Świąteczna rozmowa. Trzeba mieć odwagę, by realizować marzenia!

Jest młodą osobą, pełną pozytywnej energii i pomysłów. Nie boi się nowych wyzwań. Pracowała jako nauczycielka, modelka, projektantka mody, dziennikarka.

Organizowała duże przyjęcia i realizowała się w malarstwie. Próbowała też swoich sił jako aktorka i piosenkarka. Podróżowała po Chicago, Los Angeles, Seattle. Była też we Francji, Irlandii, Grecji, Egipcie i Jerozolimie po to, aby przekonać się, że jej miejsce na ziemi to kawałek działki w niedużej miejscowości Prawęcin, w gminie Kunów.
Magdalena Mąka mieszka tu w rodzinnym domu od 1,5 roku. Tu też od trzech miesięcy prowadzi fundację  i jak mówi, nie zamierza już nigdzie wyruszać.


Warszawka i show biznes
Magda urodziła się w małej wiosce Szyby, w pobliżu Ostrowca. Potem wraz z rodzicami przeprowadziła się na osiedle Rosochy. Ukończyła studia pedagogiczne w Wyższej Szkole Biznesu i Przedsiębiorczości. 
-Tam zrobiłam licencjat. Chciałam kontynuować naukę w Warszawie. Wydawało mi się, że w Ostrowcu jest niski poziom. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że to Warszawa nie spełnia moich oczekiwań. Uczyliśmy się przestarzałych rzeczy, a ostrowiecka WSBiP okazała się znakomitą uczelnią. No cóż, sama musiałam się o tym przekonać. Na studiach rzadko przyjeżdżałam do domu. Wtedy też rodzice w ciemno, bez oglądania, kupili działkę w Prawęcinie. Od początku była jakaś magia w tym miejscu. Kiedy przyjeżdżałam na weekendy, tu odpoczywałam.   Jednak rodzice przekonali mnie, aby zostać w Warszawie. Wtedy były takie czasy, że tu nie było pracy. Większość ludzi po studiach szukała zatrudnienia w dużych miastach, które dawały większe możliwości. Rodzice chcieli, abym pojechała w świat. Zostałam więc w Warszawie. Tu też podjęłam pracę jako dziennikarka. Pisałam  do czasopism kobiecych, pracowałam także w Agencji Prasowej. Brałam udział w różnych wydarzeniach, w imprezach, gdzie głównymi bohaterami byli znani aktorzy, celebryci, ludzie show biznesu. Redakcja wysyłała mnie na imprezy, które trwały do późnych godzin nocnych. Oprócz wywiadów z gwiazdami i zdjęć, które robiłam, musiałam także słuchać plotek ze świata show biznesu, a tego bardzo nie lubię. Męczyła mnie atmosfera na tych imprezach. Luz i uśmiechy były jedynie na „ściankach” dla kamer i fotoreporterskich obiektywów. Tak naprawdę była tam duża „napinka”, było drętwo i sztucznie. Z czasem ta praca zaczęła mnie nudzić. W redakcjach z reguły pisze się to, co zlecą, a nie to, o czym się myśli naprawdę. Nie lubię robić tego, czego nie chcę, więc porzuciłam pracę dziennikarską. Zaczęłam szukać czegoś nowego. Praca wśród ludzi show biznesu pozwoliła nawiązać mi dużo ciekawych znajomości. Zajęłam się organizowaniem dużych imprez w Konstancinie koło Warszawy. Były to imprezy na 300 osób dla bogatych ludzi. Z czasem także to zajęcie mnie znudziło. Chciałam realizować się w czymś innym. Ruszyć w świat –przyznaje Magda.


Amerykański sen
Dla wielu osób amerykański świat luksusu jest w sferze niedoścignionych marzeń. Wyjazd do Stanów Zjednoczonych był kolejnym wyzwaniem dla młodej dziewczyny.


– Od znajomego otrzymałam zaproszenie na rozdanie Oskarów. Poleciałam do Stanów Zjednoczonych. Wylądowałam na lotnisku w Beverly Hills w Los Angeles. W efekcie jednak na galę nie dotarłam. Udałam się do mojej rodziny mieszkającej w Seattle. Tam byłam ponad miesiąc. W moich planach było Chicago. Nawiązałam kontakt z agentem filmowym. Zostałam w Chicago i tu podjęłam pracę. Zajęłam się projektowaniem i szyciem ubrań, wyszukiwaniem modelek, organizowaniem pokazów i sesji zdjęciowych. Sama także prezentowałam, jako modelka, projektowane przez siebie stroje. Projektowałam i wykonywałam także biżuterię. Czułam się w tym bardzo dobrze. Wystąpiłam w teledyskach jednego z zespołów muzycznych, a nawet w mini-serialu lokalnej telewizji. Kamera mnie lubi i ja lubię kamerę. Nie miałam z tym żadnych problemów. Był to dynamiczny czas w moim życiu. Fascynująca przygoda, jednak nie chciałam być produktem, a obawiałam się, że tak właśnie będzie. Bardzo cenię sobie niezależność. Dlatego też nie wyszłam za mąż. Lubię sama o sobie decydować. Chętnie podejmuję nowe wyzwania, ale też nie boję się zrezygnować z czegoś, co nie sprawia mi satysfakcji. Nigdy nie przywiązywałam się do pracy, niezależnie od pieniędzy. W wolnych chwilach, mając certyfikat, uczyłam jogi i tańca zumby. Ameryka pozwoliła mi na realizowanie siebie. Czułam się tu wolna. Tak naprawdę mogłam robić wszystko, o czym zamarzyłam. Nawiązałam mnóstwo znajomości. Jednak coraz częściej brakowało mi Europy, Polski i rodziny –przyznaje nasza bohaterka.


Być u siebie
Po czterech latach w Stanach Zjednoczonych Magda postanowiła wrócić do rodzinnego domu. Nie miała w planach już żadnych wojaży po świecie.

-Kiedy byłam w Stanach, mój chłopak  mieszkający w Norwegii powiedział, że jak wrócimy do Europy, to będziemy mogli poczuć się, jak u siebie. Zastanowiły mnie te słowa. I faktycznie, pomimo blasku amerykańskiego życia, w tym wielu wspaniałych ludzi, których tam poznałam, wciąż nie czułam się tak, jak u siebie. Ameryka mnie nie rozczarowała, wręcz przeciwnie, pozwoliła na zdobycie wielu doświadczeń zawodowych, odkrywanie nowych możliwości, rozwijanie i realizowanie swoich pasji. Jednak wciąż brakowało mi tego poczucia, że jestem u siebie. I po czterech latach
postanowiłam wrócić do Polski. Nie chciałam już nigdzie wyjeżdżać. Rodzice jednak uważali, że powinnam szukać pracy w dużym mieście, gdzie są jakieś perspektywy. Wyjechałam do Krakowa. Tam podjęłam zatrudnienie w żłobku, pracującym metodą Montessori, zapewniającą wszechstronny rozwój dzieci. Była to prestiżowa placówka, gdzie uczęszczały dzieci polityków i celebrytów. Szefowa wysłała mnie na kurs Montessori do Grecji, abym poznała tę metodę. I znowu zaczęła się moja podróż. Z Grecji wyjechałam do Irlandii. Potem była jeszcze Francja. Jednak najlepiej wspominam Egipt. Tam nawiązałam wiele przyjaźni. Poznałam miejscowe obyczaje. Było to dla mnie wyjątkowe miejsce. Udało mi się odwiedzić Jerozolimę. Zachwycały mnie nowe miejsca. Jednak wciąż miałam świadomość, że nie jestem u siebie. Pomimo tego, że miałam wielu przyjaciół, bez rodziny czułam się obca – mówi Magda. 


Od 1,5 roku Magda mieszka w rodzinnym domu w Prawęcinie. Prowadzi zajęcia z jogi i języka angielskiego. Każdego dnia zachwyca się otaczającą przyrodą. Jak mówi, woli być, niż mieć i cieszyć się tym, że jest u siebie.

-Nie ma takiego dnia, abym nie  zauważyła czegoś nowego i nie powiedziała: „o, jak tu ładnie”. Z podróży po świecie przywiozłam ze sobą wiele doświadczeń, zarówno zawodowych, jak i życiowych. Jednak dziś wiem jedno, że to tu, w Prawęcinie, jest moje miejsce na ziemi. Przyroda urzeka mnie każdego dnia. Tu czuję się najlepiej. Tu odpoczywam. Widoki są przepiękne. Niewiele osób wie, że Prawęcin nazywany jest „Małymi Bieszczadami”. Stąd też widać Święty Krzyż. Jestem zakochana w tej ziemi i cieszę się, że nie muszę nigdzie wyjeżdżać. Jestem na tyle już dojrzała, by móc decydować o sobie. I to jest właśnie  ten czas. Nie zależy mi na pieniądzach. Nie przynoszą one szczęścia, a nawet bywają źródłem problemów. Dziś żyję w zgodzie ze sobą, w swoim rytmie i to sprawia ogromną radość –przyznaje Magda.
Fundacja Kunów Pomaga
Trzy miesiące temu Magda postanowiła założyć Fundację. Została ona zarejestrowana pod koniec grudnia 2020 roku. Pomimo krótkiego czasu i trwającej pandemii, udało się już przeprowadzić 
fajne akcje.


-Pomysł był spontaniczny. Zaprosiłam do niego dwie bardzo pozytywne osoby: Anię Dwojak, która bardzo dobrze zna lokalne środowisko oraz Gosię Jelonek, w której budynku prowadzimy Fundację Kunów Pomaga. Chcemy łączyć ludzi we wspólnych działaniach na rzecz kunowskiej ziemi i lokalnego środowiska. Pandemia w żaden sposób nas nie ogranicza. Mamy wiele pomysłów i tak naprawdę ciągle coś nowego się dzieje. Wiele osób nas wspiera. Pierwszą akcję przeprowadziliśmy tuż po świętach Bożego Narodzenia, a była to „Choinka dla konia”. Zachęcaliśmy mieszkańców do przekazywania niepotrzebnych już drzewek. Byłam bardzo zaskoczona, gdyż cieszyła się dużym zainteresowaniem. Ludzie przyjeżdżali do nas nawet z Kielc. Potem udało nam się zorganizować walentynkowy wieczór poetycki, w który zaangażowały się panie z KGW „Kalina” z Nietuliska Dużego. Z Fundacją świętowaliśmy także Dzień Kobiet. Kilka dni temu, jeszcze przed wprowadzeniem obostrzeń, zaprosiłam wolontariuszy z różnych stron świata, aby pokazać im piękne miejsca w gminie Kunów. Między innymi mało znany kunowski wodospad, a także ruiny w Nietulisku Dużym. Była to grupa wolontariuszy z różnych państw, która do czerwca br. będzie prowadzić zajęcia w Kielcach. Obecnie przygotowujemy się do akcji „Siata wymiata” i chcemy ją ogłosić na Dni Ziemi. A będzie ona polegać na rozdawaniu mieszkańcom siateczek na owoce czy warzywa, uszytych z niepotrzebnych fi ran, przekazanych przez mieszkańców. Obecnie ludzie przy zakupach owoców albo warzyw w marketach korzystają z tzw. plastikowych zrywek. Torebki foliowe rozkładają się w ziemi od 100 do 400 lat, a Europejczycy zużywają ich około 100 miliardów rocznie. Chcemy więc pomóc trochę naszej planecie i zachęcić mieszkańców do używania takich siatek. Będziemy je rozdawać w Kunowie, ale też w Ostrowcu Świętokrzyskim i w Ćmielowie. Kolejną akcją będą też wiosenne porządki naszej okolicy – wylicza pomysły Magda.


Jak mówi, pomysły przychodzą spontanicznie. Ma ich bardzo dużo. Cieszy ją, że może dzielić się doświadczeniami z innymi i łączyć ludzi we wspólnych inicjatywach.
-Wiele osób odradzało mi powrót. Pytali: a co będziesz tu robić? Dziś jednak wiem, że to była bardzo dobra decyzja. Nie trzeba bać się realizować swoich marzeń. Strach nas hamuje i nie pozwala na osiągnięcie celu. Myślę, że jestem odważna. Śmiało realizuję swoje plany i przez to motywuję też innych to działania. Trzeba robić to, co się lubi i jest to moja recepta na życie oraz na sukces –puentuje naszą rozmowę Magda. 

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *