Mieszkańcy Traugutta 6 czują się lekceważeni i zapomniani. Mieszkać w zabytku (zdjęcia)

Trudno w to uwierzyć, że można mieszkać w takich warunkach. Budynek przy ulicy Traugutta 6 z lat dziewięćdziesiątych XIX wieku jest przecież zabytkiem. Jakim zabytkiem? –pytają mieszkańcy, którzy zaprosili mnie bym zobaczył ten cud architektury na własne oczy. -O zabytki się dba, a tu wszędzie dziura na dziurze…

Pada deszcz, więc z mieszkańcami budynku z Traugutta 6 poznaję się w pobliskim składziku na rower i małym warsztaciku jednego z mieszkańców. Zgromadzone kobiety mówią mi, że żyją tu, jak ludzie gorszej kategorii. Od lat domagają się w spółdzielni niezbędnych napraw i remontów, które po prostu ułatwiłyby im codzienne życie.

-Zapraszamy do środka – słyszę. Ze Stasiem Dulnym przeskakujemy spore kałuże. Obok leży kostka brukowa, z której miał być ułożony chodnik przed blokiem, ale od kilku miesięcy nikt nawet nie tknął się żadnej pracy. Tymczasem z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, ubywa tej kostki, bo temu i tamtemu przecież zawsze coś się przyda…

-Nie otworzę panom drzwi od klatki schodowej – mówi jedna z mieszkanek. Faktycznie, nie trzeba, bo nie w nich nawet klamki. Wnętrze wita nas specyficznym zapachem. Brudne schody otaczają wszędzie popękane, zawilgocone i w niektórych miejscach pokryte pajęczyną ściany i sufity. Słowem, wręcz rośnie tu grzyb na grzybie… Owszem, okna z widokiem na ulicę Traugutta i park fabryczny zostały wymienione, ale wydaje się, że przy spękanych ościeżnicach i popękanych wnękach i tak nie wytrzymają próby czasu.

Nagle na klatkę schodową wychodzi mieszkanka z parteru. –Co mam robić, jak myszy wchodzą mi do mieszkania –mówi prawie ze łzami w oczach. –Kiedyś to nawet szczury grasowały – wtóruje jej sąsiadka.

Do piwnic można wejść ot, tak. Można sobie tylko wyobrazić, że skoro na klatce schodowej jest tak obskurnie, to jak jest w podziemiach…  Mieszkańcy mówią, że ktoś robił remont i zasypał rury. Wszystkie okienka do piwnic są powybijane. Jakkolwiek to brzmi, ale zostały zabite dechami. Kolejna prowizorka, jak wszystko w tym dziewiętnastowiecznym zabytku.

Mieszkania w budynku przy ulicy Traugutta 6 są jeszcze opalane węglem. W niektórych z nich są jeszcze piece kaflowe. To dodatkowy kłopot. 

W jednej z klatek schodowych mieszkańcom dokucza przeciekający dach. Jak pada, to woda prawie leje się po ścianach tak wewnątrz, jak i na zewnątrz. -W ogóle wilgoć jest nie do zniesienia – podkreśla kolejna nasza rozmówczyni, która prowadzi nas w zaułek za blokiem, odsłaniający tył figury Matki Boskiej z nie tak dawno odrestaurowanego pomnika powstania styczniowego. -Tu jest publiczny szalet. Śmierdzi tak, że nie można otworzyć okna – mówi.

O tym, że – zwłaszcza latem – śmierdzi wokół kamienicy mówią wszyscy. -Nic dziwnego, skoro tuż przy ścianie bloku ustawili nam też kontenery na śmieci – mówi mieszkaniec Traugutta 6. -Domagaliśmy się, by pojemniki przenieśli w inne miejsce, ale możemy sobie co najwyżej pogadać…

Inną kwestią są usytuowane przed blokiem pomieszczenia gospodarcze. Murowane komórki są dalekie estetyce, choć zapewne wielce przydatne mieszkańcom do przechowywania rowerów, czy też wyposażenia gospodarstwa domowego.

Jedna z najstarszych naszych rozmówczyń mówi, że jako tako mieszkało się tu kilkadziesiąt lat temu. Mile np. wspomina mieszkającą w sąsiedztwie rodzinę Wojsławskich. –Panie, jak skończyła się komuna i blok znalazł się pod zarządem spółdzielni „Hutnik” od lat nikt nie liczy się z nami, niczego nie możemy się doprosić. Rozmawialiśmy między sobą, cześć z mieszkańców chciałaby założyć wspólnotę mieszkaniową, ale przecież nie wszyscy płacą czynsz i nie ma to sensu…

Przysłuchujący się naszym rozmowom radny miejski Włodzimierz Sajda mówi, że czuje niesmak, kiedy spółdzielnia, której jest mniejszościowym członkiem rady nadzorczej, zamiast rozwiązywać właśnie takie problemy mieszkańców, walczyła ostatnio o przedłużenie dobrze płatnego kontraktu dla prezesa, który był do ich dyspozycji zaledwie kilka dni w miesiącu.

W zupełnie innym klimacie, o kolorycie życia w kamienicach przyhutniczych w okresie przed i powojennym pięknie pisał przed laty były pracownik „Walczymy o Stal”, kronikarz życia osiedla Wacław Włostowskich. W monografii „Klimkiewiczów w moich wspomnieniach”  można przecież wyczytać, że przez lata w kamienicach przy ulicy Traugutta panowała niezwykle przyjacielska atmosfera. Sąsiedzi byli życzliwi, wszyscy pracowali w hucie, wiedzieli o sobie wszystko i mogli na sobie polegać. Jak przychodziły święta gospodynie według uzgodnionego terminarza robiły wypieki i w ten sposób na każdym stole wszyscy mogli smakować różnych ciast. Gwarnie i wesoło było na pełnych wiader, stolnic, bali, cebrzyków korytarzach kamienic i kamienistych podwórkach. W pobliskich komórkach trzymano kury, kaczki, króliki gołębie. Latem kobiety siadały przed kamienicami na krzesełkach i relaksowały się miejscowym przeglądem mody wędrujących osób do parku. Wieczorami z okien słuchano kumkających żab. Chętnie wybierano się do lasu po grzyby, na jagody, drzewo na podpałkę, czy podściółkę dla inwentarza. Mieszkańcy pasjami chodzili wędkować, wyrabiali własne wyroby wędliniarskie i nalewki, które wspólnie smakowano.

Oczywiście, tamten – być może trochę koloryzowany klimat – pozostał faktycznie tylko wspomnieniem. Przez lata problemy jakby zupełnie zapomnianych mieszkańców kamienic nie były rozwiązywane. Stan zabytkowego budynku z roku na rok się pogarszał i dziś na dobrą sprawę wymaga generalnego remontu. Czy to możliwe jednak, by na taki cel mająca wieczne problemy spółdzielnia znalazła pieniądze i w porozumieniu z konserwatorem zabytków udało się odrestaurować obiekt mieszkalny przy ulicy Traugutta 6? Swoją drogą, dziwić się można, że skoro taki budynek został uznany za zabytek, to jakże w ograniczonym stopniu nakłada się właściciela, czy jego zarządcę szczególne zobowiązania znajdujące się pod ścisłą ochroną konserwatora zabytków. Nie tak dawno o podobnej sytuacji pisaliśmy w kontekście domków byłej kadry hutniczej, znajdujących się przy ulicy Moniuszki. W podobnym tonie można rozpatrywać stan budynków przy Traugutta 8, czy przy Świętokrzyskiej 6. Trudno bowiem pozostawiać ich los tak beztrosko, czekać aż się mieszkańcy wykruszą, a później dążyć do rozbiórki…

Od lat w naszym mieście mówi się rewitalizacji starych zasobów mieszkaniowych. Gmina rozpoczęła ten proces przy ulicy Osadowej. By podobnej rewitalizacji doczekały się budynki w dolnej części Ostrowca Świętokrzyskiego potrzeba jednak partnerstwa i współpracy. |Miejmy nadzieję, że takich rozwiązań mieszkańcy w końcu się doczekają, tym bardziej, że budynki jakby nie było znajdują się na terenie dawnej osady fabrycznej Klimkiewiczów, włączonej do Ostrowca w 1924 r. Co ważniejsze, budynków tworzących jako całość historyczny układ architektoniczny osiedla mieszkalnego przy dawnych Zakładach Ostrowieckich, datowany na lata 1899 -1925, a obejmujący ulice: Klimkiewiczowska, Kościuszki, Moniuszki, Poniatowskiego, Sandomierska, Staszica, Świętokrzyska, Traugutta.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *