Muzyczne pasje Alberta Chodały. Chłopak z gitarą ze sklepu obuwniczego

Albert Chodała, dla rodziny, przyjaciół i znajomych Alek. Ostrowczanin z krwi i kości. Pasjonat piłki nożnej. Gitarzysta. Większości ostrowczan i nie tylko, znany jako właściciel sklepu obuwniczego w centrum miasta.
Jak się okazuje, najdłużej prowadzonego sklepu z obuwiem w Ostrowcu Świętokrzyskim.
-Sklep z butami w Rynku założyłem 5 lutego 1990 r., w tym roku minęło już 31 lat – mówi Albert Chodała. Wcześniej prowadziliśmy tutaj z żoną przez 3 lata warzywniak. Sklep miał wtedy mniejszy metraż. A przed warzywniakiem mieliśmy z Agencji Rybnej w Kielcach agencyjny punkt smażalni ryb na ul. Sienieńskiej. Byliśmy najmłodszymi agentami smażalni ryb w całym województwie kieleckim – mówi A. Chodała. Miałem wtedy 23 lata, a moja żona Ewa 21 lat.
A. Chodała zanim związał się z handlem, pracował od 1974 r. na Nowym Zakładzie na Wydziale Obróbki Mechanicznej, a następnie na Wydziale Obróbki Termicznej. A od 1976 r. pracował w zaopatrzeniu technicznym huty Marcelego Nowotki. Z zakładem był związany do 1985 r.
-W tym czasie na żonę była założona smażalnia ryb, która była prowadzona 5 lat – mówi A. Chodała. Rano szedłem do pracy do huty, a po popołudniu przychodziłem do smażalni pracować, aby się czegoś dorobić. Ciężko było. Nie mieliśmy nic, jak się pobraliśmy. Niestety, rosnące opłaty agencyjne spowodowały, że musieliśmy zmienić branżę na warzywniak.
Rozkwit i załamanie firmy

Gdy A. Chodała miał sklep obuwniczy w Rynku, założy drugi na ul. Kościelnej na zasadzie wynajmu, a potem jeszcze jeden w Rynku.
-W 1994 r. otworzyliśmy franczyzowy sklep Adidasa na górnej połaci Rynku – wspomina A. Chodała. Przez pewien czas mieliśmy cztery sklepy, w których łącznie zatrudnialiśmy 15 osób. Miałem jeszcze swoje biuro księgowe, w którym pracowało 2 księgowe. To był dobry rozwój fi rmy. Ostrowiec wtedy tętnił życiem. Do roku 1999 to można powiedzieć, że w Ostrowcu z rodzinnym handlem bardzo dobrze się działo. To było widać. Młodzież kończyła szkołę, dostawała zasiłki, za co sobie kupowała buty, dresy. Była też praca.
Jak mówi A. Chodała hossa jego firmy trwała dopóty, dopóki nie został postawiony Minimal i kolejne wielkopowierzchniowe sklepy w Ostrowcu i regionie.
-Obroty diametralnie spadły – słyszę. Firma chyliła się ku bankructwu. Robili nam konkurencje poprzez stosowanie zaniżonych cen detalicznych. Sklepy wielkopowierzchniowe kupowały podobny do naszego towar, ale jakieś końcówki i dawały niskie ceny, aby nas zniszczyć. Najpierw zamknęliśmy sklep na ul. Kościelnej. Potem w 2000 r. zamknęliśmy sklep Adidasa po około 6 latach prowadzenia. Ruch zmalał przez wielkopowierzchniowe sklepy. Przestaliśmy mieć także wyłączność na Adidasa Poland w Ostrowcu. Został założony blisko nas taki sklep, co stało się dużą konkurencją dla nas. Wspomnienia zostały jednak z wyjazdów do Warszawy na organizowane dwa razy do roku spotkania Adidas Poland.
-Próbowaliśmy jeszcze handlować kiermaszem obuwniczym w Rynku, wejście było od ulicy Siennieńskiej – wraca pamięcią A. Chodała. To też się nie udało.
Jak podkreśla A Chodała, w jego sklepie zawsze był towar wysokiej jakości jak na Ostrowiec.
-Mieliśmy dobre buty – mów i. Marki polskie firma But-S, Ryłko, Conhpol, Pilpol, Kacper, Lesta i wiele innych. Przede wszystkim sprzedawaliśmy buty polskie, ale podpieraliśmy się importem hiszpańskim, portugalskim, włoskim. Niestety, ale musieliśmy pozwalniać wszystkich pracowników i zaciągnąć kredyt, aby pospłacać towar. Kapitał był w towarze, straciliśmy płynność finansową. Musieliśmy się podpierać kredytami, po to, aby uczciwie popłacić dostawcom i wyjść na prostą. Staraliśmy się stawiać czoła temu wszystkiemu.

Piłka na stres
Bardzo to przeżywałem. Pamiętam jak mieliśmy załamanie rynku, to zacząłem ponownie dużo grać w piłkę z chłopakami, żeby się odstresować. Graliśmy razem z grupą Scorpion. Miałem wtedy 39 lat i zacząłem ponownie grać w piłkę. Paweł Delegiewicz i Andrzej Kobylański zaproponowali nazwę Scorpion i do tej pory ta drużyna istnieje. Dużo młodzieży zaczęło grać z nami w piłkę. Ja byłem zawsze najstarszy w drużynie. Zawsze mówili do mnie „proszę pana, niech pan poda piłkę”, a ja mówiłem „nie mów do mnie na boisku proszę pana” (śmiech). „Na boisku nie ma panów, tu mówi się po imieniu”- mówiłem. W sumie to dobrze mieć młodych kolegów. Odmładza to człowieka, a przez sport człowiek się odstresowywał. I oczywiście była gitara cały czas.
Muzyczne pasje
Zamiłowania do muzyki A. Chodała wyniósł z domu rodzinnego.
-Miałem muzyczną rodzinę, ŚP. ojciec Tadeusz umiał grać na akordeonie, o 5 lat starszy brat Leszek grał też bardzo dobrze na akordeonie – mówi A. Chodała. Pamiętam jak ojciec nie chciał kupić mi gitary. Mówił, że mamy dwa akordeony i że najlepszy instrument to akordeon. „A z gitary chleba nie będziesz jadł” – tak mawiał w domu. To brat namówił ojca i w końcu kupił mi gitarę pudłową. Zacząłem chodzić do ogniska muzycznego przy Szkole Podstawowej nr 11 na Foscha. Miałem około 14 lat. Nauczyłem się tam grać z nut, poznałem technikę, a później było mi mało i zacząłem sam grać dużo na gitarze. Jak skończyłem podstawową szkołę w 1969 r., to w 1970 r. założyliśmy młodzieżowy zespół przy hufcu harcerskim. Hufiec harcerski mieścił się wtedy na ul. Sandomierskiej, vis a vis kościółka. Bardzo był ciężki dostęp do muzyki zachodniej, na początku lat 70. Nie można było kupić płyty. Najbardziej lubiłem muzykę rockową, ciężką Black Sabat, Led Zeppelin, Ten Years After, The Moody Blues, Pink Floyd. Najlepszymi gitarzystami dla mnie i inspiracją byli Eric Clapton i Alvin Lee Elwin. Wśród moich ulubionych grup był zespół Cream.
Mówiąc o zespole Cream, A. Chodała wyjął z za lady gitarę i zagrał oraz zanucił kawałek znanego utworu tej grupy „Sunshine of Your Love”.
-Uczyłem się poprzez słuchanie – wspomina. Piosenki w języku angielskim spisywaliśmy fonetycznie z nagrań. Nie umieliśmy angielskiego, a po angielsku śpiewaliśmy. Wtedy każdy tak śpiewał. Nawet Czesław Niemen i inne zespoły, do czego sami się przyznawali. Do zespołu harcerskiego należeli: basista Jurek Niewiadomski, perkusista Wojciech Siporski, solistka Aldona Kawan, gitarzysta Albert Chodała oraz serwisant i elektryk Andrzej Płatek. Zespół nazywał się „Ju Al Wo” Jurek, Albert, Wojtek. Wojtek grał z nami 2 lata, bo za bardzo zapuszczaliśmy się w nauce, a on chciał się dalej uczyć, chodził do technikum. Spędzaliśmy bardzo dużo czasu na próbach w hufcu. Próby były w małym kantorku. Każdy z nas lubił inną muzykę słuchać i każdy coś wnosił do tego zespołu. Jeden lubił Rolling Stonnes, to drugi Sabat, Led Zeppelin, ktoś inny The Moody Blues i Pink Floyd. Ten zlepek różnych gatunków muzyki przekładał się na nasze piosenki, które układaliśmy sami. Zaś nasza solistka lubiła śpiewać Halinę Frąckowiak.
Jak wspomina A. Chodała, po hufcu grali na Koloni Robotniczej, gdzie został wybudowany nowy klub przez urząd miasta.
-Tam pani Rejowa z działu kultury Urzędu Miasta zaproponowała nam granie na nowym sprzęcie – słyszę. To były dobre warunki, nowy klub, nowiutki sprzęt. Tam pograliśmy 2 lata już z nowym perkusistą Zbyszkiem Rychtą. Gdy wyjechał za pracą, na jego miejsce wskoczył ŚP. Jarek Krzemiński „Mulu”. Później razem z Mulem poszliśmy grać do PKS, ściągnięci przez gitarzystę solowego Józka Kożuchowskiego. Wtedy Józek zaczął grać na gitarze basowej, ja na solowej i wokal. Potem do naszego zespołu dołączyła Maryla Krawczyk jako solistka.
W tamtych czasach niemal każdy zakład pracy dbał o kulturę i miał własny zespół muzyczny.
-Takie były czasy -mówi A. Chodała. Huta całą działalność kulturalną miała w ZDK, OZMO miało świetlice na rogu ulicy Opatowskiej i Sandomierskiej. WSS, spółka handlowa, spożywcza położona przy wiadukcie też miała swój zespół. Tam grali nasi znajomi – perkusista Jacek Świątek, śpiewała Anna Mazurkiewicz, na basie Marek Kościelniak, na gitarze Krzysiek Lipiec „Stasin”. Zespół ten prowadził Boguś Mazurkiewicz. Firma „Rozwój” miała także swój zespół.
Sukces zespołu
Zespół A. Chodały, noszący nazwę Zeus, w 1974 r. odniósł znaczący sukces muzyczny. Grupa zajęła pierwsze miejsce w województwie kieleckim jako zespół amatorski podczas Przeglądu Muzycznego w Skarżysku -Kamiennej.
-Zajęliśmy wtedy dwa pierwsze miejsca, jako zespół grając moją piosenkę „Kto wskaże drogę” – moje słowa, moja muzyka – słyszę, A nasza ówczesna solistka Maryla Krawczyk zajęła pierwsze miejsce w kategorii solistów. W PKS graliśmy około dwóch lat. Po sukcesie, jaki odnieśliśmy w Skarżysku –Kamiennej, i po zdobyciu dużej nagrody ówcześni prezesi PKS obiecali nam kupić nowy sprzęt. Nie wywiązali się z tej obietnicy. Jako zespół rozstaliśmy się. Maryla poszła śpiewać do ZDK. Wtedy zespół nazywał się już Zeus. Grał wówczas z nami jeszcze Zbyszek Kwiatkowski. Graliśmy wtedy w OZMO na dobrym, mocnym sprzęcie, gdzie przed nami grał Andrzej Ziemian. Odszedł, bo założył zespół w Tęczowej. Potem Mulu poszedł grać także do Tęczowej. Na jego miejsce wskoczył perkusista ŚP. Tadek Sawicki. Nasze ambicje rosły, umiejętności rosły, ale nie było pieniędzy. Na początku jeździliśmy po choinkach, po szkołach. Zarabiało się na ówczesne pieniądze po 20 zł. na głowę za 3 -4 godziny grania. Wtedy nie chodziło nam o pieniądze, ale o to, żeby się ograć. Jak graliśmy w PKS, to zarabialiśmy już lepsze pieniądze, ale nie było regularności w zarabianiu. Musieliśmy do tego, gdzieś pracować. Większość z nas pracowała wtedy w hucie. Najwięcej pieniędzy zarabialiśmy na zabawach wiejskich. Graliśmy po remizach, jak w starej remizie Borii, gdzie były zabawy. Jak tam pojechaliśmy grać pierwszy raz, to usłyszeliśmy, „wy chłopaki ku… grajta, bo jak tydzień temu przed wami był taki zespół, to spier….przez pola ze sprzętem swoim, bo grać nie umieli”. Wystraszyliśmy się, jak się nie spodoba nasze granie, to co z nami będzie. Ale się podobało i wszystko wyszło dobrze. Zdarzało się, że graliśmy jeden wieczór np. w Jacentowie na boisku i byliśmy poproszeni o zagranie na drugi dzień. Graliśmy m.in. w Gołębiowie pod Sandomierzem, w Grocholicach, na Piaskach Brzóstowskich. Na imprezach latem. Wtedy zarabialiśmy po 200 zł na głowę. Potrafiłem jednego miesiąca zarobić cztery wypłaty hutnicze, a później nie było nic zarobku. To były takie rwane pieniądze.
Odstawiona gitara
Zespół zaczął się powoli rozpadać. Każdy ze składu obrał inną życiową drogę.
-Po tym, były lata, że w ogóle nie brałem do ręki gitary, bo nie miałem na to czasu – mówi A. Chodała. W latach 80. to tak się zaangażowałem w pracę w prywatnym biznesie, że nie miałem na nic czasu, nawet na słuchanie muzyki.
Teraz A. Chodała trochę grywa w domu, głównie na uroczystościach rodzinnych. Gitara jest też zawsze w sklepie.
-A wzięła się tutaj stąd, bo zawsze grało tutaj radio – słyszę. Jak zaczęli nam kazać płacić ZAIKS itp., to miałem tego dosyć i przywiozłem gitarę do sklepu. Gram sobie kiedyś Santanę. Idzie facet chodnikiem, pali cienkiego papieroska i mówi do mnie, „wie pan, że gdyby nie ta gitara, to do sklepu bym nie wszedł”. I kupił buty, bo gitarę usłyszał. Gdy jedna z klientek miała urodziny, to zagrałem i zaśpiewałem jej sto lat. Mieliśmy nagrać płytę, jak jeszcze Mulu pracował w ZDK i niestety, nie nagraliśmy.
Ze składu Zeusa zostali: Albert Chodala, Zbyszek Rychta, zmarli: Jarek Krzemiński, Andrzej Płatek, Józek Kożuchowski, Zbyszek Kwiatkowski oraz Zbigniew Pela.
Dzisiaj, jak przyznaje A. Chodała, sklep obuwniczy funkcjonuje dzięki stałym klientom.
– To klienci, którzy nam wierzą, że dobrze doradzimy -mówi. Od nas klient ma wyjść zadowolony i ma do nas wrócić. Mamy same dobre marki i najnowsze modele. Nie ma tutaj byle jakiego buta. Dominuje naturalna skóra. Muszę jednak przyznać, że moda się wymieszała. Klasyka zawsze się obroni. Weźmy np. takie czółenko. Nawet jak oglądam stare filmy przedwojenne to takie czółenko już było. Są klienci, którzy przychodzą do nas od lat. Znam ich upodobania, jaką mają stopę, co lubią. W ubiegłym tygodniu mieliśmy klientkę, która wyjechała dawno z Ostrowca do Poznania. „Nie ma mnie w Ostrowcu 20 lat, a Pana sklep nadal tutaj jest” – chwaliła nas. To cieszy. 

Print Friendly, PDF & Email

2 thoughts on “Muzyczne pasje Alberta Chodały. Chłopak z gitarą ze sklepu obuwniczego

  • 30 kwietnia 2021 at 20:44
    Permalink

    Alek Jak bede w wakacje to cie odwiedze w sklepie. Napisales duzo muzycznej histori Ostrowca . Pozdrawiam

    Reply
  • 4 maja 2021 at 16:02
    Permalink

    to jest efekt dziadowskiego zarządzania miastem. zero inwestycji, zamiast ściągnąć jakieś duże firmy oddaje się tereny inwestycyjne miejscowym kacykom, dlatego nie ma pracy, są kiepskie zarobki, ludzie nie maja kasy i przez to upadają takie male sklepy. w tym mieście nie było jeszcze dobrego prezydenta.
    jest tylko klika która dba o miejscowych kacyków !!!

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *