Kapłan o bożym sercu

W 2021 roku obchodzimy 30. rocznicą śmierci księdza infułata Marcina Popiela. Dokładnie pięć lat temu o niezwykłym duchownym. pełniącym posługę w Szewnie. książkę „Z Szewny do nieba” napisał dziennikarz, pisarz i polityk, senator Czesław Ryszka.
Opowiada w niej o jego życiu, kapłaństwie i drodze do świętości, tak świętości, bo synod diecezjalny już kilka lat temu złożył wniosek o rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego wspominanego księdza Marcina. Wstęp książki, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Sióstr Loretanek, najlepiej charakteryzuje postać księdza Marcina, tak jak zapamiętali go mieszkańcy Szewny i Ostrowca Świętokrzyskiego, a postać świątobliwego kapłana, mimo upływu tylu lat od jego śmierci, otaczana jest niezwykle serdeczną pamięcią. Pięknie wspomina się jego dobre czyny, potwierdzające słowa wypisane na pamiątkowej tablicy w kościele w Szewnie: „Cichy sługa Eucharystii, Pokorny czciciel Maryi, kapłan oddany całym sercem Bogu i ludziom.


Dziś, wspominając księdza Marcina Popiela, warto także sięgnąć po wydane kolejno w 2001 i 2005 roku książki księdza Jana Pałygi, zatytułowane „Wyprzedził swój czas” i „Ks. Marcin Popiel w oczach ludzi”. Autor zebrał w niej ciekawe i odkrywcze informacje o wspaniałym kapłanie, które rzucają nowe światło na jego osobę i działalność. Nie sposób o refl eksje, że autorzy książek są pod wielkim wpływem opowieści mieszkańców o duchownym z Szewny. Dla Czesława Ryszki inspiracją były nie tylko wspomnienia księży Andrzeja Rdzanka i Andrzeja Wróblewskiego, ale przede wszystkim swej żony, pochodzącej z Chmielowa, którą w dzieciństwie ksiądz Popiel… często woził na rowerze na naukę religii.
Ksiądz Marcin był także ogromnym autorytetem dla księdza Czesława Wali, zmarłego nie tak dawno kustosza sanktuarium w Kałkowie, który nie ukrywał, że w swojej pracy duszpasterskiej wzoruje się na duchownym z Szewny.
O tym, w jakiej rodzinie i w jakim okresie czasu wychowywał się Marcin Popiel, świadczy świetne opracowanie ostrowieckiego historyka Waldemara Broćka, które jest prezentowane obecnie podczas zwiedzenia odzyskanego przez rodzinę Popielów pałacu w Kurozwękach. Rodzinę ziemiańską i niezwykle patriotyczną, w której wielu ojców i synów brało udział w powstaniach listopadowym i styczniowym, a sam pałac służył za szpital dla powstańców.


Jesteśmy przekonani, że ksiądz Marcin był spadkobiercą pięknych, wielowiekowych tradycji, człowiekiem niezwykłym, o bogatej osobowości. Swoim życiem i działalnością poświadczył wielkość rodu, z którego się wywodził. Matka Maria z Mańkowskich była osobą bardzo religijną, dzięki niej życie rodzinne toczyło się według zwyczajów i norm opartych na Ewangelii, które łączyła z działaniami na rzecz ludzi potrzebujących pomocy. Ojciec Paweł zajmował się głównie hodowlą koni. Był też doskonałym leśnikiem. Oboje byli m.in. fundatorami szpitalika dla chłopów. Przed wojną do posiadłości Popielów w Kurozwękach zjeżdżali wybitni artyści i pisarze. Początkowo ich syn Marcin był przysposabiany do zarządzania rodzinnym majątkiem. Jak pisze Waldemar Brociek, ukończył gimnazjum klasyczne Nowodworskiego w Krakowie, a potem odbył najpierw studia w Wiedniu, gdzie zdobywał wiedzę z dziedziny prowadzenia gospodarstw, a także w Nancy w tamtejszej akademii leśnej. Został dyplomowanym inżynierem leśnikiem i faktycznie po ukończeniu służby wojskowej zarządzał w latach 1929 -1937 rodzinnym majątkiem w Kurozwękach i Kotuszowie. Jednakże na dwa lata przed wojną, w wieku 35 lat, wstąpił do Seminarium Duchownego w Sandomierzu, którego ukończenie przerwały działania wojenne. Za zgodą biskupa puścił seminarium, aby zająć się rodziną i majątkiem. W czasie wojny był przewodniczącym Sekcji Warzywniczej gminy Kurozwęki, współpracował z Radą Główną Opiekuńczą, był we władzach Polskiego Komitetu Opiekuńczego w Busku. Z narażeniem życia pomagał miejscowej ludności, Żydom i „Polsce podziemnej”. W 1944 roku władze komunistyczne na mocy dekretu PKWN usunęły z pałacu kleryka Marcina wraz z matką i rodziną. Wypędzeni znaleźli przytułek na plebanii w Wiązownicy. Święcenia kapłańskie Marcin Popiel przyjął po powrocie do Sandomierza w 1945 roku. Proboszczem w Szewnie, w której stworzył ośrodek wypoczynkowo-rekolekcyjny i odrestaurował zabytkowy kościół, był od 1946 do 1991 roku.


Kto wie, czy Marcin Popiel nie dałby tylu ludziom szczęścia, pomagając im przez 46 lat posługi w Szewnie, a także powodów do tyluż wspomnień, gdyby właśnie w 1937 roku podczas modlitwy nie usłyszał wezwania „Jeśli chcesz, przyjdź i pomagaj mi”. Nie bez kozery biskup sandomierski Krzysztof Nitkiewicza charakteryzując w książce „Z Szewny do nieba” w słowie wstępnym księdza Marcina Popiela tak napisał: „…Bez przesady można go nazwać jednym z najwybitniejszych przedstawicieli duchowieństwa polskiego XX wieku. Jego duszpasterskie oddziaływanie nie tylko przekroczyło granice parafii Szewna, gdzie był proboszczem, ale było powszechnie znane w rozległej wówczas diecezji sandomierskiej, także w innych diecezjach, a nawet poza granicami kraju. Niech więc przypomnienie osoby Księdza Infułata, jego wspaniałego świadectwa kapłańskiej miłości do Boga i do każdego człowieka, będzie dla wszystkich wzorem do naśladowania…”
Dziełem księdza Marcina Popiela jest wybudowanie podczas swej 46- letniej posługi w Szewnie wielu kapliczek, nazywanych często „stajenkami”. Mimo oporu władz komunistycznych, a dzięki nazwijmy to niezwykłej dyplomacji stanęły one w 1946 roku w Chmielowie, w 1948 roku w Gromadzicach, w 1956 roku w Miłkowie, w 1979 roku w Jędrzejowie, w 1980 roku w Jędrzejowicach i w 1981 roku w Mirkowicach. Prowadził także duszpasterstwo. Chętnie odwiedzała go na plebanii w swoistych ramach zawsze otwartych drzwi młodzież, którą spotykała w niezwykłego duchownego życzliwość i wieloletnią przyjaźń.
Jak pisze Czesław Ryszka, każdy potrzebujący, nawet ten nie stroniący każdego dnia od nałogu, mógł spotkać się z księdzem bez względu na porę i liczyć na wsparcie. Iluż to pijaczków miejscowych kapłan nie nocował na plebani… Miał też dobry kontakt z młodzieżą. Ksiądz Marcin z środków Caritasu potrafił prowadzić przyparafi alne przedszkole, organizował kolonie dla dzieci. Wtedy, jak pamiętamy, lekcje religii odbywały się na plebani. Zajmował się również rozprowadzaniem leków, żywności i ubrań, pochodzących z zagranicznych datków. Dzięki zagranicznym znajomościom księdza Popiela do Szewny przychodziły wówczas transporty ze środkami medycznymi dla potrzebujących nie tylko z parafii, ale z terenów całej Polski. Powstała też Stacja Ochrony nad Matką i Dzieckiem. Przy tym wszystkim ksiądz Popiel żył niezwykle skromnie. Nie przywiązywał większej wagi do codziennego stroju. Chodził w pocerowanej sutannie, w gumowcach, w zniszczonym ortalionowym płaszczu i każdej zimy w tym samym palcie. Na jego wizyty, na które często dojeżdżał rowerem, wierni oczekiwali z wielką radością, jako na spotkanie – jak to ujmuje Czesław Ryszka – z przyjacielem prostych ludzi, swoistym wędrownym misjonarzem i ewangelizatorem. Znał ich po imieniu. Z uwagą słuchał ich poglądów, twierdził, że każdy może mieć coś ważnego do przekazania mu od Boga. Kiedy parafianie widząc go w gospodarskich gumiakach kupowali mu buty, oddawał je bardziej potrzebującym parafianom. -A czy Stefanek masz pieniądze na ten ślub i wesele? – pytał jednego z mieszkańców Jędrzejowic przy wyznaczaniu terminu ślubu. -Pewnie nie, to najwyżej po ślubie dasz na tacę…

W 1976 roku za swoją działalność ksiądz Popiel został uhonorowany Złotą Odznaką Towarzystwa do Walki z Kalectwem. W roku 1963 papież Paweł VI obdarzył go godnością Szambelana Tajnego Jego Świątobliwości Pawła VI – prałata. Z kolei Jan Paweł II w 1985 roku nadał mu tytuł infułata, czyli Protonotariusza Apostolskiego Jana Pawła II. W 1989 roku zmarł w ostrowieckim szpitalu. Niezwykle tłumnej mszy pogrzebowej przewodniczył biskup Edward Materski. Wielki duszpasterz został pochowany wśród swoich parafi an na cmentarzu w Szewnie. Na płycie jego grobu, zwieńczonego figurą Matki Boskiej Szewińskiej na polu z trzymającą w rękach różaniec, nigdy nie gasną znicze pamięci.
No właśnie, wydaje się, że ksiądz Marcin był niejako przedstawicielem nowatorskiego duszpasterstwa, a dzięki zwykłej, ludzkiej pokorze i oddaniu ludziom w pełni zasłużył na odbycie dość oryginalnej drogi do osobistej świętości. Ktoś trafnie określił tę jego drogę do świętości – od arystokraty i pana na Kurozwękach do szewieńskiego boskiego przewodnika duchowego i budowniczego domów bożych… Ksiądz infułat chciał być dobrym jak On, przemawiać jak On, czuć jak On, kochać Boga i ludzi jak On, kochać wszystkich totalnie. Ufać Bogu, ufać bezgranicznie, bo tylko na tej drodze można zbliżyć się do Boga. 

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *