Hutnicze losy. Ideały i proza życia

Zdzisław Polak ponad trzydzieści lat przepracował w Hucie Ostrowiec. Dziś jako 89-letni emeryt, z nostalgią wraca do tamtych lat i dawnej Huty, której już nie ma.
Urodził się w Szewnie. Podstawówki nie udało mu się ukończyć, gdyż wybuchła wojna. Niemieccy okupanci zajęli budynek szkoły, a on jako 13- latek musiał kontynuować naukę na kompletach. Szlifował tam język polski, geografi ę i historię. Wszyscy nosili książki ukryte pod ubraniem, bo groziła za to kara.
-Dobrze wspominam pana Bojanowskiego, który prowadził tajne nauczanie na Podszkodziu –mówi Z.Polak. Nazwisko Bojanowski nie było jego prawdziwym nazwiskiem. Był to bowiem pan Damięcki – warszawski aktor, a nas młodych na kompletach uczył. W sumie chodziło do niego dwanaście osób. Jego synowie – Maciej i Damian zasłynęli po wojnie jako wyśmienici aktorzy. Mówiono o nich, że to bracia bliźniacy, a tymczasem jeden był starszy od drugiego o trzy lata.
Po wojnie Zdzisław Polak próbował zrobić karierę na Zachodzie. Był to oczywiście zachód Polski – ziemie odzyskane. W Lubaniu Śląskim uczył się w gimnazjum bawełnianym, jednocześnie pracując na krosnach. Jako pół-sierocie przysługiwały mu książki za darmo. Po ukończeniu szkoły otrzymał nakaz pracy. Wysłano go do Fabryki Wyrobów Blaszanych kolo Legnicy, gdzie zdobywał nowe kwalifikacje. Po roku pracy trafił do Zielonej Góry oraz Jeleniej Góry, a następnie do Łodzi do Fabryki Wyrobów Narzędzi Chirurgicznych i znowu do Jeleniej Góry. Takie to były wówczas czasy i takie losy wielu młodych ludzi.


W 1952 roku, po powrocie do Ostrowca Świętokrzyskiego, Zdzisław Polak zatrudnił się w Hucie. Problemów z przyjęciem do pracy nie było żadnych. Po prostu, ludzie byli wówczas poszukiwani. Mając kilka zawodów – tokarza, frezera i ślusarza, trafił do Wydziału Mechanicznego. Na Hucie przepracował w sumie trzydzieści dwa i pół roku.
-W robocie łatwo nowemu nie było –mówi Z.Polak. Robota dobrze płatna, przy której człowiek się nie narobił, a dużo zarobił, dostawała się swoim, a tacy jak ja, nowo przyjęci musieli harować za grosze. Bo gdy trzeba coś zrobić dok ładnie, precyzyjnie, to traci się i czas, i pieniądze. Robienie nakrętek, wałeczków czy bolczyków było proste, można było tego zrobić dużo – no i dużo zarobić, ale taką fuchę dostawali swoi. Ja musiałem wykonywać obudowy łożysk, śruby, kółka zębate, sprzęgła – niestety skomplikowane w wykonaniu i czasochłonne, a przez to mało płatne.
Ostrowiec nie był w tamtych latach miastem, które choćby przypominało dzisiejsze – nowoczesne, zurbanizowane i wyposażone w infrastrukturę podziemną oraz naziemną. Nie było dobrych dróg, a komunikacja miejska zamiast autokarów używała pojazdów ciężarowych, które woziły ludzi na pakach, a nie w ogrzewanych i klimatyzowanych kabinach. Jeśli zaś chodzi o sklepy, to ileś ich tam było, ale kupić w nich raczej niewiele się dało. Kawałek kiełbasy czy kaszankę można było dostać w kiosku na Hucie.
-Będąc hutnikiem, krótko mieszkałem w Szewnie, a po ożenku przeniosłem się do Jędrzejowa –mówi pan Zdzisław. Do pracy dojeżdżałem rowerem. Wystarczyło zjechać z górki, żeby po chwili znaleźć się pod bramą Huty.


Pracując przy maszynach, nierzadko po 12 godzin dziennie, a także w soboty i niedziele, które były podwójnie płatne, Zdzisław Polak poznał wielu nowych kolegów. Wielu z nich, i tych z Ostrowca, i tych spoza miasta, do dziś ciepło wspomina, choć wielu już odeszło z tego świata.
-W latach sześćdziesiątych pracowaliśmy na starych maszynach –mówi Zdzisław Polak. Troszkę lepiej pod tym względem zaczynało się dziać dopiero pod koniec lat siedemdziesiątych. Dostaliśmy dobre, ale drogie wytaczarki i tokarki krajowej oraz amerykańskiej produkcji.
Zdzisław Polak nie był działaczem, ale tokarzem. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych na Hucie produkowano m.in. żużlowozy, które były wysyłane do Iraku. Była to nasza robota od „a” do „zet”, ale na koniec i tak przykładano na nich aluminiowe tabliczki z napisem: „Zdiełano w CCCP”.
-Praca w Hucie była dla mnie najważniejsza –mówi Zdzisław Polak. Rzetelnie wykonywałem swe zawodowe obowiązki, choć nie ukrywam, że mając taki fach – po pracy pomagałem wielu ludziom. A przy okazji trochę grosza wpadło do kieszeni.


Praca w Hucie była ciężka i nie zawsze dobrze płatna. Wielu hutników nie było z tego zadowolonych. Protesty na tym tle pojawiały się już w latach siedemdziesiątych.
-Jak zrobiliśmy taką ruchawkę, to przyszedł kierownik i mówił, żebyśmy się uspokoili, bo przyjdą i zabiorą nas na białe niedźwiedzie –mówi Z. Polak. Protestowaliśmy nie tylko z powodu niskich zarobków, ale i z powodu braku odpowiednich narzędzi. Zdarzało się, że jak nie było odpowiednich narzędzi, to musieliśmy zabierać produkt z Huty i wieźć do kowala.
Mój rozmówca mówi, że stan wojenny był trudnym okresem dla hutników. Udział w strajku był niebezpieczny. Wtedy naprawdę ryzykowało się nie tylko swoim życiem, ale i losem rodziny. Niektórzy z tych, którzy strajkowali, musieli opuścić kraj. Na szczęście nie trafili oni do białych niedźwiedzi, ale do USA. W dodatku ludzie byli podzieleni, a część należała i do partii, i do Solidarności. Zdarzali się też i tacy, którzy, będąc i tu, i tu, przekazywali władzy jakie są nastroje wśród załogi, co ludzie myślą, co planują.
Od wielu lat Zdzisław Polak jest emerytem. Niestety, w tym czasie jego Huta uległa parcelacji, a stara – historyczna – brama przestała istnieć.
-Zabolała mnie szczególnie wyprzedaż maszyn na Wydziale Mechanicznym –mówi Zdzisław Polak. W swej naiwności chciałem kupić jedną z takich maszyn, ale jak to mówią – nie dla psa kiełbasa. Te lepsze dostały się za grosze innym, a mnie oferowano zakup złomu.
Historii nie da się cofnąć podobnie, jak Wisły nie da się zawrócić kijem. Pamiętając więc o tym co za nim, Zdzisław Polak wciąż stara się podążać przed siebie.

fot. D.Kostkowski

Print Friendly, PDF & Email

One thought on “Hutnicze losy. Ideały i proza życia

  • 14 października 2019 at 14:17
    Permalink

    To nie byl dobry czas dla ludzi uczciwych. Ludzi uczciwych po mimo to bylo bardzo wielu, ale nie mieli ani mozliwosci, ani sily przebicia, aby zaistnic. Rzadzeni byli przez politycznych slugusow systemu, bo tylko tak mozna wtedy bylo zaistniec. Dziwi mnie dzisiaj nazywanie elitami tych, ktorzy jak by nie patrzec wywodza sie z parobow slugusow i dupowlazow. Prawdziwe elity tego kraju zostaly wytepione, a ci ktorzy pozostali musieli sie ukrywac, nie wychylac, lub wyjechac z kraju. Tepione bylo kazde inne zdanie, rozniace sie logika od jedynie slusznej wtedy drogi, obranej przez partie, a wlasciwie, nakazanej przez Sowietow. Nie latwe bylo betonom wytlumaczyc ze cos mozna zrobic lepiej, nie szanowano ludzi z pomyslami i uwazano ich za macicieli. Zeby cos zmodernizowac trzeba bylo te pomysly podsuwac betonom jako ich wlasne. Wtedy dopiero mozna cos bylo poprawic, zmodernizowac, czy zrobic lepiej, a to trwalo. Przebicie sie prez uklad partyjny byl niemozliwy, wiec dobre, lub lepsze pomysly, trzeba bylo przsaczac przez kolektyw jako wniosek do rozpatrzenia przez partie. Co trwalo latami, albo nigdy nawet nie bylo czytane, bo beton wszedzie szukal wrogow narodu i nie starczalo mu czasu, ani rozumu na racjonalizacje. Najlepsze pomysly zabierala partia, aby oddac za darmo Sowietom, w ramach RWPG. I znikaly w CCCP. A nasi racjonalizatorzy zostawali z otwarta geba nie wierzac ze tak to sie zalatwia. Robic swoje i nie wychylac sie, taka byla zasada. Zbyt madrzy latwo mogli sie stac wrogiem narodu. Na nie ustannych zebraniach, cos tam kolektywnie moglo sie przebic do betonu, bo kolektyw musieli brac pod uwage i sie z nim liczyc. Ale to zwykle konczylo sie gadanina, nawet jesli z gromkimi brawami. A nawet jesli cos uznao za sluszne, to pozniej tonelo w biurokracji. Masa zeczy do zrobienia i wielkie wyniszczenie kraju po wojnie sprawialy ze rozwoj byl wszechobecny, bo co by nie zrobic bylo rozwojem. A spoleczenstwo musialo sobie radzic drobnym rozkradaniem przedmiotow, narzedzi, materialow, czy gotowych produktow, z miejsc w ktorych pracowali. Dzieki czemu pozniej zakwitlo lapownictwo, ktore rozroslo sie do powszechnego prawa bytu. Na szczescie rozped odbudowy kraju i rozbudowy byl tak duzy, ze nawet w takich okolicznosciach rozwoj trwal do poznych lat siedemdziesiatych. Kiedy musiala juz w koncu nastapic stagnacja gospodarcza, bo wtedy nastal czas technologii. I pozyskiwanie surowcow tracilo na znaczeniu. Przez co zaczelo wszystko w blyskawicznum tepie spowalniac. A z pwodu braku nowoczesnych technologi, zaczelismy spadac w przepasc zapasci gospodarczej. Kupowanie technologii wyczyscilo nas ze swicywloskow i nastapila zapasc nie mozliwa do poddzwigniecia. Ratowanie sie kredytami przez Gierka uzaleznilo nas nie tylko od ruskich, ale rowniez od zachodu. Uczciwi ludzie w takim systemie stawali sie coraz bardziej nikim. I choc powszechnie ich szanowano i stawiano za wzor, byli nikim. Wywieszono co niektorym portret przed zakladem, jesli zyli w zgodzie z partia. Po upadku komuny zmielono ich w przemianach ustrojowych, w ktorych beton wyrosl na elite, a uczciwi, na niezaradnych i glupich. Jednak po miedzy tym wzystkim madrosc nie gasla, choc byla tlumiona i przygaszana i zdwala sie beznadzieja. Kiedy beton doszedl do wniosku ze gospodarka chyli sie ku upadkowi i zaczeli sie podpierac prywatna inicjatywa i odrobine sie nawet poprawilo. Ale ta prywatna inicjatywa zeby istnec, musiala sie oplacac betonowi jak mafii. Wszystko bylo za lapowki. Beton swoje dorobki przekazywal swoim dzieciom, a biznes swoimi, a uczciwi z otwarta geba patrzyli raz na jednych, raz na drugich. I do dzisiaj jeszcze sie to nie dotarlo. Jednak na szczescie ludzie uczciwi sa coraz bardziej w cenie i coraz czesciej doceniani. Za malo doceniani, ale jednak ta wartosc jest coraz bardziej w cenie. Jest jednak zbyt slaba zeby stanowic sile sama z siebie i wciaz przez krasomowcow, lub cwaniakow, sa wodzeni, badz zwodzeni, zeby tamci zdazyli sie w swojej kadencji nachapac zanim sie ktos zorientuje. Maja prawo glosu, lecz przez lata w takim gnoju zatracono w nich sile przebicia i zdolnosc decydowania. Nie wymagaja od rzadzacych postepowania zgodnego z ich interesem, interesem spolecznym i ciagle jeszcze sa jakby przytloczeni strachem przed represjami betonu. Do odwaznych swiat nalezy, …choc mowiono to zawsze, dotyczylo tylko mlodych. Jednak mlodzi maja luke w pamieci, bo nigdy ich tego nie uczono i uplynac jeszcze musi troche wody, aby starzy odwazyli sie zabrac glos, a mlodzi zrozumieli czego tak naprawde potrzebujemy. I to, kto kogo powinien tak naprawde miec pod kontrola. …Elity, ..Boze, jak patrze np. na celebrytow nafaszerowanych botoksem, ktorzy sa karykatura tych wlasnie elit, to boje sie, ze normalnosc sie juz w tym kraju nigdy nie przebije. Ale nadzieje mam. Bo gdzie niegdzie zaczyna byc widac coraz wiecej sensu w tym co robimy. Coraz wiecej rzeczy madrych. Ale gdzie niegdzie to zbyt malo. Poprostu potrzebujemy wiecej cywilnej odwagi aby zbudowac sobie kraj, taki na jaki zaslugujemy. I nie bac sie pietnowac tego co nas wyniszcza, a karmi cwaniaczkow. To co nam jest teraz dane musimy wykorzystac do rozwoju wlasnego dobrobytu i tym samym dobrobytu calego kraju. Tak naprawde sila narodu jest w ludziach, a nie w jakiejkolwiek partii. A dobrobyt ludzi jest w tym, ze jeden drugiemu daje zarobic, bo tak sie tworzyly spolecznosci, spoleczenstwa. To jest najbardziej naturalne.Wladze wybieramy po to, aby pomogly nam pomnazac nasz dorobek i usprawnialy zycie codzienne. A nie otaczaly sie partia, zeby chronila ich zbyt czesto ciemne interesy. To nasz intres jest najwazniejszy i na nim musimy zbudowac ten kraj. Wiadomo, ktos musi tym zarzadzac. Ale to my powinnismy decydowac jak to zarzadzanie ma wygladac. Prawnicy urosli do rangi nietykalnej kasty. Powinnismy ich chronic przed przestepcami, ale jesli sami popelniaja przestepstwa powinni odpowiadac tak samo jak kazdy inny. To samo dotyczy politykow. Ich decyzje musza byc zgodne z naszym zdaniem, a nie ich interesem. Bardzo wiele jeszcze musimy zauwazyc, zrozumiec i zmienic.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *