Mają po 40-50 lat, a futbol, jak ich kręcił tak kręci…

Oldboje KSZO awansowali do II rundy Okręgowego Pucharu Polski. Sprawili uciechę sobie i kibicom. Dziś dzielą się z nami wrażeniami po wygranym 2:1 meczu z Arką Pawłów.

Trener Janusz Batugowski: -Niektórych piłkarzy nie widziałem może 20, 30 lat… Umiejętności ciągle mają wysokie. Brakuje im tylko jeszcze kondycji, ale jak będą trenowali, to finał Pucharu Polski blisko. Szczerze mówiąc niewiele pomagałem drużynie, ale przecież w drużynie występowało kilku znamienitych trenerów, toteż mnie pozostała rola wnikliwego obserwatora. Miałem ogromną satysfakcję, że wygrali mecz, a także z tego, że mogliśmy się spotkać i najzwyczajniej w świecie porozmawiać po latach…

 

Krystian Kanarski: -Marcin Wróbel zgłaszając zespół Oldbojów KSZO do rozgrywek pucharowych zrobił nam wielką niespodziankę. Na mecz przyszło sporo kibiców, a i pogoda była typowo piłkarska. Przeszliśmy do następnej rundy. Nie wiemy na jaką drużynę trafimy, ale atmosfera jest niesamowita, aż się łezka w oku kręci. Czasami byłem desygnowany do gry na różnych pozycjach, ale cieszę się, że w meczu z Arką poradziłem sobie w roli defensywnego pomocnika. W naszej drużynie staramy się regularnie trenować, ale wiadomo, że różne obowiązki powodują, że jedni czynią to systematycznie, a inni nie. Sportowcem jest się jednak do końca. Na murawie biegało wielu trenerów, ale nie mieliśmy kłopotów ani z doborem taktyki, ani pozycji dla siebie. Przeciwnik nasz to wybiegany, młody zespół i odczuliśmy to w samej końcówce spotkania. Celnym trafieniem z karnego zrobiłem sobie wielką niespodziankę i frajdę. Stary ze mnie chłop, ale naprawdę przy wykonywaniu jedenastki czułem presję i oddech kibiców. Najbardziej obawiałem się, że młodzi piłkarze, których szkolę na co dzień, będą się śmiać, jak nie trafię do siatki. Dobrze się stało, że trafiłem, bo nie musieliśmy grać dogrywki, podczas której moglibyśmy mieć wielkie problemy… Udało się, jesteśmy szczęśliwy i to dla nas powód do szczęścia.

Marcin Wróbel, kapitan drużyny: -Nie przygotowaliśmy się do tego meczu w jakiś spektakularny sposób, wręcz unikaliśmy treningów, by nikomu się nic nie stało. Okazało się, że doświadczeniem i mądrością gry byliśmy lepsi. Fajnie, że mecz miał taką otoczkę i mogliśmy się spotkać w takim gronie. Pomysł zgłoszenia zespołu do rozgrywek Pucharu Polski tkwił w naszych głowach od dawna, ale zawsze kogoś nam brakowało do składu. Teraz zebraliśmy chłopaków ze starej gwardii i powiedzieliśmy sobie: dlaczego nie mamy zagrać? Owszem, mamy frajdę z gry, ale również z tego spotkania, które jest przyczynkiem do powspominania dobrych czasów. Poza tym, przypomnieliśmy sobie, jak kopie się piłkę na pięknym stadionie przy Świętokrzyskiej. Jesteśmy wniebowzięci, bo zagramy tu przynajmniej jeszcze raz… Przed meczem wszyscy sobie siedliśmy i ustaliliśmy, jak zagramy. To zdało egzamin tak, jak z ustawieniem Krystka Kanarskiego na pozycji defensywnego pomocnika. Ten mecz długo będziemy jeszcze czuć w kościach, ale warto żyć dla tak pięknych chwil i warto pocierpieć. Wzięliśmy przykład z naszych trzecioligowych piłkarzy i tak, jak oni z Wisłą, tak my z Arką w Pucharze Polski wygraliśmy 2:1. Chcemy nasz zespół wzmocnić, na pewno zagra z nami w bramce Janusz Jojko.

Andrzej Kobylański, srebrny olimpijczyk z Barcelony: -Do tej pory mecze oglądałem z trybun stadionu KSZO i zawsze marzyłem o tym, że zagrać na tej płycie. Okazało się, że Arka była wymagającym przeciwnikiem, ale zasłużenie wygraliśmy. Jestem najstarszy w drużynie, w wieku 50+, ale nie miałem żadnych obaw przed meczem, który był dla nas wszystkich fajną zabawą. Do 70 minuty panowaliśmy na boisku, ale później odcinało nam już prąd i super się stało, że „Kanar” wykorzystał rzut karny. To ja miałem go egzekwować, ale okazało się, że pachwiny mam już niezbyt świeże. Nie mieliśmy żadnego okresu przygotowawczego, nie trenowaliśmy chociażby stałych fragmentów gry, ale mam nadzieję, że teraz doszlifujemy już formę. Spotykamy się mniej lub bardziej regularnie, by pokopać, choćby w Ostrowieckiej Piłkarskiej Lidze Firm, czy też co roku startując w halowych mistrzostwach Polski. Poza tym, mamy swoje stowarzyszenie i frajdę, że wciąż możemy reprezentować nasz KSZO. Zobaczymy na jakiego rywala trafimy w kolejnej rundzie Pucharu Polski, ale chyba będziemy musieli się wzmocnić, bo chcemy kontynuować przygodę z rozgrywkami. Cieszę się również z tego, że mój syn Martin rozegrał fantastyczną rundę wiosenną i miał olbrzymi wkład w awansie swojej drużyny – Braunschweiger TSV Eintracht 1895 – do 2.Bundesligi. Ogólnie strzelił w rozgrywkach 18 bramek i miał 9 asyst. Coś niesamowitego… Gra teraz o szczebel wyżej, a może ktoś zapuka do niego z jeszcze wyższej klasy rozgrywkowej?

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *