Jedzą makaron z chwastami i zupę z pokrzyw. Zioła –lekarstwem na wszystkie dolegliwości

Z wykształcenia nauczyciel germanista, z zamiłowania pasjonatka zielarstwa. O Agacie Cieślik, która  jak mówi o sobie zakochała się w kwiatach i ziołach, dowiedziałam się od  pań z KGW w Buszkowicach.

-Mieliśmy zielarskie warsztaty z panią Agatą, która ma olbrzymią wiedzę o ziołach, godzinami mogłaby opowiadać o zastosowaniu w lecznictwie, kuchni czy jako kosmetyki roślin, uważanych przez nas do tej pory jedynie za chwasty- nie kryły zachwytu panie zrzeszone w KGW Buszkowice.

Zamiłowanie do ziół

-Już jako dziecko biegałam po łąkach w Skarbce, gdzie mieszkała moja babcia- wspomina A. Cieślik. Zbierałam kwiaty i ziółka. Lubiłam je mieszać. Robiłam różne mieszanki zapachowe z kwiatów, które rosły w ogródku u babci. Pamiętam róże, piwonie, nagietki i smoluchy czyli liliowce. Ciągle wyciągałam siostrę Teresę na wzgórza. Do tego moja mama robiła przetwory z dzikich malin, berberysu, dzikiej róży, głogu i tarniny. Jako dzieci musiałyśmy jeździć na Skarbkę i zbierać te owoce. Wtedy to nie było zbyt przyjemne. Niezbyt chętnie  zbierałyśmy owoce. Zbieranie tarniny, róży czy berberysu jest uciążliwe, bo krzewy mają kolce, a owoce są malutkie. Później to zamiłowanie do roślin, kwiatów i ziół przygasło. Była szkoła, nauka, następnie małżeństwo i dzieci. Brakowało czasu na pasję.

Zielarska przygoda ze Szwajcarii

Agata pracując jeszcze w Technikum Rolniczym w Bałtowie organizowała wyjazdy młodzieży na praktyki rolnicze do Szwajcarii.

– I w Szwajcarii poznałam koleżankę, która robiła soki wtedy z nieznanych mi kwiatków leśnych- wspomina. Posypywała sałatki kwiatami. W Szwajcarii poznałam też drugą koleżankę, która była przedstawicielem firmy kosmetycznej, która wytwarzała  naturalne kosmetyki na bazie oleju morelowego. Podarowała mi kilka kosmetyków, które mi bardzo odpowiadały i zaczęłam analizować ich skład.

Lawendowe pole

-W międzyczasie urodziła się we mnie chęć posiadania w ogródku lawendy- słyszę. W tamtym czasie trudno było dostać sadzonki lawendy. Wreszcie udało mi się je kupić. Kiedy jechaliśmy odebrać dzieci z obozu w Olsztynie, mąż Paweł poszukał co możemy zobaczyć w Olsztynie i okolicach. Natrafił na „Lawendowe pole”. Trudno mi było w to uwierzyć, bo byłam przekonana, że pól lawendowych nie ma w Polsce. Okazało się, że istnieje 20 km od Olsztyna w miejscowości Nowe Kawkowo. Pojechaliśmy tam i od razu zakochałam się w tym miejscu. Właścicielka Joanna Posoch poczęstowała mnie przetworami z lawendy oraz pokazała kosmetyki lawendowe. Okazało się, że Asia organizuje warsztaty alchemiczne, na które od razu się zapisałam. Na tych warsztatach „ukręciłam” pierwszą maść lawendową. To był początek większej przygody z zielarstwem i naturalnymi kosmetykami. Z „Lawendowego pola” przywiozłam nasionka lawendy i wyhodowałam pierwsze sadzonki. I tak z roku na rok powiększałam ilość krzewów lawendy w ogrodzie. Obecnie mam około 300 krzewów lawendy różnych odmian.

Syropy, soki i jedzenie chwastów

-Oprócz tego postanowiłam poszukać w lesie tych kwiatów, z których piłam syrop zrobiony w Szwajcarii- opowiada Agata. Okazało się, że te rośliny rosną także na naszym terenie. Jest to marzanka wonna o pięknym zapachu. Zaczęłam robić syropy również z innych kwiatów: z płatków róż, z kwiatu bzu czarnego, z mniszka lekarskiego, czy też z akacji. Coraz bardziej zaczęłam się interesować zielarstwem i dostrzegać zioła wokół mnie. Przypadkiem trafiłam na grupę na portalu społecznościowym „Poszukiwacze roślin”. I na tej grupie wyczytałam, że organizowane są zloty zielarskie w Polsce. Pojechałam na taki zlot i poznałam mnóstwo ludzi o podobnych zainteresowaniach. Wcześniej czułam się wręcz wyobcowana, chodząc z koszykiem po łąkach. Czasami zdarzało się, że byłam pytana co zbieram i co z tego robię. Budziłam szczególne zainteresowanie jak na działce zrywałam chwasty i je zjadałam (śmiech).

Leki wyparły zioła

Jak przyznaje A. Cieślik, dużą wiedzę o roślinach, kwiatach i ziołach mieli nasi przodkowie. Wiedza ta jednak zanikła w momencie pojawienia się leków syntetycznych i przy tym olbrzymiego marketingu związanego z lekami.

-Zachłysnęliśmy się lekami, tym bardziej, że działają one szybciej niż zioła- mówi A. Cieślik. Tymczasem na działce mam mnóstwo zdrowych jadalnych ziół traktowanych przeze mnie wcześniej jako zwykłe chwasty, chociażby podagrycznik. Nie mogłam w żaden sposób  pozbyć się go z ogródka metodami naturalnymi  (nie stosuję w ogrodzie sztucznych środków ochrony roślin). Dzisiaj bardzo się cieszę, że rośnie na naszej działce. Chwast ten leczy podagrę czyli dnę moczanową. Można go pić w postaci herbatki lub przyrządzać jak szpinak czy pesto. Z mężem bardzo lubimy jajecznicę z podagrycznikiem, który w smaku przypomina trochę szpinak, a trochę seler.

Zielarka z krwi i kości

Wiedzę zielarską moja rozmówczyni poszerzała czytając przeróżne publikacje i książki zielarskie. Brała udział także w festiwalach zielarskich i kosmetycznych organizowanych w różnych miejscach w Polsce.

-Ukończyłam również roczny kurs „Zielarz- fitoterapeuta” oraz 2-letni kurs „Terapie biologiczne” w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Krośnie pod kierunkiem dr Henryka Różańskiego- mówi A. Cieślik. Obecnie to Karpacka Państwowa Uczelnia w Krośnie.

A. Cieślik wraz z mężem i synami stosują zioła w kuchni oraz w kosmetykach, które sama wytwarza.

-Nie piejmy herbat, które można kupić w sklepie, tylko napary z ziół lub mieszanek ziołowych, herbatki fermentowane z liści i kwiatów różnych roślin czy drzew owocowych oraz lemoniady z octów ziołowych z dodatkiem miodu- słyszę. Stosujemy sole ziołowe, syropy, soki, nalewki, zioła do wyostrzenia smaku i zdrowotności. Kiszę nie tylko ogórki i kapustę, ale także marchewkę, kalafior i dynię. Kiszonki to naturalne probiotyki, które rewelacyjnie działają na jelita, wspierają nasz układ immunologiczny. 

W domu Agaty i Pawła Cieślików można zakosztować makaronu z pesto z dzikich chwastów czy zupy z pokrzyw.

Tworzy mydła i szampony

-Samodzielnie robię mydła, szampony do włosów, kremy, balsamy do ciała, maści lecznicze- wylicza Agata. Destyluję również rośliny na hydolaty i olejki eteryczne. Hydolaty to produkty uboczne powstające w procesie produkcji olejku eterycznego. Służą jako tonik do twarzy. Są też bazą do kremów czy balsamów i szamponów. Cudownie radzą sobie z przeróżnymi problemami z cerą. Na przykład na trądzik różowaty świetny jest hydolat z płatków róży czy z krwawnika. A na cerę trądzikową hydolat lawendowy oraz z szałwii lekarskiej. Szampony, mydła ogólnie dostępne w sklepach robione są na bazie detergentów. Prawdziwe mydło wytwarza się z tłuszczów roślinnych lub zwierzęcych w połączeniu w wodorotlenkiem sodu lub potasu.

Zioła leczą

Jak przyznaje A. Cieślik zbawienne działanie mają syropy, soki i herbatki z dziewanny, jeżówki, bzu, pokrzywy, jasnoty białej, koniczyny, czy stosowany zewnętrznie żywokost.

-Dziewanna świetnie działa na problemy z górnymi drogami oddechowymi, jeżówkę purpurową stosujemy na odporność, kwiat z dzikiego bzu na przeziębienia i alergie. Pokrzywę na wzmocnienie i podwyższenie poziomu żelaza w organizmie, oczyszczenie organizmu z toksyn. Jasnotę białą czy koniczynę można stosować na problemy kobiece i podczas menopauzy. Żywokost przy stłuczeniach,  bólach stawowych i skręceniach. 

Zaraża swoją wiedzą     

Agata Cieślik bardzo lubi dzielić się swoją wiedzą zielarską i zarażać innych swoją pasją do ziół. Organizuje spacery ziołowe dla dzieci i dorosłych, podczas których uczestnicy uczą się rozpoznawać różne gatunki roślin.

-Prowadzę warsztaty na temat wykorzystywania ziół w kuchni i kosmetyce- mówi. Wykonuję ekstrakty ziołowe, wodne, glicerynowe i alkoholowe, które wykorzystuję do tworzenia kosmetyków.

Świat roślin to olbrzymie bogactwo, którego nie doceniamy. Ciekawostką pewnie będzie to, że kasztany, które spadają obecnie z drzew  mają wspaniałe właściwości lecznicze, a także można je wykorzystać do prania.

-Kasztany zawierają escynę- mówi Agata. Ekstrakty, maści, kremy na bazie kasztanów stosujemy na pękające naczynka, żylaki, stłuczenia oraz opuchlizny. Kasztany można wykorzystywać także jako naturalny środek do prania ze względu na zawartość saponin, które wykazują zdolność obniżania napięcia powierzchniowego roztworów wodnych i pienią się w wodzie jak mydło.

Mamy większą świadomość

Pocieszające jest to, że w dobie sztucznych leków i detergentów, które zalały półki aptek i sklepów, coraz więcej osób interesuje się zielarstwem, przede wszystkim naturalnymi kosmetykami.

-W ostatnim czasie powstało wiele małych, polskich manufaktur, które tworzą kosmetyki- podkreśla A. Cieślik. Zdecydowanie świadomość ludzi rośnie. Interesują się nie tylko zielarstwem, naturalnymi kosmetykami, ale także dziką kuchnią i kiszonkami.

Agatę w pasji wspierają mąż i synowie. Choć początkowo dziwili się, gdy posypywała sałatki kwiatkami i mówiła, że są jadalne. Dzisiaj najbliżsi Agaty, rodzina, przyjaciele i znajomi bardzo chętnie sięgają po zioła stosowane w kuchni mojej rozmówczyni i kosmetyki, które tworzy ręcznie w zaciszu domowym.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *