Witek Muzyk Ulicy: „Dziwię się, że ludzie chodzą w butach” 

Ma za sobą życie na wsi i ciężką pracę na roli.  Po kilkunastu latach porzucił pracę w garniturze i wyszedł na ulicę, gdzie od 7 lat daje koncerty na bosaka. Dla jednych dziwak. Dla innych wspaniały artysta. Muzyk, w utworach którego swoje życie może odnaleźć każdy z nas. Jego ostatni utwór „Proszę Polsko nie umieraj” powstał w Bałtowie i Czarnej Glinie w gminie Ćmielów. W teledysku Witkowi towarzyszy mieszkanka naszego powiatu Hania Filipczak i koń ze stadniny w Bałtowie.

-Nie czuję się wielkim artystą, czuję się geniuszem- mówi Witek Muzyk Ulicy, właśc. Witold Mikołajczuk – polski muzyk, kompozytor, akordeonista, gitarzysta, wokalista, autor tekstów. Może to brzmi jak żart albo samochwalstwo, ale jak sobie przeanalizowałem historię polskiej muzyki rozrywkowej na przestrzeni 70 lat to chciałem wyłączyć kogoś, kto pisałby muzykę o sprawach obyczajowych, które dotykają ludzkich emocji, ale też przeżyć. Kogoś kto piszę słowa, piszę muzykę, aranżuję, wymyśla teledyski , jest odpowiedzialny też za brzmienie zespołu , za organizowanie pieniędzy na wydanie płyt, za robienie teledysków, kto występuję w tym wszystkim, to nie znalazłem nikogo. Mam przyjaciela Wojtka, który jest mistrzem malowania wielkich graffiti na blokach. Mówię, Ty jesteś najlepszym malarzem, a ja jestem najlepszym muzykiem. Sporo rzeczy robię naraz. Trzeba mieć szerokokątne spojrzenie na świat. Bardzo dużo trzeba poświęcić czasu na obserwacji ludzi, umiejętność słuchania, analizowania, dobranie słów, aby to potem zamknąć w kilku zdaniach . To nie jest oczywiste, aby jakąś historię przedstawić w kilku trafionych zdaniach, aby wyłonić jakąś puentę.

Prywatnie Witek jest zwyczajnym człowiekiem. Lubi sprzątać i gotować. Miesza smaki, łączy kwaśne z ostrym, ostre ze słodkim.

-To kuchnia bezmięsna- słyszę. Dużo ryżu basmati z ostrą papryką chili. Zdarza się, że dorzucę pokrzywę czy liście brzozy. Lubię ogród, mam motor stary kawasaki z 1996 r. Samochód też mam z 1996 roku. Uważam, że lata 90-te to był wspaniały czas dla motoryzacji, muzyki, kina.

Na koncerty Witka przychodzą ludzi ze wszystkich warstw społecznych, z różnorodnym wykształceniem, statusem materialnym, różnego pochodzenia i wyznania.

-Nie szukałem żadnej niszy muzycznej-mówi. Po prostu sobie komponowałem. Pojawiały się melodie i słowa. Nie była to kalkulacja, że szukam czegoś nowego. Opisywałem to co mnie ciekawi. Widocznie ciekawi to wielu ludzi. W dobie Internetu trudno dowiedzieć się czy moja muzyka słuchana jest w Polsce czy na emigracji, czy w pracy czy w relaksie. Może mnie martwi trochę, że ludzie często mówią o piosence „A ja mam kaca”. Choć przecież za komuny też był alkoholizm. Teraz również jest spory alkoholizm, ale o tym się nie mówi.

Jak mówi Witek, najbardziej jest związany z piosenką „Serce wolności” .

-To taka pierwsza piosenka, która ma dobry tekst- podkreśla muzyk. Ma pewną głębie, przekaz, jest rozpoznawalna. To z „Sercem wolności” zaczęła się przygoda ze sceną.

Zaś ostatnia piosenka „Proszę Polsko nie umieraj” powstała 4 lata temu kiedy nikt nie myślał o wojnie, i o covidzie.

-To nie piosenka pisana pod koniunkturalną sytuację. Pisanie takie jest nieszczere- mówi Witek. Jest to zamówienie. To nie jest siła objawienia, ani  natchnienia. Jest to skalkulowane na zysk albo poprawienie swojej popularności. Uważam, że Polski już dawno nie ma. Polska jest pośrednikiem handlowym wśród ludzi, którzy żądzą naszym krajem, nie koniecznie polskiego pochodzenia. Tak naprawdę kasta Żydów i Rabinów z Nowego Jorku tutaj zarządza poligonem doświadczalnym jakim jest Polska, wysyłając tutaj swoich większość produktów rozrywkowych. Wiele programów rozrywkowych jest na licencji. Najwięcej sprzedanych lekarstw również nie jest polskiej produkcji. Ciężko trafić na polskie auto, motor czy rower. „Proszę Polsko nie umieraj”, to jest tekst, który jest musztardą po obiedzie. Polska już umarła. Nie ma polskich wielodzietnych rodzin. Nie ma w szkole plastyki, techniki . Nasze dzieci są okaleczane przez kulawy system edukacyjny. Kompletnie nie modyfikowany, który jest niereformowalny, bazujący na testach bez zajęć praktycznych. Dzieci skazane na 99 proc. kadry żeńskiej. Ja do kobiet nic nie mam, poza piosenką „Rzucę Ciebie, rzucę nas” przecież śpiewam też pięknie o kobietach „Ja się w Tobie zakochałem”, czy „Dziewczyna lepsza niż kokaina” czy wzruszająca piosenka o mamie. Ludzie jak słyszą patriotyzm to sprowadzają go do sytuacji ekonomicznej lub politycznej. A dla mnie to jest wszystko. To jest wychowanie. To jest to typowy materialny dom, który wygląda jak dom, a nie jak betonowy kloc. Dzisiaj ta zabudowana w Polsce jest paskudna. To są podobne, kopiowane projekty, stawiane na terenie całego kraju, bez względu na region. Czy ty jesteś na Suwalszczyźnie czy na Podkarpaciu, czy na Pomorzu to wszędzie są te same bryły. Plus brak wymiany myśli artystycznej i rękodzieła. To też mnie martwi, że nie za bardzo można spotkać rzeźbiarzy, malarzy, rysowników, muzyków, tkaczy, garncarzy, już nie mówiąc o kowalu czy bednarzu czy galanterniku skórzanym. Masa zawodów zniknęła. Co my mamy w Polsce Lewandowskiego, który gra w niemieckiej lidze. Ta cała sytuacja z maseczkami i kłamstwem covidowym, to też pokazała praktycznie, że Polski nie ma. Bo nie może cię jakiś policjant zatrzymywać za brak maseczki, a inni Polacy patrzą i nagrywają filmy.  

Obracam się wśród ludzi, którzy zostali wychowaniu w dobrze pojętym kulcie patriotyzmu, ale także w dobrze pojętej kulturze polskiej czyli kuchnia, muzyka, obrazy i cała przestrzeń związana z domem, aleje lipowe, dbanie o jodły, modrzewie, świerki, zachwycanie się dębami, zbieranie ziół i prowadzenie ogrodu. Kiedyś prawie każdy dom był samowystarczalny, ludzie mieli sady, ogrody, pola, kury, kaczki, krowy. Teraz kobiety przestały rodzić dzieci. Przestały chodzić w sukienkach. Upodobniły się do mężczyzn, przejęły męskie cechy. Ja inną Polskę pamiętam, innej Polski się uczyłem. Proszą Polsko nie umieraj to krzycz rozpaczy.

Dlaczego Czarna Glina? Akurat byliśmy tam na spacerze. Lubię takie miejsca, jakieś opuszczone domy. Był to klimat już jesienny, zaczynał się październik. Są też tam groby powstańców. I tak się pojawił pomysł, aby pokazać tę Polskę, może nie na zasadzie flag, transparentów, stadionu narodowego. Nie było to też takie proste, aby wymyślić, aby przemycić barwy narodowe, a są przemycone. Główny bohater w czerwonym swetrze, dziewczynka w bieli. Gdzieś tam w tle w domku rzucone płótno. Koń jako symbol naszej kawalerii. Płaszcz oficerski ułanów to mój ciuch. To też z racji pochodzenia. Dziadek był ułanem w kampanii wrześniowej, a jego tata, czyli mój pradziadek był ułanem w pierwszej wojnie. Medalion i buty od kolegi. Myślę, że wyszło to nam filmowo. Chciałam, aby teledysk opowiadał jakąś historię. Aby nie było pewne co się tam wydarzyło lub co ma się wydarzyć. Orkiestra symfoniczna podnosi jakość tego utworu.

Witkowi nie brakuje garnituru, korporacji, miasta, stolicy, wyścigu szczurów.

-Bywam w stolicy-przyznaje Witek. Spędziłem 18 lat w dużym mieście, a trafiłem tam z małej wioski, prawie jak Czarna Glina. W małej miejscowości masz więcej czasu. Kiedyś powiedziałem do mojego kolegi Rafała Sonika, słuchaj nie mam kasy, jestem biedny. On mówi do mnie, nie mów, że jesteś biedny. Ci bogaci mają pieniądze, a najbogatsi to mają czas. Wyszło mi, że jestem jednym z najbogatszych ludzi, których znam. Nie znam żadnej osoby, a znam bardzo dużo ludzi, którzy mają tyle czasu co ja. W Warszawie patrzyłem na ludzi, którzy marnotrawią swój czas, szybkie budzenie się, pośpiech, szybkie jedzenie, szybkie ubieranie, stanie w korku, dojazdy. Szukanie miejsca na parkingu, parkometry, opłacanie tego. To jest kupa czasu. Jak zliczysz te wszystkie elementy, które nie są pracą, to jest mnóstwo czasu. Ja mam ten czas i pieniądze na godziwe życie. Gdy wchodzę do restauracji to nie patrzę na cenę, ale na to co chciałbym zjeść. Jak chce zatankować samochodów, to nie na zasadzie może dojadę. Lubię samochody z lat 90- tych. Mają swój klimat, a poza tym, nie będę ciągle szukał koncertów, aby opłacić sobie furę. Ludzie, którzy mają duże pieniądze tak naprawdę nie mają czasu na nic. Żyją w jakimś turbo tunelu. Nie lubię biedy, co widać w wielu małych miasteczkach. Widać to po zakupach w sklepach spożywczych, ubraniach ludzi, po budynkach, elewacjach. To wszystko widać, że jest to na tzw. zapchaj dziurę. To nie jest pomysł, który się realizuje, bo pomysł kosztuje. Wiele osób, mimo ciężkiej pracy nie ma pieniędzy. Pomyślałem sobie jako młody chłopak 24-letni, że nie mogę funkcjonować w takim systemie. Byłem sprzedawcą Toyoty w Piasecznie. Przychodzili do mnie ludzie i kupowali Land Cruiser za 250 tys. złotych. Pomyślałem nie mogę tutaj być sprzedawcą, bo i tak nigdy nie kupię sobie Land Cruiser. 

Dobrze pamięta życie na wsi i ciężką pracę na roli, ale w zamian pełną spiżarnie.

-Nie mieliśmy samochodu, rowery poskładane z kilku innych- wspomina. Potem miasto. Pracowałem jako ankieter, sprzedawca wczasów, następnie samochodów, potem miałem swoją firmę poligraficzną, drukowanie książek, gazet, sprzedaż energii, wożenie papierosów i wódki z Ukrainy na Norwegię, sprzedawanie żywności na Urysnowie, robienie kanapek na festynach, zbieranie grzybów, jabłek.

Muzyka zaś była dla niego, jak mówi nośną rzeczą w podstawówce, kiedy było mnóstwo ognisk muzycznych.

-Każda osoba musiała coś na muzyce robić, jak nie miał talentu do ksylofonu, cymbałków, fleta to miał trójkąt, tamburyno, talerze- słyszę. Każdy był zaangażowany. I jeszcze był chór szkolny i spotkania po szkole, aby doszlifować występy. I wtedy nauczyłem się jako 12-leni chłopak grać na gitarze. W liceum muzyka nie była już tak ważna. Była masa dużo innych przedmiotów, które absorbowały mój czas. To był mój błąd- liceum ogólnokształcące. Zaniedbałem przez to sport, bo grałem świetnie w tenisa stołowego, świetnie biegałem, grałem w piłkę, pływałem. Co mi zrobiło miasto. Pozbawiło mnie talentu sportowego, muzycznego i kazało mi się uczyć fizyki, chemii, biologii, matematyki, języka francuskiego, rosyjskiego. Nic z tego co wtedy się uczyłem, poświęcałem kupę czasu i stresu , nie przydało mi się.

Mimo to na koniec liceum wraz z kolegami założył zespół Śrubokręt, z których zagrał na kilku rockotekach i studniówce.

-Ktoś mówi, że jestem antysystemowcem. Jak ja mam być systemowy, gdy zobaczyłem co system zafundował mi i moim znajomym, że pozbawił nas talentu, pozbawił nas czasu, rzucił nas w nieludzki rytm pracy- nie kryje oburzenia Witek. A tak naprawdę w rytm niewolniczego systemu, który ograbia cię z czasu, pasji, z możliwości posiadania wielodzietnej rodziny. To tak leci, że masz trzydzieści kilka lat, i obsługujesz tylko kredyty i leasingi.  Pojawiło się pierwsze dziecko, drugie dziecko. Muzyka była tylko z doskoku, gitara przy ognisku czy grillu.

Muzyką na poważnie zajął się, po tym jak spędził 40 dni w areszcie w Szwecji za przemyt.

-Wielki mi przemyt 100 litrów wódki i 100 kartonów papierosów (śmiech). Warunki były niezłe, bilard, ping pong, siłownia, karty, szachy, każdy miał swój pokój, TV, radio, biblioteka. Parterowe budynki, zero krat w oknach, trawniczek, kwiatki.  Nie działała sauna. Jeden mówi: „to dziadowskie więzienie, byłem w takim co nawet był basen” (śmiech) Gdy wyszedłem grałem sobie w sklepiku w Piasecznie na gitarze. Wtedy podszedł do mnie „koleś” i zapytał czy chciałbym zagrać dla dzieci w domu dziecka. I tak zacząłem jeździć do domu dziecka. Wtedy też zakupiłem akordeon. Puściłem sobie filmiki na YouTubie, wydrukowałem rozpiskę tych basów na lewą rękę. Tej lewej nie widzi się dobrze, granie nią jest bardziej intuicyjne. Już myślałem, że się nie nauczę. 

Był to rok 2014 r. Miał wtedy 33 lata jak zaczął uczyć się gry na akordeonie.    

-Gdy zagrałem w plenerze kilka razy, przypomniały mi się dawne dzieje- wraca pamięcią Witek. Co innego zagrać dzieciom w domu dziecka, a co innego z tego żyć. Przełomem było spotkanie ze skrzypaczką, z którą następnie grałem przez 2 lata. Zaciekawiłem się tym, bo ona grała wtedy już kilka lat na ulicy. Postanowiłem sprawdzić, czy się coś da na ulicy zarobić.

W 2015 r.  wyszedł ze swoją muzyką na ulicę. W czerwcu mija 7 lat kiedy zagrał pierwszy raz na ulicy.

-Po godzinie siedzenia przy schodach przy metrze w Warszawie zdałem sobie sprawę, że zmarnowałem tyle lat- wspomina. 13 lat zmarnowałeś człowieku słuchając się innych ludzi. Na schodach zarobiłam wtedy 120 zł. w 2 godziny. Powiedziałem sobie, będę muzykiem. Wbrew temu, że w Polsce nie ma sztuki ulicznej. Ludzie nie zachwycają się malarstwem, tańcem, muzyką uliczną. Nie ma poszanowania takich ludzi. Myślą sobie pewnie jakiś nierób, leser, degenerat, narkoman, alkoholik. Kilka osób oczywiście się zachwyci, zatrzyma. Wiele osób nawet nie ma czasu przystanąć, posłuchać, tylko pędzą do tego metra. Potem z tego metra pędzą. Dla mnie generalnie świat się cofnął w rozwoju. Ludzie zostali pozbawieni, lub sami się pozbawili umiejętności manualnych. Nie używają swoich dłoni, które pobudzają ośrodki w mózgu odpowiedzialne za kreatywność. A zwłaszcza ta lewa dłoń połączona z prawą półkulą. A lewa dłoń dzisiaj praktycznie jest nieużywana. Prawa jest już mało używana. Mało się pisze, mało się miesza. Ugniata, rzeźbi, maluje, gra. W muzyce jak się ocierasz o jakichkolwiek instrument, używasz dwóch rąk, perkusja, skrzypce, kontrabas, akordeon, gitara. Jeżeli ludzie nie potrafią coś sami zrobić, to znaczy, że nie są twórcami, myślicielami, nie jesteś fantastą, filozofem, nie jesteś architektem swojego życia. To jaki to rozwój. Rozwój to to pudło (telefon), które za chwilę spadnie, pęknie i nie masz swojego świata. Najbardziej szkoda mi dzieci. Ale sam świata nie zmienię. Ludzie się zachwycają, że moja muzyka jest inspirująca, pobudza ich do czegoś, daje im wiarę w trudnych sytuacjach. Cieszę się, że moja muzyka urzeka, że idzie ktoś z jej nurtem, że jest tym sercem wolności. Niestety część ludzi mimo, że słucha mojej muzyki w życiu kieruje się innymi wartościami. Wiem to dlatego, że nie zależy im na własnej opinii, ale na opinii innych. Dlatego, nie jest mi po drodze z tym światem. Ktoś mnie tu wcisnął w ten koniec XXI wieku i muszę się tutaj „bujać”. Chodzę boso, wszyscy się dziwią. A ja się dziwię, że ludzie chodzą w butach.

Print Friendly, PDF & Email