W Waśniowie zawrzało. Krzyk mieszkańców wokół ośrodka zdrowia

Niespełna dwa lata temu oddano dla pacjentów nowy, z nowoczesnym wyposażeniem Gminny Zakład Opieki Zdrowotnej w Waśniowie.

Była to długo oczekiwana inwestycja przez pacjentów i władze gminy. Dzięki pozyskanym środkom z zewnątrz udało się przebudować i wyposażyć dwie placówki – w Waśniowie i filię w Garbaczu. Dzięki zabiegom lokalnego samorządu i kierownictwu placówki pozyskano także lekarzy, aby mieszkańcy mieli na miejscu dostęp do świadczeń medycznych. I wydawałoby się, że niczego już więcej nie potrzeba, a pacjenci mają zapewnioną wysoką jakość świadczeń medycznych. Tymczasem od ponad roku nowe mury ośrodka ukrywają inne problemy, z którymi boryka się kadra pracownicza.. Przysłowiowa czara goryczy przelała się po tym, jak wypowiedzenie z pracy otrzymała jedna z pielęgniarek ośrodka, z 35 –letnim stażem pracy w zawodzie. Jej wypowiedzenie kierownik ośrodka wyjaśniała ograniczeniem w zatrudnieniu ze względu na pandemię COVID –19.
Informacja szybko obiegła całą gminę i mieszkańcy wzięli sprawy w swoje ręce. We wszystkich miejscowościach pojawiły się listy dotyczące przywrócenia do pracy zwolnionej pielęgniarki oraz odwołania kierownik ośrodka. Zebrano blisko 1000 podpisów. Listy z 600 podpisami trafiły do Urzędu Gminy w Waśniowie. O sytuacji mieszkańcy zawiadomili naszą redakcję oraz redakcję jednego ze znanych programów interwencyjnych Telewizji Polskiej.
Udałam się do gminy, odwiedziłam kilka domostw, których mieszkańcy dzielili się swoimi spostrzeżeniami na temat funkcjonowania ośrodka. Na sytuację natychmiast zareagowali radni gminy, którzy jednogłośnie na komisji zdrowia przyjęli wniosek w sprawie przywrócenia zwolnionej pielęgniarki do pracy. Rozmowę z pielęgniarką podjął także wójt gminy, Krzysztof Gajewski. Jednak kobieta nie przyjęła propozycji powrotu do ośrodka. Stąd też wizytę w gminie rozpoczęłam od rozmowy ze zwolnioną pielęgniarką.
Nie wrócę do piekła
Pani Ania w zawodzie pracuje od 35 lat. Od 1994 roku pracuje w ośrodku w Waśniowie. Pełniła tam funkcję pielęgniarki koordynującej. Po zmianie na stanowisku kierownika ośrodka zrezygnowała z niej i pracowała jako pielęgniarka środowiskowa. 29 maja po powrocie z terenu, po godzinie 13 otrzymała wypowiedzenie z pracy.
-Miałam cztery godziny na spakowanie swoich rzeczy. Decyzję pani kierownik przyjęłam ze spokojem, choć nie bez rozżalenia, bo ten zawód wykonuje od ponad 30 lat i zawsze podchodziłam do swojej pracy odpowiedzialnie –mówi pani Ania.
W dalszej rozmowie pani Ania wskazuje na nieco inne przyczyny jej zwolnienia niż ograniczenia zatrudnienia z powodu COVID –19.
-Ponad rok temu złożyłyśmy z koleżankami pielęgniarkami wniosek do prokuratury dotyczący uporczywego nękania nas przez kierownik ośrodka. Były to nieustanne awantury, które pani kierownik robiła nam przy pacjentach, ciągłe krzyki , nazywanie nas krowami, chłopkami czy też wykrzykiwania, że jesteśmy niedouczone W takiej atmosferze, w takim stresie nie da się pracować i łatwiej jest o błędy. Za wszystkie błędne swoje decyzje pani kierownik obwiniała nas. Schemat był zawsze taki sam – najpierw awantura, krzyki, potem jakieś wyjaśnienie i nigdy słowa „przepraszam”. Zgromadziłyśmy 26 nagrań sytuacji z panią kierownik. Postępowanie w tej sprawie trwało ponad rok. Wierzyłyśmy, że prawo jest po naszej stronie. Nie chciałyśmy w to angażować innych osób, w tym też pacjentów, którzy wielokrotnie byli świadkami tych sytuacji. Dotyczyły one także innych pracowników ośrodka. Jednak uważałyśmy, że mamy zebrane dowody świadczące o tym że jesteśmy nękane. Chciałyśmy to załatwić same. Prokuratura jednak w prowadzonym postępowaniu nie dopatrzyła się oznak nękania, a wskazała jedynie wysokie wymagania pani kierownik wobec nas. Postępowanie zostało umorzone, a informacja ta trafiła do nas 13 marca br. Od tamtej pory pani kierownik zmieniła nieco zachowanie wobec nas. Być może spowodowała to też pandemia, ale była bardziej ostrożniejsza. Co jednak nie oznaczało rozwiązania problemu. Sam stukot obcasów idącej korytarzem pani kierownik i dźwięk jej telefonu komórkowego, napawał mnie konsternacją. To zupełnie tak, jak człowiek będący ofiarą przemocy, który po kolejnych otrzymanych razach, zaczyna się do tego przyzwyczajać i po zakończonym dniu cieszy się, że dziś nie oberwał. Proszę mi wierzyć, że tam w środku jest prawdziwe piekło. Nie chcę tam wrócić. Nie wyobrażam sobie pracy pod tym kierownictwem. Ja jakoś sobie poradzę, natomiast wiem, że zostały tam moje koleżanki, które przeżywają tę gehennę każdego dnia. Zawsze trzymałyśmy się razem, gdy któraś z nas doznawała krzywdy, jedna stawała za drugą. Dlatego swoją postawą chcę zwrócić uwagę na ten problem, który dotyczy też pozostałych pielęgniarek i nie można go pozostawić bez rozwiązania. Za chwilę będzie on dotyczył kolejnej pielęgniarki czy innego pracownika. Wdzięczna jestem pacjentom za ich inicjatywę zbierania podpisów , choć nie mam z nią nic wspólnego, jednak te gesty poparcia są dla mnie krzepiące i podnoszą mnie na duchu. Cieszę się, że pacjenci doceniają moją pracę –mówi pani Ania.
Pielęgniarka otrzymała pismo z ośrodka zdrowia podpisane przez jego kierownika o przywróceniu do pracy i wykorzystaniu 2 tygodniowego urlopu, którego koniec datowano na 1 lipca br. Do pisma miała się ustosunkować w ciągu 14 dni. Pani Ania jednak odrzuciła propozycję powrotu do pracy. Jak wyjaśniła, pomimo że chce nadal pracować w swoim zawodzie, nie podejmie pracy w ośrodku pod obecnym kierownictwem.
-Nie wierzę w to, że cokolwiek się zmieni, jeśli nie będzie zmiany na stanowisku kierownika. Nie wyobrażam sobie powrotu do tego co było –dodaje pani Ania.
Przerwali zmowę milczenia
Mieszkańcy w rozmowie ze mną nie ukrywali nieprzyjemnych sytuacji, których byli świadkami w ośrodku. Przyczyną, ich zdaniem było złe zachowanie pani kierownik, która jak mówią, wprowadzała nerwową atmosferę w ośrodku.
-Byłam świadkiem kilku takich zdarzeń, lecz jedno pamiętam szczególnie, gdyż sama zwróciłam pani kierownik uwagę. Sprawa dotyczyła drzwi gabinetu zabiegowego, gdzie zamek czasem się zacina. Przyszedł człowiek, szarpnął za klamkę, drzwi były zamknięte. Czekał więc pod gabinetem, gdy nadeszła pani kierownik. Zapytała pacjenta na co czeka, także szarpnęła za klamkę, jednak drzwi się nie otworzyły. Pani kierownik zrobiła awanturę innym pielęgniarkom krzyczała, że siedzą jak krowy. Słysząc awanturę pielęgniarka z zabiegowego wyszła na korytarz zdziwiona całą sytuacją, gdyż była w środku, a po prostu zaciął się zamek. Awanturę słyszeli też inni pacjenci. Wszyscy popatrzyliśmy po sobie. Zapytałam panią kierownik -co robi i dlaczego tak się zachowuje, jednak udała, że nie wie o co chodzi. Byłam poruszona zachowaniem pani kierownik, tak też jak inni pacjenci. Nie wyobrażam sobie, aby kierownik tak zwracał się do personelu poradni. Chyba nigdzie tak nie ma. Pielęgniarki w ośrodku są życzliwe dla pacjentów, zawsze służą pomocą. Panią Anię też znamy wszyscy od wielu lat. Jest serdeczną i ciepłą osobą uważamy, że została skrzywdzona decyzją pani kierownik. Nie można tego przemilczeć. Ten ośrodek ma służyć wszystkim pacjentom. Budowali go nasi dziadkowie i ojcowie. W takiej atmosferze krzyków to nam, pacjentom też jest nieprzyjemnie –mówi jedna z mieszkanek.
-Byłem świadkiem jednej niemiłej sytuacji. Siedziałem w korytarzu, czekając na wizytę. Pani kierownik przyszła z jakimiś dokumentami, otworzyła gabinet lekarski, bez pukania, stanęła w drzwiach. Tam trwała wizyta, lekarz badał pacjentkę, która była rozebrana. Kierownik stała tak, może z minutę, a pacjenci patrzyli na rozebraną kobietę. Było to bardzo niezręczne i nieprzyzwoite zachowanie. Jak tak można wtargnąć do gabinetu podczas badania, nie pukając do drzwi. Byłem tym bardzo zażenowany. Ponadto pani kierownik wprowadziła innowację, która kompletnie nie służyła pacjentom. Kiedyś do ośrodka można było dodzwonić się bez problemu, umówić wizytę czy receptę. Innowacja polegała na odsłuchaniu informacji wybieraniu tonowym. Dla nas, starszych ludzi to żadne udogodnienie, bo 5 minut trzeba było słuchać, a pieniążki leciały za taką rozmowę. Jak udało się połączyć, bo ciągle było zajęte. Co to za innowacja i dla kogo- dodaje kolejny mieszaniec.
Pacjenci dzielili się z nami także innymi historiami, które przeżyli w ośrodku. Jedna z mieszkanek długo będzie pamiętać to zdarzenie.
-Córkę bardzo bolał brzuch. Pojechałam do ośrodka , aby zbadał ją jakiś lekarz. Spotkałam panią kierownik i poinformowałam o sytuacji. Pani kierownik powiedziała, że nie ma już lekarza i żebym umówiła jutro teleporadę, jak ból nie przejdzie, albo wezwała pogotowie. Prosiłam ją nad wszystko, aby zobaczył dziecko internista, bo ból był silny. Nic jednak nie wskórałam. Wróciłam do domu, zadzwoniłam na pogotowie, jednak dyspozytor odmówił przyjazdu karetki, odesłał mnie do ośrodka zdrowia, który jest czynny do 18 –stej. W końcu znalazłam prywatnie pediatrę, który zbadał moje dziecko. Okazało się, że to wyrostek robaczkowy, który już jest rozlany z zapaleniem otrzewnej. Dziecko w trybie pilnym i ciężkim stanie trafiło do Kielc, gdzie wykonano operację. Nie chcę nawet myśleć, co by się stało, gdybym jeszcze czekała –mówi kolejna mieszkanka gminy.
-Przy pracach gospodarczych przecięłam sobie rękę. Udałam się do specjalisty do Ostrowca, gdzie opatrzono mi ranę. Było to dość głębokie okaleczenie. Lekarz wypisał mi zlecenie na zastrzyk przeciwtężcowi, który miałam wykonać w swoim ośrodku zdrowia. Udałam się więc do Waśniowa. Jak się okazało nie było lekarza i pielęgniarka nie zgodziła się na wykonanie zastrzyku. Pani kierownik podała mi oświadczenie do wypełnienia, dotyczące wyrażenia zgody na podanie szczepionki i poleciła pielęgniarce jej wykonanie. Jednak pielęgniarka stanowczo odmówiła, gdyż jak wyjaśniała, ten zastrzyk podaje się wyłącznie w obecności lekarza. Pielęgniarka zapytała panią kierownik, czy jak się coś stanie weźmie za to odpowiedzialność. Pani kierownik zrezygnowała. A ja musiałam z powrotem udać się do Ostrowca , do szpitala i odczekać do 18 –stej, aby wziąć zastrzyk. O czym to świadczy? –mówi kolejna pacjentka.
-Czas najwyższy przerwać tę zmowę milczenia i powiedzieć co tu się dzieje. Ludzie już mają dosyć. Wcześniej to bali się mówić, ale teraz za dużo złego się dzieje. Z receptami też były problemy. Kiedyś dostawało się je od ręki, bez oczekiwania. Ludzie przyjeżdżają tu z całej gminy. Są to osoby starsze, które często nie mają czymś się dostać, a na recepty musieli czekać dwa dni. Podobnie jak z dentystą, który według informacji na drzwiach gabinetu przyjmuje dwa dni w tygodniu. Zgodnie z tym we wtorek udałam się pod gabinet. Okazuje się, że tego dnia dentysty nie ma, nie przyjmuje. Jak więc są realizowane kontrakty? Zdarza się tak, że już do 18 –tej nie ma żadnego lekarza w ośrodku –pyta inna mieszkanka.
-Mieszkam tu z rodziną od niedawna i nie korzystam z usług tego ośrodka. Słysząc co tu się dzieje wolę jeździć do Ostrowca. Raz próbowałem dostać się do lekarza lecz bezskutecznie. Nie znam tu pielęgniarek, a podobno jak się je zna, to jest łatwiej coś załatwić czy przyspieszyć. Myślę, że szkoda bo ośrodek jest bardzo ładny i dobrze wyposażony, ale nie wszyscy mają szczęście, aby z niego korzystać –dodaje mieszaniec.
Moi rozmówcy nie mają wątpliwości, że w ośrodku potrzebne są zmiany, aby mógł on w pełni funkcjonować i spełniać swoją rolę. Zwolnienie pielęgniarki uwolniło falę skarg i pretensji, która rozlała się po gminie niczym przysłowiowa „puszka Pandory”. A każdy z pacjentów chce korzystać z usług ośrodka i mieć pewność, że otrzyma tu profesjonalną pomoc.
Pomówienia bez podstaw
W ośrodku zdrowia spotkałam się z kierownikiem, Renatą Lipką, która pełni tę funkcję od września 2016 r. Zarządza placówką w Waśniowie oraz jej filią w Garbaczu. W sumie poradnie zatrudniają 10 pielęgniarek plus jedną położną, 7 lekarzy, 2 pediatrów, 2 stomatologów, 1 ginekologa. Ośrodek w Waśniowie pracuje od 7 do 18, zaś w Garbaczu od 7 do 15. Przekazałam pani kierownik uwagi pacjentów i pielęgniarek. Jednak pani kierownik przyznała zdecydowanie, że są to pomówienia nie mające podstaw i nie zgodne z rzeczywistością. Jak mówiła, to ona jest ofiarą pomówień i hejtu.
-Po objęciu funkcji kierownika podjęłam szereg działań, aby mieszkańcy mogli korzystać z wysokiej jakości świadczeń medycznych w ośrodku, aby nie musieli jeździć i szukać pomocy w innych placówkach. W ramach NFZ podpisaliśmy kontrakt z lekarzem ginekologiem, podjęliśmy współpracę z gabinetem rehabilitacji pani Katarzyny Soi, aby mieszkańcy mogli korzystać z zabiegów tu na miejscu. Została także zatrudniona pielęgniarka położna, a mieszkanki gminy mogą korzystać z bezpłatnej szkoły rodzenia „Osesek”. Jako kierownik ośrodka zdrowia, zgodnie z obowiązującymi przepisami, mam dbać o przestrzeganie obowiązującego prawa – procedur medycznych i wytycznych Narodowego Funduszu Zdrowia i tego też wymagam od personelu pielęgniarskiego i pracowników ośrodka. Zawód pielęgniarki wciąż ewaluuje, pojawiają się nowe procedury, jak chociażby obecnie związane z restrykcjami COVID –19. Niegdyś odpowiedzialność ponosił jedynie lekarz, obecnie pielęgniarka ponosi samodzielnie odpowiedzialność pod groźbą kary. W ośrodku w Waśniowie pracuje 8 pielęgniarek, z czego jedna posiada tytuł magistra pielęgniarstwa, kolejna ma licencjat, cztery panie z 30 letnim stażem pracy ukończyły pedagogikę medyczną, która jednak nie jest związana z pielęgniarstwem, dwie pozostałe pielęgniarki ukończyły szkołę średnią bez matury. Stąd też namawiałam pielęgniarki do podnoszenia swoich kwalifikacji. Doświadczenie w tym zawodzie jest bardzo ważne, ale równie ważne jest nabywanie nowych umiejętności związanych chociażby z obsługą nowoczesnych urządzeń czy nowymi procedurami. To co sprawdzało się 30 lat temu, niekoniecznie sprawdzi się dzisiaj. Stąd też za nieprzestrzeganie obowiązujących procedur zmuszona byłam zgłosić błędy pielęgniarskie do Świętokrzyskiej Izby Pielęgniarek i Położnych w Kielcach, a winna to byłam wszystkim pacjentom, gdyż zdrowie i życie ludzkie jest najważniejsze. Jest to mój obowiązek, jednak żadna z pań nie wyraziła zgody na podanie do publicznej wiadomości – ani do Rady Społecznej ośrodka ani też Rady Gminy, przedmiotu spraw, których dotyczą postępowania Obecnie te postępowania są w toku. Zwolniona pielęgniarka otrzymała naganę za nieprzestrzeganie wytycznych, co potwierdził sąd pracy. Kiedy objęłam funkcję kierownika ośrodka musiałam zderzyć się z przyjętymi stereotypami i ugruntowanymi nawykami, gdzie wydanie polecenia służbowego oznaczało niemalże „zamach stanu”. Od początku, jako osoba z zewnątrz, a więc nie związana z gminą Waśniów, spotykałam się z krytyką środowiska pielęgniarskiego. Nigdy nie poniżałam pielęgniarek, nie obrażałam i nikomu nie ubliżałam. Mam mocny głos i być może stąd wrażenie, że krzyczę. Nigdy też nie podejmowałam decyzji w zakresie diagnostyki, gdyż od tego są lekarze. Nie zmuszałam nikogo do podania szczepionki, a oświadczenie wypełniane przez pacjenta jest obowiązującym formularzem przyjętym przy tego rodzaju świadczeniach. Nie odesłałam także pacjentki z bolącym brzuchem. Kobieta nie chciała skorzystać z porady pediatry, który wówczas był w ośrodku, lecz zażądała wizyty u internisty, u którego byli pacjenci. Jeżeli zdarza się, że nie ma lekarza, są to najczęściej incydentalne przypadki losowe, tak jak w przypadku stomatologa. Recepty zgodnie z przepisami w ramach realizacji zleceń lekarskich w procesie diagnostyki, leczenia i rehabilitacji pielęgniarka i położna posiadające dyplom ukończenia studiów, co najmniej pierwszego stopnia na kierunku pielęgniarstwo, mają prawo wystawiać recepty na leki, z wyłączeniem leków zawierających substancje bardzo silnie działające, środki odurzające i substancje psychotropowe oraz środki spożywcze specjalnego przeznaczenia żywieniowego niezbędne do kontynuacji leczenia, jeżeli ukończyły kurs specjalistyczny w tym zakresie. Brak wykształcenia pielęgniarki wystawiającej recepty może być przyczyną uszczerbku na zdrowiu, a nawet śmierci za co grozi pielęgniarce kara od roku do 10 lat pozbawienia wolności. Warunki te spełnia tyko jedna pielęgniarka w ośrodku w Waśniowie, jednak pandemia przerwała jej możliwość udziału w kursie. Dlatego też recepty wystawiają lekarze. Ośrodek jest skomputeryzowany i dobrze działa system e –recepty, gdzie bez problemu pacjent otrzymuje telefonicznie numer kodu i może zrealizować receptę nawet do kilku miesięcy. Zawsze pukam do drzwi gabinetu podczas trwania wizyt. Najczęściej to pielęgniarki wchodzą bez pukania. Z tego powodu w jednym z gabinetów internistycznych zleciłam montaż specjalnej klamki z blokadą, aby nikt nie wchodził podczas badania. Mam doświadczenie w zarządzaniu, jednak trudno jest kierować i współpracować z zespołem, który wydawane przeze mnie, jako kierownika polecenia traktuje za uporczywe nękanie. Cztery pielęgniarki, z najdłuższym stażem pracy skierowały taki wniosek do prokuratury w ubiegłym roku. Prokurator po zapoznaniu się z materiałem dowodowym, w tym z nagraniami przekazanymi przez panie, umorzył postępowanie, co zostało potwierdzone postanowieniem sądu. Nie mam nic więcej w tej sprawie do dodania –wyjaśnia Renata Lipka, kierownik ośrodka zdrowia w Waśniowie.
I co dalej?
Sprawa nabrała tempa, jest rozwojowa i trudno przewidzieć jej finał. Organem prowadzącym ośrodek zdrowia jest gmina Waśniów. Wójt Krzysztof Gajewski, będący jednocześnie przewodniczącym Rady Społecznej Ośrodka, przyjął delegację mieszkańców, którzy przekazali listę z podpisami i inne dokumenty. Spotkania w tej sprawie odbyli też radni i sołtysi. Zebrała się także komisja zdrowia.
-Jesteśmy na etapie analizowania wpływających do nas sygnałów i informacji oraz zasięgania opinii prawnych w tej sprawie. Wcześniej nie było oficjalnych skarg na sposób zarządzania czy też wypełniania obowiązków przez pracowników ośrodka. O niektórych sytuacjach dowiaduję się dopiero teraz. Jako organ prowadzący koncentrujemy się na płaszczyźnie finansowej ośrodka, do tej pory nie ingerowaliśmy w relacje pracownicze. Naszym zadaniem jest zabezpieczenie dostępności mieszkańców do świadczeń opieki medycznej, sprawy zarządzania ośrodkiem oraz kwestie związane z zatrudnianiem zostały powierzone kierownikowi ośrodka, który został przez komisję wybrany w drodze konkursu w 2016 r. Na tym etapie jeszcze za wcześnie jest mówić o konkretnych decyzjach –wyjaśnia wójt K. Gajewski.
Obecnie w ośrodku leczy się 5192 pacjentów. Gmina w tym roku będzie musiała do placówki dołożyć około 67 tysięcy, ze względu na realizowanie procedur związanych z pandemią. Radni na komisji zdrowia przegłosowali wniosek formalny dotyczący spowodowania zamiany organizacji zarządzania ośrodkiem zdrowia poprzez połączenie stanowiska kierownika z funkcją jednego z lekarzy oraz pielęgniarki koordynującej. Wniosek został skierowany do wójta gminy.
Jak dowiedziałam się nieoficjalnie, obecnie kierownik ośrodka przebywa na urlopie. Jej obowiązki tymczasowo przejął jeden z lekarzy internistów. Zwolniona pielęgniarka obecnie chce powrócić do pracy. Jej urlop skończył się 1 lipca br. Jednak z uwagi na nieobecność kierownik ośrodka nikt nie podpisał z nią umowy, gdyż lekarz zastępujący kierownika nie ma takich kompetencji.
Skontaktowałam się ze Świętokrzyską Izbą Pielęgniarek Położnych w Kielcach. Jak potwierdza rzecznik odpowiedzialności zawodowej, Agata Ruszewska, obecnie prowadzone są trzy postępowania dotyczące naruszenia procedur przez pielęgniarki ośrodka w Waśniowie. Z uwagi na toczące się postępowania nie jest możliwe ich ujawnienie. Jednak rozmowy w ŚIPiP pozwoliły mi na inne spojrzenie na konflikt w waśniowskim ośrodku. Obecnie funkcjonuje tendencja powierzania kierownictwa takimi placówkami osobom z zewnątrz, menadżerom, którzy zajmują się realizowaniem procedur, współpracą z NFZ i płaszczyzną finansową. Rzadko sprawdza się przekazywanie tych funkcji lekarzom, gdyż zawsze pociąga to za sobą ryzyko dbałości wyłącznie o jedną grupę zawodową, co powoduje poczucie niesprawiedliwości. Zawód pielęgniarki dziś stanowi duże wyzwanie i wymaga nieustannego podnoszenia kwalifikacji ze względu na zmieniające się procedury. Jest to przyczyną konfliktów i braku zrozumienia szczególnie w ośrodkach wiejskich, gdzie stare, sprawdzone przyzwyczajenia zderzają się z ewaluacją tego zawodu. Jednak wszędzie tam, gdzie są ludzie, są także i błędy. Być może wiele spraw nie trafiło by do Świętokrzyskiej Izby Pielęgniarek i Położnych, gdyby było wzajemne zrozumienie i umiejętność rozwiązywania sporych sytuacji.
Niewątpliwie na każdym sporze w ośrodkach zdrowia tracą pacjenci. To oni trafiają tu, szukając pomocy i chcą wierzyć, że oddają swoje zdrowie i życie w profesjonalne ręce. Wielkim nieszczęściem byłoby, gdyby w tą sytuację wdarła się dodatkowo polityka. Mieszkańcy gminy Waśniów chcą wierzyć, że są poważnie traktowani przez samorząd gminy, którego przedstawiciele bronią ich interesu i liczą się z ich opinią. Miejmy nadzieję, że znajdzie się dobre rozwiązanie problemów w ośrodku.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *