Mariusz Swat – wyjątkowy pastelista

Mariusz Swat to niesłychanie zdolny pastelista. Jego artystyczny kunszt jest wart docenienia tym bardziej, że Mariusz jest osobą głuchoniemą i mocno niedowidzącą. Nadal chętnie ?przerzuca? swoje pomysły na papier w Ognisku Pracy Pozaszkolnej w Ostrowcu Świętokrzyskim, dzięki przychylności dyrektora placówki, Tomasza Kandyby i starostwa.
-Mariusz jak już umiał trzymać ołówek w ręku, to kładł się na podłodze i tak rysował – wspomina mama artysty, Zofia Swat. Żałuję, że nie zachowałam tych rysunków. Rysował bardzo ciekawe historyjki. Z tamtego czasu, niestety, nic się nie zachowało. Czasy wtedy były trudne. Syn urodził się jako wcześniak. Później dowiedziałam się, że ma głęboki niedosłuch. Byłam ?przeganiana? z tym dzieckiem po szkołach. W jednej był za mądry, w drugiej za głupi. Najpierw trafi ł do szkoły dla dzieci głuchych do Radomia. Musiałam go zabrać stamtąd, bo nie pasował. Później była operacja oka. Przeżyliśmy to bardzo. Załatwiłam mu szkołę w Lublinie. Tam się nie zakwalifikował, bo rozpoczął naukę w PSP Nr 8 w Ostrowcu Świętokrzyskim. Najgorsze było to, że zawsze każdą szkołę zaczynał od pierwszej klasy. Później, jak już został przez kilku lekarzy w Kielcach zdiagnozowany, to zapadła decyzja, że musi mieć nauczanie indywidualne w domu. Nawiązując do malarstwa, to Mariusz, jak miał 7 lat, kiedy był już w domu, trafi ł na ul. Wspólną do Osiedlowego Domu Kultury. Później uczęszczał do ogniska plastycznego na os. Pułanki, gdzie dyrektorem był Kazimierz Bąk, a zajęcia prowadził także Krzysztof Ciok. Mariusz tam zdobywał już profesjonalne szlify. Lubił rysować obrazki historyczne, m.in. z końmi.


-Dyrektorowi ogniska, Tomaszowi Kandybie, jestem niezmiernie wdzięczna – mówi Zofia Swat. Mariusz już dawno jest dorosły, a mimo to ma możliwość przychodzenia do ogniska. Z ogniskiem jest związany ponad 40 lat. Kiedyś należał do Związku Niewidomych, miał wtedy bardzo dużo wystaw w Kielcach. W Ostrowcu malował, a wystawy były w Kielcach. Mariusz Swat trafił do OgniskaPracy Pozaszkolnej, kiedy jego dyrektorem był Tadeusz Nowak. Później, gdy dyrektorem był już Kazimierz Bąk, Mariusz w ognisku był praktycznie codziennie.
-Pamiętam, jak pan Bąk mówił: Mariusz ma taką rękę, że gdy którego z kolegów, uczniów ogniska, narysował, to ten dostawał się dalej do szkoły malarskiej – wspomina Zofia Swat. -Mariusz w ognisku przeszedł całą edukację, tak jak każdy uczeń – mówi dyrektor Ogniska Pracy Pozaszkolnej, Tomasz Kandyba. Jak był małym brzdącem, to Kaziu Bąk opowiadał, że biegał po ognisku i rysował po ścianach. Potem zaczynał od martwych natur i następnie rysował ołówkiem, zresztą bardzo dobrze. Malował farbami plakatowymi, potem pastelami, farbami olejnymi. Dostał nawet album rosyjskiego akwarelisty Szyszkina i z niego rysował. Następnie była robiona wystawa z tych kopii. Malował mnóstwo pejzaży z Ostrowca. Po pewnym czasie doszliśmy do wniosku, aby jegoprace wyglądały jeszcze bardziej profesjonalnie i żeby ?obciąć? Mariuszowi pełną gamę kolorów. Po to, aby jego prace nie były jedynie żółtawo ?zielonkawo -czerwone. Dostał kolory ciepłe ijedną kredkę niebieską oraz czarną. W tej chwili rysuje pastelami na papierze szarym przeznaczonym specjalnie do rysunków. Mariusz ma bardzo piękne prace. Najczęściej tematyką jego prac są pejzaże. Obecnie nie ma już artystów, którzy siedzą i rysują w plenerze, wędrujących ze sztalugą po okolicy z farbami. Teraz bardzo rzadko się to spotyka. Najczęściej artyści malują ze zdjęć.


-Artysta przekłada dany pejzaż z fotografi i na swój język ?mówi Tadeusz Kandyba. Tak też robi Mariusz. Tłumaczyć Mariuszowi można w ograniczonym słownictwie: tu ma być ciemniej, tu jaśniej, a tu więcej różowego. To jest cała korekta.

Mariusz jest samoukiem. Jakbym chciał zrobić taką prawdziwą korektę jak to wygląda z każdym uczniem, to by nic z tego nie wyszło, bo Mariusz i tak narysuje to po swojemu. Zawsze tak było, że jak wziąłem pędzel i mu coś przemalowałam w jakimś fragmencie. Mówię – ten kolor ma być różowy albo żółtawy. Przychodzę za jakiś czas i jest to z powrotem przemalowane tak jak on chce. Nie da sobie powiedzieć. Nie da sobie wprowadzić korekty. To jest Mariusza język. Każdy artysta ma swój sposób wypowiadania poprzez pracę. Mariusz ma właśnie taki. Z jednej strony to dobrze,że nie da się przestawić zdecydowanie tak jakby ktoś chciał. Jest sam dla siebie i sam rysuje po swojemu. Mariusz jest specyficzny, a to z uwagi na swój niedosłuch, gorzej widzi, ale także ze względu na fakt robienia prac po swojemu.


-Mogę jednak zdecydowanie powiedzieć, że to, co robi, naprawdę wspaniała robota – podkreśla dyrektor T. Kandyba. Jest dobrym pastelistą i bardzo dużo się nauczył. Rysuje bardzo dobrze postać, bardzo dobrze maluje. Wszystkie techniki ma opanowane. Jeżeli chodzi o ognisko, to ma gdzie się zaczepić, ma gdzie przyjść, ma co robić. Gdy jest godz. 15.30, to Mariusz stoi przed ogniskiem i czeka. Jest pierwszy. Ma swoją kanciapę, w której rysuje. Wszystkie jego prace są zbierane, składane. Czekamy na moment, aby zrobić wystawę jego prac. To byłoby podsumowanie tego, co robił przez ostatnie 3 lata.
O planowanej wystawie Mariusza Swata na pewno poinformujemy, tym bardziej, że jego dzieła warte są pokazania szerszej opinii publicznej. 

Print Friendly, PDF & Email