Wielkanoc w cieniu okrutnej wojny (zdjęcia)

Tuż przed Świętami Wielkanocnymi odwiedziłam trzy dzielne Ukrainki – Halę, Oksanę i Marianę. Młode kobiety wraz z dziećmi znalazły schronienie w jednej z ostrowieckich rodzin.

Już po przyjeździe do Ostrowca, chciały czymś się zająć, aby nie siedzieć bezczynnie. Tak też powstała niewielka wytwórnia pierogów ukraińskich oraz tradycyjnych pielmieni, które są gotowane niemalże w każdym ukraińskim domu. Zaprzyjaźniona z nimi ostrowczanka, Weronika Pawlonka, zadbała o to, aby wszystko przebiegało zgodnie z prawem. Kobiety przeszły badania wymagane przez medycynę pracy, zgłosiły procedury do odpowiednich instytucji. Tak powstało zaczarowane miejsce, pełne dobrej energii, w którym codziennie kobiety realizują zamówienia od przyjaciół na pierogi.

– Są to przepisy stare od naszej babci – mówi Oksana. – Do pierogów ukraińskich czyli cabarenów, potrzebny jest ser, ziemniaki i cebulka. Jest to danie, które w ukraińskich domach gotowane jest w każdą niedzielę i podawane z czerwonym barszczem. Natomiast pielmieni, to pierożki z mięsem wieprzowo –wołowym i sosem ze śmietany. Też często gotujemy je  na Ukrainie.

Kobiety realizują zamówienia dla zaprzyjaźnionych osób. Nie mają cennika. Za porcję biorą „co łaska”. I w ten sposób wspierają żołnierzy ukraińskich walczących o wolność kraju, przekazując zarobione pieniądze na granicę do Medyki.

-Tylko w ten sposób możemy pomóc i wspierać naszą armię. Pieniądze przekazujemy bezpośrednio na granicę, na zakup środków medycznych dla naszych żołnierzy – mówią kobiety.

Na Ukrainie zostali ich najbliżsi – mężowie, ojcowie, bracia. To dla nich wstają każdego ranka i lepią pierogi, żeby nie myśleć o okrucieństwach wojny, a jednocześnie zbierać potrzebne pieniądze. Oksana, Hala i Mariana, pomimo trudnych przeżyć, tęsknoty za swoim krajem, strachu i niepewności, są pełne ciepła i życzliwości. Każdego witają z uśmiechem. W porze obiadowej więcej mają zamówień. Co jakiś czas ktoś przychodzi, aby odebrać swoje porcje z pierogami. Śledzą informacje z Ukrainy, lecz nie chcą rozmawiać o wojnie. Łzy napływają im do oczu, kiedy pytam o Wielkanoc. Po raz pierwszy spędzą ją z dala od bliskich. Po raz pierwszy będą to zupełnie inne święta, bo w cieniu okrutnej wojny. Jednak chcą zachować tradycje. Hala z nieukrywanym wzruszeniem pokazuje mi zdjęcia z rodzinnego domu z ubiegłorocznej Wielkanocy, które ma w telefonie. Dziś nie wie, co pozostało z jej domu, lecz w pamięci zachowała piękne wspomnienia. I to one dają młodym kobietom siłę do przetrwania.

-Święta Zmartwychwstania obchodzimy według obrządku prawosławnego. Są one tydzień później niż w Polsce. W tym roku Wielkanoc będziemy obchodzić tak jak w Polsce. W Wielką Sobotę pójdziemy do kościoła z koszyczkiem. Na Ukrainie też święcimy pokarmy. Zaczynamy  od świątecznych porządków w domu, które muszą się zakończyć przed Wielkim Czwartkiem. Od Czystego Czwartku już zaczynamy świąteczny czas. Pieczemy paschę, są to baby wielkanocne i przygotowujemy świąteczne potrawy. Jest to rosół i solanka, taka zupa z dużą ilością mięsa i kwaszonymi ogórkami. W święta też jemy galaretę mięsną i gołąbki z ryżem, mięsem i kapustą. Robimy też dużo sałatek. No i pieczemy ciasta, oprócz tradycyjnej paschy, pieczemy też serniki. No i jemy dużo jajek. W koszyczku ze święconką też wkładamy jajka, kiełbasę, mięso. Idziemy do cerkwi, aby je poświęcił pop. W ubiegłym roku była u nas pandemia i jeśli ktoś nie mógł pójść do cerkwi, wychodził z koszyczkiem na ulicę, przed dom, a pop jeździł i święcił wszystkie koszyczki. Święcenie odbywało się także on-line. W tym roku pójdziemy tu, do pobliskiego kościoła. Chodzimy co niedziela. Modlimy się, aby zakończyła się wojna i abyśmy mogły wrócić do swojego kraju, do swoich rodzin – mówią kobiety.

Przy wielkanocnym stole, który z pewnością nie będzie taki ,jak co roku, w ich rodzinnych domach, dzieląc się jajkiem będą mieć tylko jedno marzenie – aby jak najszybciej skończyła się wojna i aby mogły powrócić do swojej Ukrainy.

Print Friendly, PDF & Email