Pasje kobiety, która żadnej pracy się nie boi

Tym razem gościem cyklu „Moje pasje…” w Bibliotece Wyższej Szkoły Biznesu i Przedsiębiorczości jest Dorota Pobratyn, która przyjęła zaproszenie od dyrektor Barbary Bakalarz – Kowalskiej.
Celem cyklu jest pokazywanie niezwykłych pasji, zwyczajnych ludzi, którzy choć nie raz znani ze swoich obowiązków zawodowych, w domowym zaciszu spe łniają swoje marzenia poprzez nietuzinkowe zainteresowania. Do tej pory gośćmi cyklu byli Wiesław Mendyk, którego prace mogliśmy oglądać oraz Agnieszka Rogalińska z kolekcją swoich aniołów. Dorota Pobratyn z zawodu jest elektronikiem, nauczycielką przedszkolną oraz pielęgniarka bez dyplomu. Jak mówi o sobie, żadnej pracy się nie boi i to nie w przenośni.
– Mówić o sobie jest najtrudniej. Jestem zodiakalnym Baranem, czyli powinnam być odważna, pewna siebie. W rzeczywistości jestem romantyczką, kochająca naturę, sztukę w każdej dziedzinie i z dużą dozą tolerancji. Moje pasje zależały od sytuacji i od wieku. Jako młoda dziewczyna pisałam wiersze, opowiadania, a będąc „uziemiona” w domu z nogą po operacji, popełniłam również książkę. Oczywiście wszystko do szuflady, gdyż uznałam, że „wieszczem narodu” raczej nie zostanę. Miałam też etap – i tu także z nogą w gipsie – wyszywania i haftowania. Tworzyłam białe kołnierzyki z haftem Richelieu, jak również obrusy wykończone mereżką, obdarowując swoimi pracami rodzinę, przyjaciół i znajomych. To jednak były pasje wynikające z sytuacji, w jakiej się znalazłam. Tak naprawdę to jestem pasjonatką gór, a przede wszystkim Bieszczad – przyznaje Dorota Pobratyn.
Nasza bohaterka często wraca do momentów życia kiedy była harcerką, potem instruktorką, obozowiczką, kiedy śpiew przy dźwiękach gitar, w blasku gwiazd i księżyca, z iskrami ognia niosło leśne echo.
-Do dziś tęsknię za tymi chwilami. Śpiew był bardzo ważny w moim życiu. Mój tata pięknie śpiewał i długo mogliśmy cieszyć się wspólnym kolędowaniem, czy też piosenkami śpiewanymi w rodzinnym gronie. Do dziś muzyka jest dla mnie ważna – słucham niemal każdego gatunku. Podczas pandemii mogłam nacieszyć się dużą liczbą transmisji, a także poznać wiele osób, wrażliwych muzycznie jak ja – dodaje D.Pobratyn.
Około 1998 roku nasza rozmówczyni odkryła w sobie kolejną pasję – fotografowanie i kolekcjonowanie.
-Uczestnicząc w wielu różnych wydarzeniach, czy też wycieczkach wpadłam na pomysł zatrzymywania tych chwil nie tylko poprzez zdjęcia, ale też tworzyłam albumy, w których umieszczam bilety z koncertów i wydarzeń artystycznych, jak również wycieczek, łącząc informacje o danym wypadzie ze zdjęciami, ciekawe są później wspomnienia – mówi D.Pobratyn.
To jednak nie wszystkie zainteresowania pani Doroty, które pochłaniają jej wolny czas. Trudna sytuacja po raz kolejny sprawiła, że odkryła nową pasję.
-Podczas ciężkiej choroby mamy odnalazłam nową pasję – układanie puzzli. Pierwsze dostałam od siostry. Była to Wenecja na 500 elementów. Obrazek trudny, ale nie poddałam się. I tu chyba wyszedł charakter zodiakalnego Barana – porażka nie wchodzi w grę…I tak się zaczęło. Z czasem układałam coraz trudniejsze obrazki, z coraz większą liczba elementów. Maksymalnie było to 2000. Niektóre były bardzo trudne, jak chociażby „Dziewczyna z perłą”, ale udało się i koleżanka go zabrała do domu, by powiesić na ścianie. Niektóre obrazki podklejam i oprawiam, jednak większość fotografuję. Koleżanki mówią, że jak one czegoś ułożyć nie mogą, to ja na pewno to zrobię – puentuje z uśmiechem pani Dorota.
O tym, że warto mieć pasje, nikogo nie trzeba przekonywać. To one często nadają naszemu życiu sens, powodują, że stajemy się niezwykli i podążamy za swoimi marzeniami.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.