Zielone Świątki na Górze Witosławskiej

Jak co roku na Górze Witosławskiej odbyły się w minioną niedzielę uroczyste obchody święta ludowego oraz kościelna uroczystość Zesłania Ducha Świętego.
Na leśnej polanie obok XVIII-wiecznej drewnianej kaplicy p.w. Zesłania Ducha Świętego, przy której jest też źródełko, według tradycji z leczniczą wodą – zebrały się tłumy wiernych.
Wśród licznych gości, którzy muszą pokonać pieszo kilometr, by dotrzeć do kapliczki, w tym roku znalazły się również florystyki z grupy ArtFlor działającej przy Consenso, które w ten sposób uczciły tradycję odbywania Zielonych Świątek na Górze Witosławskiej. A ta sięga XIX wieku, choć inne źródła podają, że tradycja pierwszych odpustów sięga XV wieku.
-To jest dzień, w którym można podziękować za wszystko, co zostało wysiane na polach, wzeszło i jest zielone – mówi Halina Wojciechowska, florysta, z zamiłowania etnografka. – To także okazja, by prosić Boga o to, by dał, jak co roku, obfite plony – podkreśla i dodaje, że Zielone Świątki to ludowa nazwa święta majowego, pierwotnie związanego z przedchrześcijańskimi obchodami święta wiosny, które eksponowało siłę drzew, zielonych gałęzi i wszelkiej płodności.
Obecnie potoczna nazwa Zielone Świątki współistnieje z kościelnym świętem Zesłania Ducha Świętego.
Nawiązując do dawnej tradycji, florystyki przystroiły swoje głowy wiankami z buczyny, wzbudzając tym samym zainteresowanie miejscowej ludności i przybyłych gości.
Pobyt w niezwykłym miejscu był także okazją do rozmowy z mieszkanką wsi Milejowice, 97-latką, Marią Ceglarską, pamiętającą tradycje odpustowe, które gromadziły tu tysiące ludzi.
Zielone Świątki zawsze obchodzono u nas uroczyście – mówi pani Maria. – Kaplica na Górze Witosławskiej była blisko, a kościoły parafialne daleko. Tata na Zielone Świątki stroił dom buczyną. Zagroda też była ustrojona. Szliśmy na odpust całymi rodzinami, pamiętam – byłam mała, płakałam, bo chciałam jakąś lalkę w pudełku, ale tata mi jej nie kupił, bo nie miał pieniędzy. Jak byłam większa, to też chodziliśmy na odpust, było bardzo uroczyście, dużo ludzi – piękny był świat. ,,Po górach i dolinach” się śpiewało, przyjeżdżało dużo gości, księży.
-Pewnego razu jak byłam z tatą, widziałam dwoje ludzi – pani w niebieskim płaszczu, pan w kapeluszu, ksiądz chodził z tacą i ta pani rzuciła 10 zł. Przed 1939 rokiem, to było bardzo dużo pieniędzy. Spytałam ojca, kto to był, a on, że to pan Jan Rechlewski z Iwanowa. W czasie wojny ludzie nie świętowali. Po odzyskaniu wolności to na te Zielone Świątki, jakby niebo się otworzyło. Ile radości było. Kawalerka z Witosławic ustroiła taki duży plac gałęziami, muzyka, taniec, aż serce rosło. Każdy byle co zjadł, w byle co się ubrał, ale szedł i się cieszył. W ramach odpustu zawsze odbywały się zabawy przez całą noc.
Dla kramarzy dotarcie na polanę było wyzwaniem. Podkładali pod koła u wozów kamienie, aby te nie stoczyły się po stoku. Dzieci i młodzież czekali na piszczałki, lody z blaszanych kanek, piłeczki na gumce – to była prawdziwa atrakcja. Na odpust goście przyjeżdżali furmankami, drabiniastymi wozami, wolantami przystrojonymi liśćmi.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *