W Ostrowcu Świętokrzyskim rozwinęli skrzydła

Marlena i Bartłomiej Kot od trzch lat są związani z Ostrowcem Świętokrzyskim, do którego przyjechali realizować się zawodowo. Marlena pochodzi z Zawiercia, Bartłomiej z Końskich. Przez większość dorosłego życia mieszkali w Kielcach.
Obydwoje są absolwentami Instytutu Sztuk Pięknych Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, gdzie się poznali i jak sami często żartują, połączyła ich sztuka. Marlena ukończyła kierunek grafika warsztatowa. Bartłomiej małe formy rzeźbiarskie, a także malarstwo sztalugowe. Co ich skłoniło do przyjazdu do Ostrowca z Kielc, gdzie jak wiadomo są większe perspektywy jeżeli chodzi o jakikolwiek rozwój, a tym bardziej artystyczny.
-Rozwój artystyczny w wielu miastach toczy się w różny sposób, jest to specyficzny obszar działań i nietypowe środowisko – mówi Bartłomiej.
-Trzeba mieć trochę szczęścia, aby trafić w miejsce, w którym można rozwinąć skrzydła. Potraktowaliśmy tę możliwość wyjazdu jako okazję – mówi Marlena.
Dzisiaj Bartłomiej we współpracy z Marleną, otwierają mieszkańców Ostrowca na świat sztuki. Bartłomiej od 3 lat z powodzeniem prowadzi Pracownię Rzeźby i Ceramiki w Ostrowieckim Browarze Kultury przy Miejskim Centrum Kultury, realizując mnóstwo ciekawych projektów. Współpracuje z żoną, która dodatkowo prowadzi w pracowni sekcję plastyczną dla młodszych uczestników. Swoją pasją, zaangażowaniem, otwartością zarażają zarówno dzieci, jak i dorosłych. Prac uczestników warsztatów, które powstają pod ich bacznym okiem, nie powstydziłby się niejeden profesjonalny artysta. Pracownia działa nieprzerwanie, rozwijając się prężnie, czego najlepszym dowodem mogą być liczne dzieła tworzone z rozmachem wieloma technikami, projekty specjalne: „Świat na opak”, „Non Finito”, „Finito”– pokaz mody, „Noc Świętojańska” i wystawy: „Non Finito”, „Salonowe  zwierzaki-dzikie historie” wykraczającepoza zwykły cykl odbywających się regularnie zajęć. Wyjątkowe wytwory można nadal podziwiać zarówno w pracowni, jak i w różnych miejscachOBK. Dziś zastałam ich szykujących się do warsztatów plenerowych. W pracowni panuje cisza, przerwa wakacyjna.Nie oznacza to jednak przerwy wdziałaniach artystycznych. Cały sierpień odbywać się będą rozmaite warsztatyplastyczne z ich udziałem. „Bądźwężny”, „Słomka w słomkę – do czegoto podobne?”, „Stemplowanie. Odbij toteraz!”, „Zaczarowany las – maski zwierzęce”,„Wyczerpani”, czy „Biżuteriaze sznurka” to niektóre z kreatywnych propozycji dla dzieci i młodzieży, które tydzień w tydzień będą przez nich realizowane.  Poza tym Bartłomiej prowadzi wakacyjne warsztaty dla dorosłych, które występują w corocznym cyklu „Wieczorne Spotkania z Rzeźbą.” W tym roku „Strach ma wielkie oczy”.
-Był gips, była wiklina, w tym roku będzie słoma. Staram się pokazywać różne materiały, za każdym razem innesłyszę. Z wikliny robiliśmy różne formy, mniejsze i większe. Próbowaliśmy tę wiklinę kształtować tak, by poddała się naszym wizjom. Z gipsem bawiliśmy się w różnego rodzaju formy narzutowe. Powstał na przykład wielki kleszcz, który jednak pije tylko wodę, więc nie jest aż taki groźny (śmiech). Wtedy były proste formy, szybkie, delikatne. Gips jest bardzo dobrze znany stałym bywalcom pracowni, bo pracujemy z nim dużo, zwłaszcza wykorzystując go do różnego rodzaju odlewów. W tym roku zaproponowałem słomę. Będziemy konstruować pełnowymiarowe strachy na wróble, które udekorują dziedziniec OBK. Mam nadzieję, że to nietypowe zadanie rzeźbiarskie da możliwość puszczenia wodzy fantazji i powstaną ciekawe, różnorodne prace.
-Zainteresowanie plastyką, malowaniem, rysowaniem przejawiało się u mnie już od 3 roku życia, moja mama zawsze wspominała, że kiedy rysowałam, cały świat wokół mnie mógłby nie istnieć- mówi Marlena. Patrząc na moje rysunki z dzieciństwa widzę, że ten talent już wtedy we mnie drzemał. Ale talent bierze się przede wszystkim z ciężkiej pracy, która daje efekty, dlatego latami rozbudzam go w sobie. W moim mieście rodzinnym byłam wykorzystywana, w dobrym znaczeniu tego słowa, do różnych projektów, dekoracji, brałam także udział w plenerach.
Grafika warsztatowa, którego absolwentką jest Marlena to dawna technika, która niestety jak sama mówi odchodzi do lamusa.
-Dawniej w książkach stosowało się grafikę warsztatową, ponieważ nie było technik cyfrowych- wyjaśnia Marlena. To na ogół drzeworyty, które pojawiały się w starych wydaniach. Polegało to na tym, że najpierw wycinało się matrycę w drewnie bądź w innym materiale. Na to nakładana była farba wałkiem. Następnie matryca była wkładana do prasy i na papierze powstawał odcisk.
Zwielokrotniona odbitka dzieła autora. Przy dzisiejszym tempie życia, dla bardziej komercyjnych działań jest to proces zbyt długi. Przez co druk cyfrowy wypiera tradycyjne techniki. Sprzęt do działań graficznych , jak i do innych dziedzin artystycznych nie jest tani, ale przy odrobinie chęci można zaaranżować inne rozwiązanie. My tutaj nie mamy prasy, ale mamy walcarkę do gliny i ona wystarczy , aby wykonać odbitki. Niestety w dzisiejszych czasach te techniki typowo artystyczne, tradycyjne są już sprawą bardziej kolekcjonerską, bardziej związaną z wyżyciem artystycznym, wirtuozerią. Wielu osobom trzeba dziś tłumaczyć czym jest grafika warsztatowa. W dzisiejszym świecie, ani rzeźba, ani grafika, czy ceramika nie ma wielu zwolenników. Jest wiele dziedzin sztuki i technik plastycznych, które powoli zaczynają być zapomniane lub przekształcane i wypierane przez nowe media. Powoli jest też wypierane tradycyjne malarstwo. Wiadomo, te techniki są czasochłonne, a w związku z tym drogie.
-Może techniki te nie wymierają całkowicie, ale są przeznaczone dla wąskiego grona odbiorców. Jest to dzisiaj bardziej prestiżowy temat, typowo artystycznie wykorzystywany-dodaje Bartłomiej. Kiedyś było więcej dziedzin życia, w których korzystało się z rzeźby, grafiki, były też różne dziedziny przemysłowe, gdzie wykorzystywano rzeźbę w drewnie czy kamieniu do tworzenia elementów architektonicznych, czy dekoracyjnych aplikacji na meblach. Teraz częściej odnawia się te stare, niż robi nowe tego typu. (śmiech) Kiedyś artysta był też często swego rodzaju rzemieślnikiem, rzeźbiarz najczęściej kamieniarzem. Dziś zmieniły się trendy, a zarazem i forma wykorzystywania rzeźby i jej prezentacji. Teraz też są te wszystkie elementy, ale robią je maszyny, grafikę zastępuje druk cyfrowy. To są tańsze zamienniki, szybsza praca, łatwiejsza, klient nie wymaga specyficznych form. Tradycyjne techniki ograniczają się do form artystycznych, a nie przemysłowych. Nam artystom zawężają się ścieżki realizacji twórczej. Edukacja artystyczna, działania wystawiennicze i niekiedy projektowe, oraz tworzenie dzieł, których jeszcze nie wykona i myślę, że nigdy nie będzie mogła wykonać maszyna. Kreatywność to broń artysty i myślę, że to jest przyszłość i kierunek, na którym skupia się teraz i będzie skupiała się w przyszłości praca artysty. Jest to czasem trudniejsza droga niż kiedyś, ale myślę, że równie atrakcyjna. Świat sztuki zmienia się wraz z otaczającym nas światem Jak przyznaje Bartłomiej, kontynuuje tradycję rodzinną. 
-Mama maluje, jest ceramikiem z wykształcenia po kieleckim plastyku, gdzie również się udałem, wiedząc od dziecka, że atmosfera tego miejsca jest niesamowita – podkreśla Bartłomiej. I taka była. Tata jest rzeźbiarzem. Ukończył zresztą tą samą szkołę. Odkąd się urodziłem, miałem związek z farbami, z zapachem terpentyny, z wszystkimi artystycznymi materiałami. Ale myślę, że to mój zapał przeważył i spowodował, że dziś jestem tu gdzie jestem, ponieważ mam brata, który poszedł w zupełnie innym kierunku.
-Jak byłeś mały, zniszczyłeś obraz swojej mamy (śmiech) – mówi Marlena. -Ja rysowałem i malowałem po tych obrazach, to jest akt twórczy, uważam, że to było wartościowe (śmiech)-mówi Bartłomiej. Plastyka to było to co lubiłem przez cały okres podstawówki i gimnazjum. Z tego byłem znany i doceniany we wszystkich miejscach, gdzie pokazywałem swoje prace. Ten pierwiastek musiał gdzieś we mnie siedzieć. Oczywiście, co powtarzam w naszej pracowni do każdego, bardzo duża część sukcesu to jest nasza praca. Swój rozwój musimy budować przez tę pracę . Każdy ma predyspozycje do czegoś, jedni mniejsze, drudzy większe. Nikt nie jest genialny od razu. Może jedynie łatwiej jest jednym niż innym przyswajać wiedzę z danej dziedziny. W sztukach plastycznych możemy mówić o pewnym wrodzonym wyczuciu koloru, czy kompozycji.
-Naturalne jest to, że jeżeli coś lubimy, to robimy tego dużo – mówi Marlena. Spędzamy nad tym mnóstwo czasu. Jeżeli coś sprawia ci przyjemność, to często to robisz i wtedy doświadczenie przychodzi samo, naturalnie. Dobrze to wykorzystywać. Często jest spotykane, że do naszej pracy podchodzi się jak do hobby. To nie jest tak. To jest dużo pracy, mnóstwo wyrzeczeń, mnóstwo nieprzespanych nocy. Natomiast jeżeli coś się kocha, to przychodzi to łatwiej. Bartłomiej ukończył Liceum Plastyczne im. Józefa Szermentowskiego w Kielcach, popularnie nazywanym kieleckim plastykiem na kierunku rzeźba. -Dla mnie to było faktycznie magiczne miejsce, opowieści, które słyszałem, u mnie się zwielokrotniły i spotęgowały ten efekt oraz pogłębiły moje zamiłowanie do sztuki- mówi Bartłomiej. Stwierdziłem, że to jest to, co chcę robić. Podejście do życia artysty jest troszkę inne, środowisko jest zupełne inne. Fajni ludzie, bardzo fajne miejsce, tam naprawdę sporo się nauczyłem, polecam jeżeli ktoś chce się udać, to na pewno jest to niezwykłe doświadczenie.
Dla Bartłomieja zawsze było bliższe rzeźbiarstwo.
-Zawsze byłem rzeźbiarzem, dla mnie wszelkie formy przestrzenne są pasjonujące. Zwłaszcza te wielkoformatowe – mówi. Do malarstwa też tak podchodziłem, bo cała moja praca magisterska i praca na uczelni polegały na tym, że te obrazy zawsze wychodziły z przestrzeni. Łączyłem rzeźby z malarstwem, zajmowałem się tą tematyką tworząc asamblaże, czyli doklejając różne elementy do płaszczyzny obrazu, nakładając na obrazy rozmaite faktury, tworząc barwne kompozycje przestrzenne, malowane płaskorzeźby.
-Mąż szedł o krok dalej, i jego praca magisterska polegała na tym, że obrazami wydzielona była cześć przestrzeni wystawienniczej i one tak jakby wymieniały się ze sobą wchodzącymi w przestrzeń elementami-mówi Marlena. Można powiedzieć że wchodziło się do środka obrazu. Widz stawał się jego częścią.
-Instalacje rzeźbiarskie to jedna z moich pasji, którą i tutaj często w różnych formach staram się przemycać. Poza tym kocham drewno, pokochałem je w liceum plastycznym, bo tam najwięcej z nim pracowałem- mówi Bartłomiej. Do tej pory zapach drewna, jego ciepło, dotyk to wszystko wywołuje we mnie miłe emocje. Doceniam też papier, co widać w pracowni, bardzo przyjemnie się z niego korzysta, staram się przekonywać do niego ludzi, bo jest wdzięcznym materiałem, często niedocenianym, bo nie jest tradycyjny i tak trwały jak drewno, czy kamień. Papier wykorzystywany jest w sztuce rzeźbiarskiej dość rzadko, ale uważam, że niesłusznie. Jest warty uwagi, bo to bardzo wdzięczny do kształtowania materiał.

W warsztatach, które prowadzą Marlena i Bartłomiej, biorą udział osoby, które miały wcześniej związek z dziedzinami artystycznymi, ale jest też dużo osób chcących zacząć swoją przygodę ze sztuką. Szukają przy tym oddechu od pracy, relaksu, odpoczynku. Praca manualna powoduje, że uwalnia się umysł, emocje z nas schodzą. -Jak pracuję się z grupami o tak dużej rozpiętości wiekowej? Trzeba lawirować pomiędzy poziomem umiejętności, wiekiem, i predyspozycjami. Choć mamy osoby, które miały kontakt z rzeźbą, ceramiką czy w ogóle z jakimiś technikami plastycznymi , to osoby które przychodzą bez żadnego wcześniej przygotowania i po prostu odkryły to w sobie, często doganiają umiejętnościami starych wyjadaczy – zauważa Marlena.

-Wiele z tych osób, które teraz przychodzą na warsztaty, zaczynało tutaj 3 lata temu i tak naprawdę poczyniło niesamowite postępy, właśnie dlatego, że chciały- mówi Bartłomiej. Wiek nie gra roli, liczy się zaangażowanie. Marlena pracuje głównie z dziećmi. Jak przyznaje, w pracowni pojawiają się dzieci o różnym poziomie umiejętności niezależnym od wieku. Czasem młodsze dzieci potrafią zaskakiwać, radząc sobie lepiej w działaniach plastycznych od tych starszych.
-Bardzo ważna jest tutaj rola rodziców, jak pracują z dziećmi, czy poświęcają dużo czasu na ich pasję, czy motywują i pozwalają na tę twórczość- mówi Marlena. Niestety, wiele dzieci wpada w pułapkę technologii, zaś rodzice w pułapkę ciągłej pracy. Wydaje mi się, że dlatego szczególnie ważne jest to co my robimy. Bo to my jesteśmy nośnikami wiedzy i pasji. I my powinniśmy starać się, aby ten rozwój naszych dzieci, w sensie społeczeństwa, które się rozwija było zdrowe. To nasza misja. Najlepiej zaraża się pasją, mając ją w sobie.  

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.