Pszczelarz, hodowca papug, rzeźbiarz, grzybiarz. Pasja, która uskrzydla

Pan Zdzisław Białkowski to opatowianin z dziada pradziada, którego pasją od lat jest pszczelarstwo, zbieranie grzybów oraz rzeźbienie w drewnie.
Ponad 8 lat temu do zainteresowań pana Zdzisława dołączyła hodowla pięknych papug. Jak mówi o sobie, nie lubi rozgłosu, a to co robi, po prostu kocha.
Pan Zdzisław swoje życie zawodowe związał z pożarnictwem. Przez 27 lat pracował w Państwowej Straży Pożarnej w Opatowie w administracji. Kiedy pojawiła się możliwość odejścia na emeryturę (tzw. mundurowi mieli możliwość odejść wcześniej), skorzystał z tego. Decyzję tę łatwiej było podjąć, bo już wtedy zajmował się uprawą pomidorów , ogórków i chryzantemów. W jego podwórku stało kilka pokaźnych tuneli.
-Pracowałem w systemie 24 godziny służba, 48 wolne, stąd miałem czas na dodatkową działalność- przyznaje pan Z. Białkowski. Nie lubiłem marnować czasu, musiałem go sobie zagospodarować. Zajmowałem się też dalej pszczołami, które przejąłem po ojcu. Co robię do dzisiaj od 30 lat. Ojciec był pszczelarzem dyplomowanym, ukończył specjalne kursy. Choć ja na początku pszczół się bałem, bo puchłem. Teraz może mnie ugryźć 30 -40 i nic sobie z tego nie robię. Pszczelarstwo jest bardzo ciekawe. Jak któraś z pszczół z ula znajdzie nektar czy kropelkę miodu swoim tańcem daje znać innym pszczołom gdzie jest nektar.


Prywatna hodowla papużek
Hodowla ptaków zaczęła się od kilku kanarków. A na dobre wówczas kiedy pan Zdzisław został poproszony przez kolegę o zrobienie klatki na papugi.
-Za tę klatkę kolega odstąpił mi kilka papug- wspomina pan Zdzisław. I tak się zaczęło.
Obecnie mój rozmówca hoduje około 150 ptaków. W pięknych klatkach, które sam zrobił, żyją sobie papugi faliste, nimfy, świergoty, rozelle, modroloty, zeberki, gołąbki diamentowe. Wszystkie ptaki w różnych odcieniach i kolorach.
-U zeberek, jak się zakłada budki lęgowe, to daje im sianko i one same sobie robią gniazdko, ale nie biorą sobie sianka z dołu, gdzie zostało położone, tylko jeden ptaszek leci do budki drugiego ptaszka i kradnie ułożone już sianko, robi się harmider w klatce, jak popatrzeć na to jakbym oglądał w telewizji program rozrywkowy – opowiada pan Zdzisław o upodobaniach jednego z gatunków papużek, które hoduje. Nakarmienie ptaków, które posiada pan Zdzisław, to nie lada wyzwanie. Ptaki nie jedzą bowiem takiego samego pokarmu.
-Jest grubszy pokarm, jest drobniejszy pokarm i różne nasionka – mówi pan Zdzisław. Podstawowym pokarmem jest proso, słonecznik, owies, siemię lniane oraz kasza jaglana.
-Gotuję także codziennie makaron, jajko, ryż i podsypuję bułką tartą, aby się to nie kleiło – mówi pani Maria, która pomaga mężowi w codziennych obowiązkach przy ptakach.
-Takie jedzenie powinno dawać się ptakom, które karmią młode, ale nie żałuję im i dostają wszystkie- mówi pan Zdzisław. Należy uważać, aby nie doszło do zbytniego przytycia ptaków. Codziennie czyszczę klatki i codziennie dostają świeżą wodę. Raz w tygodniu można zrobić ptakom post od pokarmu, ale ja tego nie stosuję.
Pan Zdzisław wymienia się ptakami z innymi hodowcami, lub sprzedaje, ale uzyskane skromne dochody wystarczają jedynie na utrzymanie hodowli. Jak mówi pan Zdzisław, to go cieszy, że nie dokłada do swojej pasji.


-Mężowi bardzo szkoda ptaszka, który trafia do innej osoby, bardzo przeżywa to rozstanie; czy dobrze trafi, czy mu dadzą jeść – mówi pani Maria. -Wolę na początek dać swoją karmę, aby ptak nie miał gwałtownej zmiany karmy- podkreśla mój rozmówca. Zawsze pytam czy ptak trafi do domu czy do woliery zewnętrznej, bo są ptaki, które nadają się do woliery zewnętrznej i mogą tam przebywać przez cały rok. Nie przeszkadzają im temperatury ujemne, a są ptaki, które nie powinny przebywać na zewnątrz jak zeberka, gołąbek diamentowy czy nierozłączka. Pan Zdzisław na tyle zna się już na ptakach, że w przypadku choroby czy też drobnych wypadków sam sobie radzi.
-Gdy jedna z papużek nimf uszkodziło sobie nóżkę, to obłożyłem tę nóżkę w łupki, owinąłem i po 3 tygodniach nimfa nie ta sama – wraca pamięcią pan Zdzisław.
Oprócz papug są jeszcze gołębie pawiki, kury brahmy, o których z uwagi na opierzone nogi, pan Zdzisław żartuje, że zakładają kalesony i zielononóżki oraz dwa koguty silki, które nie mają piór, tylko włosy. Od 14 lat państwa Białkowskich wraz ze swoim potomstwem odwiedza dzika kaczka, która w miesiącach letnich bytuje przy małym stawie usytuowanym na działce.
-To nasz nieduży staw, którego od rzeki Opatówki dzieli grobla, zadomowiły się tam dwie pary kaczek – słyszę. Zrobiłem im domek, jest też tam wierzba ozdobna, karbowana. Kaczka przychodzi do nas, jak sobie siedzimy na podwórku i domaga się jedzenia. Jak ktoś to widzi, to niedowierza. Najciekawsze jednak jest to, że jak wylegną się małe, to je tutaj sznurkiem przyprowadza. Najwięcej któregoś roku to miała czternaście.
Zamówione na opał
Przygodę z rzeźbiarstwem pan Zdzisław zaczął kiedy na jego podwórko przyjechało drzewo na opał.
-Popatrzyłem wtedy na to drzewo i pomyślałem, że można coś z niego ciekawego zrobić i tak zacząłem rzeźbić – wspomina, a że kawałki drzewa były duże, to powstały duże rzeźby.
Podwórko państwa Białkowskich zdobi kilka pokaźnych rzeźb, najwyższa mierzy blisko 4 metry. Rzeźby stoją także na tarasie domu. Wszystkie przedstawiają głównie postacie. Jest Matka Boska, dzieci, palacze. Warto dodać, że przy wejściu do domu stoi skrzypek przypominający ojca pana ŚP. Feliksa Białkowskiego, który grał na skrzypcach Drzewo, które zostało wykorzystane na rzeźby to osika, brzoza, śliwka, dąb i lipa.

-Rzeźbię w garażu w miesiącach ciepłych, bo teraz zajmują go ptaki – mówi. Poświęcam na ogół na rzeźbienie czas kiedy nachodzi mnie wena. Wszystko zależy od tego co pojawi mi się w myślach, planowanej rzeźby nie rysuje wcześniej. Jedna rzeźba powstaje około 3 tygodnie.
Na swoje rzeźby pan Zdzisław miał już niejednego nabywcę. Jeden z potencjalnych nabywców chciał nawet kupić od pana Zdzisława wszystkie rzeźby. Gdy rzeźbiarz zdecydował się już na sprzedaż pięknego, rzeźbionego, dużego ula sadownikowi spod Sandomierza, sprzedaż ula udaremniła córka pana Zdzisława.
-Tato, jak masz sprzedać ten ul, to ja go od ciebie kupię za te same pieniądze, powiedziała moja córka – mówi pan Zdzisław. Odmówiłem tej sprzedaży temu zainteresowanemu, a ul tego samego dnia przewiozłem pod córki dom.
Zapalony grzybiarz
Jak przyznaje pan Zdzisław , jednak największą jego pasją jest zbieranie grzybów. W lesie – jak mówi – może spędzić nawet cały dzień na grzybobraniu.
Któregoś dnia do domu przywiózł 800 prawdziwków, które uzbierał jednego dnia.
-Lasy w okolicy Iwanisk znam jak swoją kieszeń, lepiej niż leśniczy, wiem nawet kiedy i gdzie zostanie skradzione jakieś drzewo, doskonale wiem, gdzie jest grzybnia, chodzę tylko w sprawdzone miejsce- podkreśla pan Zdzisław. W lesie, gdy znajdę przykładowo 300 grzybów, to za tydzień mogę pokazać każde miejsce, gdzie znalazłem każdego z nich. 

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *