Smoleńscy

Maciej Smoleński był uczestnikiem i świadkiem najważniejszych wydarzeń w historii naszego miasta. Jako chłopiec przeżył tragiczną śmierć ojca- powieszonego na Rynku w 1942 roku. Po wojnie nie mógł studiować i pracować. W latach 80. aktywnie uczestniczył w ruchu Solidarność.
Trudno wyrzucić z pamięci
Gdy w 1942 roku na ostrowieckim Rynku wykonano egzekucję 29 obywateli naszego miasta, a wśród nich Leona Smoleńskiego, 7-letniego wówczas Maćka i o kilka lat starszą siostrę, mama zamknęła w pokoju. Nie docierały tam żadne informacje z zewnątrz. Mimo młodego wówczas wieku pan Maciej dobrze pamięta tamte dni i wydarzenia, choć nie miał pełnej świadomości ich znaczenia. Ojca widział po raz ostatni w areszcie w piwnicach magistratu (dzisiejszego budynku urzędu miasta), gdzie Niemcy umieścili zatrzymanych obywateli miasta.
-Żona denerwuje się, że tak często wracam do tych zdarzeń, ale nie da się wyrzucić z pamięci tych obrazów – podkreślał Maciej Smoleński jesienią ubiegłego roku.
O spotkanie z nim poprosili mnie jego koledzy. Pan Maciej cieszył się ogromnym autorytetem wśród kombatantów i działaczy Solidarności. Miał wiedzę i doskonałą ocenę zdarzeń z lat okupacji i lat powojennych. Jego ojciec prowadził w Rynku punkt apteczny, w którym znajdował się także punkt kontaktowy podziemia. Był przyjacielem Stanisława Saskiego, właściciela Browaru, członka Armii Krajowej, dlatego został wtajemniczony w wiele spraw, m.in. związanych z wykupywaniem Polaków, zatrzymanych przez Niemców. Znał kulisy organizacji i działalności podziemia w pierwszych latach okupacji.
Mały obserwator
Smoleńscy mieszkali przy ulicy Denkowskiej nad obecną targowicą na sąsiedniej działce, na której wybudowano niedawno restaurację. Kamienicę wynajmowali od Piotrowskich, którzy mieli majątek pod Opatowem. Leon Smoleński, tata pana Maćka przed wojną należał do elity ostrowieckich obywateli. Miał skład apteczny i drogerię w kamienicy w górnej połaci Rynku, pierwszej od ulicy Siennieńskiej. Dzierżawili tam część pomieszczeń. W 1943 roku kamienicę tę kupili Szypulińscy, poznańscy wysiedleńcy i do tej pory na parterze prowadzą pracownię złotniczą.
W tej kamienicy od 1941 roku znajdowała się skrzynka kontaktowa Armii Krajowej. Przekazywano broń i najważniejsze informacje. Poprzez skład apteczny Leona Smoleńskiego kolportowano ulotki i podziemną prasę. Tam też spotykali się działacze podziemia.
-Wokół tego miejsca kręciło się życie konspiracyjne. Gdy w pokojach na piętrze odbywały się narady i spotkania akowskie, zazwyczaj bawiłem się na ulicy w pobliżu kamienicy lub siedziałem na schodach. Ojciec prosił mnie, abym dokładnie obserwował otoczenie. W razie pojawienia się w tym rejonie gestapowców, policjantów czy nawet nieznanych osób, miałem go błyskawicznie informować – wspomina pan Maciej. -Budynek miał wejście zarówno od strony Rynku, jak i od ulicy Szerokiej. Był więc w miarę bezpiecznym miejscem konspiracyjnych spotkań.

Patriotyzm wyssał z mlekiem matki
Kolejne pokolenia Smoleńskich wychowywały się w poczuciu ogromnego szacunku do ojczyzny. To był jeden z najbardziej patriotycznych domów w Ostrowcu. Leon Smoleński ukończył szkołę handlową w Warszawie. W 1918 roku już jako mieszkaniec Ostrowca został wcielony do Wojska Polskiego. W wojnie w latach 1918- 1921 walczył w stopniu sierżanta. W 1923 roku został przeniesiony do rezerwy i przydzielony jako pisarz do Powiatowej Komisji Uzupełnień w Ostrowcu w stopniu podoficera. W 1930 roku ożenił się z Marią Reginą Kawecką. Pan Maciej z dumą przypomniał, że dekretem Naczelnego Wodza ojciec uhonorowany został srebrnym Krzyżem Virtuti Militari. Otrzymał też medal pamiątkowy za wojnę 1918 -1921.
Smoleńscy szybko zadomowili się w naszym mieście. Pan Leon prowadził wspomniany już skład apteczny i drogerię w kamienicy nr 53 w Rynku. Był aktywnym politykiem orientacji prosanacyjnej, m.in. członkiem prezydium Rady Grodzkiej BBWR, zastępcą komendanta Straży Ogniowej, a od 1937 roku komisarzem rządowym w Ubezpieczalni Społecznej w Ostrowcu, mianowanym przez ministra Opieki Społecznej do nadzorowania pracy tej instytucji. Był również skarbnikiem miejskiego oddziału PCK i członkiem Rady Nadzorczej Banku Spółdzielczego. Od 1940 roku Smoleński należał do ZWZ – AK, będąc m.in. łącznikiem i kolporterem ulotek w referacie VII Walki Cywilnej. W jego składzie aptecznym znajdowała się skrzynka kontaktowa, magazyn broni i czasopism konspiracyjnych.
W rodzinnym archiwum państwa Smoleńskich zachowały się dokumenty, zdjęcia z uroczystości państwowych i lokalnych w przedwojennym Ostrowcu. Jest m.in. sprawozdanie przygotowane na coroczne zebranie władz Ubezpieczalni Społecznej w Ostrowcu, zawierające wiele ciekawych zestawień i informacji dotyczących struktury demograficznej, zamożności, sytuacji mieszkaniowej, opieki medycznej i stanu higieny mieszkańców Ostrowca.
Są również pożółkłe zdjęcia i dokumenty wuja pana Macieja, Ryszarda Kaweckiego, absolwenta Liceum im. J. Chreptowicza, który zdążył ukończyć Szkołę Oficerską i jako oficer w II Dywizji Artylerii Konnej w Dubnie, we wrześniu 1939 roku ruszył na front. Jego dywizja skierowana została do obrony Łodzi. Zginął w czasie ciężkich walk 7 września pod Brzezinami. Pośmiertnie został odznaczony przez Rząd RP na Uchodźstwie Krzyżem Virtuti Militari II stopnia.
Rola Stanisława Saskiego
-Ojca łączyły bliskie, przyjacielskie relacje ze Stanisławem Saskim, właścicielem Browaru, jednym z najbardziej znanych obywateli przedwojennego miasta. Zawsze wyrażał się o nim z szacunkiem – podkreślał pan Maciej.
Saski był niezwykle zdolnym przedsiębiorcą, inicjatorem wielu lokalnych przedsięwzięć społecznych i gospodarczych, ale też przyjaznym ludziom człowiekiem z ogromną kulturą. Od początku okupacji włączył się w działalność podziemia, był czołową postacią AK.
Pan Saski miał bardzo dobre relacje z poznaniakami. Z kolei oni potrafili nawiązać kontakty z Niemcami. Większość osób przesiedlonych z okolic Poznania znała język niemiecki. Odgrywali oni znaczącą role w życiu miasta w czasie okupacji, ale też równie ważną rolę w ruchu oporu. W gronie przesiedleńców byli ludzie z pewnym już doświadczeniem w działalności politycznej, przedstawiciele różnych zawodów i specjalności, m.in. lekarze, nauczyciele, przedsiębiorcy. Iluż to ostrowczan aresztowanych i zatrzymanych przez Niemców w różnych sytuacjach, udało się uchronić od śmieci lub obozu, dzięki podjętym rozmowom i pieniądzom. Ojciec opowiadał jak Saski przeżywał, gdy nie udało się wyciągnąć z aresztu trzech młodych pracowników huty, członków AK, którzy w 1940 roku zawiesili biało-czerwoną flagę na najwyższym kominie Wielkiego Pieca. Przyjechał wtedy do ojca i mówił: Leon, nie udało się. Tyle starań, tyle zabiegów i pieniędzy. Gestapo przewiozło młodych hutników z Ostrowca do Radomia. Sprawa stała się głośna. Cała trójka trafiła do obozów koncentracyjnych.
Wśród aresztowanych Stanisław Saski i Leon Smoleński znaleźli się w gronie 30 osób aresztowanych w nocy z 15 na 16 września 1942 roku i później powieszonych na ostrowieckim Rynku. To był jeden z najczarniejszych dni w historii naszego miasta. Sam moment aresztowania Leona Smoleńskiego opisuje Tadeusz Religa, który rano 16 września 1942 roku jechał pociągiem do Radomia. Religa, członek Szarych Szeregów, mieszkał wówczas przy ulicy Denkowskiej 56. Szedł w kierunku skrzyżowania przy dzisiejszej targowicy i Alei 3 Maja. O godz. 5 rano było jeszcze ciemno. Wychodząc z posesji został oświetlony latarką przez gestapowca. Niemiec zażądał on niego kenkarty. Po sprawdzeniu dokumentu, puścił go przodem i szedł za nim.
-Zbliżyliśmy się do nieruchomości, gdzie mieszkał pan Leon Smoleński – relacjonował T. Religa. -Przy furtce ogrodzenia stała grupa gestapowców, a wśród nich Hans Peters, dobrze znany kat ludności cywilnej miasta. W tym samym czasie Leon Smoleński zbliżał się do furtki, jeszcze nie całkiem ubrany. Grupa gestapowców otoczyła go, zadając jakieś pytania, których nie byłem w stanie usłyszeć. Przyspieszyłem kroku, aby jak najdalej znaleźć się od tych bandytów. Szedłem w dół ulicy Denkowskiej. Mijając dom Skoczkowskiego, dyskretnie obejrzałem się za grupą, w której był aresztowany Leon Smoleński, zmierzającą w kierunku magistratu. W piwnicach magistratu obok posterunku policji znajdował się areszt. Cały czas zastanawiałem się nad powodem aresztowania pana Smoleńskiego.
Pan Maciej zapamiętał doskonale tamtą noc
–Zbudził nas łomot i głosy, by otwierać. W drzwiach pojawili się gestapowcy. Dokładnie przeszukali cały dom, każdy kąt, ale broni nie znaleźli. Była ukryta w garażu w ogrodzie. Później kazali się tacie ubrać i zabrali go. Gdy go wyprowadzali z posesji, stałem obok niego przerażony tym wszystkim. Pamiętam każdy szczegół. Broń, a być może inne dokumenty przejął później Mikołaj Głąb, pradziadek obecnego radnego Artura Głąba, najbliższy znajomy ojca, który na terenie naszej posesji trzymał konia i dorożkę. Pan Mikołaj był doskonale zorientowany w sprawach konspiracyjnych.
Sam przebieg wydarzeń z 30 września, przed kilkoma tygodniami dokładnie przybliżył na łamach Gazety Ostrowieckiej kustosz Waldemar Brociek. Nie ma wątpliwości, że aresztowanie i egzekucja 30 września miały związek ze zniszczeniem 11 września przez miejscową grupę dywersyjną gazociągu i także mostu kolejowego w Romanowie. O tej akcji było w Ostrowcu głośno. Zawalenie się przęseł mostu kolejowego w wyniku wybuchu gazu, spowodowało wściekłość Niemców, bowiem była to jedna z ważniejszych tras komunikacyjnych w kierunku wschodnim.
Nie znaleziono klucza
– Nie zdołano ustalić, w jaki sposób gestapo zestawiło listę z nazwiskami zakładników – pisał Edmund Reński, który w tym czasie pracował jako geodeta w magistracie w wydziale technicznym i aktywnie działał w podziemiu.
Czy dysponowano informacjami o powiązaniu niektórych osób z ruchem oporu, czy też wybrano zakładników losowo, według jakiegoś klucza przedstawicieli różnych środowisk miasta?
Edmund Reński przypomniał w swojej publikacji, że z inicjatywy rodzin i przyjaciół aresztowanych, ówczesny burmistrz Franciszek Baranowski podjął rozmowy z niemieckim komisarzem miasta, aby uzyskać zgodę gestapo na wyjazd do Krakowa do Generalnego Gubernatora Hansa Franka i przedstawienie mu gotowości zapłacenia przez społeczeństwo Ostrowca okupu w zamian za darowanie życia zakładnikom. Gestapo odmówiło. Były nawet pomysły, aby odbić zakładników, ale każdy zdawał sobie sprawę, że koszty takiej akcji byłyby ogromne. W odwecie Niemcy mogli zamordować rodziny zatrzymanych.
– W dniu, kiedy przeprowadzono egzekucję, mama zamknęła się z siostrą i ze mną w pokoju. Nikt z domu nie wychodził. Był to najtrudniejszy dzień w życiu naszej rodziny. Ojca po raz ostatni widziałem w areszcie w magistracie, który znajdował się w pobliżu naszej posesji. Można tam było dojść od tyłu – wspomina pan Maciej. Późnym popołudniem ciała powieszonych ułożono na platformie konnej zarekwirowanej z browaru i zawieziono na pobliski cmentarz. Gdy przejeżdżali obok posesji, dwa nasze psy boksery rzuciły się na ogrodzenie ujadając, a później nagle umilkły.
Trudne lata
-Kolejne lata były dla nas trudne – podkreśla pan Maciej. Mama została sama z dwojgiem małych dzieci. Jeszcze w czasie wojny ówczesne władze lokalne skierowały ją na kurs do Radomia, by zabezpieczyć byt rodziny. Ukończyła kurs i prowadziła dalej nasz sklep w Rynku. Po wojnie zmieniliśmy miejsce zamieszkania, ponieważ właścicielowi posesji przy ulicy Denkowskiej zabrano majątek i rodzina wróciła do Ostrowca. O tych pierwszych latach powojennych Maciej Smoleński mówił niechętnie z wyraźnym żalem w głosie. Po maturze składał papiery na uczelnie, jednak odmawiano mu przyjęcia. Dla wszystkich była praca w hucie, tylko nie dla niego. Został zwolniony, a powodem miał być zły stosunek do władzy.
– Na szczęście wszystko minęło, przeszło, nie ma co do tego wracać – podkreślał w rozmowie.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *