Felieton dra Pawła Gotowieckiego. Ukraińskie refleksje

Cztery miesięcy temu, jesienią 2021 roku, uczestniczyłem w konferencji i obchodach 400-lecia bitwy pod Chocimiem. Bitwy upamiętniającej rzadkie w historii wydarzenie, gdy połączone więzami historii narody znad Wisły i znad Dniepru toczyły braterską walkę przeciwko wspólnemu najeźdźcy.  Wówczas, w piękne październikowe przedpołudnie, pijąc w cieniu murów chocimskiej fortecy szumiące w głowie wino, wspominając wojny, które stały się częścią zamierzchłych dziejów, nie śmiałem przypuszczać, że w tak krótkim czasie sienkiewiczowskie nazwy ukraińskich miast znów staną się miejscami bitew i terenem walk. Pomimo okupacji Donbasu, Krymu, wszystkiego tego co zaprzeczało jakże fałszywie brzmiącej dziś teorii o końcu historii, nie wierzyłem w wojnę w klasycznym wydaniu, toczącą się tuż za granicą Polski. Niestety, jak wielu innych myliłem się.

Pod koniec wygłoszonego wówczas konferencyjnego referatu pozwoliłem sobie na stwierdzenie, że niecałe dwieście lat po tamtej bitwie nie było już Polski, nie było Ukrainy, a nad twierdzą chocimską zawisła rosyjska flaga. Dziś znów, jak tyle razy w historii, w ukraińskich miastach obcy żołnierze zawieszają obce flagi, ukraińskie niebo przecinają wrogie samoloty niosąc śmierć i zniszczenie, a to, co się wydawało koszmarem ze snów naszych dziadków, dla milionów obywateli Ukrainy stało się rzeczywistością.

Ale ta dzisiejsza rzeczywistość ma swoją genezę i swoją dosyć długą historię. Oraz swoich czarnych bohaterów ? tych wszystkich możnych współczesnego świata, byłych kanclerzy i premierów, ludzi sportu i globalnej finansjery, którzy w imię różnych interesów, ale interesów zawsze wymienialnych na dolary i euro, przez lata relatywizowali politykę Władimira Putina i innych współczesnych satrapów. Politykę godzącą w tak fundamentalne wydawałoby się wartości jak demokracja, prawa człowieka, prawo każdego narodu do samostanowienia.

Dziś na świecie dominuje oburzenie z powodu brutalnej agresji Federacji Rosyjskiej, ale spoza tych głosów potępienia, z cicha ? a na forach społecznościowych całkiem głośno ? słychać chwytliwe tezy o konieczności prowadzenia realpolitik, o znaczeniu liczb w polityce, o liczeniu się, a nawet konieczności ułożenia się z Rosją. Sprowadzanie tych wszystkich głosów do kategorii putinowskich trollów jest błędne. Często bowiem wywodzą się one z tradycji historycznych ruchów ideowo-politycznych, a ludzie je głoszący są niezaprzeczalnymi patriotami swych krajów. Ale nie zmienia to faktu, że mówienie o polityce realnej, gdy rosyjskie rakiety spadają na Kijów, jest błędem.

Dziś tym wszystkim, którzy odmawiają polityce atrybutu wartości, należy odpowiedzieć ? że to właśnie brak wartości w polityce prowadzi do takich wydarzeń, jak za naszą wschodnią granicą. Po wszystkich tragicznych doświadczeniach obu wojen światowych i zbrodniczych ideologii, po straszliwym rachunku kosztów, jakie przyniósł światu i Polsce podział na dwa globalne bloki militarno-polityczne, świat znów w imię partykularyzmów i gry interesów wszedł na tę samą drogę, która rodzi wojny, dyktatorów oraz chore sny o imperializmie. Drogę relatywizmu, appeasementu i mniejszego zła. A solidarność świata Zachodu, świata demokratycznych wartości ma niestety swoją bardzo wymierną cenę ? cenę, wyznaczaną przez gaże z Gazpromu.

Wojna rosyjsko-ukraińska to dla Zachodu sprawdzian ? także z przyzwoitości. Czy jest dziś sankcja, którą można nałożyć na Rosję bardziej brutalna niż rosyjskie bombardowania celów cywilnych? Czy naprawdę zbyt wysokim kosztem będzie odcięcie Rosji od systemu SWIFT czy też wyrzucenie tego kraju z wszystkich rozgrywek sportowych? Czy można powstrzymać Rosję inaczej, niż stosując najbardziej drastyczne środki nacisku politycznego i ekonomicznego? Czy można oczekiwać, że jeżeli dziś Zachód nie okaże najdalej posuniętej stanowczości, pokaże ją wówczas, gdy kły rosyjskiego niedźwiedzia zacisną się na Tbilisi, Kiszyniowie, gdy bezpośrednie niebezpieczeństwo zagrozi krajom bałtyckim, gdy wreszcie Putin albo jakiś jego następca zacznie wygrażać Warszawie? Putina nie wzruszą łzy Zachodu, powstrzymać go może jedynie prawdziwa a nie deklaratywna wspólnotowość ludzi wolnych i wyciągnięta w groźbie pięść.

 

Print Friendly, PDF & Email