Zabytkowy Ostrowiec (zdjęcia)

Marek Wójcicki, kustosz ostrowieckiego muzeum, uprzedzał mnie. Faktycznie, nie łatwo jest pisać o ostrowieckich zabytkach. Muszę najpierw nauczyć się je szczegółowo rozróżniać. Kilka z nich nazywanych jest rejestrowymi. Są opatrzone specjalnymi kartami ministerstwa kultury i dziedzictw narodowego i można jest znaleźć w spisie wojewódzkiego konserwatora zabytków. Inne, a jest ich sto czterdzieści jeden, zostały wpisane do rejestru gminnego oraz powiatowego i znajdują się  pod ochroną w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego. Tymczasem, w miejskim programie opieki nad zabytkami czytamy, że „miasto posiadające w przeszłości przede wszystkim zabudowę drewnianą nie przetrwało próby czasu, zatem jest tu niewiele zabytków…”. Kiedy siadamy do auta przed swoistą podróżą w przeszłość z zadaniem wykonania dokumentacji zdjęciowej nasz fotoreporter Staszek Dulny znajduje receptę na twórcze rozterki. –Co się przejmujesz, rejestry rejestrami, a jak ludzie mówią, że to zabytek, to jest zabytek – mówi.

No właśnie… Ruszamy spod Kolegiaty św. Michała Archanioła, dumnie rozpościerającej się nad miastem i stanowiącej jej główny zabytek. Kościół w tym miejscu stanął już przecież w 1614 r. Mówi się też, że zabytki będące pod opieką kościoła znajdują się w najlepszym stanie. Jedziemy więc do Denkowa. Tu znajduje się kolejny, tzw. zabytek rejestrowy. Kościół pw. św. Stanisława z dzwonnicą. Pierwszy, drewniany kościół wybudowano już w 1581 r.. Był ufundowany przez Stanisława i Kaliksta Michowskich. W 1691 r. świątynię rozebrano i rozpoczęto budowę nowego, murowanego kościoła w stylu barokowym. Budowę ukończono w 1702 r. Fundatorami byli Kacper Teodor i Anna Siemianowscy, dziedzice Bodzechowa. W 1807 r. hrabia Jacek Małachowski ufundował dzwonnicę oraz zakrystię. Naszą uwagę przykuwa tablica epitafijna z 1714 r. z piaskowca ks. Stanisława Wielockiego i usytuowana obok kościoła drewniana dzwonnica wybudowana w latach 1806 – 1807. W drodze z Denkowa zastanawiamy się, dlaczego urokliwy i jakże kojarzący się z naszym miastem kościół pw. Najświętszego Serca Jezusowego przy ul. Poniatowskiego nie doczekał się statusu zabytku rejestrowego? Cały z drewna modrzewiowego zaprojektowany został w stylu zakopiańskim w 1932 roku. Na również drewnianej dzwonnicy znajduje krzyż z 1881 r. poświęcony pracy górników ostrowieckich.
Mniej dumni jesteśmy za to w Częstocicach. Pałac Wielopolskich znajduje się, delikatnie mówiąc, w złym stanie technicznym. Terenem parkowym też powinien zająć się fachowiec. Od wielu lat czekamy aż władze powiatu znajdą pieniądze na remont pałacu. Może się doczekamy? Tak naprawdę, to cały układ urbanistyczny Częstocic, z budynkiem pierwszej na ziemiach polskich cukrowni i budynkami mieszkalnymi przy Osadowej, wymaga spójnych działań konserwatorskich. Tu miało przecież powstać muzeum cukrownictwa polskiego z całą ścieżka dydaktyczną. Chyba znów będzie o nim mowa przy zbliżających się wyborach samorządowych…
Z kolei pałacyk myśliwski Wielopolskich przy Kuźni, nazywany obecnie Pałacem Tarnowskich, Staszek woli fotografować od strony parku. –Od frontu za dużo zbędnych dodatków – mówi z przekąsem, zdejmując uprzednio migawką najdrobniejsze szczegóły usytuowanej w pobliżu pałacu kapliczki.
By domknąć listę wspomnianych zabytków rejestrowych zaglądamy na cmentarz żydowski na kirkucie oraz oglądamy kaplicę rodziny Pietrzykowskich na cmentarzu parafialnym przy ul. Denkowskiej. Tu dostrzegamy, że kilka lat temu odrestaurowaną kaplicę Pietrzykowskich znów ukruszył ząb czasu. Figura jednego ze świętych pozbawiona została… głowy.
Urzędnicy ostrowieccy lubią się chwalić obiektami zabytkowymi, znajdującymi się w układzie urbanistycznym śródmieścia. Przy ulicy Szerokiej znajduje się dawny, parterowy, murowany, dwutraktowy z przejezdną sienią zajazd pocztowy z przełomu XVIII i XIX wieku. To najstarszy, murowany budynek miasta. Skoro tak, to dlaczego nie znajduje się wśród tych rejestrowych? Budynki zabytkowe w centrum zaprojektowali nasi, miejscowi architekci. Mam tu na myśli Władysława Hermana, Witolda Minkiewicza, Stefana Szyllera, Tadeusza Rekwirowicza. Przykładem jest budynek poczty przy alei 3 Maja z monumentalną kolumnadą w stylu palladiańskim, czy też Bank Pfeffera, w którym, w chyba nie do końca po mistrzowsku odrestaurowanym, obecnie urzędują policjanci. Zresztą, aleja 3 Maja cała jest najeżona budynkami, które stanowią – jak chociażby Pałacyk Rylla – gębę Ostrowca. Ul. Siennieńska, z zespołem browaru Saskich, willą Żakowskich, dworkiem Straussa i willą Saskich i ich domem przy ul. Wardyńskiego, również nadaje miastu klimatu. Mamy nadzieję, że nie spotka tych budynków taki sam los, jak Domu Heinego przy ul. Iłżeckiej.
-A propos willi Saskich, w której udzielaną są śluby… Napisz, by ktoś zajął się stanem kipiących szarością figurek, które niegdyś z polecenia nieodżałowanego artysty Tadeusza Maja wykonali uczniowie kieleckiego plastyka – mówi Staszek Dulny, z którym mkniemy teraz w dół miasta. Tu znajduje się bowiem kolejny historyczny układ urbanistyczny osiedla mieszkalnego przy dawnych zakładach ostrowieckich, a jakże datowany na lata 1899-1925, a obejmujący ulice w południowej części miasta: Klimkiewiczowską, Kościuszki, Moniuszki, Poniatowskiego, Sandomierską, Staszica, Świętokrzyską i Traugutta z dawnymi domami robotniczymi, domami urzędniczymi, hotelem robotniczym, laboratorium, budynkiem dawnej dyrekcji. Tu pierwsze domy na terenie dawnej osady fabrycznej Klimkiewiczów pochodzą z lat 1837 – 1839, a wiec z czasu, kiedy powstała nasza huta. Jej dyrekcja z końcem XIX w. postawiła dwupiętrowe kamienice fabryczne oraz szpital fabryczny. Stąd tylko rzut beretem na dworzec kolejowy z 1885 roku. Na usta ciśnie się pytanie: kiedy wreszcie przestanie straszyć?
Uff… Jak to więc jest? Mamy w Ostrowcu te zabytki, czy nie? Swoją drogą, w tej materii przydałaby się wszystkim ostrowczanom porcja solidnej edukacji. To oczywiste, że – jak wszędzie tak i w naszym mieście – brakuje środków na renowację zabytkowych obiektów, a ich pozyskiwanie zewnątrz odbywa się w warunkach silnej konkurencji ze strony innych samorządów. W wielu budynkach prywatnych dokonywane są również samowolne działania, polegające na likwidacji detali architektonicznych przy prowadzonych termomodernizacjach, ba, nawet częściowych lub całkowitych rozbiórkach. Nie sposób oprzeć się także wrażeniu, że w strukturę zabytków – obojętnie, czy rejestrowych, czy nie – wprowadza się poprzez zmiany planu miejscowego nowoczesną zabudowę, a obiekty poprzemysłowe huty, czy wspomnianej cukrowni popadają w ruinę.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *