Piękne konie w galopie

Wzrok podróżujących przez Buszkowice w gminie Ćmielów przyciąga stado pięknych koni. W dzisiejszych czasach widok rzadko spotykany.
Zwierzęta, które swobodnie sobie biegają na pastwisku, to największa hodowla koni w typie sztumskim w województwie świętokrzyskim. Piękne klacze, młode ogierki i źrebięta należą do państwa Justyny Dydycz –Kasprzyk i Jerzego Kasprzyka.
Po konie na Pomorze
Jak mówi Jerzy Kasprzyk, który przejął gospodarstwo rolne po rodzicach i dalej je sukcesywnie rozwija, konie były w obejściu jego domu rodzinnego od zawsze.
-To były konie zwykłe, nie miały papierów, nie miały ksiąg – mówi J. Kasprzyk. Potem miałem kilka polskich koni zimnokrwistych. To także były konie bez prawa wpisu do księgi stadnej, do której trafiają konie rasowe.


-Gdy kilkanaście lat temu przyjechał do nas ówczesny kierownik Polskiego Związku Hodowców Koni w Kielcach i zaczął brać mnie pod włos, mówiąc: „o tu, pan Kasprzyk się ożenił, ma żonę z tak daleka, a takie byle jakie konie. To może by pani jakieś porządki tu wprowadziła. Pasowałoby, aby tu jakaś konkretna rasa była” – wspomina z uśmiechem J. Dydycz –Kasprzyk. Szczerze mówiąc, mnie nie trzeba dwa razy powtarzać. Zajrzałam do Internetu. Zobaczyłam, jaka rasa koni jest na Pomorzu, ponieważ stamtąd pochodzę, a konkretnie z Gdańska. Okazało się, że tam są konie sztumskie. Pojechaliśmy z mężem na aukcję do Starogardu Gdańskiego. Kupiliśmy ogiera sztumskiego. Tam zobaczyłam klacz sztumską. Tak mnie zauroczyła, że jak przyjechaliśmy do domu, to dwa tygodnie mężowi dziurę w brzuchu wierciłam, aż pojechaliśmy i kupiliśmy naszą pierwszą Gaję. I tak się to zaczęło.
Warto w tym miejscu wspomnieć, że pani Justyna, gdy poznała pana Jerzego, jak mówi to nawet psa się bała. Obecnie hoduje i pracuje z olbrzymimi zwierzętami, o czym może opowiadać godzinami.
Państwo Kasprzykowie początkowo dokupowali konie i klacze, ponieważ krew koni rasowych musi być mieszana. Nie mogą rozmnażać się w tak zwanej rodzinie.
– Obecnie mamy konie czysto sztumskie, zwierzęta są sprzedawane w międzyczasie, ale na ogół trzymamy od 29 do 39 sztuk – mówi J. Kasprzyk. Każde zwierzę posiada specjalny paszport, w którym jest udokumentowane aż 5 pokoleń wstecz. Rasa pochodzi dokładnie z Kaszubów z Pomorza z miejscowości o nazwie Sztum.
Dla ochrony rasy
Stado państwa Kasprzyków podlega programowi Ochrona Genetyczna Polskich Koni Zimnokrwistych w typie Sztumskich.
-Chronimy tę rasę przed wymarciem –mówi J. Dydycz –Kasprzyk. Hodowla koni to nasza pasja. Jeździmy na aukcję, gdzie przyjeżdża ogólnopolska komisja i ocenia konia. Aby taki koń miał wszystkie stosowne papiery, to nie jest takie proste. Trzeba najpierw klacz oźrebić, a potem czekać 11 miesięcy na źrebię, szczęśliwie odebrać poród, albo sama się oźrebi. Ogiery można wystawić na aukcję dopiero, jak mają 27 miesięcy. Najbliższa aukcja odbędzie się 26 września br. w Woli Łagowskiej, na którą państwo Kasprzyk pojadą z dwoma ogierami o imionach Gwir i Prymus. Ogiery staną do konkurencji obok ponad 30 koni z całego województwa.


Duma – ogier Eron
W kuchni państwa Kasprzyków stoi kilkanaście pucharów i nagród z różnego rodzaju aukcji wojewódzkich. Największym osiągnięciem, o czym z dumą mówią, jest II miejsce z ubiegłorocznej wojewódzkiej aukcji. To ogier o imieniu Eron. Jak przyznaje pan Jerzy, wyróżnienia i nagrody, które zebrali przez ostatnie lata hodowli koni sztumskich, to ciężka praca.
-To nie tylko karmienie, pojenie, ale także czyszczenie, doglądanie na pastwisku – mówi pan Jerzy.
Pani Justyna oprócz pracy na co dzień przy stadzie, dba także o wygląd koni, które jadą na daną aukcję. Konie są myte, czesane, mają podcinane grzywy i ogony, używa również specjalnego środka nabłyszczającego.
Konie rasy sztumskiej najczęściej kupują hodowcy do programu ochrony rasy. Obecnie, jak mówi pan Jerzy, w Polsce jest jedynie 1,5 tysiąca klaczy rasy sztumskiej. To jest bardzo mało.
-Koni w województwie świętokrzyskim jest ok. 4 tysięcy, to jest w miarę zadawalająca liczba – dodaje J. Kasprzyk.
Hodowców jak na lekarstwo
Trzeba dodać, jak podkreślają państwo Kasprzykowie, na ubiegłorocznej wojewódzkiej aukcji na wystawione 24 ogiery, było jedynie trzech hodowców. Pozostałe osoby to handlarze koni.
-Kupują konie, potrzymają miesiąc, dwa, pół roku, a następnie z zyskiem sprzedają – mówi pani Justyna. Natomiast my wystawiamy własne ogiery.
-Są starsi hodowcy, którzy nie są w stanie przygotować konia do aukcji, objeździć go, nauczyć go chodzić na popręgu – mówi pan Jerzy.
-Koń wystawiany na aukcję nie może bać się ludzi, bo jest tam bardzo głośno. Musi się nie bać innych koni i nie szaleć przy innych ogierach – mówi pani Justyna. To jest ciężka praca. Przynajmniej dwa tygodnie przed aukcją po jednej godzinie dziennie trzeba z takim koniem pracować.


Koń na aukcji podczas pokazu musi biec cały czas obok właściciela, po specjalnie wyznaczonym trójkącie stępem potem kłusem.
Sztumy, jak mówi pani Justyna, to bardzo łagodne i przyjazne konie.
-Są to konie tzw. półciężkie. Na Pomorzu, w czasach powojennych, jak historia mówi, nasze konie były mieszane z końmi ze Szwecji, gdzie były ziemie ciężkie i lekkie konie nie dawały rady pracować w takich polach – mówi J. Kasprzyk.
Każda klacz i ogier z hodowli małżeństwa z Buszkowic już jako źrebięta zostały zaczipowane.
-Dzięki temu każdego konia można sprawdzić i w razie kradzieży odnaleźć – podkreśla pani Justyna.

Samowystarczalni
Hodowla koni dla państwa Kasprzyków jest łatwiejsza dzięki posiadanym własnym pastwiskom, łąkom i maszynom.
-Mamy swoje siano, swoją słomę, paszę i maszyny do uprawy – mówi pan Jerzy.
Z najbliższej rodziny państwa Kasprzyków, najchętniej czas u dziadków wśród zwierząt lubi spędzać 4-letnia Oliwia.


-Oliwka kocha Buszkowice, kocha robić z dziadkiem obrządek i pomagać karmić konie – mówi pani Justyna. Ciekawostką będzie z pewnością to, że imiona nadawane młodemu źrebięciu, muszą zaczynać się na taką samą literę, co imię jego matki. Stąd specjalna lista imion, którą skrupulatnie prowadzi pani Justyna. Jak mówi, tylko jedno imię się powtórzyło, bo tak bardzo jej się podobało.
– Najstarszą naszą klaczą jest Piękna, to 14-letnia klacz, która już z nami zostanie do ostatnich swoich dni – mówi pan Jerzy.
Państwo Justyna i Jerzy często są zagadywani przez przejezdnych chcących obejrzeć konie z bliska. Ich konie bardzo często stają się także bohaterami sesji zdjęciowych.
-Nie odmawiamy, zawsze chętnie zgadzamy się, aby ludzie zrobili sobie zdjęcia, zdajemy sobie sprawę, że dzisiaj koń to naprawdę wyjątkowy widok – mówią zgodnie państwo Justyna i Jerzy.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *