Brak jednomyślności w „Hutniku”

Członkowie Spółdzielni Mieszkaniowej „Hutnik”, przynajmniej większość z nich, nie chce upadłości.
W przyjętej uchwale podczas Walnego Zgromadzenia znalazł się więc swoisty wentyl bezpieczeństwa. Do problemu upadłości można wrócić, ale po wyczerpaniu wszystkich możliwości prawnych ratowania spółdzielni. Zatem w „Hutniku” nic się nie zmieni w najbliższych tygodniach i miesiącach.
Bez tytułuW coraz trudniejszej sytuacji
Walne w „Hutniku” odbyło się w trzech odsłonach: w hali Szkoły Podstawowej Nr 5, zebrali się spółdzielcy zamieszkali w osiedlach: Ogrody i Złota Jesień, kolejnego dnia w Hutniczym, a na końcu Ludwików. Głównym punktem porządku obrad, który elektryzował mieszkańców pohutniczych osiedli, był projekt uchwały o postawieniu „Hutnika” w stan upadłości. Do tej ostateczności skłania ludzi katastrofalna sytuacja, w jakiej znalazła się spółdzielnia. Od jesieni konta „Hutnika” zajął komornik i przejmuje wszystkie wpłaty, nawet te eksploatacyjne, jakie w myśl przepisów i zawartych umów, właściciele oraz najemcy mieszkań za pośrednictwem spółdzielni rozliczają się ze spółkami komunalnymi: MEC, MWiK i PGE. Co prawda część tych pieniędzy postanowieniem Sądu Okręgowego w Kielcach, gromadzona jest na specjalnym rachunku depozytowym ministra finansów, ale nie trafiają one do ostrowieckich  spółek. Co miesiąc dług wobec nich powiększa się w tempie ekspresowym i stanowi corazpoważniejszy problem dla gminy, spółek komunalnych i mieszkańców miasta.
O upadłości nie decydują bezpośrednio mieszkańcy. Taki wniosek może złożyć w Sądzie Rejestrowym jedynie zarząd spółdzielni. Nawet samodzielnie, bez uchwały i zebrania mieszkańców. Przesłanką do takiej decyzji sądu może być sytuacja, gdy zadłużenie przewyższa wartość majątku spółdzielni. Z takim wnioskiem może też wystąpić któryś z wierzycieli. „Hutnikowi” niespłacalność na razie nie grozi, ale część mieszkańców, głównie osiedli w górnej części miasta uważa, że sytuacja spółdzielni staje się bez wyjścia. Myślą oni o powołaniu wspólnot, które mogą podpisać ze spółkami komunalnymi umowy i regulować należności. Na początku tego roku pojawił się wniosek od mieszkańców o zwołanie Zebrania Członków Spółdzielni z projektem uchwały o postawieniu jej w stan upadłości. Część czytelniczek i czytelników chciała w ten sposób doprowadzić do dyskusji i zastanowić się co dalej ze spółdzielnią, poszukać jakiegoś rozwiązania. Stąd najwięcej emocji budziło zebranie na Ogrodach.
Te same błędy
Nerwowo było od początku, bowiem – nie ukrywajmy – sama organizacja pierwszej części Walnego pozostawiała wiele do życzenia. Dłużej wybierano komisje niż trwała dyskusja. Z grona 1.180 członków spółdzielni uprawnionych do udziału w zebraniu uczestniczyło w nim 186. Część osób, zdegustowana tą organizacją, opuściła salę nie czekając na glosowanie. Akustyka była fatalna, dlatego nie wszyscy dobrze słyszeli prowadzącego, jak i osoby zabierające głos w dyskusji. W efekcie ludzie nie do końca wiedzieli nad czym głosują i część spółdzielców wstrzymała się od głosu.
W trakcie zebrania został zgłoszony wniosek, by do projektu uchwały o postawieniu spółdzielni w stan upadłości wprowadzić poprawkę – dopisać, że po wyczerpaniu możliwości prawnych ratowania spółdzielni. Została ona przyjęta przez spółdzielców. Uznano, że jest za wcześnie, by wnioskować o postawienie spółdzielni w stan upadłości. Zarząd SM „Hutnik” złożył bowiem zażalenie tzw. powództwo opozycyjne do Sądu na postępowanie syndyka.
Nie zostało ono jeszcze rozpatrzone.
Poza tym zarząd odwołał się do Sądu Apelacyjnego w Krakowie od postanowienia Sądu Okręgowego, mówiąc najogólniej w sprawie prowadzonej działalności komorniczej i zajęciu opłat za media. Gdyby sąd pozytywnie rozpatrzył powództwo opozycyjne, wówczas automatycznie zostałaby zawieszona działalność komornicza i blokada kont. Sytuacja spółdzielni uległaby radykalnej zmianie.
Poza tym sprawa „Hutnika” nabrała już rozgłosu. Radny Włodzimierz Sajda zgłosił do ministra sprawiedliwości wątpliwości dotyczące prowadzonego procesu upadłości huty w aspekcie SM „Hutnik”. Sprawa ta została skierowana do Prokuratury Krajowej celem wyjaśnienia. Pełniący obowiązki prezesa spółdzielni, Marek Zborowski przypomniał o zażaleniu złożonym u ministra sprawiedliwości o nierównym traktowaniu przez sąd obydwu stron w sporze. Prokuratura Regionalna zleciła nadzór nad tą sprawą Prokuraturze Okręgowej.
Za wcześnie
Ten wątek został wyeksponowany przez radcę prawnego spółdzielni, mec. Juliusza Petraniuka. W jego opinii sąd złamał procedury prawne. Stał się adwokatem we własnej sprawie. W postępowaniu tym w sposób nierówny traktowana była spółdzielnia. Nie zostały dotrzymane terminy rozpatrzenia zażalenia, złożonego przez spółdzielnię. Przedstawiciele „Hutnika” nie mieli wglądu w akta prowadzonych spraw. Radca prawny widzi szansę na pozytywne rozpatrzenie przez Sąd Okręgowy powództwa opozycyjnego, bazując na porozumieniu spółdzielni z hutą, dotyczące redukcji długu. Oczywiście najlepszym rozwiązaniem w obecnej dramatycznej sytuacji spółdzielni, byłaby ugoda z wierzycielami. Ale czy na tym etapie jest ona realna? Wydaje się, że nie!
Mec. J. Petraniuk utwierdził w przekonaniu wszystkich tych, którzy byli przeciwni postawieniu spółdzielni w stan upadłości. Oczywistą kwestią jest, że wtedy utraciliby jakikolwiek wpływ na mienie spółdzielcze, wysokość czynszu itp. Cały majątek przejmie syndyk, którego jedynym celem będzie sprzedanie majątku spółdzielni i zaspokojenie roszczeń wierzycieli. W przypadku upadłości nie ma szans na powołanie nowej spółdzielni. Było sporo pytań do prawników. Co nas może spotkać w przyszłości? Co mamy robić w tej sytuacji? Jaki może być scenariusz w przypadku upadłości spółdzielni? Na czym polega odrębna własność mieszkania. Były też apele, aby do końca walczyć o ratowanie bytu spółdzielni.
W czasie zebrania na Ogrodach 51 spółdzielców głosowało za uchwalą z aneksem, 33 było przeciwnych a 20 wstrzymało się od głosów. Także w pozostałych osiedlach przegłosowano poprawkę i uchwałę w nowym kształcie. Większość spółdzielców boi się upadłości, bo nie zna jej konsekwencji i boi się niepewności.
-Żyjemy w ciągłym strachu, bo przyszłość naszych mieszkań jest nadal wielką niewiadomą. Wydaje się być najlepszym rozwiązaniem upadłość spółdzielni i utworzeniu wspólnot, którymi będą zarządzać mieszkańcy bloków – mówili nam lokatorzy. -To najlepsza z opcji. Inaczej nigdy nie uporamy się z tym problemem, który w wielu przypadkach już dziedziczą nasze dzieci. Niektórzy przepłacili to swoim zdrowiem, gdyż płacą uczciwie i żyją w ciągłym poczuciu niesprawiedliwości. Być może znalezienie inwestora, który zainteresowany byłby tymi blokami, na rozsądnych warunkach, też jest jakimś rozwiązaniem. Z tym długiem borykamy się od kilkunastu lat i jest on efektem nieudolności zarządu spółdzielni.
W rozmowach ze spółdzielcami dało się wyczuć obawy i brak zaufania do władz spółdzielni, prawników, sądów, stowarzyszeń itp. Niektórzy mówią o węźle gordyjskim, którego póki co nie da się rozsupłać z korzyścią dla ludzi.

Anna Mroczek, Krzysztof Florys

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *