Stefan Dzienniak: „Nie można sobie wyobrazić Ostrowca Świętokrzyskiego bez huty…”

Podczas obchodów ostrowieckiego „Dnia Hutnika” sytuację branży zaprezentował Stefan Dzienniak, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo- Handlowej, który równocześnie przyznał niestety, że nie będzie już ubiegał się o to stanowisko w kolejnej kadencji.

– Nie mamy okazji do rozmowy w spokojnych dla branży czasach. Wcześniej była pandemia, a teraz wojna za naszą wschodnią granicą.

– Żyjemy w czasach, które  nie sprzyjają żadnemu biznesowi. Niestabilność, czy niepewność wpływają na to, że nie daje się przewidzieć, co nas czeka chociażby jutro- mówił Stefan Dzienniak, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo- Handlowej. Nie wiemy, czy dzisiejsza cena produkowanego przez nas towaru jest właściwa, bowiem na drugi dzień, nie wiemy ile zapłacimy za surowce. To trudny i niespokojny czas dla wielu branż, a dla hutnictwa szczególnie.

– Jakie są największe obawy branży?

– Oczywiście jest to niebezpieczeństwo przerwania łańcuchów dostaw, np. rudy żelaza. 80-85 % rudy, którą Polska sprowadza pochodzi ze wschodniego kierunku. Oczywiście są inne kraje, ale o wiele droższe i bardziej wymagające pod względem logistycznym. Konflikt zbrojny wyniszcza wszystkich, dlatego też boimy się, że nasi klienci mogą, albo zawieszać swą działalność, albo wręcz upadać. Takie sygnały docierają z budownictwa, które jest największym odbiorcą naszych wyrobów. Bardzo odczuwalny jest brak środków z KPO.

– „Gazeta Ostrowiecka” jest kontynuatorką gazety „Walczymy o stal”. Wydaje się, że ten tytuł wydaje się być dziś szczególnie aktualny.

– O stal, czy o żelazo toczyły się w przeszłości wojny, a dzisiejsza wojna, choć może nie nazwana walką o stal, ale sprowadza się do dostępu do surowców. Stal w naszym współczesnym świecie stała się tworzywem najważniejszym, a mówię to nie dlatego, że jestem hutnikiem. Nikt sobie nie wyobraża obecnego życia bez stali. Większość ludzi świata ten pogląd podziela. W XXI wieku gospodarki z tzw. trzeciego świata, chcąc zbudować solidne fundamenty zaczynały od budowy od energetyki i hutnictwa. Te dwie gałęzie decydują o poziomie cywilizacyjnym całych społeczeństw, dlatego stal jest tak bardzo ważna. Coraz więcej środowisk jest zgodna, że nie można było dopuścić do takiego uzależnienia polskiej gospodarki, jak to ma miejsce obecnie. 80% stali zużywaną przez polską gospodarkę przyjechało z zagranicy. A że to szalenie niebezpieczne, pokazał marzec, kiedy Putin napadł na Ukrainę i stanęły dostawy z trzech krajów, co wywołało panikę na rynku. Ceny wzrosły w pierwszych dniach do nieprawdopodobnych wielkości i za nimi zaczęły gonić surowce.

– Na forum gospodarczym w Katowicach, w którym brał Pan udział padł postulat, aby zrobić wszystko, aby zwiększyć moce produkcyjne polskich hut.

– W Polsce, w jednym tylko segmencie tzw. wyrobów płaskich potrzebne jest 3 mln. ton zdolności produkcyjnych. W ubiegłym roku polska gospodarka zużyła 8 mln. 700 tys. ton wyrobów płaskich, a cała produkcja w naszym kraju wyniosła ok. 2 mln. 600 tys. ton. Cała reszta przyjechała, a przypomnijmy, że przed nami olbrzymia transformacja sektora energetycznego. Jesteśmy w stanie wybudować stalownie elektryczne, czy walcownie blach potrzebne przy wytwarzaniu wież do elektrowni wiatrowych. Bo skąd tę potrzebną stal weźmiemy? Z Rosji? Z Ukrainy?

– Wróćmy do Ostrowca Świętokrzyskiego. Jak wypada nasza Celsa „Huta Ostrowiec” we wszystkich tych liczbach, które Pan analizuje.

– Całkiem nieźle. Mocne strony ostrowieckiej huty to szybkość działania, sporo klientów i to co chyba najważniejsze, dobra jakość. W produkcji stali o zwiększonych parametrach wytrzymałościowych w tej części Europy nikt nie robi tego lepiej. Nie zapominajmy, że tu jest świetna załoga, przywiązana do tradycji. Nie można sobie nadal wyobrazić Ostrowca Świętokrzyskiego bez huty.

– Dziękuję, za rozmowę.

Print Friendly, PDF & Email