Szewc z irokezem na głowie

Andrzej Czajka fach szewca zdobył w Ostrowieckiej Spółdzielni „Zjednoczenie”, która mieściła się w Ostrowcu Świętokrzyskim przy ul. Kilińskiego.
To tam pracował na montażu obuwia. Nauczył się kunsztu szewskiego i ćwiekowania. Zawodowo ze spółdzielnią najpierw związani byli: mama Andrzeja, ciotka i wujek. W dalszej rodzinie również nie brakowało wykwalifikowanych szewców, którzy pochodzili z okolic Sarnówka. Stąd zamiłowanie Andrzeja do zawodu szewca. Swój zakład, jeden z nielicznych w mieście, prowadzi od 1991 r. z małymi przerwami. W pracy pomaga mu żona Janina, dla Andrzeja Jasia.
Powrót do zawodu
-Był czas, że nie chciałem być szewcem, myślałem o wyjeździe. Po prostu, chciałem zobaczyć trochę świata – mówi. I wyjechałem do Włoch, ale po roku wróciłem do Ostrowca. Obijałem się bez pracy chyba przez 3 lata. Po tym czasie na nowo otworzyłem zakład.
Jak przyznaje A. Czajka, przez te 30 lat, od kiedy zajmuje się naprawą butów, szewstwo bardzo się zmieniło.
-Kiedyś były fleki metal -skórka, przeważnie je się nakładało w dużych ilościach – wspomina. Po 4 latach, kiedy wróciłem do zawodu, już były fleki bolcowane. Dużo weszło nowych tworzyw do klejenia, jak klej poliuretanowy, tworzywa poliuretanowe i kauczuk termiczny. Trzeba było mieć wiedzę czym materiały skleić, aby się ze sobą trzymały.
Andrzej przyznaje, że obecnie klient jest ten sam, a tylko życie się zmieniło. Kiedyś zwężało się lub poszerzało cholewki. Teraz praktycznie to zaniknęło.
-Jest dużo butów na rynku – dodaje. Jeżeli ktoś sobie kupuje buty, to kupuje dopasowane. Kiedyś było ciężko o buty, ale były one dobrej jakości. Dzisiaj wysoka cena butów o niczym nie świadczy. Miałem w naprawie buty, które kosztowały ponad tysiąc złotych i tak były złożone, że szkoda mówić. Jest na rynku dużo butów byle jakich, jednorazowych. Nie da się ich naprawić.


Naprawa butów za paczkę papierosów
Okazuje się, że liczba zakładów szewskich w Ostrowcu Świętokrzyskim na przestrzeni lat nie zmieniła się znacząco. W latach 80. jednak było wielu szewców tzw. domowych. Tak jak co sprytniejszy sąsiad obcinał włosy, tak inni naprawiali buty na przykład za paczkę papierosów czy butelkę wina.
-Dawniej to w każdym domu był specjalny trójnóg i młotek – wspomina Andrzej. To jest młotek po mojej babci Stasi, który ma około 100 lat. Każdy miał także szpilki drewniane do szpilkowania podpodeszwy. Łączyły one bez użycia kleju, podpodeszwę z podsówką czy spodem. Jak było mokro, deszczowo, to się to zaciskało, a jak było sucho, to też mocno trzymało. Takie buty jeszcze 6 lat temu miałem w zakładzie. Miały 70 lat i były to granatowe czółenka na wysokim obcasie. Ich właścicielem była młoda dziewczyna, która miała bronić pracę magisterską. Chciała, abym zrobił na nich zelówki, aby się nie poślizgnęła na płytkach. W latach 80. był kryzys z butami, bo buty były na talony. W tamtym okresie zakład szewski był bardzo dobrym interesem. Ludzie szanowali buty i naprawiali je. Zdarzało się, że do zakładu ktoś mi przyniósł paczkę papierosów, butelkę wina czy kurę (śmiech). Dzisiaj trudno wyżyć z szewstwa. Trzeba inwestować w dobry towar i na bieżące być z nowinkami szewskimi, aby przyzwyczaić ludzi, że jak się naprawi fleki, to długo wytrzymają.
Szewskie perełki
-Kiedyś pracowałem na zwykłym kółku szlifierskim i to 10 lat – mówi Andrzej. Często przeszukiwałem strony internetowe. Widziałem jak wyglądają profesjonalne zakłady szewskie. Znalazłem jedną z firm w Zamościu i stamtąd mam wszystkie maszyny.
Wśród nowych maszyn Andrzej przechowuje stare, nawet kilkudziesięcioletnie maszyny do szycia spodów butów. Jak mówi, kupił je, bo mają wartość historyczną. Warto podkreślić, że są w 100 proc. sprawne.
-Miejsca mam za mało, aby się swobodnie ze wszystkim rozłożyć, lokal powinien być dwa razy większy- mówi. Ale wiąże się to z kosztami. Nie mam aż tylu butów do naprawy. Dlatego zakłady szewskie mieszczą się z reguły w ciasnych pomieszczeniach. Ratujemy wygodne, ale schodzone buty Najczęściej klientami szewca są właściciele schodzonych, ale przede wszystkich wygodnych butów. Często butów, które mają ładnych kilka lat.
-W przeważającej części to buty,które są na granicy wytrzymałości. Lada dzień mogą się rozlecieć, mają zniszczone, zjedzone przez czas spody, lub wierzch ma dziury – mówi Andrzej. Zdarza się, że ze względów zdrowotnych buty są poszerzane. Są jeszcze osoby, które próbują ten zabieg robić przy pomocy denaturatu. Owszem, denaturat zmiękcza skórę, ale także może ją uszkodzić, odbarwić. Ja stosuję specjalne preparaty do rozciągania.
Nie klnie i nie pije jak szewc
Andrzej nie „klnie jak szewc”, „nie pije jak szewc”, i nie zalicza „szewskich poniedziałków”. Szewskie poniedziałki niegdyś oznaczały dla szewca dzień zakupów towaru na cały tydzień, głównie skór na robienie butów. Dlatego zakłady były zamknięte. Tymczasem mówiło się, że szewc popił w niedzielę i dlatego nie ma go w poniedziałek w pracy.
Wzrok w zakładzie przyciągają nie tylko zabytkowe maszyny, ale także wiszące na ścianie drewniane kopyta oraz ustawione na półce czarne naćwiekowane worsky. Wrażenie robią także buty w stylu gotyk. Są to buty dla punków czy ludzi lubiących taki styl. Nie trafiły do zakładu Andrzeja przez przypadek. Andrzej to zapalony fan rocka, a przede wszystkim punk rocka.
-Kupiłem je za 30 złotych -mówi. Są zniszczone. Odtworzę je do stanu pierwotnego.
Kocha punk rocka
-Muzyka punk rockowa zawsze mnie interesowała – mówi. Zawsze lubiłem muzykę o czystych lifach, energetyczną. To muzyka, która nie ukrywa niczego. Mówi jak jest. Jest bezpośrednia. Ostrowiec Świętokrzyski jest zagłębiem punka, tutaj jest albo punk rock, albo disco polo. Z Ostrowca i okolic wywodzi się kilka zespołów Azotox, Schizofrenia, Fridhof, Smoleńsk. W latach 80. w Ostrowcu była grupa Debil, której reaktywacja ma mieć miejsce w grudniu. Do dzisiaj w Ostrowcu pojawiają się znane ze sceny punkrockowej zespoły. Jestem zawsze na tych koncertach. Poguję pod sceną.
Andrzej ma wielu klientów także wśród fanów punk rocka, którzy przychodzą do niego ze swoimi glanami.
-Glanów się nie wyrzuca, naprawia się je dopóki się da – mówi Andrzej. Nie każda osoba, która słucha punk rocka, ubiera się w charakterystyczny dla punka sposób. Presja środowiska. Jak ktoś jest urzędnikiem, to nie pójdzie do pracy w masywnych, ciężkich butach i z irokezem na głowie. Ja mam
wolny zawód, więc mogą sobie na to pozwolić. Choć taki człowiek zawsze się zdradzi jakimś akcentem, że w tej subkulturze jest, że to lubi i że to kocha.
Przyciąga wzrok
To, jaką muzykę lubi Andrzej, zdradza jego fryzura i ubiór. Co tu dużo mówić, jest jedynym szewcem, który nosi 25-centymetrowego irokeza. Zdarza się, że także w pracy. Jak mówi, jest z tego powodu często zaczepiany na ulicy.
-Ważne jest to, co człowiek w sobie ma, jaki jest naprawdę, a nie tylko to jak wygląda – mówi. Kultura punkowa jest tolerancyjna. Nie przejawia agresji. Zdarza się, że jest komentowana negatywnie przez osoby, które tej subkultury nie znają. Nie podejdą do mnie, nie porozmawiają.
Andrzej na ulicy często słyszy: „ale ma fryzurę” i jest postrzegany jako dziwoląg. Zdarza się, że ludzie rzucają w jego stronę obelgi tylko dlatego, że ma irokeza i glany. Tymczasem jest pozytywnie zakręconym człowiekiem i wziętym szewcem, którego klienci nie ukrywają, że są bardzo zadowoleni z jego usług szewskich.

Print Friendly, PDF & Email

2 thoughts on “Szewc z irokezem na głowie

  • 31 października 2019 at 08:33
    Permalink

    A gdzie Pan Andrzej ma swój zakład?

    Reply
  • 31 października 2019 at 12:40
    Permalink

    Miałem okazję poznać tego Pana. Strasznie pozytywny i sympatyczny człowiek. Z GO dowiedziałem się, że jest szewcem 🙂

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *