Dwa arcyważne mecze barażowe w drodze do 2. Ligi mają za sobą piłkarze KSZO 1929 Ostrowiec Świętokrzyskim. W środę odprawili Wikęd Luzino, a w sobotę musieli uznać wyższość broniącej się przed spadkiem Resovii. Rewanż w Rzeszowie już we wtorek i dopóki piłka w grze, awans do 2. ligi wciąż jest w zasięgu ręki!
::photoreport{"type":"see-button","item":"6893"}
*KSZO 1929 Ostrowiec Świętokrzyski – Wikęd Luzino 2:1 (0:1)
0:1 – Sosnowski (36')
1:1 – Piotr Łazarz (63' – rzut karny)
2:1 – Robert Ziętarski (70' – bramka samobójcza)
*KSZO: Klebaniuk – P. Czajkowski, Horzhui, Belych (79' Zięba), Goc (59' Kroczek), Łazarz, D. Lisowski (79' Górski), Marcinkowski, Lepiarz, Lis, Nowak (88' P. Lisowski).
*Wikęd Luzino: Staniszewski – Pawłowski, Weremko, Kostuch, Ziętarski, Szałecki, Koniuszy (70' Kankowski), Karlikowski, Sosnowski (74' Kreft), Kurbiel (85' Skurat), Kitowski (70' Konkol).
Żółte kartki: P. Czajkowski (90')- Weremko (29'), Ziętarski (39'), Piliński (75')
Początek spotkania w Ostrowcu Świętokrzyskim należał do gości. Już w 8. minucie Kurbiel oddał groźny strzał głową, zamykając dalszy słupek. Piłka omal nie wpadła do siatki, jednak z linii bramkowej w ofiarny sposób wybił ją Piotr Łazarz. Było to pierwsze poważne ostrzeżenie dla obrony pomarańczowo-czarnych. Chwilę później Wikęd znów zaatakował – Koniuszy wpadł w pole karne, szukając wysokich napastników, ale sędzia odgwizdał spalonego.
Z biegiem czasu inicjatywę zaczęli przejmować gospodarze. W 11. minucie świetną akcję przeprowadził duet Belych – Horzhui. Ten drugi przedryblował przeciwnika, zyskał sporo przestrzeni i dośrodkował w poszukiwaniu Lepiarza, jednak defensywa z Luzina zażegnała niebezpieczeństwo. Dwie minuty później swoich sił z dystansu spróbował Yevgeniy Belych. Ukrainiec, znany z potężnego uderzenia, huknął mocno, ale piłka przeleciała tuż nad poprzeczką. W 22. minucie Horzhui ponownie dał o sobie znać – wpadł w szesnastkę, minął Kitowskiego i z ostrego kąta posłał mocne dogranie, które pewnie wyłapał Staniszewski.
Prawdziwe „joga bonito” kibice zobaczyli w 28. minucie. Horzhui efektowną sztuczką techniczną zgubił defensorów, wpadł w pole karne i oddał strzał. Piłka uderzyła w słupek! To była zdecydowanie najlepsza okazja dla KSZO w tej fazie meczu. Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, co potwierdziło się chwilę później. Najpierw, po uderzeniu Karlikowskiego, piłka wpadła w kozioł i niebezpiecznie minęła słupek bramki Klebaniuka. W 36. minucie goście dopięli swego – Kitowski dośrodkował na dalszy słupek, a tam najwyżej wyskoczył Sosnowski, uderzeniem głową otwierając wynik spotkania. Mimo prób wyrównania ze strony gospodarzy (strzał Mateusza Nowaka ze spokojem obronił Staniszewski), pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem Wikędu 1:0.
Druga odsłona rozpoczęła się od mocnego uderzenia gości. Kurbiel popisał się groźnym strzałem z woleja, po którym podkręcona piłka o włos minęła słupek. Przełomowy moment dla KSZO nadszedł po godzinie gry. W 61. minucie, po zagraniu ręką przez zawodnika gości, sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy. Do piłki podszedł Piotr Łazarz i pewnym strzałem wyrównał stan rywalizacji na 1:1.
Ten gol dodał wiatru w żagle pomarańczowo-czarnym. Zaledwie siedem minut później, po stałym fragmencie gry, Lis dośrodkował w pole karne, a w ogromnym zamieszaniu niefortunną interwencję zaliczył Robert Ziętarski, pakując piłkę do własnej bramki. KSZO wyszło na prowadzenie 2:1!
W końcówce meczu nie brakowało emocji i twardej walki, o czym świadczą żółte kartki oraz liczne zmiany w obu zespołach. W 77. minucie Horzhui popisał się kolejnym imponującym rajdem, przebiegając z piłką pół boiska. Dośrodkował na długi słupek do Lisowskiego, ale ten nie zdołał zmieścić piłki w siatce – górą znów był Staniszewski. W doliczonym czasie gry szansę na przypieczętowanie wygranej miał jeszcze wprowadzony z ławki Kroczek. Pomocnik KSZO ruszył z kontrą na pustą bramkę, jednak nie zdołał wyprzedzić wracającego obrońcy z Luzina, który wybił piłkę na aut. Wynik nie uległ już zmianie. KSZO po pełnym emocji meczu i skutecznej pogoni w drugiej połowie, zgarnia komplet punktów!
::photoreport{"type":"see-button","item":"6899"}
*KSZO 1929 Ostrowiec Świętokrzyski – Resovia Rzeszów 0:1 (0:1)
0:1 – Mateusz Czyżycki (44')
*KSZO 1929 Ostrowiec Św.: Klebaniuk – Morys (62' D. Lisowski), Łazarz, Waleńcik (79' Majewski), Marcinkowski, Horzhui, Lis, Nowak, Belych (79' Górski), Kroczek (62' Zięba), Lepiarz.
*Resovia Rzeszów: Kwiatek – Banach, Małachowski, Bałdyga, Letniowski (69' Rębisz), Zimnicki, Grasza (61' Ciszewski, 75' Jordan Jokiel), Geniec, Jaroch, Romanowski, Czyżycki (69' Asei Danron).
Żółte kartki: Marcinkowski (40'), Kroczek (53') - Jaroch (8'), Czyżycki (45'+), Romanowski (59', 65'). Czerwona kartka Resovia: Romanowski (65' – za drugą żółtą)
To nie był zwykły ligowy pojedynek. Od pierwszego gwizdka sędziego nad murawą unosiło się napięcie, a oba zespoły doskonale zdawały sobie sprawę z tego, że stawką tego dwumeczu jest być albo nie być w 2. lidze. Kibice zgromadzeni na trybunach od razu zobaczyli prawdziwą piłkarską wojnę, w której nikt nie zamierzał odstawiać nogi.
Początkowe minuty upłynęły pod znakiem twardej fizycznej walki, co szybko znalazło odzwierciedlenie w notatniku sędziego. Już w 8. minucie Gracjan Jaroch brutalnie potraktował łokciem Daniela Morysa w pojedynku główkowym, za co słusznie obejrzał żółty kartonik. Gra często była przerywana, a zawodnicy długo nie podnosili się z murawy. Gospodarze po raz pierwszy poważniej zagrozili bramce rywali w 19. minucie. Po widowiskowej, kombinacyjnej akcji Horzhuia z Nowakiem, piłka trafiła w polu karnym pod nogi Dawida Kroczka. Niestety, uderzenie pomocnika w kierunku bliższego słupka minimalnie minęło cel.
W 25. minucie serca ostrowieckich kibiców zabiły mocniej. Dawid Bałdyga zgubił krycie, sprytnie złamał linię obrony i wyszedł na czystą pozycję. Na wysokości zadania stanął jednak niezawodny Bartosz Klebaniuk, który najpierw instynktownie obronił pierwszy strzał, a ułamki sekund później w niesamowity sposób poradził sobie z dobitką ofensywnego gracza Resovii.
Gdy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się bezbramkowym, niezwykle zaciętym remisem, nadeszła fatalna 44. minuta. Po rzucie rożnym dla gości, piłka została wybita przed pole karne, gdzie dopadł do niej Mateusz Czyżycki. Pomocnik Rzeszowian nie wahał się ani chwili. Jego potężny strzał z dystansu odbił się jeszcze od słupka i wpadł do siatki, nie dając Klebaniukowi najmniejszych szans na interwencję. Klasyczny, niezwykle bolesny „gol do szatni” podciął skrzydła pomarańczowo-czarnym.
Druga odsłona to już obraz gry niemal całkowicie zdominowany przez rozpaczliwie atakujące KSZO. Iskrą, która dała nadzieję na odwrócenie losów meczu, była sytuacja z 65. minuty. Patryk Romanowski po raz drugi brutalnie sfaulował zawodnika gospodarzy i wyleciał z boiska. Gra w dziesiątkę zmusiła Resovię do głębokiej defensywy. Goście uciekali się do wszelkich możliwych sposobów, by kraść cenne sekundy – długo pomocy medycznej na murawie wymagał m.in. bramkarz Kwiatek.
KSZO ruszyło do frontalnego ataku. Raz po raz w pole karne fruwały dośrodkowania Jarosława Lisa, a obrona Resovii trzeszczała w szwach. W 68. minucie po jednym z takich dograń bliski szczęścia był Waleńcik, ale jego główka poszybowała nad poprzeczką. Trener gospodarzy rzucił do walki wszystkie ofensywne siły, wprowadzając z ławki m.in. Górskiego i Ziębę.
Prawdziwy horror rozpoczął się w doliczonym czasie gry, który arbiter przedłużył aż o 8 minut. Ostrowczanie zamknęli przeciwników w hokejowym zamku. Kolejne wrzutki, strzały z dystansu i rzuty rożne nie przynosiły jednak efektu. Aż wreszcie nadeszła absolutnie ostatnia akcja meczu. Po ogromnym zamieszaniu w szesnastce futbolówka spadła wprost pod nogi Damiana Lepiarza. Napastnik uderzył z całej siły, kibice wstrzymali oddech... i rozległ się głuchy dźwięk piłki uderzającej w słupek.
Zabrakło milimetrów. Ułamków szczęścia, które w futbolu bywają decydujące. Sędzia zakończył spotkanie, pozostawiając gospodarzy z uczuciem ogromnego, bolesnego niedosytu. KSZO przegrywa pierwszą bitwę, ale w sercach i oczach zawodników widać było sportową złość. Ten zespół nie złożył jeszcze broni. Rewanż w Rzeszowie już we wtorek – i dopóki piłka w grze, awans do 2. ligi wciąż jest w zasięgu ręki!




Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ostrowiecka.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz