Od powietrza głodu, ognia i wojny…

Pewnie w tym, co za chwilę napiszę, będzie większość banałów, nic specjalnie odkrywczego, ale chyba warto z wielu rzeczy i tego, co się dziś wokół nas dzieje, zdać sobie sprawę.
Z tego, co nas całkowicie zaskoczyło i przeraziło, a to, co w dziejach ludzkości miało miejsce wiele razy i to od zarania dziejów towarzyszy człowiekowi. Nie bez powodu modlimy się do naszego Boga: „Święty Boże, Święty mocny. Święty a Nieśmiertelny. Zmiłuj się nad nami… Od powietrza, głodu, ognia i wojny Wybaw nas Panie! Od nagłej i niespodzianej śmierci. Zachowaj nas Panie! My grzeszni Ciebie Boga prosimy Wysłuchaj nas Panie”. I tak jest od wieków.
Dziś ludzkości zagraża śmiertelny wirus, który bez większych przeszkód roznosi się po całym świecie. My, ludzie żyjący we względnym dobrobycie i poczuciu pewnego bezpieczeństwa nagle zaczynamy zdawać sobie sprawę, że nie wiemy, co będzie jutro. Jak kruche jest nasze życie i nasze bezpieczeństwo i nasz większy, czy mniejszy dobrobyt. Z dnia na dzień żyjemy w zupełnie innej rzeczywistości od tej jaką jeszcze wczoraj znaliśmy sądząc, że tak będzie zawsze. I oto cały świat się przeraził. Nikt chyba na świecie nie był i nie jest przygotowany na to co się dzieje. Strach zajrzał w oczy nawet takiemu supermocarstwu, jakim są bez wątpienia Stany Zjednoczone. I nagle okazało na kogo tak naprawdę możemy liczyć. Tylko na państwa narodowe. Na mniej bądź bardziej sprawne rządy, na mniej lub bardziej charyzmatycznych polityków. Dziś żadne ponadnarodowe organizacje się nie sprawdzają. I nikt nie zabroni nikomu takich działań, jakie podjęły Niemcy i Francja, zakazując jakiegokolwiek wywozu ze swoich krajów środków sanitarnych i lekarstw. Unia nie pośpieszyła z natychmiastową, konkretną, rzeczową i ludzką pomocą błagającym o nią Włochom. Teraz mowa o unijnych środkach finansowych dla państw członkowskich, owszem bardzo ważnych, ale one jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nie zamienią się w maseczki, respiratory, odzież ochronną, fartuchy, lekarzy…
Przeżyłam szok, gdy media podały informację, iż Angela Merkel, która trzęsie zjednoczoną Europą, po prostu oznajmiła publicznie, iż zakażeniu koronawirusem ulegnie 60 – 80 procent Niemców. Ale władze tego kraju, jak dotąd nie podjęły żadnych radykalnych, zapobiegawczych środków, by ograniczyć rozpowszechnianie się wirusa. W Internecie w relacji z Anglii czytam wypowiedź premiera Anglii Borysa Johnsona, który mówi, że wówczas, gdy zarazi się sześćdziesiąt procent populacji, to społeczność nabierze naturalnej odporności na koronawirusa. I w Anglii także nie robi się prawie nic, by jego rozpowszechnianie próbować zatrzymać. Przerażający cynizm oraz w czystej postaci darwinizm. W ten sposób nie tracą fi rmy, gospodarka. Przetrwają najsilniejsi. Reszta w rękach koronawirusa. Słabsi niech sobie radzą jak mogą. Z wielu krajów, mieszkający tam rodacy donoszoną o tym, co się dzieje na świecie w sprawie pandemi; o tym jakie j na zachodzie jest milczenie na temat tego zagrożenia i jego skali. Ludzie, tam mieszkający, niewiele wiedzą także o sposobach unikania zakażenia. Takie głosy płyną Kanady, Anglii i Niemiec. O tym mówiła także moja znajoma, która przebywała od kilku tygodni w okolicach Malagi w Hiszpanii. Pamiętajmy także o tym i doceńmy naszych rządzących za to, że mamy tak szeroki dostęp do wiedzy o tej pandemii.
Jakże inne podejście do tej pandemii mają w większości państw europejskich, tam gdzie jeszcze ostały się resztki kultury chrześcijańskiej, która uczy, iż każda istota ludzka jest cenna i zasługuje na prawo do życia i opiekę ze strony silniejszych. Dzięki Panu Bogu, że żyjemy w takim państwie. Codziennie ze środków masowego przekazu płyną słowa o działaniach władz, profilaktyce, o seniorach, o szczególnej ich ochronie przed skutkami pandemii, o pomocy dla nich. O odizolowaniu ich od najmłodszych, którzy mogą być dla nich zagrożeniem jako bezobjawowi nosiciele koronawirusa. Tak trzymać panie premierze, panie prezydencie i polscy parlamentarzyści.
„Gdy wieje wiatr historii, ludziom jak pięknym ptakom rosną skrzydła, natomiast trzęsą się portki pętakom” -napisał przed laty polski poeta Konstanty Ildefons Gałczyński. To kolejna refl eksja, jaka mi do głowy przyszła w ostatnich dniach. Ofi arność, z jaką pracownicy służby zdrowia zajmują się dziś zarażonymi i wszystkimi potrzebującymi ich wiedzy i opieki, budzi mój najgłębszy szacunek, podziw i wdzięczność! Tak jak postawa młodziutkich studentów medycyny, którzy na ochotnika spieszą swym starszym kolegom z pomocą. Wszystkie służby mundurowe i wolontariusze, harcerze, nasza władza państwowa to są także
nasze piękne ptaki, którym na naszych oczach wyrastają skrzydła. Księża, którzy spełnią swoją posługę kapłańską wśród zarażonych. I oby skrzydła, a choćby te nawet najmniejsze skrzydełka wyrosły każdemu z nas w chwilach walki o przetrwanie naszych najbliższych i całego narodu. Aha, byłabym zapomniała o wszystkich, którzy będą nas obsługiwać w tych dniach zarazy: sklepowych, aptekarzach i wszystkich tych, którzy dbają, by nam niczego nie zabrakło. Przed nimi też chylę głowę. To wielka posługa bliźniemu. Niesłychanie optymistyczną rzeczą jest to, że w tych dramatycznych dniach usłyszeliśmy w mediach wielu ludzi mądrych, wielkiej wiedzy i o wielkim profesjonalizmie. Tacy są wśród nas, najczęściej anonimowi i skromni.
Jeszcze jedna refleksja z ostatniej niedzieli. Nie pamiętam, kiedy tak głęboko przeżyłam eucharystię i po raz pierwszy w życiu, tylko duchowe przyjęcie Najświętszego Sakramentu. „Od powietrza, głodu, ognia i wojny…”

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *