Polskie wilki i Marysia w duńskiej telewizji

Historia z wilkami, atakującymi ludzi w Polsce, ma swój ciąg dalszy. I to z całkiem nieoczekiwanej strony. Chociaż zapewne lepiej by było, gdyby przypadkom ataków wilków na ludzi bardziej przyjrzeli się miejscowi znawcy tych zwierząt.

Ale po kolei. Jak się bowiem okazało po kilku miesiącach, tekst pt. „Marysia i wilki” o dziewczynce z Ostrowca Świętokrzyskiego, pogryzionej w czerwcu tego roku w Bieszczadach przez wilka, zrobił wrażenie za granicą. Przez Facebooka skontaktował się z naszą redakcją duński dziennikarz, dokumentalista i reżyser w jednej osobie, pracownik tamtejszej telewizji publicznej, Svanten Ipsen. Prosił o kontakt z rodzicami dziecka.

-Tekst w waszej gazecie zrobił na mnie duże wrażenie. Przejrzałem setki informacji, jakie o wilkach w Polsce dostępne są w Internecie i tylko w tekście waszej dziennikarki zauważyłem prawdziwą troskę o człowieka bezradnego w kontakcie z dzikim zwierzęciem, które obecnie podlega bezwzględnej ochronie. Człowieka, który w tym momencie jest bezbronny wobec groźnego drapieżnika. I to mnie w tym tekście zafascynowało. Szukałem w Polsce kontaktu z osobami, zaatakowanymi przez wilki, ale
nikt nie był w stanie mnie z nimi skontaktować. Bardzo się zdziwiłem także, że polscy naukowcy wypowiadający się publicznie na temat wilków, miejscowe autorytety w tej dziedzinie, nie rozmawiali z osobami zaatakowanymi przez te zwierzęta. Ba, nawet nie próbowali odnaleźć tych ludzi – mówi Svanten. -Robię film dokumentalny o powrocie wilków do Europy Zachodniej. Około 2000 r. pierwsze wilki przybyły do Niemiec, a w 2013 r. od 199 lat pierwszy wilk znalazł się w Danii. Ponieważ wilki przybywają z południa, postanawiam pojechać do Polski i dowiedzieć się o tym fascynującym zjawisku więcej. W Danii doszło do bardzo gorącej i ostrej debaty na temat wilków. Wielu ludzi jest szczęśliwych i myśli, że jest dobrze, ale wielu lokalnych mieszkańców tych z bardzo małych wsi jest przerażonych i wściekłych, że wilki powracają.

Pracowałem z wieloma złymi historiami w mojej karierze, ale ta o wilkach jest dla mnie wyjątkowa i im więcej dowiedziałem się o wilku, tym bardziej mam wątpliwości i jestem przerażony. W ramach moich badań przyglądałem się tłumaczeniu polskich artykułów w Tłumaczu Google w maju, a w czerwcu znalazłem reportaż telewizyjny, który mówił o czterech atakach wilka na ludzi w Polsce tego lata. Potem mój polski asystent szukał wszystkich artykułów o tych atakach i znalazł artykuł w „Gazecie Ostrowieckiej” o napaści wilka na Marysię. Temat wilków jest bardzo interesujący. Pasjonujący jest stosunek ludzi do wilków, no i trzeba mieć na uwadze, jakie zagrożenia niesie dla człowieka dyrektywa unijna nakazująca ich bezwzględną ochronę.
Oczywiście Sventen Ipsen wraz kamerzystą odwiedzili Ostrowiec. Rozmawiali z Marysią i jej rodzicami oraz dziećmi będącymi świadkami tego przerażającego ataku wilka na Marysię.

Ostrowieccy myśliwi o wilkach
Zdania, co do zagrożeń związanych z wilkami wśród myśliwych kół łowieckich Powiatu Ostrowieckiego są podzielone. Jedni uważają, że posiadając naturalną bazę wyżywieniową, którą stanowią leśne zwierzęta łowne, wilk nie będzie atakował zwierząt hodowlanych, a tym bardziej ludzi. Inni jednak widzą w przyszłości zagrożenie dla człowieka ze strony tego największego drapieżnika polskich lasów.
Co więcej, uważają, że powinien wrócić on na listę gatunków łownych lub przynajmniej jego populacja powinna być aktywnie zarządzana. Myśliwi twierdzą, że wilków w Polsce przybywa i pojawiają się w miejscach, w których do tej pory ich nie było. Ich obecność jest także obserwowana w lasach ostrowieckich. Wilk jest gatunkiem chronionym w Polsce od 1998 r. -Wilk, choć jest drapieżnikiem, należy do zwierząt płochych i raczej schodzi z drogi człowiekowi. W ostrowieckich lasach spotykamy ten gatunek, jednak więcej tychże osobników znajduje się w lasach starachowickich. Wilki żyją stadnie w tzw. watahach i tak też przemieszczają się. Sytuacje, w której mogą zaatakować człowieka, czy też zwierzęta hodowlane, są nietypowe dla zachowania wilka. Atakują i pożerają ssaki kopytne, a więc sarny, kozły czy jelenie, których populacja również się zwiększa, stąd też wilki nie muszą szukać pożywienia poza obrębem lasu. Wilk może zaatakować wówczas, gdy czuje się osaczony lub też odrzucony przez stado, co wiąże się z dostatecznym brakiem pożywienia. Innym przypadkiem nietypowego zachowania wilka jest wścieklizna. Na terenie powiatu ostrowieckiego nie odnotowano takich sytuacji, jak też przypadku zaatakowania człowieka przez wilka. Jednak podczas spacerów po lesie należy zachować ostrożność i nie zapuszczać się w leśne gęstwiny -mówi Mariusz Pasternak, myśliwy KŁ „Dzik”.
Niektórzy myśliwi uważają, że zwiększająca się populacja wilków zagraża gatunkom, takim jak zające, bażanty czy kuropatwy i brak strategii redukowania tych drapieżników może być zagrożeniem dla tych populacji zwierząt, a w dalszej perspektywie dla zwierząt gospodarskich i ludzi. W niektórych krajach Europy Zachodniej wprowadzono uregulowania prawne, dotyczące kontrolowanej redukcji leśnych drapieżników. W Polsce wśród przeciwników takich procedur są ekolodzy oraz organizacje pozarządowe zajmujące się wilkami, które dopuszczają jedynie możliwość tzw. odstrzału interwencyjnego – to znaczy osobników wyrządzających szkody lub osobników chorych. Naukowcy wskazują na dynamiczny wzrost tego gatunku. Jednak w Polsce prowadzone badania opierają się jedynie na danych szacunkowych. W 2011 r. prof. Henryk Okarma wraz z dr hab. Romanem Gulą i dr Piotrem Brewczyńskim opracowali „krajową strategię ochrony wilka warunkującą trwałość populacji gatunku w Polsce”. Autorzy dokumentu podkreślają znaczenie monitoringu liczebności wilków, który powinien opierać się na rejestracji tego gatunku we wszystkich obwodach łowieckich. Na podstawie tych informacji powinny być opracowane mapy ich występowania, zaś monitoring liczebności powinien być wykonany metodą badań genetycznych materiału nieinwazyjnego. Wtedy dopiero można byłoby poznać konkretne liczby i planować rozważne użytkowanie populacji, w tym ograniczenia.
Problem jednak w tym, że badania genetyczne są zbyt kosztowne i krajowa strategia nigdy nie została wdrożona, choć coraz częściej naukowcy i myśliwi sięgają do tego dokumentu.
D. Rucińska. A. Mroczek

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *