcześniej swojego następcę. W ten sposób wyznaczony też został ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, który zginął w katastrofie smoleńskiej. Oczywiście, nominacje te również nie pozbawione były emocji. Już pierwszy prezydent na uchodźstwie – Władysław Raczkiewicz – w kontrowersyjny sposób wyznaczył swojego następcę Augusta Zaleskiego. Umierający Raczkiewicz zmienił bowiem krótko przed śmiercią pierwotną decyzję, wyznaczającą na urząd prezydenta premiera „rządu protestu narodowego” Tomasza Arciszewskiego. Emigracyjni socjaliści decyzji tej nie uznali, co wywołało konflikt trwający, z pewnymi przerwami, aż do 1972 roku. Nawet w warunkach emigracyjnych Polacy nie byli w stanie dojść do porozumienia w kwestii reprezentacji politycznej. Paradoksalnie, dużo bardziej zgodnie wybierano w tym czasie w kraju prezydentem Bolesława Bieruta.

-No tak, ale raczej te wybory w okresie komunistycznym trudno rozpatrywać w kategoriach demokratycznych?

– Oczywiście, ale po sfałszowanych wyborach parlamentarnych w styczniu 1947 r., nie bardzo było już komu protestować. Bieruta wybierał w lutym 1947 całkowicie posłuszny Sejm. Nie miał on kontrkandydata, a tylko dwudziestu kilku posłów PSL zagłosowało przeciw. Zresztą w ustroju komunistycznym sama instytucja prezydenta stawała się fasadowa, a ciężar władzy przeniesiony został do gmachu Komitetu Centralnego. Komuniści, stosując tzw. taktykę salami, co prawda nie znieśli tego urzędu na początku swych rządów, a nawet stwarzali pozory ciągłości demokracji parlamentarnej i tradycji urzędu sprzed zamachu majowego. Proszę sobie wyobrazić, że jeszcze w 1946 r. Bierut, ale i cała wierchuszka komunistyczna uczestniczyli w procesji Bożego Ciała. Była to jednak jedynie przejściowa gra, a sam urząd prezydenta dotrwał do czasu przyjęcia stalinowskiej konstytucji w 1952 r., kiedy w miejsce Prezydenta RP została wprowadzona kolegialna Rada Państwa, a kraj stał się Polską Rzeczpospolitą Ludową.

-W 1989 roku z kolei wydawało nam się, że odzyskaliśmy wolność, a tymczasem prezydentem został autor stanu wojennego, Wojciech Jaruzelski…

– … wybrany głosami parlamentarzystów solidarnościowej opozycji. Ówczesna arytmetyka wyborcza powodowała, że jeśli cała opozycja solidarnościowa zagłosowałaby przeciw, to zdołałaby zablokować ten wybór. Wszak w wyniku częściowo wolnych wyborów parlamentarnych opozycja uzyskała przewagę w Sejmie i niemal w całości zdominowała Senat, a prezydenta wybierało Zgromadzenie Narodowe. Realia polityczne były jednak takie, że co prawda Tadeusz Mazowiecki miał zostać wkrótce pierwszym niekomunistycznym premierem w bloku wschodnim, ale wciąż funkcjonowały Związek Radziecki i Układ Warszawski. Za namową m.in. ambasadora Stanów Zjednoczonych część posłów i senatorów Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego albo zagłosowała za wyborem Jaruzelskiego, albo uchyliła się od udziału w głosowaniu. Ostatecznie Jaruzelskiego „przepchnięto”, było to jednak pyrrusowe zwycięstwo generała. Wybór w takich okolicznościach nie dawał żadnej legitymizacji władzy, toteż prezydentura ta była bardzo krótka.

-Czy już w powszechnych wyborach prezydentów Wałęsy, Kwaśniewskiego, Kaczyńskiego, Komorowskiego, czy Dudy dostrzega pan coś wyjątkowego?

-Te wybory były już pozbawione większych kontrowersji, a prezydenci, dzięki wyborowi w głosowaniu powszechnym, mieli silną legitymację do sprawowania urzędu. Jeżeli można mówić o jakichś kontrowersjach, to najwięcej dyskusji wzbudziły wybory prezydenckie w 1995 roku, kiedy wpłynęła rekordowa liczba 600 tysięcy protestów wyborczych, związanych z podaniem przez komitet wyborczy Aleksandra Kwaśniewskiego nieprawdziwych informacji w kwestii wyższego wykształcenia kandydata. Sprawa była na tyle poważna, że orzeczenie Sądu Najwyższego wcale nie musiało być, jak często w tego typu sprawach, zwykłą formalnością. Ostatecznie jednak Sąd Najwyższy większością 12 do 5 głosów orzekł, że co prawda Kwaśniewski ma wykształcenie niepełne wyższe, nie zaś wyższe, jak podał jego komitet wyborczy, jednak różnica głosów między nim, a Wałęsą była na tyle duża, że kwestia informacji o wykształceniu Aleksandra Kwaśniewskiego nie mogła wpłynąć na wynik wyborów.

-Panie doktorze, czy rola prezydenta jako głowy państwa w obecnym ustroju Polski jest adekwatna do rzeczywistości? Jest za duża, za mała, czy w sam raz?

-W polskich realiach mamy do czynienia z niezbyt szczęśliwym określeniem prerogatyw prezydenta, np. w zakresie polityki zagranicznej. Ta sprawa traci na znaczeniu, gdy prezydent i rząd wywodzą się z jednej opcji, natomiast urasta do rangi problemu politycznego w okresie tzw. kohabitacji, gdy prezydent i rząd reprezentują rywalizujące opcje polityczne. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia np. w latach 2007-2010, kiedy regularnie dochodziło do zgrzytów między prezydentem Kaczyńskim, a rządem premiera Tuska. Według mnie powinniśmy przyjąć albo system rządów parlamentarnych, albo prezydenckich. Przenosiłby on ciężar odpowiedzialności albo na rząd albo na głowę państwa. Dzielenie tej odpowiedzialności z punktu widzenia efektywności sprawowania władzy moim zdaniem się nie sprawdza.  

-No tak, ale akcentowane przez pana doktora zmiany nie są możliwe bez nowej lub znowelizowanej chociażby konstytucji. Czy jej przyjęcie w obecnych warunkach politycznych jest jednak w ogóle możliwe?

-Konstytucja z 1997 roku nie jest w moim przekonaniu idealną ustawą zasadniczą, ale szansa na przyjęcie nowej konstytucji jest niewielka. Obecnie między centrolewicową opozycją a obozem rządzącej prawicy toczy się bowiem spór nie tylko stricte polityczny, ale w dużej mierze światopoglądowy, opierający się na fundamentalnie różnym podejściu do funkcji państwa, relacji między państwem a obywatelami, ingerencji państwa w gospodarkę, czy też kwestii swobód obywatelskich. Różnice dzielące obecną władzę i opozycję są tak głębokie, że w sytuacji, gdy polska scena polityczna podzielona jest niemal na połowę, przyjęcie nowej ustawy zasadniczej jest po prostu niemożliwe. Szkoda, bo uważam że potrzebna nam jest nowa konstytucja, konstytucja na miarę XXI wieku, mogąca sprostać wymogom współczesności.    

-Dziękuję za rozmowę.

Print Friendly, PDF & Email

2 thoughts on “Dr Paweł Gotowiecki: -„Każde wybory Prezydenta RP niosły ładunek emocji politycznych i kontrowersji. Kończyły się morderstwem, protestami i bojkotami…”

  • 5 maja 2020 at 12:54
    Permalink

    to głosowanie NIE POWINNO SIĘ OBYĆ tylko i wyłącznie ze względu na fakt prowadzenia swej kampanii wyborczej przez obecnego prezydenta,czego nie mogli i nie mogą robić inni kandydaci , jak też ze względu na naruszanie obowiązującego prawa wyborczego przez władze ; sprawa zarazy w małym stopniu ogranicza samo głosowanie zgodne z obowiązującą Konstytucją RP czyli głosowanie w dotychczasowej formie w lokalach wyborczych – wszyscy robimy codzienne zakupy i chodzimy do pracy…

    Reply
  • 6 maja 2020 at 08:30
    Permalink

    Kidawa stala sie delikatnie mowiac nieco klodawa dla swojego ugrupowania. Mysle ze zamiana nawet na Jachire, nawet w ostatniej chwili, dala by wiecej glosow na to ugrupowanie, a przynajmniej bylo by weselej. Tylko czy o wesolosc tu chodzi. Biedron juz nie jest taki Biedroniuniek i jego zwolennicy troche okrzepli, coraz czesciej sluchajac tego co mowi, a nie jak, a mowi glownie bzdury. Ludzie o odmiennej orientacji bardzo czesto sa bardzo inteligentnymi wartosciowymi ludzmi i zdrowo myslacymi. Jesli nie bedziemy ich oceniac przez pryzmat tych gwiazdorow z parad rownosci, z makijazami mocniejszymi od makijazy klaunow, to w tym srodowisku, wsrod normalnychosob, po za tym jednym malym szczegolem, Biedron tez slabo wypada. Ludzie pamietaja jak rzadzil Slupskiem. A przez to i to co mowi teraz i mowil w Uni, staje sie coraz mniej wyjatkowy nawet dla nich. Orjentacja nie odbiera rozumu. Sama oryginalnoscia raczej nie wygra. To widac tez w sadarzach. Przebojowosci juz coraz w nim mniej. Tym bardziej ze zbliza sie lato i wiosna bedzie powoli odchodzic do historii. Przezornie raczej nie zrezygnowal z mozliwosci brylowania w unijnych strukturach, wiec swiadomosc porazki mial juz na starcie. To naprawde jest slabe i swiadczy o braku … przepraszam nie moge powiedziec czego, bo nie chcial bym byc zle zrozumiany. Politycznych … i honorowych … mu brakuje. Ostatno rzutem na tasme postanowil przejac elekorat Kidawy. Ktora zbliza sie do zera wyborczego i zachowuje sie juz teraz wlasciwie tak jak zlosliwy przedszkolak. Skoro jej klocki sie nie skladaja, a nawet przewracaja, to ze zlosci postanowila zburzyc i wywrocic klocki wszystkim pozostalym kandydatom. A jak by sie dalo to i panstwo postawila by chetnie na glowie. Wlasciwie nawet nie ona, tylko Budka tam szaleje. Troche to slabe ratowanie wizerunku jest. Jako sufler bardziej nam sie podobal. Kidawa juz nawet nie stara sie w tym stadium cos zapamietac, wszystko czyta z kartki. Aby dociagnac jakos do mety. Ale Budka chce przesunac mete, najlepiej niech staruja jeszcze raz. Jak ona by miala jeszcze raz startowac, skoro ona juz miala zadyszke zanim wystartowala. Sa ludzie ktorzy nie powinni startowac w zawodach, bo to jest ponad ich sily. Ona nigdy nie zrobi wyniku w skoku o tyczce. Poprosu nie. Chocby start powtarzano sto razy. I w tych wyborach ma walasnie takie szanse. Biedron blyskotliwie zapragnal dopisac sobie to zero od Kidawy do swojego elektoratu wyborczego. Bo rozczarowanych cale mrowie. Jednak chyba dopisane mu bedzie z przodu, a nie z tylu jak sobie wspanialomyslnie zamarzyl. Ten kandydat ktoremu droga awansu do Watykanu byla zbyt dluga, postanowil pojsc na skroty i tak bardzo emocjonalnie chcialby zostac prezydentem, ze zanim stanal do wyborow juz sie rozplakal. Proponuje oszczedzic chlopakowi emocji, bo gotow dostac spazmow, lub sie moczyc. Nie wyobrazam sobie jak mial by reprezentowac ten kraj. Braniem na litosc? Nawet jesli na litosc boska, to troche slabo. Jako oddzwierny przygadywacz w popularnym programie, tez slabo wypadal, gadki mial dosc dretwe. Jako prezydent nie byl by raczej badziej blyskotliwy. I mial by o wiele wiecej okazji do rozplakania sie. Po za tym kto za nim stoi? jakis biznesmen i byly general? Czy wiadomo o kims jeszcze? po za bylymi sluzbami? A moze wiadomo o jakichs jego dokonaniach? Czyms co porwalo by za nim tlumy? Ja widze tylko jakis slabo syszalny szum medialny. Pamietam jak kiedys w jakims tok show Cejrowski go sponiewieral. Mam nadzieje ze na litosc nikogo mu sie nie uda podebrac. Kolejny Kandydat, ”Pan Swistak” chcial by zawinac cos w sreberka, ale choc zona nazywa go tygrysem to ludzie jednak pamietaja mu to i owo i to ze z PSLu wywodzi sie chyba najwiecej skompromitowanych politykow, najwiecej afer z ich udzialem. I obecnie ta jego partia bardzo slabo pro rolnicza orietacje prezentuje, co kiedys bylo fundamentalnym elektoratem PSLu. Tak wlasciwie to nie wiadomo blizej co reprezentuje,pan kadydat, bo tak sie raczej podstawia pod reprezentowanie jakichs pogladow, bardziej podstawia niz je ma. Dosc latwo jest go przekonac do zmiany pogladow. Jesli na szali wybory. Poprostu wciaz sie jeszcze rozwi-jaja jego poglady. Przemawia jak by wiedzial co mowi, ale jakos rozne zeznania mu z tego wychodza. Elasic flexible. Troche to wyglada tak; Co kolwiek, byle na poklad. W zamysle i historii tej partii byla bliskosc z rolnikami. Ale po mnogosci afer w poprzednich latach, to nawet nie probuja pozyskiwac eletoratu wsrod rolnikow. To teraz taka partia rolnikow bez rolnikow. I to jest rzczej dosc zrozumiale. Choc smutne. Pochowali w prawdzie po szufladach i szafach swoje niegdysiejsze gwiazy, ale istnieje obawa ze moga jescze probowac zaswiecic swoim blaskiem gdy trafila sie ponownie okazja. Niedlugo konczy sie umowa gazowa, to by bylo czym blysnac. Po pandemi tez by byla okazja podniesc wiek emerytalny. Troche za duzo przefarbowan, zeby wierzyc ze to jest godny reprezentant tego kraju. Wyczuwam tu pewna sliskosc. Prezydentury w te sreberka raczej sobie nie zawinie. Jakos mu nie ufam i chyba nie tylko ja. Bolszewicy pochowali sie w unijnych parlamentach podążając za groszem, zostawili na czatach jednak”Zolty Szalik”.Skoro ideologia im nie wypalila. I fakt, ze im nie wypalila prosto w nos, sprawia ze maja czelnosc jeszcze probowac robic zamieszanie w polskiej polityce. I to nawet z dawnymi haslami. Czemu nie, hej ze hola, jak nie bija, to jest sie o co bic. Mam nadzieje ze tam w tej Uni nie beda wyrywac kabli ze scian, jak przyjdzie im wracac do kraju. Pan Bosak choc chlopak inteligentny, to mam wrazenie ostrogi beda mu spadaly, bo troche malo wyrazisty jest. Bardziej mi sie podobal kiedy jezdzil na oklep. Choc zdaza mu sie mowic do rzeczy, ladnie umie wazyc slowa, to za jego plecami sa takie demony jak Braun i Korwin, a to twarde chlopaki z przeszloscia. I choc tez zdaza im sie mowic calkiem do zeczy, to czasem jak cos palna, to swiat staje jak wryty. No jedno im trzeba przyznac – potrafia zrobic wrazenie. Bosakowi trodno by bylo ich sobie podporzadkowac, nawet jesli reszta kraju by go poparla. Te specyfike widza i rozumieja Polacy i chyba jednak nie, raczej nie. Choc kto wie, kiedys utrzymywal w ryzach kolesiow bardzo sklonnych do rzuania kamieniami, to jakies predyspozycje ma. Ale Korwina i Brauna? No nie, nie da rady… tych to nikt nie utrzyma w ryzach. Troche tak jakos mam wrazenie, ze Bosak pelni tu role, podobna jaka kiedys Pani Ogorek, ktora u bolszewikow pelnila role Marusi, w ktorychs tam poprzednich wyborach. Bosak w prawdzie to Bosak, ale widze trzy twarze nie jedna. Jedno co za nim przemawia to to ze przynajmniej nie placze.i daje rade. Twardy jest i umial reprezentowac nawet lobuzow. Ale chyba jeszcze za malo o nim wiemy, nie chce powiedziec ze jest za mlody, chcial bym go zobaczyc w jakiejs wiekszej polityce, dac mu jeszcze czas. Szkoda bylo by go utopic. On napewno jeszcze wyplynie. Jedno trzeba mu oddac jest rozsadny, wywazony, zdeterminowany i przynajmniej nie placze. To nie jest chlopak ktory placze. A ma wazna znakomita ceche harakteru, potrafi isc pod wiatr. Nie cofa sie nawet gdy mocno wieje i potrafi chronic przed wiatrem innych, nawet niegrzecznych chlopcow. To bardzo polskie. Ja mu dobrze wroze. Kto jeszcze? Na tym poprzestane, chyba bylo by na tyle wybijajacych sie postaci w tych wyborach. Ja mysle ze gdyby honorowo wszyscy kandydaci uznali ze nie maja szans, na poparcie polakow i wygranie z obecnie pelniacym obowiazki prezydentem, to nikt by nie powiedzial im zlego slowa. Bo to swiadczylo by o rozsadku politycznym. To co wyprawiaja niektorzy ciskajac sie po zakamarkach swojej nadziei, podejmujac jakies desperackie proby, tylko robi z nich przedstawienie. Zupelnie nie potrzebnie, bo przegrywac tez trzeba umiec z honorem. Mysle ze na przyszlosc skorzysta na tym jedynie Bosak. Bo teraz bezdyskusyjnie wygra Duda. Prezydent na prezydenta. Z tej plejady gwiazd i odchodzacych w cien dawnych slawnych i czesto, slawnych bo nie slawnych, politykow w tle. Ci co kiedys mieli cos do powiedzenia, teraz wola sie nie wychylac, bo zbyt wiele maja za uszami to wystawili atrapy. Po za tym maja lepsze fuchy na razie (w sensie lepiej platne). I tak to mniej wiecej te wybory wygladaja z punktu widzenia wyborcy. Poczatek konca pewnej epoki nastepuje. Przebudowa w polskiej polityce jest nieunikniona i chyba wszyscy jsestesmy tego swiadomi. Nawet oni, nasi wybrancy. Ale jeszcze ich swierzbi nadzieja, popycha do gniewu na spoleczenstwo. Ze zlosci gotowi sa nas obrazac i niszczyc wszystko co maja w zasiegu. Rozrzucanie zabawek ze zlosci tylko ich pograza. Ale kto im co zrobi. Pogarsza wierunek nie tylko tych kandydatow, ale calych ugrupowan partyjnych. Juz i tak grupujacych sie w zbitki nadziei, z innymi wypalonymi. Zbitki bez pomyslu, w ktorych sami ze soba nie za bardzo potrafia sie dogadac. Zbitki w ktorych celem dla Polski, (ich zdaniem), jest anty PiS. Cienizna drodzy panstwo. Cienizna i zgnilizna. Zapowiadam koniec przedstawienia. To jest Wasze apogeum. Musi nastapic nowe otwarcie. I nastapi. Ale juz nie z Waszym udzialem. Bo Polacy wiedza, ze w Polsce nie chodzi o anty PiS, tylko o to zeby byc lepszym niz PiS. A jak lepszych nie ma, to dowidzenia. W tak rozpolitykowanym kraju, okazuje sie, ze trudno znalezc chocby dwoch kandydatow, ktorzy swoimi celami mogli by powodowac trodnosc wyboru, z posrod nich jednego. Te wybory to poolityczne samobojstwo ”upadlych”. Trzeba sie ”Upadlym” uciekac nawet do utrudnien organizacyjnych przy wyborach. Tak naprawde, to upadlym juz zanim wystartowali. Antygeniuszem chyba jest bojkotowanie wyborow przez kandata, ktory sam staje do wyborow. Nie bede tego nazywal, bo jestem polakiem, malym, nikim, zwyklym, a jednak mnie w oczy kluje to co widze. Od wielu lat co innego widze, a co innego slysze. Myslalem ze to jakas choroba jest. Te wybory wyraznie pokazuja, ze to nie ja jestem chory i nie tacy jak ja. PiS nie jest doskonaly, ale przy pozostalych jest najbardziej na ten czas odpowiedni. ”Szpieg z krainy deszczowcow” zapowiedzial ze wybory sie nie odbeda. Doktorku, szanowny panie Marszalku, a jesli sie odbeda jednak te wybory, to odejdzie pan honorowo z polityki? Bo, ja jako zupelnie nikt w polityce, mam smialosc twierdzic ze raczej sie odbeda. Jestem gotow sie zalozyc o jakas koperte. Nie wiem jakim pan byl lekarzem, ale wrozem to raczej pan jest marnym. A jeszcze gorszym Marszalkiem. A politykiem to juz zupelnie zadnym. Przepraszam. Jak Cie widza tak Cie pisza. O kierowcy Angeli juz nie wspomne, bo to juz jest cien, a nie polityk. to jest chyba juz jego ostatni stolek w polityce, najprawdopodobniej. Probuje jeszcze z Uni rzucac jakies swiatlo. Ale to jest gasnace swiatlo w polityce. Raczej Polski mu sie wyprzedac bardziej juz nie uda. O ile tu wroci. Miejmy tylko nadzieje i baczenie, bardziej baczenie, zeby nie pokusil sie na to PiS. (Chocby poprzez 447). Bo moze nam zabraknac zoltych kartek.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *