Ciekawi ludzie

Zamknij

Dodaj komentarz

Z tych pasji się nie wyrasta

Wiesław Rogala Wiesław Rogala 09:33, 19.05.2026
Skomentuj Z tych pasji się nie wyrasta fot. Łukasz Dziekan

Sztuczna Inteligencja podpowiada, że pasja motoryzacyjna to coś więcej niż tylko hobby czy umiejętność prowadzenia pojazdu; to głębokie, emocjonalne zaangażowanie w świat samochodów, motocykli oraz szeroko pojętej techniki napędowej. Dla miłośnika motoryzacji pojazd nie jest jedynie środkiem transportu, ale dziełem sztuki inżynieryjnej, wyrazem stylu, a często celem samym w sobie. 

Pasja wędkarska to głębokie zamiłowanie do łowienia ryb, łączące relaks na łonie natury z aktywnym zdobywaniem wiedzy i doświadczenia. To styl życia, który przynosi radość, uczy cierpliwości, pozwala asymilować się z otoczeniem oraz buduje relacje podczas wspólnych wypraw. To pasja, która napędza do działania i przynosi satysfakcję.

Z kolei myślistwo to głębokie zamiłowanie do natury, tradycji i łowiectwa, łączące aktywny wypoczynek na świeżym powietrzu z precyzją, wiedzą o zwierzynie i ekologiczną odpowiedzialnością. Jest to styl życia obejmujący tropienie, ochronę środowiska oraz kultywowanie obrzędów, takich jak ślubowanie, chrzest, Polowanie Wigilijne czy Hubertowskie. 

Jak się okazuje, wszystkie te pasje łączy w sobie jeden człowiek.

Własnoręcznie zbudował dwa auta

Eugeniusz Dreger urodził się w Cieszynie. W tym czasie rodzice na stałe mieszkali w Gliwicach. Po ukończeniu podstawówki i szkoły średniej studiował na Wydziale Mechanicznym Politechniki Krakowskiej na kierunku samochody i ciągniki.

-Samochody z tamtego okresu umiałem sam naprawiać, używając ,,młotka i przecinaka”, dziś już tak dobrze nie jest i raczej nie zabieram się do samodzielnych napraw -mówi. Obecnie trzeba nie tylko umieć dokonywać napraw technicznych, ale także znać się na elektronice i komputerach samochodowych. Jest takie powiedzenie: bez komputera do samochodu nie podchodź.

Po ukończeniu studiów przeniósł się do Ostrowca Świętokrzyskiego. Jeszcze jako student podpisał bowiem umowę o stypendium z ostrowieckim PKS-em. W tej sytuacji wybór miejsca pracy był więc oczywisty.

-Umowę podpisał ze mną ówczesny dyrektor przewozowego PKS, Czesław Jastrząb –mów Eugeniusz Dreger. Tak się złożyło, że w tym czasie został uruchomiony oddział remontowy PKS, gdzie dyrektorem był Jerzy Dębicki. Spytano mnie, czy nie zechciałbym przejść do oddziału przy Nowym Zakładzie. Zgodziłem się i po stażu objąłem tam stanowisko kierownika działu technicznego a pół roku później zostałem zastępcą dyrektora ds. technicznych.

W 1973 roku Eugeniusz Dreger został przeniesiony służbowo do Oddziału PKS przy ulicy Hanki Sawickiej (obecnie ulica Żabia), gdzie pracował jako zastępca dyrektora ds. technicznych do 1983 roku.

Praca w Polmozbycie

W 1983 roku dyrektor techniczny okręgowego Zarządu PKS został mianowany dyrektorem naczelnym Polmozbytu w Kielcach -mówi,a mnie zaproponował objęcie funkcji szefa Polmozbytu przy ulicy Polnej w Ostrowcu Świętokrzyskim.

Polmozbyt  to inaczej Przedsiębiorstwo Techniczno -Handlowe Motoryzacji (PTHM) Powstało kilkanaście przedsiębiorstw w miastach wojewódzkich. Wojewódzkie centrale miały swoje oddziały w mniejszych miastach. Sprzedawano krajowe, ale również samochody produkcji krajów RWPG, lecz w tym przypadku miała miejsce specjalizacja, np. .samochody marki  Dacia odbierało się w Kielcach, a auta radzieckie w Białymstoku. Po 1989 roku poszczególne Polmozbyty, już jako Przedsiębiorstwa Państwowe Polmozbyt, były stopniowo prywatyzowane. Najczęściej przekształcały się w dealerów pojazdów różnych marek, sprzedawały oddziały w mniejszych miastach, również z zachowaniem nazwy Polmozbyt.

Było to kolejne, w mojej karierze zawodowej, służbowe przeniesienie do innej pracy –mówi E. Dreger. Prowadziliśmy sklep z częściami samochodowymi oraz serwis samochodów: małego i dużego Fiata oraz Zaporożca. W Polmozbycie przy ulicy Mickiewicza były serwisowane Wołgi, a u nas radzieckie Zaporożce.

W 1990 roku państwowy Polmozbyt został przekształcony uchwałą walnego zgromadzenia w spółkę pracowniczą. Eugeniusz Dreger został prezesem. Wszyscy pracownicy mieli udziały w tej spółce. Podpisali z zakładami w Bielsku -Białej oraz na Żeraniu umowy na sprzedaż produkowanych tam samochodów. Sprzedawali więc małe Fiaty, a potem Cinguecento, a także duże Fiaty i Polonezy. Z chwilą gdy koreańskie Daewoo wykupiło udziały spółki na Żeraniu sprzedawali również Tico, Lanosy i Nubiry.

Gdyby ktoś odniósł wrażenie, że Eugeniusz Dreger tak naprawdę nie zna się na mechanice samochodowej i nigdy nie zajmował się naprawami samochodów, to jest w błędzie. Nie tylko zna się na mechanice samochodowej, ale osobiście od podstaw zbudował dwa samochody –mówi.

Jeszcze przed podjęciem pracy w Polmozbycie kupiłem rozbitego Fiata 125 i po sporządzeniu przez biegłego rzeczoznawcę oceny technicznej zakupiłem nadwozie w fabryce na Żeraniu, zakonserwowałem je, a potem z wyremontowanych własnoręcznie podzespołów złożyłem całego Fiata 125p -mówi. Zrobiłem to auto we własnym garażu. Pojazd przeszedł badania techniczne i został dopuszczony do ruchu. W 1970 roku odbudowałem NRD-owskiego Trabanta. Byłem wówczas studentem Politechniki Krakowskiej. Złożony przeze mnie Trabant stał nie na kołach, lecz na cegłach na czyimś podwórku. Auto było niesprawne i nieużywane. Zespoły rozebrałem i wyremontowałem w piwnicy a nadwozie z niewielką pomocą kolegi odbudowałem od podstaw na jego działce. Tym autem przyjechałem do oddziału remontowego ostrowieckiego PKS-u, gdzie rozpoczynałem swoją karierę zawodową..

Obecnie już nie zajmuje się naprawami aut, którymi jeździ. A jeździ Hondą CRV. Nie jest to stricte pojazd terenowy, ale używa go na wyjazdy, i na ryby, i na polowania. Swoją hondę woli serwisować u kolegi w profesjonalnym warsztacie samochodowym.

Kolejne miejsca pracy

Zmiana zatrudnienia nastąpiła w 1999 roku, kiedy to została rozwiązana spółka Euro-Polmozbyt, a teren został sprzedany pod sklep wielkopowierzchniowy. Doszło do tego, gdyż mali udziałowcy czyli pracownicy sprzedali swoje udziały. Ich nabywca zdobył większość udziałów i mógł podjąć taką decyzję. Dotychczasowy zarząd nie mógł już kierować firmą samodzielnie. Firma została zlikwidowana, a budynki wyburzone.

-Ja zostałem powołany na likwidatora Spółdzielni Mieszkaniowej „Nasz dom” przy ulicy Konopnickiej w Ostrowcu Świętokrzyskim -mówi. W ciągu kolejnych dwóch lat spółdzielnia została zlikwidowana, ale do tego czasu udało się zapisać dotychczasowym użytkownikom segmenty mieszkaniowe jako ich własność. Taki był cel likwidacji.

W 2001 roiku Eugeniusz Dreger został powołany przez prezydenta miasta Jana Szostaka na prezesa Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego w Ostrowcu Świętokrzyskim. Firma przeżywała wówczas kryzys związany z wiekiem taboru, którym świadczyła usługi przewozowe. Mimo, że załoga MPK była naprawdę dobra i przygotowana do swoich zadań, to w sytuacji eksploatowania zdezelowanych autobusów, których średni wiek sięgał dwudziestu i więcej lat, a także narastających problemów finansowych, zadanie sanacji zakładu było praktycznie niewykonalne.

-Uchwalana przez Radę Miasta wysokość dotacji z tytułu dopłat do przewozów, nie pokrywała kosztów działalności firmy –mówi E. Dreger. Dalsza eksploatacja zdezelowanego sprzętu na dotychczasowych trasach stała się na dłuższą metę niemożliwa. Rosnące koszty paliwa, napraw taboru i płace nie napawały optymizmem.

Na emeryturę Eugeniusz Dreger przeszedł w 2008 roku.

Na ryby

Wędkarstwem zainteresował się w 1964 roku. Dowodem na to jest legitymacja wędkarska.

-Bardzo lubię przebywać na łonie natury –mówi E. Dreger. Jako paroletni chłopak na wakacje jeździłem na wieś. Gospodarz, u którego mieszkałem, był wędkarzem. Zabierał mnie na ryby przy każdej możliwej okazji. Bardzo to polubiłem i to do tego stopnia, że sam zacząłem wędkować. Mieszkaliśmy w tym czasie w Dębnikach blisko stawów. Dębniki to jedna z dzielnic Krakowa, leżąca między centrum, a Tyńcem. Do stawów trzeba było trochę iść od osiedla w kierunku Tyńca. Ale warto było, bo tam łowiliśmy karasie.

W Polsce karasie są spotykane we wszystkich nizinnych wodach śródlądowych, stojących i wolno płynących, w miejscach o porośniętym roślinami podłożu. Przebywają niedaleko brzegów, przy miękkim i mulistym dnie. Niewielkie ilości tych słodkowodnych ryb są hodowane w gospodarstwach stawowych.

-Nie należę do wędkarzy, którzy łowią ryby i wypuszczają je z powrotem do wody –mówi. Ja te karasie łowiłem, skrobałem, a mama robiła z nich kotlety mielone. Karasie mają dużo ości i trudno by je było zjadać usmażone na patelni.

Z tej pasji nigdy nie wyrósł. Najczęściej wędkował na zbiorniku w Brodach Iłżeckich oraz na Wiórach. Oczywiście jak tylko miał wolną chwilę. Przyznaje, że wędkował także na Wiśle, ale było to jakieś dwadzieścia lat temu.

-Kilka lat temu lubiłem wędkować na Wiórach, gdzie złowiłem dużo okoni i szczupaków -dodaje. Niestety, bardzo nieudany był ubiegły sezon na Brodach, a to z powodu spuszczenia dużych ilości wody ze zbiornika. Brody zawsze kuszą wędkarzy, bo dojazd jest szybki, a brzeg łatwy. Wióry są pod tym względem mniej dostępne. Brzegi są tam strome i gliniaste.

Jadąc na ryby zabierał ze sobą łódkę, którą nabył już w 1980 roku. Był to MAK 343 o wadze nieco ponad czterdziestu kilogramów. W 2002 sam zrobił katamarana z desek surfingowych i wyposażył go w dwa silniki. Jadąc na wakacje mocuje go na dachu auta. Silniki wkłada do bagażnika. Zmontowanie katamaranu zajmuje półtorej godziny.

Myśliwy z powołania

,,Myśliwym” został jeszcze w czasie zamieszkiwania w Krakowie. Jako chłopiec interesował się fauną, która obecna była na obrzeżach dużego miasta.

-Wyrobiska wapienia utworzyły leje, w których gromadziły się zające, co nie uszło naszej uwagi –mówi E. Dreger. A ponieważ bawiliśmy się wówczas łukami, to podkradaliśmy się do tych zajęcy, aby któregoś upolować. Kolega wchodził do kotliny i wyganiał zające z wyrobiska, a pozostali, stojąc w przesmyku, którym wywożono stamtąd urobek, udawali, że na nie polują. Oczywiście żadnemu nie zrobiliśmy krzywdy.

Chłopcy w wieku 9 lat nie rozumieli, co tak naprawdę robili. Dla nich była to zabawa, która dopiero w późniejszych latach zaowocowała mądrym podejściem do całej natury, która wymaga poszanowania i ochrony przez człowieka. Oficjalnie myśliwym został w 1980 roku, kiedy - jeszcze jako dyrektor techniczny PKS-u - przystąpił do hutniczego Koła Łowieckiego „Dudek”

-Myślistwo ma dużo aspektów –mówi. Tradycje myślistwa są związane z potrzebą zdobycia pożywienia. Była to pierwotna forma dostarczania żywności. Obecnie myślistwo zawiera w sobie raczej obowiązki, takie jak realizacja planów, które członkowie kół łowieckich muszą wykonywać.

Od początku swej przynależności do koła, był członkiem Komisji Rewizyjnej. Po trzech latach został sekretarzem koła. Funkcję tę pełnił do 1993 roku, by po upływie kolejnych dwóch lat ponownie zostać sekretarzem koła. W 2005 roku na walnym zgromadzeniu został wybrany na prezesa koła „Dudek”. Funkcję tę pełni od 21 lat nieprzerwanie.

Nasze kolo dzierżawi od Starostwa Powiatowego w Ostrowcu dwa obwody a od Starostwa Powiatowego w Opatowie jeden obwód o łącznej powierzchni około 15 tysięcy hektarów –mówi prezes koła „Dudek”. Na tym terenie prowadzimy taką gospodarkę, aby utrzymać populację dzikich zwierząt na pożądanym poziomie. Jednym ze wskaźników pokazujących, czy populacja dzików i jeleniowatych nie jest zbyt duża, świadczy m.in. ilość zgłaszanych przez rolników szkód w uprawach. Jeśli zaś chodzi o zwierzynę drobną, jak kuropatwy czy bażanty i zające, to znaczny spadek ich populacji wystąpił po zimie stulecia 1978/1979. Przez dość długi czas polowania zostały wstrzymane. Kupowaliśmy 16-tygodniowe bażanty, aby je wypuścić do środowiska naturalnego. Jednocześnie musieliśmy prowadzić redukcję drapieżników, głównie lisów i siwych wron. Obecnie i u nas pojawiły się wilki.

Po odejściu na emeryturę Eugeniu Dreger zawodowo już nie pracował, za to bardzo dużo czasu poświęcał realizacji swoich pasji – wędkarskiej i myśliwskiej. Ta ostatnia pasja wiąże się z pełnieniem funkcji prezesa koła, co wymaga dużego zaangażowania i czasu. To nie tylko kwestie formalne, ale również dokładne realizowanie zadań związanych m.in. z afrykańskim pomorem świń, które na koła myśliwych nakłada Powiatowy Lekarz Weterynarii.

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ostrowiecka.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%