Mirosław Rogoziński – człowiek porcelany i zapalony piłkarz

Mirosław Rogoziński, rodowity ćmielowianin, piłkarz, wieloletni pracownik zakładów porcelany, związkowiec. Wychował się na ulicy Przepaść, obecna ulica Stefana Żeromskiego w Ćmielowie. Uczęszczał do nieistniejącej już 8-klasowej szkoły podstawowej, mieszczącej się kilkadziesiąt metrów od rodzinnego domu, w którym zamieszkuje do dziś. W szkole, która niegdyś tętniła życiem, było wiele klas i dużo dzieci. Następnie skończył szkołę zawodową w Ostrowcu Świętokrzyskim przy ulicy Iłżeckiej. Otrzymał dyplom mechanika maszyn i urządzeń przemysłowych. Rozpoczął pracę, jak większość ćmielowian w Zakładach Porcelany w Ćmielowie. Pracownikiem zakładów była wówczas jego matka. W zakładach poznał również swoją przyszłą żonę Annę, która pracowała na kompletowni, gdzie sortowała porcelanę, z zakładami związaną przez 35 lat.
Sportowiec od dziecka
-Już w trakcie szkoły podstawowej czynnie uprawiałem sport, biegałem biegi przełajowe, grałem w piłkę. Nawet miałem osiągnięcia, kiedy byłem w szkole zawodowej, zająłem 3 miejsce w biegach przełajowych w województwie. Grałem w klubie Świt, gdzie był wtedy świetny trener Jerzy Ociesa, który wcześniej grał w Lubaniu Śląskim oraz Gwardii Warszawa. Jego rodzice mieszkali w Lubaniu Śląskim. Dlatego podczas 2-letniej służby wojskowej grałem w Łużycach Lubań Śląski, po wojsku sentymentalny powrót do Ćmielowa i dalej czynnie uprawiałem sport i związałem się zawodowo z Zakładami Porcelany . Jeżeli chodzi o zakłady, to jest to ewenement , bo 43 lata w jednym zakładzie o czymś mówi. Przeżyłem całą transformacje zakładu, i to jak zmieniał się Ćmielów. Wracam z sentymentem do tych lat minionych. To byłe miłe chwile.


Przygoda M. Rogozińskiego z piłką trwała ponad 30 lat. Był najpierw piłkarzem. W późniejszym okresie wiceprezesem klubu sportowego Świt przez około 6 lat.
-Na utrzymanie klubu pieniądze przekazy wała gmina. Prowadziliśmy także sklep z porcelaną, na bazie umowy z Zakładami Porcelany. Sklep znajdował się w budynku obecnego Ośrodka Pomocy Społecznej. Funkcjonował przez dłuższy czas i generował przychody. To była znacząca pomoc dla klubu, oczywiście oprócz subwencji z gminy. Klub miał pewne osiągnięcia. Graliśmy nawet w IV lidze. Wielu piłkarzy przeszło do KSZO. Były zakusy także co do mojej osoby, ale wówczas prezesem Świtu był charyzmatyczny Zdzisław Embinger i nie pozwolił mi przejść. Klub sponsorowały również same Zakłady Porcelany. Były też organizowane obozy piłkarskie letnie i zimowe, jeszcze za dyrektorów: Eugeniusza Kunysza, Karola Szkutnika i późniejszego dyrektora Antoniego Kality.
Praca związkowca
Mirosław Rogoziński od 1981 roku działał w zakładowej Solidarności, był także przewodniczącym Rady Pracowniczej. Pracował w dziale utrzymania ruchu w tzw. wydziale mechanicznym, obsługiwał ciąg produkcji. Od 1994 r. działał jako przewodniczący Solidarności. Przeżył prywatyzację zakładu, która miała miejsce w 1997 r., kiedy dyrektorem była Wanda Koziarz.
-Z perspektywy czasu jest łatwiej ocenić prywatyzację zakładu- podkreśla M. Rogoziński. Miałem porównanie z Zakładem Porcelany w Jaworzynie Śląskiej. Płace były porównywalne, niewiele się różniące, jest to trudna branża. Z perspektywy lat jeżeli nie byłoby prywatyzacji, to byłaby upadłość; Zakładów w Ćmielowie już by nie było. W tamtym czasie dominował Cerpol. To była taka czapa nad wszystkimi zakładami porcelany w Polsce. Dominowały zakłady wałbrzyskie i tam pieniążki szły na ich dofinansowanie. Najbardziej korzystały na tym właśnie zakłady wałbrzyskie. W Zakładach Porcelany w Ćmielowie, jeszcze kiedy były one w rękach państwowych, pracowało około tysiąc osób. Zakład wówczas funkcjonał w dwóch miejscach. Drugim miejscem był zakład Świt, gdzie była przewożona porcelana biała i dekorowana. Dzisiaj w tym miejscu prężnie działa Fabryka Porcelany AS Ćmielów.


-Zakładami zarządzał dyrektor Eugeniusz Kunysz, który miał bardzo trudne zadanie jeśli chodzi o pozyskiwanie środków – wspomina M. Rogoziński. Mimo wszystko udało się wybudować halę produkcyjną, która została zagospodarowana już przez właściciela sprywatyzowanych zakładów. Były zakusy z Fabryki Płytek Ceramicznych z Opoczna za czasów ówczesnego tam dyrektora Marka Muszyńskiego. Decydujący głos miał wtedy skarb państwa. Wiele serca w proces prywatyzacji włożyła ówczesny dyrektor Wanda Koziarz, którą wspominam z wielkim sentymentem. To jej tytaniczna praca zaowocowała, że zakład ocalał. Po prywatyzacji w Ćmielowie obniżyło się zatrudnienie. Spowodowane było tym, że ludzie odchodzili na świadczenia przedemerytalne oraz emerytury. Nie było zwolnień grupowych. Już wcześniej wyzbyliśmy się Świtu. Decyzją Rady Pracowniczej jeszcze funkcjonujący jako zakład państwowy, Świt został sprzedany około 30 lat temu. Taka decyzja została podyktowana również tym, że budynek Świtu uległ częściowemu spaleniu, stał się też pustostanem. Koszty remontu były olbrzymie.
Ćmielów w rozkwicie
Jak mówi M. Rogoziński, zakład z zatrudnieniem tysiąca osób to zakład, którego trudno było szukać w najbliższej okolicy, a także w województwie. Ćmielów rozwijał się , kwitł, gmina liczyła kilka szkół podstawowych. W Ćmielowie było liceum.
– Na terenie Zakładów Porcelany był żłobek i przedszkole, bardzo mądre rozwiązanie, do którego niektóre zakłady powoli wracają – mówi M. Rogoziński. Żłobek i przedszkole mieścił się w obecnym budynku dyrekcji. Przypominam sobie, że była tam znacząca liczba dzieci. Zakład to perełka, jego wyroby cieszyły się zawsze dużym uznaniem, również w całym kraju i za granicą. Śmiało można powiedzieć, że w Ćmielowie nie ma domu, w którym by nie było porcelanowych wyrobów. Tym bardziej, że pracownicy z okazji jubileuszów związanych z latami pracy w Zakładzie Porcelany otrzymywali serwisy obiadowe czy garniturki do kawy. Jeszcze za czasów kiedy zakład był państwowy, pracownicy, którzy mieli wizyty u lekarza, otrzymywali porcelanowe souveniry na podarunek.
Rokrocznie w okolicy organizowanego Święta Ceramika, które przypada w święto Matki Boskiej Śnieżnej, patronki garncarzy i ceramików, pierwsza sobota sierpnia, była możliwość zwiedzanie zakładów. Było można wejść na produkcję i podpatrzyć pracę zakładu. Ogromne wrażenie na zwiedzających zawsze robiły panie malarki. Jak podkreśla M. Rogoziński, do malowania na porcelanie należy mieć wrodzoną cechę, tego nie może robić każdy.


-Dodatkowo na terenie zakładów była szkółka, która przygotowywała pracowników- wspomina M. Rogoziński. Szkółka funkcjonowała niemal przez cały okres kiedy zakłady były państwowe. Była także klasa ceramiczna obok w liceum, której uczniowie mieli praktykę w zakładach. Większość absolwentów przeszła do pracy do zakładów. Trzeba mieć niezwykłe umiejętności, nakładanie złota, farby na porcelanę jest zupełnie inne niż malowanie na papierze czy płótnie. Na porcelanie farba rozlewa się. Nawet jeżeli chodzi o ustawienie toczka malarskiego, chodzi o to, aby go wycentrować tak, aby nakładana złota linijka była równa.
Technologia i recepta nie zmienia się, choć jest doskonalona, ale jeśli chodzi o maszyny, to diametralnie się zmieniły. Już po prywatyzacji zostały wprowadzone prasy izostatyczne, piec do szybkiego wypału, zostały wyeliminowane półautomaty formierskie, do pracy których potrzeba było ludzkich rąk.
-Obecnie pracę tę wykonuje maszyna – mówi M. Rogoziński. To złożone operacje związane z uformowaniem tych wyrobów, tzw. półfabrykatów zanim pójdą do pieca i do wypału. Jeśli chodzi o stopień braków, został znacząco wyeliminowany. Nowe urządzenia pozwoliły na wyeliminowanie pracy ludzkich rąk, ale także na polepszenie jakości.


Miłość w pracy
W Zakładach Porcelany w Ćmielowie tak jak Anna i Mirosław, poznało się wiele par i wiele par się pokochało. Było dużo małżeństw. Zdarzało się, że pracowali rodzice, dzieci, a nawet wnuki.
-Po prywatyzacji nieznacznie się to zmieniło. Dążenie młodych jeżeli chodzi o płacę jest zupełnie inne- słyszę. Proces dorobku, wzbogacania się trwał długo i nikt się temu nie dziwił. Inna była mentalność, inne możliwości, świat był zamknięty. Uważam, że jeżeli chodzi o życie rodzinne i stosunki międzyludzkie, to były serdeczne, było więcej zrozumienia. Czasy się zmieniają i my się zmieniamy. Gospodarka wolnorynkowa oraz możliwość przemieszczania się powoduje to, że ludzie inaczej postrzegają życie. Różnimy się również kulturowo.
Zakładów już po prywatyzacji nie ominęły problemy finansowe. Zakłady stanęły niemal pod ścianą, kiedy nie mogły liczyć na wsparcie kredytowe z banków.
-Dzięki między innymi naszej działalności związkowej i przychylności zarządu Skoku Chmielewskiego udało się to, że ludzie otrzymywali wynagrodzenie w czasie, bo tak to były poślizgi w wypłatach nawet do miesiąca czasu- mówi M. Rogoziński. Pojawiło się zagrożenie przeniesienia produkcji do Lubiany niedaleko Gdańska. Udało się jednak je zażegnać. Zatrudnienie w Zakładach Porcelany w latach 70. sięgało tysiąc osób, w latach 80. zatrudnienie było na poziomie 840-890 osób. Po prywatyzacji, do której doszło w 1997 r. zatrudnienie zmniejszało się naturalnie. Dzisiaj w Zakładach Porcelany w Ćmielowie pracuje około 500 osób. Wśród zatrudnionych jest wiele osób spoza gminy Ćmielów. A porcelana wytwarzana w Zakładach Porcelany rozsławia Ćmielów nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *