-Każdy strażak ma takie zdarzenia i takie akcje ratownicze, które pamięta długo – mówi bryg. Paweł Jop. Nie będę odosobniony, jeśli powiem, że te najbardziej traumatyczne przeżycia każdy stara się wyprzeć ze swej pamięci. Pamiętam pierwszą swoją akcję, w której natknąłem się na osobę spaloną w ogniu. Były to zwęglone zwłoki ludzkie. Działo się to 24 lub 25 lat temu, a ta spalona osoba blokowała nam, strażakom, drzwi wejściowe do obiektu. Musieliśmy sobie z tym poradzić, ale nie życzę nikomu takich doznań. To był mój pierwszy, jakże brutalny kontakt z osobą poszkodowaną w pożarze.
Z dniem 1 kwietnia 2026 r. brygadier Paweł Jop został powołany na stanowisko Zastępcy Komendanta Powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Ostrowcu Świętokrzyskim. Nowego zastępcę powitał Komendant Powiatowy PSP w Ostrowcu Świętokrzyskim mł. bryg. Marcin Jasiński.
Bryg Paweł Jop służbę w ochronie przeciwpożarowej rozpoczął w 1996 roku jako podchorąży w Szkole Głównej Służby Pożarniczej. Po jej ukończeniu w 2000 roku uzyskał tytuł inżyniera pożarnictwa. W 2006 roku podniósł swoje kwalifikacje na Akademii Rolniczej w Lublinie w zakresie inżynierii kształtowania środowiska uzyskując tytuł magistra.
Jego kariera zawodowa związana jest z naszym miastem. Z dniem 1 sierpnia 2000 roku Paweł Jop rozpoczął służbę jako dowódca sekcji w Jednostce Ratowniczo Gaśniczej Nr 1 w Ostrowcu Świętokrzyskim. W 2005 roku objął stanowisko specjalisty, kolejno w 2007 roku stanowisko starszego inspektora a następnie kierownika sekcji w sekcji kontrolno -rozpoznawczej. Z dniem 1 marca 2011 roku rozpoczął służbę jako naczelnik wydziału organizacyjno –kwatermistrzowsko –kadrowego. Od 12 maja 2016 r. pełnił służbę na stanowisku zastępcy dowódcy JRG Nr 2. Z dniem 1 kwietnia 2026 r. został powołany na stanowisko Zastępcy Komendanta Powiatowego PSP w Ostrowcu Świętokrzyskim.
-Wybrałem zawód odpowiedzialny, niełatwy no i co jest ważne – cieszący się dużym uznaniem społeczeństwa, w służbie którego się trudzimy –mówi bryg. Paweł Jop. Strażacy są postrzegani, we wszystkich przypadkach, jako ci, którzy pomagają w trudnych sytuacjach. Niestety, nasze działania wiążą się ze stratami i nieszczęściami ludzkimi, jednak to my ratujemy, przybywamy na wezwanie, niesiemy i przywracamy bezpieczeństwo.
Paweł Jop nie marzył jako dziecko, aby zostać strażakiem. Mimo, że wychowywał się po sąsiedzku straży pożarnej, bo na osiedlu Słonecznym, uczęszczał do Szkoły Podstawowej Nr 6, to nie planował kariery strażaka. Owszem, mundur zawsze robił na nim wrażenie, ale dopiero będąc w czwartej klasie Technikum Hutniczo –Mechanicznego, a więc na dwa lata przed maturą, stwierdził, że warto by w tym kierunku pójść. Wiązało się to z koniecznością nieco innego przygotowania do egzaminu maturalnego oraz przygotowaniem do egzaminów wstępnych na uczelnię.
-Chcąc uczyć się w Szkole Głównej Służby Pożarniczej, musiałem zdać egzamin -mówi. Wkuwałem więc matematykę, fizykę i język obcy, jak widać z sukcesem.Poza egzaminem pisemnym z tych przedmiotów należało zdać egzamin sprawnościowy: bieg na 50 i 1000 metrów oraz podciąganie na drążku. Dziś mogę powiedzieć, że jestem dyplomowanym strażakiem - nie od kołyski, ale od wieku w miarę dojrzałego. Wybrałem tę służbę swoim dojrzałym rozumem, a nie dziecięcymi emocjami.
Pierwsze konfrontacja chłopięcych wyobrażeń o służbie strażackiej z realiami, miała miejsce podczas dwumiesięcznego szkolenia kandydackiego. Działo się to w typowo terenowych warunkach, można powiedzieć survivalowych,w miejscowości Zamczysko Nowe w Puszczy Kampinoskiej pod Warszawą.
-Do dziś działa tam przeciwpożarowa baza leśna –mówi Paweł Jop. Tam cała nasza kompania została skoszarowana w namiotach wojskowych. Musiałem jako mieszczuch rąbać drewno na ognisko i utrzymywać ogień. Od lat funkcjonuje zwyczaj, że pierwszego dnia rozpala się ognisko, a wolno je ugasić dopiero na ukończenie pobytu. Biada temu, komu by to ognisko zgasło niezależnie od warunków pogodowych. W czasie opadów deszczu i ulew trzymaliśmy nad nim pokrywę od kuchni polowej. Karą dla tych, którym to ognisko zgasło, był nakaz zwinięcia obozu, po czym od podstaw jego ponownego rozbicia, co zajmowało praktycznie cały dzień.
Po dwóch miesiącach zajęć oraz intensywnych ćwiczeń i manewrów, młodzi adepci służby strażackiej stali się zupełnie innymi ludźmi. Z wielką przyjemnością i zaciekawieniem poznawał wszystkie te, nowe dla niego, rzeczy.
-Fizycznie było to wyczerpujące, bo po zajęciach, trzeba było jeszcze ogarnąć sprawy gospodarcze jak sprzątanie, koszenie trawy,czy zbieranie chrustu -mówi. Do godz. 22 wszyscy mieliśmy wypełniony czas w stu procentach. Następnego dnia o godz. 6 była zaprawa i kolejny dzień zajęć. Jedynym nieco luźniejszym dniem była niedziela, gdy mieliśmy więcej czasu dla siebie.
Paweł Jop twierdzi, że zdobyte wykształcenie ma zasadnicze znaczenie dla jego kariery zawodowej. Szkoła Główna Służby Pożarniczej jako jedyna szkoła oficerska w naszym kraju kształci inżynierów pożarnictwa, którzy zyskują jednocześnie pierwszy stopień oficerski młodszego kapitana. Daje to kwalifikacje i uprawnienia do wykonywania zawodu strażaka w pełnym zakresie. Co do niektórych wyższych stanowisk poza tytułem inżyniera czasami wymagany jest tytuł magistra. Do tych wyższych stanowisk wymagany jest również odpowiedni staż służby.
W 2000 roku Paweł Jop miał pełne kwalifikacje do tego, aby wykonywać funkcję dowódcy sekcji. Na tym stanowisku pozostawał przez pięć lat. Dowodził formacją co najmniej dwóch samochodów pożarniczych przy zdarzeniach.
-Strażacy muszą na sobie polegać –mówi bryg. Paweł Jop. Nasze życie przy zdarzeniach zależy od tego, jak nas ubezpieczają koledzy. Ryzyko jest duże. Zazwyczaj działamy w co najmniej dwuosobowych rotach – najmniejszych jednostkach wprowadzanych do działań. Ja uważam, że zaufanie między strażakami jest bardzo ważne. Natomiast jako przełożony wymagam posłuchu, co jest niezbędne do tego, aby podejmowane działania były skuteczne. Koleżeńskość nie jest wykluczonawszakże pod warunkiem, że obie strony znają granice. Jesteśmy ze sobą w różnych sytuacjach razem, jednak nasza służba jest hierarchiczna. Z poleceniami i rozkazami przełożonych nie może być dyskusji. Można mieć swoje zdanie, a nawet je głośno wypowiadać, ale tam, gdzie pada rozkaz czy polecenie, trzeba je wykonywać. Zasada ta dotyczy tak moich podwładnych, jak i mnie samego.
Po pięciu latach funkcjonowania jako typowy strażak, czyli osoba biorąca bezpośredni udział w zdarzeniach, czyli ten, który biega z wężami lub koordynuje takie działania, przyjął propozycję przejścia do sekcji kontrolno –rozpoznawczej. Mowa tu o komórce, która zajmuje się szeroko pojętą profilaktyką przeciwpożarową. To są ci strażacy, którzy pojawiają się w obiektach na terenie miasta i kontrolują zgodność przestrzegania przepisów przeciwpożarowych.
-Dla mnie był to istotny przeskok w systemie pełnienia służby –mówi bryg. P. Jop. Jako dowódca sekcji pełniłem służbę w systemie 24-godzinnym z 48-godzinną przerwą. W sekcji kontrolno –rozpoznawczej zacząłem pracować w systemie 8-godzinnym. Od poniedziałku do piątku, a czasem również w dni wolne jeśli zaszła taka potrzeba służby.
Kolejną trudność stanowiła masa przepisów przeciwpożarowych, które trzeba było opanować, aby móc prowadzić działania kontrolne. To nie może być wiedza powierzchowna, lecz wręcz kazuistyczna.
-Nie było łatwo, aby się do tej pracy wdrożyć, bo przepisy mają to do siebie, że bardzo szybko się zmieniają -podkreśla. To, czego nauczyłem się na studiach, już nie wystarczało.
Gdy był naczelnikiem wydziału organizacyjno –kwatermistrzowsko –kadrowego, miał pod sobą połączony wydział kadrowy, organizacyjny i kwatermistrzowski. Dużo zadań mu podlegało, dość rozległych i wcale nie tak sobie bliskich. Podlegały mu zakupy i wyposażenie całego zaplecza samochodowego, obsługa budynków, zakupy sortów mundurowych.
-Wtedy mieliśmy rozbudowę JRG Nr 2 na ulicy Boernera -wspomina. Były tematy związane z zamówieniami publicznymi oraz nadzorowaniem tej budowy.
Na głowie naczelnika bryg. Pawła Jopa były wszelkie uroczystości w komendzie, regulaminy organizacyjne, obieg dokumentów, a także sprawy kadrowe. W tamtym czasie służbę pełniło 112strażaków oraz 3 osoby jako korpus służby cywilnej. Strażacy nie tylko jeżdżą do pożarów i miejscowych zagrożeń. Muszą być kadry, księgowość, prewencja oraz kwatermistrzostwo.
-Były to dla mnie kolejne godziny spędzone na nauce, tym razem nad przepisami kodeksu pracy i ustawy o państwowej straży pożarnej –dodaje P. Jop. Nasze wewnętrzne przepisy są w dużej mierze zmodyfikowane stosunku do tych, które obowiązują pozostałych pracowników zatrudnionych w gospodarce.
Jak widać, brygadier Paweł Jop zna niejako od podszewki całą ostrowiecką państwową straż pożarną. W dniu 1 sierpnia 2026 roku minie 26 lat jego służby w naszym mieście. W zasadzie dotknął wszystkiego, jedne tematy mocniej, drugie trochę mniej, poznał komórki organizacyjne ostrowieckiej komendy powiatowej, bo we wszystkich pracował.
Jak mówi bryg. Paweł Jop, wiele doznań, również tych traumatycznych, wiąże się z udziałem w akcjach ratowniczych - podczas gaszenia pożarów ipodczas wypadków drogowych.
-To nierzadko wielkie nieszczęścia, zwłaszcza gdy biorą w nich udział dzieci -mówi. Widząc ich cierpienie, a także los ich rodziców lub osób bliskich, każdy doznaje ciężkich przeżyć, o których nie sposób zapomnieć. Takie wydarzenia zapadają głęboko w pamięć każdego strażaka. Co prawda każdy z nas robi to, co do niego należy, udziela pomocy czy walczy z żywiołem, ale jednak widać po ich twarzach, że stała się rzecz straszna. Te emocje pojawiają się, bo jesteśmy ludźmi, a nie maszynami.
Na szczęście w służbie strażaków zdarzają się też przyjemne momenty.
-W tych nieszczęściach ludzie poszkodowani dostrzegają też szczęście, a mianowicie to, że udało się nam uratować choćby część ich domu czy też cały dom, podczas gdy zabudowania gospodarskie uległy spaleniu –mówi Paweł Jop. Ludzie widzą to i potrafią być wdzięczni, bo rozumieją, że straty materialne uda się odbudować, natomiast nie sposób przywrócić utraconego bezpowrotnie w pożarze zdrowia.
Do takich szczęśliwych zalicza to, o którym opowiadał mu jeden z kolegów. Otóż dziecko założyło sobie ciasną obrączkę na palec i nie potrafiło zdjąć. Pomógł w obecności lekarza dopiero jeden z jego kolegów, strażak, który specjalistycznym sprzętem w sposób bezpieczny przeciął tę obrączkę. Jakież było jego zdziwienie, gdy po pewnym czasie został rozpoznany przez tę dziewczynkę w sklepie i usłyszał słowa podziękowania. Takie sytuacje napawają radością i dumą. Serce każdego strażaka raduje się zawsze w sytuacji, gdy można komuś pomóc. Taka bowiem jest rola ludzi służących w tej formacji.
-Uważam, że dokonałem bardzo dobrego wyboru drogi życia –podsumowuje bryg. Paweł Jop. Służba w straży pożarnej podoba mi się od pierwszych dni. Na początku było trudno, ale z czasem jest coraz lepiej. Lubię porządek, poukładane życie, czyli takie jakie panuje w nasze komendzie.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ostrowiecka.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz