Rodzinne firmy transportowe w kłopocie

Firmy transportowe nie mogą wyjść z głębokiego kryzysu. Najpierw nie miały co przewozić, a gdy w maju otworzyły się magazyny, a później granice, branżę zaczęły dobijać zatory płatnicze.
Koronowirus w największym stopniu obok turystyki i hotelarstwa dotknął branżę przewozową. Firmy przewozowe do tej pory nie mogą odbić się od dna. Zarówno te duże, jak i małe, zajmujące się przewozami szkolnymi czy okazjonalnymi. Po pandemii, kolejna grupa PKS-ów m.in. PKS Częstochowa ogłaszają upadłość. Nieco lepiej ma się branża przewozu towarów. Część taboru powróciła już na drogi.
Z przewozu towarów w powiecie ostrowieckim żyją tysiące osób. Na naszym terenie zarejestrowanych jest kilkadziesiąt średnich i większych firm, które specjalizują się w przewozach na terenie kraju, ale też wykonują przewozy międzynarodowe. Poza tym zarejestrowanych jest wiele małych firm, często rodzinnych, które dysponują jednym, dwoma czy trzema samochodami ciężarowymi. Kondycja tych małych firm przekłada się na życie setek rodzin w Ostrowcu Świętokrzyskim i powiecie.
-W marcu, kiedy pandemia powoli opanowywała kraje europejskie, transport działał siłą rozpędu – mówi jeden z właścicieli ostrowieckiej firmy przewozowej, wykonujący transport międzynarodowy  na całą Europę.
-Zatrudniamy 9 osób, w tym 7 kierowców. Jeździliśmy na poziomie 60 -70 proc. tego, co wcześniej. Kwiecień był miesiącem katastrofalnym, najgorszym w historii naszej firmy. Praktycznie wszystkie magazyny były zamknięte lub miały skrócone godziny pracy. Sporadycznie zamawiano towar. W tym czasie zablokowane zostały przewozy na wszystkich europejskich kierunkach. Drastycznie zmalał eksport do Polski. Import również. W kwietniu obowiązywały blokady granic. Kierowcy musieli stać w olbrzymich kolejkach, szczególnie przy transporcie towarów do Włoch, Chorwacji, Węgier i Niemiec.
-Udało nam się jakoś przetrwać dzięki odłożonym pieniądzom na koncie- dodaje nasz rozmówca. – Na szczęście stać mnie było na utrzymanie firmy przez 1 -2 miesiące. Skorzystałem także ze środków z tarczy antykryzysowej, choć miałem pewne problemy z przygotowaniem dokumentacji. W maju kolejki się zmniejszyły. Firmy powoli wracały do produkcji. Próbują sprzedawać towar. W zamian pojawiły się zatory płatnicze. Jest totalna katastrofa. Firmy nie płacą, wydłużają terminy, niektóre ogłaszają likwidację. Przepadają pieniądze, a próba ich odzyskania równa się zeru. Koronawirus dobił część firm. Zdarza się, że na płatność za transport trzeba czekać 30, 60 dni, a w niektórych przypadkach nawet 3 miesiące. Jeżeli ktoś może poczekać na pieniądze 90 dni, to musi być naprawdę bogaty.
Część przewoźników postawiła samochody lub sprzedała – podkreśla właściciel innej ostrowieckiej firmy, działającej na rynku od 30 lat. -Na dodatek stawki spadły. Mimo, że paliwo jest tańsze, to koszty osobowe i utrzymanie samochodów mocno odbijają się na budżecie firmy. Skończy się pomoc, skończą się pieniądze jeżeli ktoś dobrze nie rozplanuje kosztów. Uważam, że trzeci kwartał roku w transporcie będzie najtrudniejszym okresem dla naszej branży. Zawsze w lipcu i w sierpniu trudniej było o zlecenia.
Transportowcy najszybciej potrafią ocenić trendy w gospodarce. Część naszych rozmówców dostrzega już jednak pewne drgnięcie w produkcji! Być może ten trzeci kwartał da się jakoś przeżyć.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *